– Mam pewne obawy, że gdybym takich użył, mógłbym stracić rękę, a bardzo ciężko strzelać ze strzelby tylko jedną. Usypywanie kręgów z soli też stałoby się problematyczne – burknął Chris, robiąc minę małego chłopca, obrażonego, bo ktoś żartuje sobie z jego marzeń. No w tym wypadku miotacz płomieni byłby idealny! Mogliby spalić tego stwora albo przynajmniej sprawnie podpalić wszystkie te pola. Wciąż zresztą nie zrezygnował z tego pomysłu: jeśli nie uda się im z drzewem albo nie znajdą stracha w sadzie, był całkiem zdecydowany zacząć podpalać okolice zbiory.
Tylko jeżeli ten stwór ich chronił, to czy wtedy się nie objawi nawet w dzień?
– Nocą to zbyt niebezpieczne. Ale ruszymy, gdy będzie zbliżał się świt… wypadnięcie z auta, szybkie podpalenie i ucieczka – wymamrotał, myśląc głośno. Noc, zmierzch. Zagrożenie.
Oby te żelazne pręty pomogły.
*
Chris zacisnął szczęki, gdy Victoria kazała się mu zatrzymać. Pierwsza dostrzegła Stracha, ale Christopher i tak dał gwałtownie po hamulcach na jej polecenie, bo zakładał, że nie zrobiłaby tego bez powodów. Opony zapiszczały, samochodem zarzuciło. Zatrzymał się nierówno, ale może i lepiej: dzięki temu dziewczynie łatwiej było dopaść tylnych drzwi.
– WSIADAJ!!! – krzyknął z całych sił w płucach, z wielką nadzieją, że Emily po pierwsze okaże dość rozsądku, żeby posłuchać i nie zmuszać ich do walki ze strachem, tak z zaskoczenia, i że po drugie, to nie był jakiś wybieg, w ramach którego była przynętą na takich jak oni. Dziewczyna dopadła auta i wskoczyła do środka: a Chris wcisnął gaz do dechy jeszcze nim zamknęła drzwi.
Nie mógł wykręcić, gdyby ruszył wstecz, Strach pewnie by ich dopadł. I tak znalazł się tuż przy samochodzie, machnął kosą i nieprzyjemny zgrzyt świadczył o tym, że ostrze musnęło drzwi. Chrisa krew zalała na samą myśl o tym uszkodzeniu, i że czeka ich wizyta w warsztacie.
– Zapłaci mi za to – syknął, skupiony całkowicie na drodze, bo musiał dodać gwałtownie gazu, silnik jęczał, i ledwo umknęli strachowi. Emily, zapłakana, zdołała wreszcie sięgnąć ku drzwiom i zamknąć je.
– Nie, nie do wioski! Oni rzucili mnie… temu czemuś na pożarcie! Zabiją nas!