– Tak, dokładnie – potwierdziła, bo Christopher bardzo dobrze zrozumiał to, co do niego mówiła. Jeśli chodziło o kwestię eliksirów, to w rozmowie z ludźmi, starała się mówić możliwie prosto, jakoś z góry zakładając, że to jej zafiksowanie na temacie jest raczej osobliwe i nie każdy nadążał za jej tokiem rozumowania, jak sama się nakręciła i potrafiła mieć dwadzieścia różnych myśli na sekundę w kontekście eliksirów właśnie. – Próbowałam z eliksirami rozgrzewającymi na początku, ale one też sobie nie radzą. Więc chciałam stworzyć coś mniej uniwersalnego, ale uderzającego dokładnie w emitowanie ciepła, jak to nazwałeś… – ha, skoro nawet smoczy ogień sobie nie radził, to porzuciła już nadzieję na to, że jakakolwiek magia pozwoli jej poczuć ciepło. Ale nie musiała być przy tym nieprzyjemna dla innych – to znaczy do tej pory nie zawracała sobie tym zbytnio głowy, natomiast nie chciała zobaczyć, jak Christopher się krzywi na Jej Lodowatą Mość.
– Wiesz co, sama nie jestem pewna, jak to dokładnie działa, ale od maja ani razu nie zachorowałam… – co prawda po drodze było lato, ale Victoria zastanawiała się, zwłaszcza po tym, jak z Saurielem przeprowadzili mały eksperyment, czy przypadkiem energia pobrana z limbo w jakiś sposób jej nie wzmacnia również pod względem odporności na choroby… Skoro po stracie krwi nie czuła żadnej różnicy. – Więc dziękuję, ale wolałabym, żebyś ty się nie przeziębił, zwłaszcza w tym okresie – mówił w końcu, że ma dużo pracy ze względu na liczne zamówienia. Nie umiała powiedzieć, czy jej ciało w jakiś sposób jest w stanie wyczuć, że jest dobrze ubrane do panujących warunków cieplno-atmosferycznych i w tej chwili nie czuła, by ta zagadka była jakkolwiek bliżej rozwiązania.
– Na to wygląda. Sprawdzaliśmy ją pod kątem magii, ale niczego specjalnego nie znaleźliśmy – to znaczy… Atreus ją sprawdzał pod kątem magii. I nie przyznał się Victorii, że zaklęcie mu zwyczajnie nie wyszło, ona zaś była zaaferowana faktem, że kamień krwawi i nie wyłapała, że została bezczelnie okłamana. – Co, nie chciałbyś, żeby się okazało, że możesz zostać muzą dla rzeźbiarza lubującego się w ryciu ekstremalnych emocji? – zaczepiła go, ale przy tym lekko ścisnęła swoją dłoń, żeby dać mu znać, że tylko sobie żartuje. Muza, ha… to był dla Victorii trochę trudny temat, ale okoliczności wydawały się jakby w pewien sposób zbliżone, znajome i jednocześnie tak zupełnie różne: była z Saurielem na spacerze i zapytała go, co jest między nimi, i wtedy usłyszała o tej muzie inspirującej do życia i o tym, że nie ma i nie będzie w tym nic więcej. Christophera nie musiała pytać, bo mieli tutaj jasność – tę rozmowę już odbyli.
Lestrange rzuciła ostatnie spojrzenie na rzeźbę i poprowadziła ich z powrotem, w kierunku tych domów, które widzieli pomiędzy drzewami wcześniej. I jak się okazało – to nie była nawet żadna wioska, a ledwie pięć domków na krzyż pośród niczego.
– To co… Idziemy zapytać jak daleko do najbliższego miasta? – zaproponowała, nim wynurzyli się spomiędzy drzew.