24.08.2026, 18:43 ✶
26 października 1972
Zakład pogrzebowy Nox Aeterna
Zakład pogrzebowy Nox Aeterna
Mgły unosiły się nisko nad cmentarzem w Little Hangleton, przeszywając powietrze chłodem i wilgocią. Zbliżało się Samhain, a zawsze w taki czas Othello i inni widzący mogli wyraźnie wyczuć to, że bariera pomiędzy zaświatami a światem żywych się stawała coraz cieńsza. Zwykle stanowiła mur. Oczywiście miejscami dziurawy. Przemykały przezeń dusze bardziej i mniej zagubione. A jednak w Samhain stawał się on zaledwie kurtyną oddzielającą teatr świata od jego mrocznych kulis. Zmarli się niepokoili, a być może ekscytowali. Othello nie zawsze potrafił ich rozgryźć. Zresztą teraz nie tym musiał zaprzątać sobie głowę.
Salon Othella przesiąkała woń jesieni. Mężczyzna lubił mieć otwarte okna. Ktoś by powiedział, że jesienią powinno się je zamykać, szczególnie przy coraz niższej temperaturze. Tylko dziesięć stopni Celsjusza na zewnątrz potrafiło przesiąkać pomieszczenie chłodem. Owady tu nie wlatywały, Othello zadbał o zaklęcia odstraszające na oknach. Czasem podłoga skrzypnęła przez podmuch wiatru, czasem gasły świece. Innych to przerażało, jednak właścicielowi domostwa przynosiło swoisty spokój. Dom nie powinien być cichy. Musiał wydawać jakieś dźwięki. Inaczej był… martwy.
Na stole znajdowało się mnóstwo kartek, które bardzo chciałyby fruwać. Podtrzymywał je żelazny przycisk do papieru w kształcie czaszki. Wszystko pozostawało w doskonałym porządku. Plany zostały poczynione. Na środku leżał wielki rysunek przedstawiający stragan, który miał się pojawić na obchodach Samhain w Little Hangleton. Wielki namiot Othello kupował w pracowni Rosierów, czarna tkanina miała w końcu być nie tylko doskonała, lecz i wytrzymała. Stół służący za ladę zamierzał zabrać ze swojego ganku, Ted już malował go świeżą farbą. Stolik do seansów zamierzał natomiast zabrać od siebie z domu. Za świece planował zabrać się następnego dnia, przesiedzieć nad nimi tyle, ile było trzeba. Kadzidełka przygotował już wcześniej, musiał tylko je ładnie zapakować. To jednak nie wymagało znowu tak dużo wysiłku ani czasu. A i część ich oraz świec musiał przeznaczyć na seanse.
– Mam nadzieję, że pojawisz się na jarmarku, moja droga Lydio – odezwał się do przyjaciółki, która pomogła mu poradzić sobie z tym całym przedsięwzięciem i przy okazji dotrzymywała mu towarzystwa. – Mogłabyś mi pomóc przy stoisku. Nie wiem, czy będę mógł polegać na Tedzie, jeśli chodzi o obsługę klienta. On nie jest specjalnie rozmowny. A i jego fizjonomia potrafi niejednego odstraszyć. Oczywiście podzieliłbym się z tobą wszelkimi zyskami.
Wiedział, że Lydia tego nie potrzebowała, bowiem była niemal bajecznie bogatą czarownicą. Blackowie zdecydowanie byli przy kasie. Othello czasem zresztą dziwił się, ile jego przyjaciółek było czystokrwistymi kobietami. Lydia Black (niedługo zapewne Mulciber), Lana Dolohov, Helloise Rowle… Można by zażartować, że nawet ze sławną Philomeną by się dogadał, bowiem w jakiś sposób wzbudzał sympatię w takich osobach. Może dlatego, że zupełnie go nie pociągały w sensie miłosnym? Myślał sobie wiele razy, że te kobiety przecież były piękne i chociaż jedna z nich powinna się mu podobać. Nic takiego się jednak nie działo. Czuł się z tym bezpiecznie, bowiem nikt nie próbował go swatać z kobietami spoza jego ligi, a ich nikt nie zamierzał z Othellem swatać. Niezwykle korzystna sytuacja.
Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.