• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu Epping Forest [26.10.1972] Bo czasami trzeba się na chwilę zgubić

[26.10.1972] Bo czasami trzeba się na chwilę zgubić
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#11
06.10.2026, 18:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.10.2026, 18:25 przez Victoria Lestrange.)  

– Tak, dokładnie – potwierdziła, bo Christopher bardzo dobrze zrozumiał to, co do niego mówiła. Jeśli chodziło o kwestię eliksirów, to w rozmowie z ludźmi, starała się mówić możliwie prosto, jakoś z góry zakładając, że to jej zafiksowanie na temacie jest raczej osobliwe i nie każdy nadążał za jej tokiem rozumowania, jak sama się nakręciła i potrafiła mieć dwadzieścia różnych myśli na sekundę w kontekście eliksirów właśnie. – Próbowałam z eliksirami rozgrzewającymi na początku, ale one też sobie nie radzą. Więc chciałam stworzyć coś mniej uniwersalnego, ale uderzającego dokładnie w emitowanie ciepła, jak to nazwałeś… – ha, skoro nawet smoczy ogień sobie nie radził, to porzuciła już nadzieję na to, że jakakolwiek magia pozwoli jej poczuć ciepło. Ale nie musiała być przy tym nieprzyjemna dla innych – to znaczy do tej pory nie zawracała sobie tym zbytnio głowy, natomiast nie chciała zobaczyć, jak Christopher się krzywi na Jej Lodowatą Mość.

– Wiesz co, sama nie jestem pewna, jak to dokładnie działa, ale od maja ani razu nie zachorowałam… – co prawda po drodze było lato, ale Victoria zastanawiała się, zwłaszcza po tym, jak z Saurielem przeprowadzili mały eksperyment, czy przypadkiem energia pobrana z limbo w jakiś sposób jej nie wzmacnia również pod względem odporności na choroby… Skoro po stracie krwi nie czuła żadnej różnicy. – Więc dziękuję, ale wolałabym, żebyś ty się nie przeziębił, zwłaszcza w tym okresie – mówił w końcu, że ma dużo pracy ze względu na liczne zamówienia. Nie umiała powiedzieć, czy jej ciało w jakiś sposób jest w stanie wyczuć, że jest dobrze ubrane do panujących warunków cieplno-atmosferycznych i w tej chwili nie czuła, by ta zagadka była jakkolwiek bliżej rozwiązania.

– Na to wygląda. Sprawdzaliśmy ją pod kątem magii, ale niczego specjalnego nie znaleźliśmy – to znaczy… Atreus ją sprawdzał pod kątem magii. I nie przyznał się Victorii, że zaklęcie mu zwyczajnie nie wyszło, ona zaś była zaaferowana faktem, że kamień krwawi i nie wyłapała, że została bezczelnie okłamana. – Co, nie chciałbyś, żeby się okazało, że możesz zostać muzą dla rzeźbiarza lubującego się w ryciu ekstremalnych emocji? – zaczepiła go, ale przy tym lekko ścisnęła swoją dłoń, żeby dać mu znać, że tylko sobie żartuje. Muza, ha… to był dla Victorii trochę trudny temat, ale okoliczności wydawały się jakby w pewien sposób zbliżone, znajome i jednocześnie tak zupełnie różne: była z Saurielem na spacerze i zapytała go, co jest między nimi, i wtedy usłyszała o tej muzie inspirującej do życia i o tym, że nie ma i nie będzie w tym nic więcej. Christophera nie musiała pytać, bo mieli tutaj jasność – tę rozmowę już odbyli.

Lestrange rzuciła ostatnie spojrzenie na rzeźbę i poprowadziła ich z powrotem, w kierunku tych domów, które widzieli pomiędzy drzewami wcześniej. I jak się okazało – to nie była nawet żadna wioska, a ledwie pięć domków na krzyż pośród niczego.

– To co… Idziemy zapytać jak daleko do najbliższego miasta? – zaproponowała, nim wynurzyli się spomiędzy drzew.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#12
08.10.2026, 08:47  ✶  
– To genialne – podsumował krótko. Bo bardzo starał się nie krzywić na to, jak lodowata zdawała się skóra Victorii, ale było to coś, do czego trudno mu było przywyknąć, i kiedy jej dłoń była ciepła to po prostu… było miłe. Nie musiał się pilnować i jego własna ręka nie traciła już błyskawicznie ciepła, jakby wyżeranego przez chłód limbo. – Czuję się trochę dziwnie, kiedy ja mam płaszcz, a ty nie – stwierdził z pewnym zastanowieniem, ale ostatecznie postanowił zaufać jej osądowi. – Chociaż mam wrażenie, że ważniejsze, żebyś ty nie kichała rzucając zaklęcia podczas Samhain… Czy nie wspominałaś, że szukaliście sposobu, żeby się tego pozbyć?
Mówił oczywiście o tkwiącym w nich zimnie, nie Samhain w ogólności. Nie miał pojęcia, że energia limbo może być na swój sposób przydatna, a marznięcie przez cały czas wydawało mu się losem raczej strasznym. Niby człowiek i organizm pewnie w końcu zaczynali się przyzwyczajać, nie mogło to być jednak komfortowe, a Chris był człowiekiem wysoko ceniącym sobie komfort.
– Może potrzeba do tego klątwołamacza – mruknął jeszcze, już odchodząc powoli z powrotem w las, choć obejrzał się po raz ostatni, spoglądając na uwiecznioną w biegu kobietę. Było coś w tej rzeźbie, w sposobie, w jakim ujęto ją w ruchu, w emocjach na twarzy, co poruszało jego wyobraźnię, zachwycało, ale też wywoływało dreszcze. – Nie, myślę, że nie – odparł, nawet jeśli wiedział, że pytanie było trochę żartobliwe. – To musiałby być ktoś zafascynowany strachem i cierpieniem, jeśli ta rzeźba miałaby być jakimś wyznacznikiem… Poza tym wolę sam mieć muzy. A zwłaszcza jedną – stwierdził, uśmiechając się do niej przy tych słowach dość wymownie. Zresztą pracował teraz nad pewnym projektem, ale został „odwieszony na kołek”, ze względu na fakt, że nagle wszyscy na świecie pragnęli płaszczy stagnacji, a Chris po tym całym Beltane, Spalonej Nocy i rozmowach z Victorią niechętnie przyjął parę dodatkowych zamówień, których normalnie by nie zrealizował.
– Rozejrzyjmy się może najpierw, czy zobaczymy tu coś, co nie wygląda… mugolsko? – zaproponował, spoglądając po domach. Niby marne szanse trafić przypadkiem na domy czarodziejów, ale skoro tuż obok była magiczna rzeźba i pole antyteleportacyjne, to kto wie? – Jeżeli mieszkają tu czarodzieje, może mają sieć fiuu. A jak nie… to faktycznie pozostaje pytać, którędy do najbliższej drogi, będziemy mogli wtedy wezwać Błędnego Rycerza.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#13
08.10.2026, 20:21  ✶  

– Dziękuję – uśmiechnęła się całkowicie szczerze, bo rzadko ktoś ją komplementował za wyczyny z kociołkiem i zrobiło jej się zwyczajnie miło. Prawdę mówiąc, osiągnięcie czegoś podobnego nie było wcale trudne, chociaż większą część pracy wykonała już nad tym wcześniej, gdy myślała o eliksirze na wampirze przypadłości. Dopiero jednak teraz, gdy zrobiła taki dla siebie, mogła pomyśleć o tym, że to całkiem dobra ochrona na przyszłość… gdyby ona lub Atreus chcieli ukryć swoje zimno – a było to warte przemyślenia. Bo choć teraz nikt się nimi nie interesował, to Victoria ciągle miała w głowie słowa egipskiej nekromantki oraz to, że można by chcieć wykorzystać energię, którą w sobie mieli. Gdyby więc po Samhain udawać, że już wrócili do normy… Ale nie myślała nad tym jeszcze poważnie. – Mogę sobie jakiś wyczarować, żeby nie wyglądać śmiesznie – zaproponowała i może nawet nie był to głupi pomysł, zważywszy, że być może będą musieli porozmawiać z mugolami… I jak powiedziała, tak też zrobiła – machnęła różdżką i chwilę później ubrała dość zwykły, brązowy płaszcz, w żadnej mierze wymyślny i z pewnością nie umywał się do tych, które miała w szafie, albo tego, który nosił właśnie Chris, ale przynajmniej nie powinna się już tak wyróżniać (chociaż buty miała kompletnie nienadające się na obecną okoliczność). – Szukaliśmy, trochę ,żeby się tego pozbyć, a trochę, żeby zrozumieć, co w ogóle się dzieje… – i czy to jest śmiertelne. Przez pewien czas dokładnie tak myślała.

– Możliwe – przyznała i również rzuciła ostatnie spojrzenie na rzeźbę, nim poszli w las. A potem uśmiechnęła się pod nosem. – Ach tak, mroczna muza coś tam, coś tam – zażartowała sobie, bo obiło jej się o uszy coś takiego niedawno w stosunku do niej i Christophera. Sama w sobie nie widziała niczego mrocznego, ale być może dla innych sprawiała takie wrażenie w tych swoich ciemnych sukniach, czarnych włosach i ogólnym chłodzie, jaki roztaczała raczej mimowolnie.

Kiwnęła głową na zgodę, że faktycznie warto się tutaj najpierw rozejrzeć, żeby się upewnić, że nie ma tu żadnego czarodzieja, który mógłby im pomóc. Przeszli więc skrajem lasu, szukając czegokolwiek osobliwego, niestety nadaremnie, a i przy tych pięciu domach, z czego żaden nie stał jakoś bardzo blisko siebie, wszystko wydawało się być obrzydliwie wręcz niemagiczne. A jeden z mugoli chyba ich zauważył przez okno, bo wyszedł przed chatę i patrzył na nich podejrzliwie.

– Chyba… nie ma tu magów – szepnęła do Chrisa, nie chcąc, by jej głos potoczył się w niechcianym kierunku, samej zerkając kątem oka na faceta, który miał ich na oku.


// rzut
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#14
09.10.2026, 14:09  ✶  
Chrisowi nawet przez myśl nie przeszło, że czarnoksiężnicy – w tym Voldemort – mogliby być zainteresowani tkwiącą w Zimnych energią, i że udawanie, że Samhain odwróciło stan rzeczy mogło stanowić dobry wybór w wypadku Victorii i Atreusa. Zwyczajnie był pod wrażeniem tego prostego efektu, który krył zimno i sprawiał, że dotyk przestawał być niekomfortowy czy chłodzić skórę drugiej osoby, bo chyba trochę dotąd nie doceniał eliksirów. To znaczy wiedział, że świetnie sprawdzają się w leczeniu i tworzeniu tych wszystkich zabawnych drinków na wieczory kawalerskie oraz do słodyczy, ale nie doszukiwał się w nich jakichś większych możliwości. Może niesłusznie.
– Nie zniknie na oczach mugoli? Chociaż… pewnie wmówią sobie, że coś się im przewidziało – stwierdził, w pierwszej chwili trochę tym zaniepokojony, w drugiej jednak natychmiast zmarginalizował własne obawy. Mugole jego zdaniem byli mało spostrzegawczy i po prostu wiedzieć nie chcieli, a on nieco ich lekceważył. – Dlaczego nie? To mroczne opowieści zawsze przyciągają najwięcej uwagi.
Chris przesuwał spojrzeniem po żywopłotach, dachach, oknach i ogródkach. Wszystko wyglądało nie tylko obrzydliwie wręcz mugolsko, ale też na biedne, wręcz zaniedbane. Dla kogoś, kto cenił sobie piękno, a on właśnie taką był, ta okolica jawiła się wręcz strasznie. Wzdrygał się na samą myśl, że mógłby tu mieszkać, i nie chodziło o to, jak odosobnione było to miejsce, wszak właśnie był w trakcie kupowania domu na odludziu… raczej jak stare i wzywające głośno o remont były te budynki.
Zmierzył idącego ku nim mężczyznę uważnym spojrzeniem. Od razu mógł stwierdzić, że jego ubrania były na wskroś wręcz mugolskie: i w kroju, i w użytych materiałach, i nawet jak na mugolskie standardy nie prezentowały się szczególnie dobrze. Jeżeli mieli do czynienia z czarodziejem, to maskował się naprawdę doskonale, a na takim zadupiu nie było chyba ku temu potrzeby.
– Dzień dobry – powiedział, bardzo się starając brzmieć uprzejmie. – Zgubiliśmy się w okolicy podczas spaceru w lesie. Czy mógłby nam pan wskazać, którędy do najbliższej głównej drogi?
– A wy tu skąd? – spytał niezbyt przyjemnym tonem mugol.
– Z Londynu – odparł Christopher, zwalczając chęć odpowiedzenia w podobnym tonie, w jakim on odezwał się on.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#15
10.10.2026, 12:50  ✶  

– Powinien trochę wytrzymać – stwierdziła, również się tym nadto nie przejmując, bo nie była początkującą w sztuce kształtowania magii i nie obawiała się, że zaklęcie, zresztą dość proste jak na jej możliwości, wyczerpie się tak szybko. Wierzyła w swoje zdolności magiczne, ale to tak samo jak w to, co da się zrobić za pomocą eliksirów, a była to dziedzina rzeczywiście niedoceniana. Eliksiry były w jej rozumieniu formą sztuki, która mogła to wszystko, czego nie dało się osiągnąć czarami. Która mogła wyjść poza ustalone granice.

– Fakt, ale nigdy nie myślałam o sobie jak o mrocznej. Chyba, że nie chodzi o mnie? – żartowała sobie, bo humor jej się polepszył znacznie, odkąd wróciła do swojego prawidłowego ciała (chociaż technicznie tamto też było jej, tylko jakby z kiedyś, a nie z obecnego czasu) i przynajmniej ta jedna rzecz powróciła do normy, nawet pomimo tych niezbyt miłych okoliczności (towarzystwo było odpowiednie, ale samo to wszystko byłoby milsze, gdyby było ich decyzją, a nie wymuszone świstoklikiem, co było prawdopodobnie sprawą do zbadania…).

Victoria nie miała być może nic przeciwko mieszkaniu w środku lasu, dla czarodziejów nie był to w końcu problem, zresztą sama zakupiła dom na jego skraju, w bliskim otoczeniu jeziora… ale to był jej wybór, wykalkulowany i okolica wyglądała tez zupełnie inaczej niż to, gdzie się teraz znajdowali. A te chatki rzeczywiście nie zachęcały… I jeśli to nie byli czarodzieje, a mugole, to w jaki sposób kontaktowali się z innymi? Z… cywilizacją?

Chyba, że się nie kontaktowali, bo opryskliwość mugola, który wyszedł im naprzeciw, mówiła o nim bardzo wiele. Bo zmierzył ich od góry do dołu, dwójkę bogatych dzieciaków, które zgubiły się w lesie, a gdy usłyszał o Londynie, to aż splunął w bok.

– No jasne, że z Londynu. Nie wiecie nawet jak chodzić, żeby nie zboczyć ze ścieżek – złorzeczył, nadal tak samo opryskliwie.

– Po co od razu tak niemiło? – Victorię aż poraziła bezczelność faceta, bo nic mu nawet nie zrobili, Chris zapytał się uprzejmie o drogę, a ten do nich wyskoczył z pyskiem.

– Nie po to mieszkam w lesie, żeby się użerać z mieszczuchami! Jesteśmy gdzieś reklamowani? Jakoś dużo was się ostatnio gubi w lesie i zadeptuje grzyby! – parsknął, na co Victoria mocno się zdziwiła i jakoś instynktownie przysunęła do Christophera.

– Już panu znikniemy z oczu, niech nam pan tylko wskaże tę drogę… – mruknęła.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#16
12.10.2026, 11:34  ✶  
czy mugol łaskawie wskaże nam drogę
Christopher przystanął na moment i spoglądał na Victorię z takim namysłem, jakby faktycznie starał się ocenić poziom jej mroczności. Miała ciemne włosy, ciemne oczy i wywodziła się z rodu Lestrange, wokół którego krążyły różne nieprzyjemne pogłoski właściwie od zawsze. Taki obraz potencjalnej królowej wampirów czy Królewny Śnieżki „zakłócała” odrobinę karnacja, raczej nie biała jak śnieg i to że nie była wysoka i szczupła, a dość drobna i tu i ówdzie zaokrąglona. Mogła jednak uchodzić za mroczną, może nawet niedostępną. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
– Tak myślę, że trochę to zależy od tego, w co się ubrać i jak będziesz akurat na człowieka patrzeć – stwierdził Christopher. – Myślę, że mogłabyś być źródłem inspiracji do kreacji z mrocznych opowieści… – dodał, a potem ujął jej dłoń, pociągnął lekko w górę i pochylił się, by lekko ucałować palce. – Ale nie, Victorio. Nie wydajesz mi się mroczna.
Pewne rzeczy były tylko pierwszym wrażeniem albo fasadą, starannie budowaną przez lata. W istocie Victoria Lestrange zdawała się jednak mieć w sobie całkiem sporo ciepła, tylko chyba niewiele osób nauczyło ją, jak takie przyjmować i dawać.

Chris miał naprawdę ogromną chęć dać temu mugolowi w gębę, i nie mógł powstrzymać myśli, że istnienie takich idiotów napędzało takie Spalone Noce. Sięgnął ręką, by położyć dłoń na ramieniu Victorii, gdy się do niego zbliżyła, sam sobie przypominając, że nie mogą wyciągnąć różdżek: za duży potencjalny problem, gdyby jednak w pobliżu żyli jacyś czarodzieje, a to pole antyteleportacyjne i obecność posągu mogły właśnie na coś takiego wskazywać.
– Zapewniam, że bardzo chętnie się stąd wyniesiemy – wycedził Christopher. I może mugol uznał, że lepiej się ich pozbyć, może pomagał trochę wzrost Rosiera, bo mężczyzna prychnął i wskazał ręką w stronę przeciwna niż ta, gdzie wylądowali i potem znaleźli dalej posąg.
– Tam jest droga! Żebym was tu więcej nie widział!
– O zapewniam, że niechętnie znowu obejrzę taką paskudną gębę – parsknął Rosier, i pociągnął lekko Victorię we wskazaną stronę. – Co za okropne miejsce. Cieszę się, że porwała mnie tutaj z tobą – mruknął ciszej, kiedy oddalili się kawałek od domów, i weszli na coś, co było chyba wydeptaną ścieżką. Przynajmniej gość faktycznie wskazał im właściwy kierunek i istniała szansa, że zaraz wyjdą na drogę.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#17
12.10.2026, 20:17  ✶  

Być może dla innych miała w sobie coś mrocznego. Małomówna dla obcych, zdystansowana, chłodna w obyciu, z rodziny, która lubiła skrywać swoje tajemnice (ale z drugiej strony, która z tych starych rodzin nie lubiła?). Teraz jeszcze ten pierwiastek wyrwany prosto z limbo, chłód namacalny, wycieczka w zaświaty, po której niektórzy zastanawiali się, czy Zimni są jeszcze ludźmi, czy już nowym gatunkiem żywych trupów…? Zapewne nie pomagało zamiłowanie do eliksirów, które kojarzyły się z pracownią w lochach Hogwartu, a więc i z czymś… mrocznym. Zaś jej aparycja… no cóż. Może faktycznie powinna być wyższa, by dostać odpowiednią ilość punktów mroku. Za to cholernie pewne, że gdyby założyła jakąś „mroczną”, gorsetowa sukienkę, to ta podkreśliłaby dokładnie to, co podkreślać powinna, w końcu jeśli chodziło o figurę, to Victoria absolutnie nie mogła narzekać, obdarzona była bowiem talią osy i miała też czym oddychać, większość sukienek czy koszul wyglądała na niej zwyczajnie bardzo dobrze. Tylko czy to było mroczne? Może tak jak mówił Christopher: zależy, co by ubrała.

– Patrzeć? – bez uśmiechania się? Coś było nie tak z jej patrzeniem…? Czy chodziło mu o coś innego? Nie dopytywała jednak bardziej, bo dostała swoją odpowiedź. Łącznie z tą drugą, do której pytania nie zadała, ale Rosier i tak wyczytał je pomiędzy wierszami: czy uważa ją za mroczną. Nie uważał. I to był chyba ten dobry kontekst, skoro raz jeszcze ujął jej dłoń i pocałował, jakby sycąc się jej nagłym, ale mile widzianym ciepłem.

***

Nie oponowała, kiedy Chris pociągnął ją ze sobą. Nie odpowiedziała nawet mugolowi, bo przecież to nie tak, że specjalnie się tutaj zgubili, tylko ten przebrzydły świstoklik ich tutaj przeniósł! Ale… słowa faceta jakoś zapadły jej w pamięć i coś poruszyły. Nie te na odchodne, a te wcześniejsze… Że dużo ludzi ostatnio gubi się w tym lesie.

– A ja bardzo cię przepraszam, że przeze mnie w ogóle tutaj trafiliśmy – odparła i westchnęła, zerkając jeszcze za siebie, by dostrzec, że mugol odprowadza ich wzrokiem. Zapewne, by się upewnić, że nie wrócą… Ale wejście na ścieżkę dobrze wróżyło. No i… racja. Towarzystwo nie było czymś, na co by tutaj narzekała. – Przynajmniej klątwa przestała działać – dodała.

Nie musieli długo iść, by dotrzeć ścieżką na faktyczną drogę. A stamtąd udało im się już w końcu teleportować.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (3056), Victoria Lestrange (4177)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa