• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[20.10] Vanir

[20.10] Vanir
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#41
10.07.2026, 08:52  ✶  
Niestety, faktycznie nie mieli czasu na jakieś większe przygotowania, bo Samhain się zbliżało, a tym ludziom już dwukrotnie uciekły ofiary. W jakiś sposób dowiedzieli się o tych pierwszych – i to drzewo zdawało się mieć coś z tym wspólnego – dowiedzą się pewnie i o nich. I Chris obawiał się, że będą zdesperowani. Wepchną w ramiona stracha kogoś jeszcze. Jeżeli nie znajdą jakichś przypadkowych przejezdnych, może dorwą dostawcę albo wyjadą na główną drogę szukać autostopowiczów: coś wymyślą.
– Mam pewne obawy, że gdybym takich użył, mógłbym stracić rękę, a bardzo ciężko strzelać ze strzelby tylko jedną. Usypywanie kręgów z soli też stałoby się problematyczne – burknął Chris, robiąc minę małego chłopca, obrażonego, bo ktoś żartuje sobie z jego marzeń. No w tym wypadku miotacz płomieni byłby idealny! Mogliby spalić tego stwora albo przynajmniej sprawnie podpalić wszystkie te pola. Wciąż zresztą nie zrezygnował z tego pomysłu: jeśli nie uda się im z drzewem albo nie znajdą stracha w sadzie, był całkiem zdecydowany zacząć podpalać okolice zbiory.
Tylko jeżeli ten stwór ich chronił, to czy wtedy się nie objawi nawet w dzień?
– Nocą to zbyt niebezpieczne. Ale ruszymy, gdy będzie zbliżał się świt… wypadnięcie z auta, szybkie podpalenie i ucieczka – wymamrotał, myśląc głośno. Noc, zmierzch. Zagrożenie.
Oby te żelazne pręty pomogły.
*

Chris zacisnął szczęki, gdy Victoria kazała się mu zatrzymać. Pierwsza dostrzegła Stracha, ale Christopher i tak dał gwałtownie po hamulcach na jej polecenie, bo zakładał, że nie zrobiłaby tego bez powodów. Opony zapiszczały, samochodem zarzuciło. Zatrzymał się nierówno, ale może i lepiej: dzięki temu dziewczynie łatwiej było dopaść tylnych drzwi.
– WSIADAJ!!! – krzyknął z całych sił w płucach, z wielką nadzieją, że Emily po pierwsze okaże dość rozsądku, żeby posłuchać i nie zmuszać ich do walki ze strachem, tak z zaskoczenia, i że po drugie, to nie był jakiś wybieg, w ramach którego była przynętą na takich jak oni. Dziewczyna dopadła auta i wskoczyła do środka: a Chris wcisnął gaz do dechy jeszcze nim zamknęła drzwi.
Nie mógł wykręcić, gdyby ruszył wstecz, Strach pewnie by ich dopadł. I tak znalazł się tuż przy samochodzie, machnął kosą i nieprzyjemny zgrzyt świadczył o tym, że ostrze musnęło drzwi. Chrisa krew zalała na samą myśl o tym uszkodzeniu, i że czeka ich wizyta w warsztacie.
– Zapłaci mi za to – syknął, skupiony całkowicie na drodze, bo musiał dodać gwałtownie gazu, silnik jęczał, i ledwo umknęli strachowi. Emily, zapłakana, zdołała wreszcie sięgnąć ku drzwiom i zamknąć je.
– Nie, nie do wioski! Oni rzucili mnie… temu czemuś na pożarcie! Zabiją nas!
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#42
11.07.2026, 15:26  ✶  

Z żelaznymi prętami był jeden zasadniczy problem: trzeba było się do stracha najpewniej zbliżyć, a to oznaczało znalezienie się w zasięgu tak haka jak i kosy. No chyba, że wyczuwał żelazo z daleka i nie zbliżał się wtedy do osoby, która była przezeń „chroniona” – to wszystko to były tylko teorie, których tak naprawdę Victoria wcale nie chciała sprawdzać o testować na własnej skórze, ani również na skórze Christophera. Trudno było jej zresztą uwierzyć, że ten stwór nie został nigdzie opisany, na pewno był, tylko szukali pod złą nazwą (on miał jakąś nazwę? Na pewno miał) i znając życie w złej książce i ciemnowłosa już sobie obiecała, że po tej całej akcji przekopie wszystkie książki, żeby wiedzieć chociaż, z czym właściwie mieli do czynienia.

A teraz i tak mocno ściskała pręt trzymany na kolanach, jakby to miała być jakaś niema modlitwa, albo przynajmniej prośba o pomyślność, gdy mknęli samochodem w tej ciemności bliskiej świtu i dostrzegli jasnowłosą postać, a gdzieś za nią wielką postać jak z koszmarów. Zobaczenie go po raz trzeci było jednocześnie prostsze, bo człowiek już wiedział dokładnie, czego się spodziewać i jednocześnie nadal robiło wrażenie, w końcu gigantyczny stwór poubierany w jakieś szmaty, będące kiedyś zapewne jakiś ubraniem, w kapelusz, we wszystko, co miało go upodobnić do człowieka i służyć jako odstraszenie szkodników, z kosą i hakiem, to nie było coś, co widywało się na co dzień – a ciemności również dodawały swoje. Cienie były wtedy jakoś bardziej złowieszcze.

Samochodem zarzuciło, blondynka zdążyła wcisnąć się do tyłu, Chris walczył z samochodem, a czasu na reakcję nie miał zbyt wiele, zdecydował się za to ruszyć po prostu do przodu, a Victoria instynktownie złapała się rączki przy drzwiach i wstrzymała oddech, kiedy ostrze kosy spotkało się z drzwiami krzesząc iskry i ten nieprzyjemny odgłos podobny do drapania po tablicy.

Udało im się jakimś cudem umknąć pomiędzy ramieniem (?) stracha, który został w tyle, a Victoria w uspokajającym geście poklepała Chrisa po udzie. Ostatecznie…. Lepiej brać samochód do warsztatu niż stracić rękę. Albo głowę.

– Tak, wiemy – mruknęła, odwracając się w końcu do dziewczyny, równie przerażonej jak Brian i jego partnerka (chyba Jessica…). – Z nami zrobili w końcu to samo – stwierdziła i wtedy oczy Emily przeniosły się najpierw na twarz Victorii, potem na tył głowy Christophera i w końcu połączyła wątki. Strach i adrenalina robiły swoje.

– To… ale… – wydukała z siebie i odwróciła się, najpewniej chcąc zobaczyć czy strach ich goni.

– Posłuchaj mnie, Emily. Wszystko ci opowiemy, ale trochę nie ma czasu. Czy jesteś w stanie nam coś powiedzieć o tym wielkim drzewie w miasteczku? Jesteśmy prawie pewni, że ma ono coś wspólnego z tym potworem – powiedziała w końcu, mając nadzieję, że jednak dziewczyna ogarnie się na tyle, żeby być w stanie mówić.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#43
13.07.2026, 10:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2026, 16:58 przez Christopher Rosier.)  
Strach znikł gdzieś za nimi w ciemnościach, ale Chris wciąż jechał tak szybko, jak mógł, nie ryzykując, że straci panowanie nad pojazdem i dachuje. Nie wiedzieli w końcu, w jaki sposób to coś się poruszało, ani jak było szybkie. Nie spoglądał w lusterko ani ku Victorii, całkowicie skupiony na drodze i bardzo wściekły o to uszkodzenie drzwi. Może też trochę na ludzi rzucających własnych krewnych na pożarcie potworom, kiedy nie udało się im znaleźć jakichś przypadkowych ofiar, ale jednak prawdopodobnie te drzwi wnerwiały go bardziej.
Emily wpatrująca się w tylną szybę, zwróciła na Victorię niemal oszalałe z przerażenia spojrzenie. Objęła się rękami i przez chwilę zdawało się, że nie rozumie, o co ta w ogóle pyta.
– Drzewo? – powtórzyła, próbując się otrząsnąć i chyba zrozumieć, co to miało wspólnego z tą straszną istotą. – Ono…
Zawahała się.
– Kiedy byłam tu parę lat wydaje mi się… wydaje mi się, że go nie było. Albo było mniejsze. Dużo mniejsze. Spytałam raz o nie… – Zacięła się. Pewnie chciała wspomnieć o ciotce lub wuju, i po jej policzkach pociekły łzy. Zaopiekowali się ją, byli rodziną, pewnie darzyła ich uczuciem i wierzyła, że wzajemnym. – Powiedzieli mi, że ono chroni miasteczko.
– Miejmy więc nadzieję, że to ono jest kluczem – rzucił Chris. Pola pozostały za nimi: przed nimi pojawiły się pierwsze budynki.
– Kluczem?
– Być może to z nim związany jest ten stwór. Jeżeli je zniszczymy, on przepadnie, ale pewnie ziemia zacznie obumierać.
Emily wpatrywała się w tył głowy Christophera, a potem jej twarz nagle nabrała jakiegoś zacięcia.
– Jak mogę pomóc?
Chris uśmiechnął się tylko i skręcił na główną drogę. Nie zamierzał narzekać na tę ofertę, bo wiedział, że jeżeli się nie pospieszą, miejscowi spróbują ich powstrzymać: to zaś oznaczało, że powinni działać szybko. Może jeżeli uda się im zadziałać dostatecznie prędką, zdołają nawet wedrzeć się do domu Emily, by zabrać trochę rzeczy.
Zaparkował niemal przed samym drzewem, a potem zaciągnął ręczny, nie wyłączając jednak silnika. Wyskoczył z auta, rzucił Victorii niewielki kanister, który trzymali z przodu, a sam doskoczył do bagażnika, by wyciągnąć z niego siekierę i jeszcze jeden kanister.
- Bierz zapałki, młoda - rzucił, ciskając ku Emily pudełeczko. Sam miał jeszcze zapalniczkę.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#44
14.07.2026, 07:51  ✶  

Miała wrażenie, że każda z osób ma do powiedzenia i tym drzewie coś innego i próbowała jakoś wyciągnąć z tego wspólny środek, ale chyba było to niemożliwe. Czy te sprzeczne sobie informacje miały go chronić? Czy w innym wypadku robiliby z tego taka tajemnice, która tym bardziej przyciąga uwagę? A może była to zmyłka?

Nie – pomyślała sobie. Żadnych zmyłek, nie mieli absolutnie żadnego innego tropu czy pomysłu, a skoro Emily mówiła coś o tym, że drzewo miało chronić miasteczko, to była skłonna w to uwierzyć. W jakiś sposób wpasowało się to w ich teorię, że to drzewo jest po coś. Chronić… drzewo miało chronić czy strach miał chronić? Gwoździe chroniące przed potworem, drzewo przed… a jeśli to jedno i to samo? Może strach krył się gdzieś w dzień w pobliżu drzewa? To wszystko to były tylko zgadywanki, których Victoria nie mogła powstrzymać, taką już miała naturę.

Nie mówiła do Emily, by nie płakała, nie była tak okrutna. Po tym, jak rodzica rzuciła ją na pożarcie (?) potwora, miała wszelkie prawo płakać, cierpieć i czuć się zdradzona, bo dokładnie to się wydarzyło. Nie chciała jej też mówić, że będzie lepiej i jakoś się ułoży, bo to były rzeczy, które mówiło się zawsze, a oni jeszcze nie wiedzieli, w jakim stanie skończą…

– To oczywiście tylko teoria. Ale nie udało nam się znaleźć sensowniejszego wyjaśnienia – dodała i uśmiechnęła się do dziewczyny, która właśnie wierzchem dłoni wycierała sobie twarz. Może gdyby mieli więcej czasu… ale nie mieli.

Złapała za kanister i szybciutko wydostała się z samochodu, podbiegając do wielkiego pnia. W drodze odkorkowywała zbiorniczek i bezceremonialnie oblała wielki pień, czując jakieś ściśnięcie w sercu, że właśnie zamierzają zniszczyć tak wspaniale drzewo.

Ale prawda była taka, że nic tu nie było naturalne. Zrobiła miejsce Chrisowi, gotowa zabrać od niego też ten drugi kanister. Dopiero teraz zobaczyła, że na ziemi leżą liście – których z pewnością nie było, gdy oni oglądali sobie drzewko.

– Pal – rzuciła do Emily, pozwalając jej wzniecić ogień, gdy już byli ze wszystkim gotowi. – I do samochodu – bo musieli się stąd ewakuować, gdy pożar przykuje uwagę mieszkańców.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#45
14.07.2026, 13:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.07.2026, 13:28 przez Christopher Rosier.)  
Zaaferowany Chris nie zwrócił uwagi na to, że liście faktycznie nie leżały tu wcześniej: pomyślał tylko że będą świetną podpałką. Gdyby spojrzeć w górę, Victoria mogłaby dostrzec też, że niektóre liście zaczęły brązowieć, a teraz niemal pod jej nogi upadło jabłko, na wpół zgnite. Być może ten proces umierania drzewa popchnął mieszkańców do desperackiego kroku i poświęcenia Emily. Ta nie zdołała podpalić pierwszej zapałki, ale już drugą tak i cisnęła ją tam, gdzie Victoria polała drzewo benzyną. Zaczęło powoli zajmować się ogniem.
– Młoda, mieszkasz w zajeździe? Masz klucz? – spytał Chris. Podał Victorii drugi kanister, a sam przykucnął i przystawił zapalniczkę do liści u stóp drzewa. Podpalił jeden, potem drugi i trzeci. Emily podpalała kolejne zapałki i ciskała je pod drzewo.
– Nie… ale nie zamykamy drzwi… Tu… tu zawsze było bezpiecznie…
– Pokaż mi swoje okno. Vika, siądziesz za kierownicą? Trzeba będzie szybko spierdalać – rzucił, a potem obrócił się ku oknu, które wskazała Emily. Ruszył tam pędem, pozwalając dziewczętom na dokończenie dzieła: podlanie benzyną kolejnych fragmentów pnia i wystających tu i ówdzie z ziemi korzeni.
Ogień buchnął wysoko, a gałęzie drzewa zaczęły poruszać, jakby odczuwało ból. Emily cofnęła się gwałtownie, gdy jedna z nich przeleciała tuż koło jej twarzy. Kolejne liście zaczęły sypać się z gałęzi.
Na ulicy wciąż nie było nikogo widać, ale to świtu nie pozostało wiele czasu.
– Zabierzecie mnie stąd? – wyszeptała, zwracając spojrzenie na Victorię. – Gdziekolwiek. Możecie mnie zostawić gdziekolwiek, tylko nie tutaj. Proszę.
Rosiera nie było zaledwie przez cztery czy pięć minut: wypadł z zajazdu, zostawiając po sobie otwarte drzwi. W rękach miał sporo rzeczy, losowo schwytanych z pokoju Emily, bo najwyraźniej uznał, że osiemnastoletnia dziewczyna, uciekająca z domu z dwójką obcych ludzi powinna mieć chociaż jakąś kurtkę.
– Spierdalamy! Chyba jedno z nich obudziłem – rzucił, wpadając tym razem na miejsce pasażera, i ciskając rzeczy do środka bez ładu i składu.
Pień drzewa czernił się, a liście zwijały, gdy ogień wzrastał coraz bardziej i bardziej.
– Do licha, nie pomyślałem, żeby podsypać to gwoździami – dodał jeszcze.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#46
15.07.2026, 07:53  ✶  

Niby nie mieli na to czasu, ale nie mogła sobie odmówić chwili na to wzrokowe badanie drzewa, które było tak fascynującym zjawiskiem nie tylko o tej porze roku, ale też w ogóle, patrząc na jego rozmiary. A jeśli Emily nic się nie pomyliło, to jabłoń urosła do takich rozmiarów w ciągu kilku lat. Jakaś magia z pewnością była tego powodem i Lestrange odmawiała, by wierzyć inaczej.

– Siądę – przytaknęła, odsuwając się, by nie wejść w żadną zapałkę czy liście podpalane przez Chrisa i Emily.

Ale już gdy w połowie zgniłe jabłko tak po prostu spadło tuż obok, a wzrok ślizgał się na niego co chwila, gdy odebrała drugi kanister i wylewała jego zawartość na drzewo, żeby na pewno wszystko się podpaliło, pomyślała sobie, że coś musi być na rzeczy. Coś było nie tak z jabłonią, bo te owoce nie powinny tak szybko gnić, a wczoraj widzieli je piękne, dojrzałe. I absolutnie nikt ich nie zrywał.

– Zabierzemy. Dlatego Chris pobiegł po twoje rzeczy – uśmiechnęła się do dziewczyny, co w świetle ognia płonącego drzewa, musiało wyglądać nieco upiornie. – Nie martw się, nie zostawimy cię samej w polu – dodała jeszcze, wylewając ostatnie krople z kanistra. Obie rzuciły się do samochodu, a Victoria wepchnęła się na miejsce kierowcy i nie miała wiele czasu, żeby przestawić sobie fotel, ale Emily odebrała od niej pusty kanister i wepchnęła go pod któreś siedzenie z tyłu. Czekała tylko, aż Chris wróci i po chwili rzucił naręcze rzeczy, które udało mu się porwać, gdziekolwiek, a Victoria nawet nie czekała, aż zatrzaśnie drzwi z puszczeniem ręcznego. Tym bardziej, że powiedział, że któreś chyba obudził…

– Jeżeli ogień sobie nie poradzi, to gwoździe chyba nie zrobiłyby wiele więcej – rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie na płonące drzewo, gdy wykręcała, żeby zawrócić na drogę, ale zaraz zostało za ich plecami, bo samochód ruszył z piskiem opon. A tak się składało, że znowu będą musieli przejechać obok tych pól i miejsca ataku stracha… – Zresztą trzymaj je. To straszydło może się jeszcze ruszać.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#47
15.07.2026, 11:59  ✶  
Dwa kanistry benzyny, suche liście i całe opakowanie zapałek, które Emily rzucała ku drzewu jedna za drugą, sprawiły, że pień i ziemia wokół płonęły, a ogień strzelał w górę na tyle wysoko, że sięgnął i gałęzi oraz liści. Nawet gdyby mieszkańcy rzucili się z wiadrami, prawdopodobnie uszkodzenia były nieodwracalne… a przynajmniej na to liczył Chris. Gdy Victoria dodała gaz do dechy, a on zatrzasnął wreszcie drzwi, oglądał się jeszcze długo, obserwując płomienie. Nie wątpił, że mieszkańcy zaraz ogłoszą alarm, ale póki ogień nie znikł mu za zakrętem, nikogo nie widział przy drzewie.
Mogli mieć tylko nadzieję, że to załatwi sprawę.
- Święte drzewo i składanie mu ofiar, to brzmi jak coś, co zdarza się w legendach - powiedział, opadając wreszcie na fotel. Uświadomił sobie, że na jego kolanach leży nie tylko torebka - złapał ją przede wszystkim, bo założył, że w niej będą pewnie jakieś dokumenty czy pieniądze - ale stanik, bo nie mając ani czasu, ani rzeczy do brania, Rosier zadziałał kluczem "torebka na ramię, ramka i książka z biurka do torebki, tyle z szafy, ile zdoła złapać na jeden raz, kurtka przerzucona przez krzesło i lecimy. Zaczerwienił się trochę i cisnął go szybko do tyłu, podobnie jak torebkę, do innych rzeczy, zerkając przy tym na Victorię, bo przecież to nie tak, że próbował wykradać cudzą bieliznę!
- Oby już się nie ruszał, bo chyba gdzieś spadł mi tutaj żelazny pręt… - wymamrotał, wbijając spojrzenie w szybę, na wypadek, gdyby dostrzegł gdzieś stracha. Ale niebo zabarwiało się już na wschodzie szarością i błękitem, miał więc nadzieję, że potwór nie wyskoczy na drogę, zatrzymując już.
- Nie trafiliście tutaj przypadkiem, prawda? - spytała Emily cicho. Złapała torebkę i przyciskała teraz do siebie wyciągniętą z niej ramkę, przedstawiającą ją i rodziców. - Potwory istnieją. To nie był jedyny? - niby pytanie, choć nie do końca brzmiało jak pytanie. Odetchnęła i zacisnęła powieki, powstrzymując łzy. - Mam przyjaciółkę w Camridge. Jeśli pomożecie mi dotrzeć na stację… Pozwoli mi się tam zatrzymać na parę dni. Za trzy dni kończę osiemnaście lat, może uda mi się znaleźć pracę.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#48
15.07.2026, 20:11  ✶  

Taki ogień nie był najprostszy do ugaszenia, tym bardziej, że wzniecił się gwałtownie i wysoko, pnąc po wielkim pniu w górę i w górę. Nie wystarczy wiadro z wodą, by ugasić rozprzestrzeniający się pożar, a jeśli miał on spopielić więcej niż to drzewo, to Victoria o to nie dbała. Nie w tej chwili. Nie, gdy mieszkańcy miasteczka, chcieli poświęcić ich życia, nie gdy wiedziała, jak wiele ludzi tutaj zginęło – bo co do tego, nie miała już żadnych wątpliwości.

– Jak większość tych dziwactw – odparła mu spokojnie, wpatrzona w drogę przed nimi, gotowa robić gwałtowny manewr, gdyby coś wybiegło im na spotkanie. Do tej pory nie zwróciła uwagi na tę kupę rzeczy, które Christopher wrzucił do tyłu, gdy wbiegał do samochodu, skupiona na tym, by wyjechać jak najszybciej z tego cholernego miasteczka, nie zwróciła więc też uwagi na torebkę, ani – nie daj Boże – stanik Emily, który się tu zaplątał. Poczuła za to, że jej się przygląda i wtedy na momencik przeniosła spojrzenie z drogi w bok, na Chrisa. W samą porę, żeby zobaczyć ten rumieniec, chociaż pomyślała sobie, że to przez ten szaleńczy bieg i włamanie do zajazdu.  – Hmmm? Co – zagadnęła, odwracając wzrok z powrotem na drogę. – W schowku powinien być ten pistolet na gwoździe – dodała, wiedząc, że nie ma teraz czasu na szukanie pręta, który gdzieś zostawiła po stronie pasażera. Ani tego, który wcześniej miał Christopher.

– Przypadkiem? Nie, absolutnie – Victoria uznała, że nie ma sensu udawać, zresztą powiedziała dziewczynie wcześniej, że wszystko jej wytłumaczą. Czy to był ten moment? Zerknęła we wsteczne lusterko, by spojrzeć krótko na dziewczynę, tulącą teraz do siebie ramkę, którą odzyskał dla niej Chris. – Wiedzieliśmy dokładnie co robimy, chociaż do teraz nie mamy pojęcia, czym jest ten strach. Mamy tylko podejrzenia i teorie. Ale nie, nie był to przypadek – doprecyzowała, robiąc miejsce dla Chrisa, gdyby chciał powiedzieć dziewczynie trochę więcej o tym, co tu się właściwie działo. Victoria wolała skupić się na drodze, zwłaszcza tym newralgicznym momencie. Natomiast… – Nie wygłupiaj się, mamy cię zostawić samą z tymi wszystkimi rzeczami, na stacji, po tym co się dopiero co wydarzyło? Nie ma mowy. Po prostu cię odwieziemy do twojej przyjaciółki – miała stać sama na stacji, z torebką i naręczem ubrań? Po tym, jak rodzina dopiero co chciała ją poświęcić dla… cholera wie czego? Dziewczyna dopiero co straciła rodzinę, nie miała rodziców, ci, którzy mieli się nią opiekować, woleli wybrać ofiarę, zresztą dziewczyna miała spotkanie ze strachem, właśnie uświadomiła sobie, że potwory istnieją… i mieli ją zostawić samą? Wykluczone. Może i byli dla niej obcy, ale nie wyobrażała sobie wywalić ją teraz z auta na pastwę… świata.

Milczenie oznaczało chyba, że Emily próbuje płakać w ciszy.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#49
20.07.2026, 09:31  ✶  
– Taaak, ale może znajdziemy jakieś podpowiedzi, co to do cholery było – powiedział Chris, który akurat w mitologii nordyckiej miał pewne braki. I chyb nawet jakby wiedział więcej, nie wpadłby na to, że w drzewie zamknięto vanira.
Niebo barwiło się szarością. Chris milczał już, skupiony na obserwacji, spięty. Zapiął na wszelki wypadek pasy, bo gdyby strach wyszedł na drogę i w niego walnęli, mogliby mieć tutaj kiepski problem. Nikt jednak nie wyszedł na drogę, pośród roślin nie mignęła im żadna złowroga sylwetka.
Pomyślał, że chciałby wiedzieć, jak do tego doszło. Kto wpadł na ten pomysł, w jaki sposób to zrealizował i w jak wielu miejscach mogłoby dojść do czegoś takiego. Ale nie wydawało się by mieli szansę poznać całą historię, a składanie ofiar o tej samej porze było jednak mało modne w dzisiejszych czasach. Wymagało rejonów mniej „cywilizowanych”, gdzie łatwiej ludzi „zniknąć”, i dostatecznej determinacji. Chris nie wątpił, że są ludzie gotowi na to – tutaj mieli tego pokaz – ale wątpił czy szybko natkną się na podobny przypadek.
Wszyscy milczeli, póki nie zostawili za sobą pól, nie wyjechali na główną drogę. Emily w końcu zaczęła zbierać swoje rzeczy, niewielki dobytek, jaki jej zostawiono, i układać na tylnym siedzeniu. Nie miała za wiele miejsca, bo leżały tam i rzeczy Chrisa i Victorii, a on nawet z westchnieniem w duchu pomyślał, że będzie trzeba dać jej kilka banknotów. Była skrzywdzonym dzieciakiem. Skrzywdzone dzieciaki łatwo padały łupem potworów. Czasem takich, które kryły się w ludzkiej skórze.
– Opowiecie mi o tym? – poprosiła w końcu, siadając wreszcie prosto, wciąż ze swoją torebką na kolanach. Schowała w niej z powrotem ramkę, upchnęła parę rzeczy, które upchnąć się dało. Oczy miała zaczerwienione, ale już zupełnie suche, i gdy Chris się obejrzał, zobaczył w nich płonącą determinację. – Jeżeli faktycznie chcecie mnie tam odstawić, to… to mamy jeszcze razem ładnych parę godzin. Nie chcę znowu…
Urwała na moment.
– Znowu przegapić potwory – dokończyła cicho.
Pierwsza lekcja brzmi: najgorszymi potworami są ludzie, pomyślał Chris, ale z nimi walczyli przecież rzadko. Ich zadaniem było coś zupełnie innego.
– Najlepiej zacząć chyba od tego, że każda bajka, każda legenda i każdy mit, o którym słyszałaś, ma w sobie ziarno prawdy… – zaczął Christopher Rosier.
A potem…
Potem się obudził.
We własnym łóżku, przytulony do własnej poduszki i w pierwszej chwili zdezorientowany dziwnym snem, z którego zapamiętał głównie mugolskie samochody.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (10081), Victoria Lestrange (10109)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa