![]() |
|
[27.09.1972 r.] Niechaj księżyc brocząc w srebrze po niebie kroczy [Lana&Gustave] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127) +--- Wątek: [27.09.1972 r.] Niechaj księżyc brocząc w srebrze po niebie kroczy [Lana&Gustave] (/showthread.php?tid=6100) |
[27.09.1972 r.] Niechaj księżyc brocząc w srebrze po niebie kroczy [Lana&Gustave] - Gustave Delacour - 01.06.2026 Świat nigdy nie cierpiał na niedostatek ludzi obdarzonych rozumem. Dane mu było spotykać uczonych zdolnych przywoływać z pamięci całe tomy traktatów, czarodziejów, których talent budził zazdrość oraz uzasadniony podziw. Jednocześnie Gustaw sądził, że wiedza pozostawała odrębnym królestwem, a prawdziwa ciekawość należała do cnót rzadkich. Co więcej, niewielu posiadało dość pokory, aby pokochać same pytania. Nie wspominając już ambicji, która stopniowo wypierała zachwyt. Pytania ustępowały miejsca odpowiedziom, odpowiedzi zaś przeobrażały się w dogmaty. Po dwóch stuleciach istnienia niezwykle rzadko napotykał człowieka, któremu miałby jeszcze ochotę coś przekazać. Panna Dolohov stanowiła pod tym względem wyjątek. Wampirze monstrum podejrzewało, że gdyby pozwolono jej postępować zgodnie z własną naturą, zamieszkała pośród bibliotecznych regałów, żywiąc się herbatą, kurzem starych woluminów oraz niewyczerpaną rozkoszą odnajdywania przypisów, o których istnieniu zapomnieli nawet ich autorzy. — Musisz wybaczyć mi, moja droga. Ostatnie tygodnie były wyjątkowo chaotyczne — wskazał dłonią fotel stojący naprzeciw kominka. A zmęczony wielce nieśmiertelny byt cierpiał ogromnie. Jego piękny zamek budowany cegiełka po cegiełce… Nic z niego nie pozostało. — Proszę, usiądź. W moim wieku człowiek zaczyna szczególnie cenić tych gości, którzy pojawiają się bez pozwu sądowego, katastrofy politycznej lub rodzinnego skandalu ciągnącego się… i ciągnącego się… — urwał i westchnął głęboko. — Powiedz mi, jak sobie radzisz? Proszę, nie odpowiadaj od razu, że jesteś zajęta badaniami. Tutaj nie mam najmniejszych wątpliwości. Pytam o ciebie. RE: [27.09.1972 r.] Niechaj księżyc brocząc w srebrze po niebie kroczy [Lana&Gustave] - Lana Dolohov - 06.06.2026 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=pZgdTPk.jpeg[/inny avek] Każdy historyk zapewne zgodzi się, że styczność z osobami, które były świadkami kluczowych wydarzeń w dziejach świata, stanowi nieocenione źródło informacji. Niestety, nie wszystkie osoby są skore do opowiadania, a jeśli już się zgodzą to często robią to w dość chaotyczny sposób. Dlatego gdy ponad 250-letni mecenas zgodził się odpowiedzieć na nurtujące Lanę pytania, czarownica poczuła się szczególnie wyróżniona. Najwyraźniej musiała zrobić na panu Delacour pozytywne wrażenie (albo w jakiś sposób go zaintrygować), gdyż następnie wziął ją pod swoje skrzydła, jako swego rodzaju mentor. Dzięki wielu odbytym konwersacjom oraz wymienionym listom Dolohovówna zrozumiała, że pan mecenas nie był jedynie biernym świadkiem historii jak zabytek z muzeum, ale przede wszystkim aktywnym twórcą. Wszystkie kodeksy oraz umowy, do których przyłożył rękę, kształtowały przecież życia całych społeczności przez wiele lat. Wampir mógł również szczycić się spostrzegawczą, a dzięki wielowiekowemu żywotowi posiadał unikatową perspektywę. Kto inny mógłby obserwować skutki własnych działań po upływie stu lat? Pomimo bycia nieumarłym, panu Delacour nie można było odmówić energii ani zaangażowania; wciąż interesował się on światem i zdawał się posiadać opinię na każdy temat. Sposób w jaki przekazywał wiedzę był również niezwykle pociągający: potrafił jednocześnie zaznaczyć swoją pozycję i doświadczenie, bez wywyższania się nad słuchaczem. Gdy doceniał rozmówcę, często sam zaawał pytania by zdobyć nowe informacje. Istne ucieleśnienie noblesse oblige. Dlatego po każdym spotkaniu z nim Lana czuła się mądrzejsza nie tylko w kwestiach historycznych, ale także życiowych (czy nie-życiowych). Mentoring Delacour'a polegał bowiem nie tylko na pomocy Dolohovównie w karierze historyczki, lecz również (a może przede wszystkim) na wsparciu jej w samorozwoju. A jeśli chodziło o wsparcie, to ostatnimi czasy bardzo go potrzebowała. Mistrz (jak lubiła o nim myśleć, choć nie zwracali się do siebie w tak oficjalny sposób) przez ostatnie sześć służył jej pomocą oraz dobrą radą. Po tragicznej śmierci matki Lany w pożarze, stanowił więc najbliższy autorytet, do którego mogła się zwrócić z prośbą o rozwianie wątpliwości. Dolohovówna była więc bardzo wdzięczna, że mecenas znalazł dla niej czas w swoim wiecznie wypełnionym spotkaniami kalendarzu. -- Domyślam się. Chyba dla nikogo nie były one łatwe… – odpowiedziała, zajmując wskazane miejsce. Kącik jej ust mimowolnie uniósł się, kiedy Gustave wymieniał listę niechcianych gości. Większość ludzi obawiała się wizyty nielubianej ciotki, a nie posłańca wróżącego katastrofę polityczną. Cóż, życie długowiecznego prawnika obfitowało w absurdalne sytuacje, które jej pewnie nawet nie przyszłyby do głowy. – Hah, akurat ostatnio wcale nie zajmuję się badaniami. – znał ją na tyle dobrze, by przewidzieć jak zwykle odpowiadała. Zazwyczaj musiał specjalnie nakierowywać rozmowę tak, by ze swojej pasji przeszła na inny temat. Tym razem jednak nie musiał, gdyż żałoba po matce odebrała Lanie siły nawet na czynności, które wcześniej sprawiały jej przyjemność. – Jeśli chodzi o mnie… Przyznam szczerze, że zupełnie sobie nie radzę. Przez ostatnie tygodnie ledwo czułam, że żyję. – to wyznanie było trudne, ale konieczne. – A-ale chciałabym… C-chciałabym znów mieć siłę do życia. – mimo iż jej głos był łamliwy, to dało się w nim wyczuć determinację. Spotkanie z Anthony'm zmotywowało ją do robienia małych kroczków, lecz nie była pewna co konkretnie powinna uczynić. Liczyła, że Gustave pomoże jej w uzyskaniu odpowiedzi. RE: [27.09.1972 r.] Niechaj księżyc brocząc w srebrze po niebie kroczy [Lana&Gustave] - Gustave Delacour - 07.06.2026 Byłoby to już lat sześć odkąd przyjął młodziutką czarodziejkę pod swoje skrzydła. Dla nieśmiertelnego bytu rachuba czasu pozostawała jedynie konwenansem śmiertelników, ponieważ okrutnie zniekształcała jego pojęcie. Przez życie prawnika przewinęło się niezliczenie istnień i twarzy, jednakże żadnego nie sposób było sprowadzić do bezimiennego tłumu. Każde niosły własny ciężar doświadczeń. Gustaw zachowywał się ludzko, gdyż… zawsze miał dla kogo działać. Potrzebował celu ucieleśnionego w drugim człowieku, tj. publiczności, której mógł coś ofiarować, klienta oczekującego jego usług, zagubionej duszy wymagającej opieki lub rady. Dekady temu przestał należeć do tych żyjących funkcjonujących wyłącznie dla własnych pragnień. Być może właśnie dlatego tak rzadko zastanawiał się nad własnymi. W związku z tym, jak dobrze, że miał Svietlanę! — Rozumiem. W świetle okoliczności, które cię spotkały, byłbym znacznie bardziej zaniepokojony, gdybyś oznajmiła, iż radzisz sobie doskonale. Straciłaś matkę, Lano — próbował otoczyć ją czułością i troską, jak mogłoby chociaż częściowo zatrzeć ślady ostatnich wydarzeń. Żałoba nie była przecież sporem sądowym, który można byłoby wygrać dzięki argumentacji. Wampirowi jawiła się jako raczej konsekwencja miłości i przywiązania. Ceną, jaką człowiek płacił za to, że obecność drugiego człowieka miała dla niego znaczenie. (Niemało o tym wiedział, czyż nie…). — Nie jestem przekonany, czy jako wampir pozostaję właściwym autorytetem w kwestii wypowiadania się w sprawie żywotności — spróbował wywołać uśmiech na jej twarzy. — Obawiam się, że nie dysponuję remedium. Gdybym posiadał receptę na ludzkie cierpienie, z pewnością porzuciłbym praktykę prawniczą na rzecz znacznie bardziej dochodowego zajęcia. Niemniej… Gdybyś miała sporządzić niewielki plan działania na najbliższe dni… nie jako badaczka historii, nie jako córka rodu Dolohovów, lecz po prostu jako Lana… jaki byłby pierwszy krok, który mogłabyś uczynić ku temu, aby jutrzejszy dzień okazał się choć odrobinę bardziej znośny od dzisiejszego? Jadłaś już, mon étoile? RE: [27.09.1972 r.] Niechaj księżyc brocząc w srebrze po niebie kroczy [Lana&Gustave] - Lana Dolohov - 29.07.2026 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=pZgdTPk.jpeg[/inny avek] Pomimo bycia wielowiekowym nieumarłym, Gustave w swojej trosce był niezwykle ludzki. Właśnie ta empatia, nieskruszona latami oglądania najróżniejszych okrucieństw, stanowiła o sile jego charakteru. Delacour nie stał się bowiem okrutnym mecenasem, któremu zależałoby wyłącznie na bogactwie czy władzy, przeciwnie, jego serce (choć nie bijące) wciąż pozostawało we właściwym miejscu. Zresztą, kiedyś opisał Dolohovównie prawo jako sztukę tego, co dobre i słuszne, co w jego ustach brzmiało jak prawda. Straciłaś matkę. Lana na te słowa schyliła głowę, co nie było wyrazem nietaktu Gustave'a, tylko instynktowną reakcją. Tak, straciła matkę. Przez ostatnie tygodnie fakt ten zdołał już do niej dotrzeć, lecz wciąż czuła się nieswojo, gdy inni wspominali o jej stracie. Przez lata po śmierci ojca zdążyła już się przyzwyczaić do bycia półsierotą, lecz ta rana wypalona przez Spaloną Noc była jeszcze zbyt świeża. – Ja mam w tej kwestii przeciwne zdanie. – W końcu zebrała się w sobie i odpowiedziała, kusząc się nawet na lekki uśmiech. – Byłeś przecież świadkiem żywotów ludzkich od początku do końca. Widziałeś również różne reakcje na stratę… Moim zdaniem bycie swego rodzaju obserwatorem z zewnątrz pozwala na najszerszą perspektywę. Z tego powodu ja… Zawsze wolałam nie angażować się aż nadto. – Ostatnio jednak zaczynała mieć wątpliwości co do słuszności tego podejścia; w końcu doświadczyła na własnej skórze, że także bierność może mieć bolesne konsekwencje. – Tak, jadłam śniadanie w Prawach Czasu. – Nie dodała już, że to skrzat przypominał jej o regularnym spożywaniu posiłków. – A propos robienia pierwszego kroku… Dwa dni temu widziałam się z Anthony'm Shafiqiem, który również wydawał się przejęty moim stanem. – przyznała odrobine speszona, gdyż głupio jej było sprowadzać rozmowę na własny temat. – On również zasugerował mi znalezienie jakiegoś zajęcia i nawet zaproponował udział w jego powstającej fundacji. Przy czym nie sądzę, że chciał mnie zmanipulować. – Chciała od razu rozwiać wątpliwości, ponieważ mimo wszystko nie podejrzewała Anthony'ego o wyłącznie merkantylne intencje. – Z tego co zrozumiałam, moje zaangażowanie miałoby polegać na wsparciu finansowym oraz pomocy przy badaniu historii Doliny Godryka. Wstępnie zgodziłam się na tę propozycję. – Była oczywiście ciekawa jak Delacour oceniłby tę sytuację z punktu widzenia prawnika, ale także po prostu jako bardziej doświadczona (nie)życiowo osoba. Nawet teraz zadawał jej pytania o tak trywialne sprawy jak posiłki. – A poza tym, gdybym chciała uczynić kolejny dzień znośniejszym, najchętniej udałabym się gdzieś nad wodę. – wyznała liczą, że rumieniec na jej twarzy nie był zbyt widoczny. RE: [27.09.1972 r.] Niechaj księżyc brocząc w srebrze po niebie kroczy [Lana&Gustave] - Gustave Delacour - 18.08.2026 Jego podopieczna nie odpowiedziała na wzmiankę o zmarłej matce. Gustaw spróbował odnaleźć jej spojrzenie i utrzymać z nią kontakt wzrokowy, kiedy spuściła głowę. Chciał dać kobiecie do zrozumienia, że nie musiała przechodzić przez to wszystko samotnie. Żałował, że nie potrafił zrobić więcej. Nigdy nie postrzegał siebie w kategoriach ojcowskich. Daleko było mu do roli, którą zwykło się przypisywać rodzicielstwu, a różnica wieku pomiędzy nimi nie wydawała mu się wystarczającym powodem, aby przyjmować na siebie taką odpowiedzialność. Jednocześnie przez sześć lat zdążył przywyknąć do myśli, że dobro Lany nie było mu obojętne. Jeśli więc nie mógł ochronić jej przed cierpieniem, mógł przynajmniej pomóc jej odnaleźć w sobie siłę, dzięki której pewnego dnia przestanie potrzebować czyjejkolwiek ochrony. Być może właśnie tego powinien ją nauczyć. Podnosić głowę. Dostrzegać księżyc i gwiazdy. — Zgadza się. Różni czarodzieje reagują na stratę na różne sposoby — przyznał. — Masz jednak pełne prawo być zdruzgotana. Zastosuj, proszę, własną radę. Nie zamykaj wszystkiego w sobie. Na dłuższą metę nikt na tym nie zyskuje. Ani ty, ani ludzie, których pokochałaś i których mam nadzieję jeszcze pokochasz. Uśmiechnął się łagodnie, zachęcając ją, aby mówiła dalej. — Pan Shafiq zawsze doskonale wie, jak się sprzedać, prawda? — zauważył z rozbawieniem. — Trafił się nam jak ślepej kurze ziarno. Właściwie to zwrócił się do mnie z prośbą o przygotowanie dokumentów założycielskich. Zamierzam mu zatem pomóc na tyle, na ile pozwalała moja profesja, a skoro już o tym mowa… to że znaleźliśmy się tutaj w Szkocji, jest również jego zasługą. Nie chciałem zanadto przeszkadzać bliskim, którzy również postanowili obecnie rezydować na wyspach — westchnął cicho. — Chociaż obawiam się, że przyjdzie mi jeszcze zweryfikować, jak długo będę mógł sobie na tę uprzejmość pozwalać. Wrócił spojrzeniem do Lany. — Sama propozycja nie wydaje mi się zła. Jeżeli rzeczywiście chciałabyś się w to zaangażować, nie widzę powodu, aby cię od tego odwodzić. Zastrzegłbym jedynie jedno. Nie oczekuj od pracy, badań ani fundacji, że zabiorą ci żałobę. Człowiek nie powinien tak łatwo pozbywać się tego, co było dowodem jego przywiązania do drugiej osoby. Możesz natomiast pozwolić sobie na to, aby przez kilka godzin dziennie zajęło to twoje myśli. To nie zdrada wobec zmarłych. RE: [27.09.1972 r.] Niechaj księżyc brocząc w srebrze po niebie kroczy [Lana&Gustave] - Lana Dolohov - 11.10.2026 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=pZgdTPk.jpeg[/inny avek] Lana doceniała wszystkie gesty Gustave'a okazujące troskę, zwłaszcza, że w jego przypadku były one szczere a nie wyłącznie na pokaz. Sama jego obecność wiele dawała Dolohovównie. Nawet jeśli jej zachowanie nie wyrażało bezpośrednio tej wdzięczności, Delacour znał swoją podopieczną na tyle dobrze, by widzieć jak duże znaczenie ma dla niej to wsparcie. Pocieszyły ją słowa o różnych reakcjach na stratę. W pierwszych dniach po Spalonej Nocy Lana była w niemal katatonicznym stanie, więc nie miała siły by zamartwiać się tym, jak jej żałoba jest odbierana przez innych. Może i lepiej, że tak się stało, bo usilne dopasowywanie się do etykiety pogrzebowej zapewne tylko pogorszyłoby jej stan psychiczny. – Masz rację, po prostu… Po prostu czym innym jest przyjęcie jakiegoś konceptu, a czym innym zastosowanie go w życiu. Jak wiesz, mi nigdy nie było łatwo otworzyć się na nowe doświadczenia; raczej wolałam skrywać wszystko w sobie. Ale… Ale tym razem naprawdę próbuję więcej rozmawiać. – Pokonanie własnych granic było pierwszym krokiem do samospełnienia, jak wtedy, gdy Dolohovówna walczyła o możliwość podróżowania po Europie. Zrobienie tego kroku wymagało czasem asysty innych osób, lecz ostatnie tygodnie pokazały Lanie, że miała wokół siebie ludzi gotowych ją wspierać w tym przedsięwzięciu. Vakel, Anthony, Gustave… Za każdego z nich była ogromnie wdzięczna. Serce dziewczyny zabiło mocniej, gdy wampir wspomniał o ludziach których pokochał i których pokocha. Obecność Brynji w jej życiu była nieoceniona i Dolohovówna nie chciała jej stracić poprzez ciągłe zadręczanie emocjami związanymi z żałobą. Zdawała sobie jednak sprawę, że to właśnie brak komunikacji był przyczyną ich wcześniejszego rozstania. Znalezienie odpowiedniego balansu nie było proste, lecz skoro selkie sama chciała wiedzieć więcej o niej, to Lana nie musiała niczego przed nią zatajać. – Och, doprawdy? – Nie powinna być zdziwiona tym, że również mecenas Delacour został zaangażowany w projekt Shafiqa; w końcu starał się on zebrać specjalistów ze wszystkich dziedzin. – Jak widzę, Anthony pomaga wielu osobom. Z pewnością ma w tym interes, ale myślę też, że los innych naprawdę nie jest mu obojętny. Że ta inicjatywa rzeczywiście wesprze mieszkańców Doliny. Z tego powodu byłam skłonna mu zaufać. – Kolejne słowa Gustave'a trafiły dokładnie w to, czego się obawiała, więc potrzebowała chwili by je przetworzyć. Przez parę minut siedziała zamyślona, aż w końcu uporządkowała te mądrości w swojej głowie. – Przyznam, że na to właśnie liczyłam. Że to zajęcie da mi powód do działania a jednocześnie pozwoli zapomnieć. Ale masz rację, bo ta żałoba zapewne nigdy nie zniknie. Kiedy opowiadasz z perspektywy przywiązania, to brzmi ona wręcz pięknie. – W kącikach oczu dziewczyny pojawiły się łzy wzruszenia. – Właśnie ta kwestia też mnie martwiła. Z jednej strony teraz nie jestem ograniczona wolą matki i mogę robić co zechcę, ale czuję, że ją zdradzę jeśli zrobię coś wbrew jej oczekiwaniom. Bo wiem, że nie byłam idealną córką i teraz nie mogę cofnąć czasu, by to zmienić… – W tym momencie łzy zaczęły rzewnie płynąć po jej policzkach a głos dziewczyny zmienił się w szloch. RE: [27.09.1972 r.] Niechaj księżyc brocząc w srebrze po niebie kroczy [Lana&Gustave] - Gustave Delacour - 16.10.2026 Wampir nie należał do tych, którzy za okazaną dobroć oczekiwali wdzięczności. Troska o ile miała być czymś więcej niż starannie odegranym przedstawieniem na użytek cudzych oczu, nie powinna wymagać zapłaty w postaci uśmiechów, zapewnień ani wzruszających deklaracji, a już najmniej domagać się zapłaty od tych, którym ją ofiarowano. W związku z tym, wystarczało mu, że Lana pozwalała mu trwać u swego boku. Że nie odtrącała jego obecności nawet jeśli nie zawsze umiała znaleźć dla niej odpowiednie miejsce we własnym, skrzętnie uporządkowanym świecie. Pozostawał obok, nie czyniąc ze swojej obecności kolejnego ciężaru, który musiałaby dźwigać. Pilnował, aby nie zabrakło jej tego, czego akurat potrzebowała. Ale jak mógł przywrócić córce utraconą matkę? Toteż pozwolił, aby wszystko, co przez ostatnie tygodnie gromadziło się w sercu jego podopiecznej, znalazło wreszcie ujście. Jednocześnie pod nieruchomą powłoką nieumarłego ciała, w miejscu, gdzie serce od dawna nie pełniło już swych dawnych powinności, zacisnęło się coś boleśnie. Ile odwagi wymagało od niej przyznanie się do własnej bezradności? Lana potrafiła godzinami rozprawiać o cudzych losach, analizować dawno minione tragedie. Taki był los badaczki. Obecnie jednak przyszło jej zmierzyć się z historią, której nie mogła odłożyć na półkę, zamknąć w archiwalnej teczce ani opatrzyć stosownym przypisem. Gustaw sięgnął po leżącą obok chusteczkę i podał ją dziewczynie, po czym przysunął fotel nieco bliżej. — Och, mon étoile… Gdyby miłość do rodziców można było mierzyć liczbą popełnionych błędów, obawiam się, że większość ludzkości musiałaby zostać uznana za niegodną tego uczucia. A przecież tak nie jest, prawda? Nie zamierzam cię okłamywać, moja droga. Nie wiem, co powiedziałaby twoja matka, gdyby mogła teraz z tobą porozmawiać. Wiem jednak, że nie powinnaś skazywać samej siebie na dożywotnie potępienie za to, czego nie zdążyłaś zrobić — wyciągnął dłoń, aby ostrożnie ująć jej rękę. — Twoja matka była kimś więcej niż zbiorem oczekiwań, którym jak sądzisz, nie sprostałaś. Miała własne pragnienia, lęki, nadzieje, a być może również błędy, których nigdy nie zdążyła naprawić. Nie odbieraj jej tego człowieczeństwa, Lano, próbując uczynić z niej sędziego, który nawet po śmierci nieustannie ocenia każdy twój krok. Nie sądzę byś chciała pamiętać ją w ten sposób… Wypłacz się, dziecino. Chodź tu — kciukiem delikatnie pogładził jej dłoń. |