01.06.2026, 21:29 ✶
Świat nigdy nie cierpiał na niedostatek ludzi obdarzonych rozumem. Dane mu było spotykać uczonych zdolnych przywoływać z pamięci całe tomy traktatów, czarodziejów, których talent budził zazdrość oraz uzasadniony podziw. Jednocześnie Gustaw sądził, że wiedza pozostawała odrębnym królestwem, a prawdziwa ciekawość należała do cnót rzadkich.
Co więcej, niewielu posiadało dość pokory, aby pokochać same pytania. Nie wspominając już ambicji, która stopniowo wypierała zachwyt. Pytania ustępowały miejsca odpowiedziom, odpowiedzi zaś przeobrażały się w dogmaty.
Po dwóch stuleciach istnienia niezwykle rzadko napotykał człowieka, któremu miałby jeszcze ochotę coś przekazać. Panna Dolohov stanowiła pod tym względem wyjątek.
Wampirze monstrum podejrzewało, że gdyby pozwolono jej postępować zgodnie z własną naturą, zamieszkała pośród bibliotecznych regałów, żywiąc się herbatą, kurzem starych woluminów oraz niewyczerpaną rozkoszą odnajdywania przypisów, o których istnieniu zapomnieli nawet ich autorzy.
— Musisz wybaczyć mi, moja droga. Ostatnie tygodnie były wyjątkowo chaotyczne — wskazał dłonią fotel stojący naprzeciw kominka. A zmęczony wielce nieśmiertelny byt cierpiał ogromnie. Jego piękny zamek budowany cegiełka po cegiełce… Nic z niego nie pozostało. — Proszę, usiądź. W moim wieku człowiek zaczyna szczególnie cenić tych gości, którzy pojawiają się bez pozwu sądowego, katastrofy politycznej lub rodzinnego skandalu ciągnącego się… i ciągnącego się… — urwał i westchnął głęboko. — Powiedz mi, jak sobie radzisz? Proszę, nie odpowiadaj od razu, że jesteś zajęta badaniami. Tutaj nie mam najmniejszych wątpliwości. Pytam o ciebie.
Co więcej, niewielu posiadało dość pokory, aby pokochać same pytania. Nie wspominając już ambicji, która stopniowo wypierała zachwyt. Pytania ustępowały miejsca odpowiedziom, odpowiedzi zaś przeobrażały się w dogmaty.
Po dwóch stuleciach istnienia niezwykle rzadko napotykał człowieka, któremu miałby jeszcze ochotę coś przekazać. Panna Dolohov stanowiła pod tym względem wyjątek.
Wampirze monstrum podejrzewało, że gdyby pozwolono jej postępować zgodnie z własną naturą, zamieszkała pośród bibliotecznych regałów, żywiąc się herbatą, kurzem starych woluminów oraz niewyczerpaną rozkoszą odnajdywania przypisów, o których istnieniu zapomnieli nawet ich autorzy.
— Musisz wybaczyć mi, moja droga. Ostatnie tygodnie były wyjątkowo chaotyczne — wskazał dłonią fotel stojący naprzeciw kominka. A zmęczony wielce nieśmiertelny byt cierpiał ogromnie. Jego piękny zamek budowany cegiełka po cegiełce… Nic z niego nie pozostało. — Proszę, usiądź. W moim wieku człowiek zaczyna szczególnie cenić tych gości, którzy pojawiają się bez pozwu sądowego, katastrofy politycznej lub rodzinnego skandalu ciągnącego się… i ciągnącego się… — urwał i westchnął głęboko. — Powiedz mi, jak sobie radzisz? Proszę, nie odpowiadaj od razu, że jesteś zajęta badaniami. Tutaj nie mam najmniejszych wątpliwości. Pytam o ciebie.
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw