![]() |
|
[Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę (/showthread.php?tid=6302) |
[Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę - Othello Fawley - 24.08.2026 26 października 1972
Zakład pogrzebowy Nox Aeterna Mgły unosiły się nisko nad cmentarzem w Little Hangleton, przeszywając powietrze chłodem i wilgocią. Zbliżało się Samhain, a zawsze w taki czas Othello i inni widzący mogli wyraźnie wyczuć to, że bariera pomiędzy zaświatami a światem żywych się stawała coraz cieńsza. Zwykle stanowiła mur. Oczywiście miejscami dziurawy. Przemykały przezeń dusze bardziej i mniej zagubione. A jednak w Samhain stawał się on zaledwie kurtyną oddzielającą teatr świata od jego mrocznych kulis. Zmarli się niepokoili, a być może ekscytowali. Othello nie zawsze potrafił ich rozgryźć. Zresztą teraz nie tym musiał zaprzątać sobie głowę. Salon Othella przesiąkała woń jesieni. Mężczyzna lubił mieć otwarte okna. Ktoś by powiedział, że jesienią powinno się je zamykać, szczególnie przy coraz niższej temperaturze. Tylko dziesięć stopni Celsjusza na zewnątrz potrafiło przesiąkać pomieszczenie chłodem. Owady tu nie wlatywały, Othello zadbał o zaklęcia odstraszające na oknach. Czasem podłoga skrzypnęła przez podmuch wiatru, czasem gasły świece. Innych to przerażało, jednak właścicielowi domostwa przynosiło swoisty spokój. Dom nie powinien być cichy. Musiał wydawać jakieś dźwięki. Inaczej był… martwy. Na stole znajdowało się mnóstwo kartek, które bardzo chciałyby fruwać. Podtrzymywał je żelazny przycisk do papieru w kształcie czaszki. Wszystko pozostawało w doskonałym porządku. Plany zostały poczynione. Na środku leżał wielki rysunek przedstawiający stragan, który miał się pojawić na obchodach Samhain w Little Hangleton. Wielki namiot Othello kupował w pracowni Rosierów, czarna tkanina miała w końcu być nie tylko doskonała, lecz i wytrzymała. Stół służący za ladę zamierzał zabrać ze swojego ganku, Ted już malował go świeżą farbą. Stolik do seansów zamierzał natomiast zabrać od siebie z domu. Za świece planował zabrać się następnego dnia, przesiedzieć nad nimi tyle, ile było trzeba. Kadzidełka przygotował już wcześniej, musiał tylko je ładnie zapakować. To jednak nie wymagało znowu tak dużo wysiłku ani czasu. A i część ich oraz świec musiał przeznaczyć na seanse. – Mam nadzieję, że pojawisz się na jarmarku, moja droga Lydio – odezwał się do przyjaciółki, która pomogła mu poradzić sobie z tym całym przedsięwzięciem i przy okazji dotrzymywała mu towarzystwa. – Mogłabyś mi pomóc przy stoisku. Nie wiem, czy będę mógł polegać na Tedzie, jeśli chodzi o obsługę klienta. On nie jest specjalnie rozmowny. A i jego fizjonomia potrafi niejednego odstraszyć. Oczywiście podzieliłbym się z tobą wszelkimi zyskami. Wiedział, że Lydia tego nie potrzebowała, bowiem była niemal bajecznie bogatą czarownicą. Blackowie zdecydowanie byli przy kasie. Othello czasem zresztą dziwił się, ile jego przyjaciółek było czystokrwistymi kobietami. Lydia Black (niedługo zapewne Mulciber), Lana Dolohov, Helloise Rowle… Można by zażartować, że nawet ze sławną Philomeną by się dogadał, bowiem w jakiś sposób wzbudzał sympatię w takich osobach. Może dlatego, że zupełnie go nie pociągały w sensie miłosnym? Myślał sobie wiele razy, że te kobiety przecież były piękne i chociaż jedna z nich powinna się mu podobać. Nic takiego się jednak nie działo. Czuł się z tym bezpiecznie, bowiem nikt nie próbował go swatać z kobietami spoza jego ligi, a ich nikt nie zamierzał z Othellem swatać. Niezwykle korzystna sytuacja. RE: [Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę - Lydia Black - 24.08.2026 — Tyle planów, tyle rachunków, tyle papierów… Przez uchylone okna do salonu wślizgiwało się październikowe powietrze — wilgotne, ostre oraz przesycone zapachem mokrych liści. Niosło ze sobą woń ziemi. Zdradliwy i nieproszony dreszcz przebiegł po jej ramionach. Lydia natychmiast poprawiła kaszmirową chustę, otulając się nią szczelniej. Przesunęła wzrokiem po rozłożonych planach, zatrzymała się na szkicu straganu, kiedy zajęła fotel naprzeciwko Othella. Drobna sylwetka zapadła się nieco w miękkie oparcie. Oszczędność ruchów była jedną z zasad dobrego wychowania… Nie, zdradzało kobietę jedynie drobne drżenie palców wskazująć, że chłód zdołał wedrzeć się pod warstwy odzienia. Była to pewna przykrość, ponieważ Black chłód lubiła, a niestety, jej ciało nie podzielało tej filozofii. — Mogę ci pomóc przy stoisku, lecz nie wiem tylko, czy będę w stanie pozostać tam przez cały czas. Mam… sprawy. Whitecroft potrzebuje mojego wsparcia. Pojawię się jednak na chwilę. Jakże mogłabym odmówić, skoro Samhain jest już tak blisko? Na wspomnienie Teda jej spojrzenie przesunęło się ku mężczyźnie. — Służy ci wiernie — powiedziała mimochodem, jak gdyby jego wcześniejsza uwaga o braku rozmowności była co najmniej niesprawiedliwa. — Nie każda istota musi przecież mówić, aby być pożyteczna. Lydia, mimo całej tej jego ponurej (wręcz mrocznej!) aparycji i atmosfery, jaką roztaczał wokół siebie, darzyła Othella pewnym trudnym do wyjaśnienia zaufaniem. Był typem spod ciemnej gwiazdy — takim, którego rozsądna dama zapewne ominęłaby szerokim łukiem, gdyby spotkała go samotnie po zmroku. Był dziwny, niepokojący, a miejscami właściwie makabryczny… (Matko, należy szanować istoty obcujące ze śmiercią, prawda?) — Powinnam cię jednak ostrzec. Widziałam mgłę, która wiła się między straganami… pęknięte lustra. Kilka. Rozrzucone po ziemi. To zły omen, Othello. Bardzo zły. Musisz być czujny. Ktoś lub coś może chcieć zakłócić równowagę tej nocy — jej smukłe palce spoczęły na krawędzi podłokietnika. Błądziły po drewnie bez wyraźnego celu, kreśląc niewidzialne wzory. RE: [Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę - Othello Fawley - 28.08.2026 Zorganizowanie zwyczajnego straganu tylko z pozoru stanowiło zadanie proste. W rzeczywistości wymagało mnóstwo wysiłku i załatwiania. Nie dość, że trzeba było wszystko ustalić z organizatorami wydarzenia, to jeszcze należało doszlifować każdy najmniejszy element składowy takiego stoiska. Świece i kadzidła musiały mieć odpowiedni skład i zapach, by żaden klient nie poczuł się oszukany. Tylko brakowałoby Othellowi reklamacji i złej famy. Chłód w pomieszczeniu wzmógł się nieco, przez co Othello opuścił podwinięte rękawy czarnego kaszmirowego golfu. Tego dnia ubrał się dość luźno. Czarny sweter na ciemnoszarej koszuli. Do tego spodnie z dość wysokim stanem z przeplecionym przez szlufki skórzanym paskiem. Na stopach zaś Othello nosił kapcie z nietoperzymi skrzydełkami. Miał czasem ochotę odciąć z butów ten kiczowaty dodatek, ale jakoś zawsze wylatywało mu to z głowy. Na szyi zawiesił srebrny medalion z portretami swych przodków z dziewiętnastego wieku – kiedyś zaklęty, dziś niegroźny. Do tego srebrne kolczyki w uszach, zwykłe sztyfty, małe kuleczki. Włosy zaczesał do tyłu, pozwalając jedynie kilku kosmykom opaść na czoło. – Dobrze, choć mam nadzieję, że kowen nie zatrzyma cię zbyt długo – westchnął, składając podpis na kolejnym liście. – Właściwie co będziesz tam robić? W Whitecroft? Spojrzał przez okno na Teda pracującego w ogrodzie. Rzeczywiście ghul był mu wierny, nawet niespotykanie. Wykonywał cięższe prace fizyczne z zadziwiającym entuzjazmem. Nigdy nie protestował. Chciał się na coś przydać. Fawley trzymał go obok nie tylko dlatego, że był przydatny. Chodziło o pewien lęk, że kiedyś sam Othello podzieli ten los. Gnijącego, niemego, odrzuconego przez niemal każdego. Ted musiał w gruncie rzeczy przechodzić przez straszne katusze, a jedynie praca pozwalała mu oderwać od nich myśli. – Masz rację. Choć wciąż wydaje mi się, że lepiej dla niego, żeby został tu. Czarodzieje potrafią być bardzo okrutni dla istot, których nie rozumieją. Które są inne, w jakiś sposób dziwaczne. Odstają od normy i społecznych oczekiwań – rzekł w zamyśleniu, również na swój temat. O własnej dziwaczności. Od ponurych myśli oderwały go słowa Lydii. Samhain nie było bezpiecznym czasem, miała rację. Gdy granice między światami zacierały się, to te najbardziej zdesperowane dusze chciały się przedostać za zasłonę. A co lepiej motywowało niż zemsta lub inne złowrogie intencje? – Dziękuję, Lydio. Będę uważał – rzekł, odkładając pióro do kałamarza. Spojrzał na własne dłonie. Chcąc nie chcąc, pobrudziły się atramentem. – Sam jestem zaniepokojony. Spalona Noc wydarła mroczne byty spoza Zasłony. I to siłą, w nieodpowiednim czasie. U mnie pojawiła się dziwna runa. Nie daje mi spać i nie wiem, jak się jej pozbyć. Być może pomogą zaklęte gwoździe… RE: [Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę - Lydia Black - 28.08.2026 — Nie jestem jeszcze pewna. Ostatnimi czasy Whitecroft ma więcej spraw niż powinien — kobieta zamilkła. Zastanawiała się, ile właściwie mogła mu powiedzieć. — Pojawiły się pewne… niepokojące sygnały. Wolałabym przyjrzeć się kilku rzeczom osobiście nim rozstrzygnę, czy rzeczywiście istnieje powód do obaw — uniósłszy na niego spojrzenie, dodała spokojniej: — Otrzymałam informację w sprawie Polany Ognisk. Ktoś zamierza podczas Samhain odzyskać to miejsce. Nie wiem jeszcze, co dokładnie przez to rozumieć ani kim jest ten ktoś, lecz ton wiadomości nie pozostawiał wiele miejsca na domysły. Sabat w Little Hangleton nie będzie więc jedynym, który powinien mnie tej nocy interesować. Muszę sprawdzić, co dzieje się w Dolinie zanim zrobi to za mnie ktoś z Ministerstwa — westchnęła cicho. — Nie potrwa to długo, mam nadzieję. Choć znając moje szczęście, zapewne właśnie wtedy wydarzy się coś, co sprawi, że będę musiała zostać dłużej. W związku z tym, powiedz mi, jak mogę ci teraz pomóc przy stoisku? Skoro już ofiarowałam ci swoją obecność, byłoby niegrzecznie pozostawić cię z całą resztą. Och, i opowiedz mi jeszcze raz, jak wszedłeś w jego posiadanie — poprosiła w sprawie Teda, a gdy słowa te wybrzmiało, Lydia zrozumiała, jak niefortunnie zabrzmiały. (Posiadanie — jak łatwo było wypowiedzieć je wobec istoty, która nie mogła odpowiedzieć? Jak łatwo było człowiekowi przypisać własność tam, gdzie powinno się mówić o opiece, zależności, odpowiedzialności — o czymkolwiek, byle nie o prawie do drugiego życia? Powinnaś była się wstydzić). — Jak… znalazł się pod twoją opieką? Różnica mieściła się w zaledwie kilku słowach, a jednak pomiędzy nimi rozciągała się cała przepaść. Ta sama, którą Lydia tak zaciekle broniła przed mężczyznami roszczącymi sobie prawo do kobiet i którą przed chwilą sama przekroczyła. Gdy zauważyła atrament na jego palcach, sięgnęła bez słowa do niewielkiej torebki przewieszonej przez ramię, której pasek krzyżował się z przodu sukni. Wyjęła z niej aksamitną chusteczkę. Ta była zaczarowana, aby łatwo czyścić mniejsze, przeróżne zabrudzenia. — Proszę — powiedziała, podając mu ją przez blat. — Zanim pobrudzisz sobie cały rękaw — Blackówna już zbierała się do wstania, gdy jej spojrzenie padło na jego kapcie. Zatrzymała się w pół ruchu. — Na Matkę, Othello Fawley — oznajmiła stanowczo. — W tej chwili masz mi powiedzieć, gdzie takie dostanę! Może miała odrobinę bzika na punkcie mody. RE: [Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę - Othello Fawley - 16.09.2026 Othello pokiwał głową ze zrozumieniem. – Ministerstwo rzeczywiście może tylko wszystko zepsuć. Jak to zwykle ma w zwyczaju – odparł z przekąsem. Nie przepadał za urzędasami, którzy próbowali sprawy duchowe podpinać pod jakieś zmyślone prawa. Mieli w sobie mało… pokory wobec bogów. Ujarzmienie naturalnego porządku przez człowieka było karkołomnym przedsięwzięciem, z góry skazanym na porażkę. – Uważaj na siebie. Jeśli ktoś chce przejąć polanę ognisk, zapewne nie będzie tego robił pokojowymi środkami. Przyda ci się szata stagnacji, by zabezpieczyć się przed opętaniem. Ale to zapewne już wiesz. Sam sobie zamierzam taką zamówić, a nie planuję nawet opuszczać Little Hangleton. I mam nadzieję, że jak już sprawdzisz tę polanę, rzeczywiście zdołasz odwiedzić mój stragan – uśmiechnął się krzywo. – A co do próśb, być może zdołałabyś wyzbierać dla mnie trochę ziół, które rosną w okolicach domu twojego przyszłego małżonka, nieopodal Cork? Będę ich potrzebował do sporządzenia kadzideł na sprzedaż, a rosną one właśnie w Irlandii, na wrzosowiskach. Wszystko opiszę ci w liście, żebyś była w stanie je rozpoznać. Nie wiedział, jak się czuć z faktem, że Lydia niedługo miała wyjść za mąż. I to za tę osobę, a raczej rodzonego brata tej osoby. Zresztą mniejsza z kim, małżeństwo nie pasowało do panny Black. Miała nagle zostać Mulciberem? Stracić niezależność, poświęcić się sprawom takim jak zakładanie rodziny? Lydia chadzała zawsze własnymi ścieżkami, niczym kocica, w którą się zmieniała. Jednocześnie nie można było zarzucić jej tu hipokryzji, bowiem stosowała się tym samym do przykazań swej religii. Othello poczuł lekkie mdłości, gdy pomyślał o obowiązku rozmnożenia się, poszerzenia grona czarodziejów. To było przecież pozornie tak proste, jednak dla niego praktycznie niewykonalne. Czuł z tego powodu wstyd, poczucie winy za to, że rzeczywiście coś z nim musiało być nie tak. Z rozmyślań wybudziło go pytanie Lydii o Teda. Jak wszedłeś w jego posiadanie? Już Othello miał się obruszyć, gdy czarownica się poprawiła. – Po prostu pewnego dnia przybłąkał się tutaj. Był samotny, zagubiony. Dopiero co wstał z grobu. Jego mózg zdążył już trochę nadgnić, przez co nie może wyrazić swych myśli słowami innymi niż ten jego własny język. On chyba… czuje, że tu przynależy. Że mimo swojego stanu może się czemuś przysłużyć. Jest potrzebny. I wydaje się przerażający i taki… odpychający, ale ma miękkie serce. Kocha zwierzęta, wszystkie, bez wyjątku. Nawet muchy by nie skrzywdził. Plecie czasem wianki z kwiatów, a czasami zastaję go spoglądającego gdzieś w dal, za okno. Jakby myślał o swoim poprzednim życiu – rzekł Othello z nutą smutku w głosie. Fawley wiedział, że czeka go kiedyś podobny los, dlatego współczuł Tedowi. Być może bardziej niż wielu żyjącym. Przyjął chustkę od Lydii, wytarł dłonie z atramentu. Takie plamy trudno sprać, wiedział o tym. Zdziwiło go pytanie o kapcie. Nawet lekko się zażenował. Miał nadzieję, że Black nie zwróci na nie uwagi. Szczególnie, że średnio mógł powiedzieć, gdzie je kupił. Nabył je bowiem w sklepie mugolskim. Wiedział natomiast, że damy takie jak Lydia z dala trzymały się od wszystkiego, co niemagiczne. – Kiedyś był w Little Hangleton jarmark staroci. Wpadły mi wtedy w ręce – skłamał. RE: [Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę - Lydia Black - 27.09.2026 Ach, tak. Jej przyszły małżonek. Jakże dobrze, że ktoś raczył jej o tym przypomnieć! Najwyraźniej przez ostatnie tygodnie zdołała zapomnieć, że przyszło jej żyć w czasach, w których kobieta, wychodząc za mąż, otrzymywała wraz z mężem kompletny pakiet dóbr, tj. jego ziemię, dom, nazwisko, a jak się właśnie okazywało również obowiązek rozpoznawania ziół porastających jego wrzosowiska. Lydia spodziewała się powrotu feudalizmu. Przez ostatnie tygodnie zdążyła już zapomnieć, że miała wyjść za mąż. Émile miał własną pracę, sprawy i życie, a ich przyszłość trwała gdzieś na obrzeżach uprzejmych rozmów, rodzinnych oczekiwań oraz listów przychodzących zbyt rzadko, aby można było z nich utkać choćby cień bliskości. Przywykła do tego. Co więcej, było w tym pewne wygodnictwo. Dopóki małżeństwo pozostawało jedynie odległym projektem, można było udawać, że nie istniało. W związku z tym, nie mogła winić przyjaciela, ponieważ słowa Othella nie miały w sobie złośliwości. Pojedzie do Cork. Do domu swego przyszłego męża. Po zioła. Powinna była na tym poprzestać. Zmienić temat. O czymkolwiek. O wszystkim, co nie wymagało przypominania sobie, że pewnego dnia ktoś rzeczywiście oczekiwał od niej, aby została panią Mulciber, bo czyż nie właśnie dlatego tu siedziała? W salonie mężczyzny noszącego kapcie z nietoperzymi skrzydłami i prowadzącego rozmowy z ghulem z taką swobodą, z jaką inni ludzie rozmawiali z własnymi kamerdynerami? Czyż nie dlatego wracała w to miejsce, ponieważ tutaj była po prostu Lydią? — Cork jest piękną okolicą. Napisz proszę. Powinnam zdążyć przed sabatem — nigdy nie posiadała szczególnego talentu do odmawiania, zwłaszcza gdy czyjaś potrzeba stawała przed nią wyraźnie. Skoro mogła pomóc, pomagała. Gdy Othello opowiadał o Tedzie, westchnęła cicho, nie wiedząc do końca, co z tym zrobić. Jak pogodzić obraz istoty, która z definicji była pozbawiona woli z opisem kogoś, kto spędzał czas na tworzeniu dekoracji z roślin? Może granice między tym, co żywe, a tym, co martwe, nie były tak wyraźne, jak sądzono.. — Jest mu lepiej pod twoją opieką niż gdziekolwiek indziej — stwierdziła. Podeszła do stołu z planami, pochylając się nad rysunkiem straganu. Jej palce prześliznęły się po linii konturu namiotu. — Jarmark staroci w Little Hangleton? — powtórzyła, unosząc brew. — Musiałam go przegapić, a to rzadkość. Zazwyczaj mam nosa do takich wydarzeń. To musiała być niesamowita okazja. Wzór jest… szczególny. Nigdy nie widziałam takiej robótki. Są przesłodkie. Musisz mi obiecać, że następnym razem, kiedy spotkasz coś podobnego, kupisz też dla mnie. Nie drążyła jednak tematu. Może dlatego, że sama nie zawsze była skora do dzielenia się informacjami o swoich sprawunkach. Ludzie mieli prawo do swoich małych sekrecików. Zresztą, kto wiedział, co jeszcze kryło się za fasadą Othella Fawleya? — A co z transportem? — zapytała po chwili, prostując się znad planów. — Masz już kogoś, kto zajmie się przewozem, czy raczej powinnam kogoś zorganizować? RE: [Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę - Othello Fawley - 08.10.2026 Othello wiedział, że pomiędzy jego przyszłą formą a Tedem istniała gatunkowa różnica. Ghoule były istotami bardziej rozumnymi, niemal równymi ludziom. Bardziej przypominały wampiry, co stanowiło myśl nieco pocieszającą, choć niezupełnie zadowalającą. Śmierć fascynowała Othella, ponieważ wiedział, że poczeka jeszcze długo, zanim zdoła jej doświadczyć. Poniekąd zazdrościł ludziom pochowanym na cmentarzu tej… normalności. – Napiszę – potwierdził. – Będzie tam cały opis tych roślin, żebyś na pewno wiedziała, które mam na myśli. Było mu nieco przykro, że nie mógł opowiedzieć Lydii prawdy o tym, skąd wziął swoje kapcie. Kobiety takie jak ona i chociażby Helloise bywały uprzedzone do wszystkiego, co mugolskie. Othello nie wiedział, czy Black również miała te magirasistowskie poglądy i nie chciał w to wnikać. Niezbyt przyjemne byłoby dowiedzieć się, że przyjaciółka skrycie nim pogardzała z powodu jego statusu krwi. Sam Fawley starał się o tym nie myśleć. Zarówno czarodziejów, jak i niemagów śmierć zabierała tak samo. Mugole mieli tylko tyle pokory, by z nią przy tym nie dyskutować. – Jestem w porozumieniu z tutejszymi przewozami karawanowymi. Oni pomagają mi również przy stoisku. Oczywiście przy stoisku. Ich powozy ciągnięte są przez testrale, co dosyć… pasuje do charakteru mojej firmy – uśmiechnął się słabo, po czym spochmurniał. Pomyślał, że na jarmarku mógłby spotkać Vernona. Kolejne przekazywane sprawy, kontakt, wciąż inicjowany przez Mulcibera – wszystko to powodowało w Othellu dziwne myśli. Uczucia, których bardzo nie chciał czuć. – Lydio, mogę zadać ci pytanie natury religijnej? RE: [Jesień 72, 26.10, Othello & Lydia] I poszedł przez łąkę przez zimną i mokrą mgłę - Lydia Black - 10.10.2026 Lydia nie przywiązywała szczególnej wagi do pochodzenia przedmiotów, o ile te spełniały swoje przeznaczenie, a przy tym posiadały choć odrobinę charakteru. Kapcie Othella bez wątpienia miały go pod dostatkiem. Nie przyszłoby jej zatem do głowy, aby dociekać, czy ich słodko-mroczna uroda zawdzięczała cokolwiek czarodziejskim zaklęciom, czy też stanowiła owoc niemagicznej pomysłowości. Gdyby poznała prawdę, najpewniej uznałaby ją za znacznie ciekawszą od wymyślonej przez przyjaciela historyjki o jarmarku staroci. Nie oznaczało to jednak, że była wolna od uprzedzeń w sprawie mugoli… Pytanie o transport spuentowała w swojej głowie. Testrale i karawany pasowały do Othella tak, jak kapcie z nietoperzami. Uniósłszy wzrok znad planów, przyjrzała się przyjacielowi z uwagą, która nie miała w sobie już nic z wcześniejszego rozbawienia. Fiołkowe oczy przybrały wyraz czujny ioraz nieco zaniepokojony. Pytanie natury religijnej, zadane przez Othella Fawleya, nie brzmiało bowiem jak zwyczajna zachcianka intelektualna. — Pytania dotyczące religii są przecież znacznie ciekawsze od pytań dotyczących pogody, podatków czy małżeństwa. Te ostatnie i tak zazwyczaj prowadzą do rozczarowania. No więc? Co cię dręczy, książę ciemności? — oznajmiła pogodnie, odkładając pióro, którym przed chwilą bezwiednie przesuwała po brzegu kartki. Nikt tak nie potrafił żartować z własnego losu jak panna Black! Lecz nie oznaczało to jeszcze, że pogodziła się z jego kształtem… — Możesz mnie zapytać o wszystko, Othello — dodała łagodniej. Całą swoją uwagę poświęciła więc przyjacielowi. |