• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[20.10] Vanir

[20.10] Vanir
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#1
15.06.2026, 11:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2026, 11:53 przez Christopher Rosier.)  
– Strzelba, druga strzelba, pistolet, drugi pistolet, stalowy sztylet, posrebrzany sztylet, topór… Piła? Kiedy ją kupiłaś? Nie żebym narzekał, ale tydzień temu nie mieliśmy piły? Trzy butelki święconej wody, stare, srebrne świeczniki do przetopienia, zioła, jagnięca krew… chcesz polować na dżina? Dwa worki soli… czekaj. Ten jeden to sól himalajska? Czy różowa sól zadziała na ducha?
Zaciągnął cienką płachtę, przysłaniającą broń. Na wierzch trafiły szpargały: worki z solą, zniszczone świeczniki, które miały przy najbliższej okazji stać się kulami, święcona woda oraz zwykły, samochodowy ekwipunek, pod którym – miał nadzieję – żadna policja nie będzie chciała grzebać zbyt dogłębnie. Nie żeby tam, gdzie się wybierali, było wiele patrolów policji.
Gdyby były, może ktoś zainteresowałby się, że dwa razy w roku, zawsze o tej samej porze, w okolicy znikała samotna para. Przepadali jak kamień w wodę: dwoje ludzi oraz ich samochód. Trwało to tak długo, że w końcu trafiło na kogoś, kogo krewni wiedzieli, z kim się skontaktować. Chris mógłby wyliczyć z pamięci bardzo dużo potworów i duchów, które mogłyby zeżreć ludzi w okolicach Samhain, tego najpaskudniejszego okresu w roku.
Ale żaden z nich nie powinien być zainteresowany samochodami.
Zatrzasnął bagażnik.
*
Wnętrze samochodu wypełniała muzyka, kiedy jechali trasą, którą – jak wynikało z drobiazgowych badań i analiz przypadków z ostatnich dziesięciu lat (dziesięć lat, dwadzieścia przypadków, w sumie czterdzieścioro ludzi, zawsze kobieta, zawsze mężczyzna, dwa tygodnie w okolicach Beltane, dwa tygodnie w okolicach Samhain) – pokonywały wszystkie ofiary. Krajobraz należał do gatunku tych monotonnych, i to nie tylko dlatego, że słońce już zaszło za horyzontem, i wszystko ogarnęły ciemności, rozpraszane jedynie przez światła samochodu. Otaczały ich pola, na których rosło coś, czego Chris nie rozpoznawał, ale co było bardzo wysokie i zdawało się nie mieć końca. Sama droga była dość wąska, z gatunku tych mało uczęszczanych: nic dziwnego. Prowadziła praktycznie donikąd. Miasteczko, które znajdowało się na jej końcu, było niewielkie, zdecydowanie rzadko odwiedzane przez turystów i jeśli ktoś tu trafiał, to zwykle dlatego, że zmylił drogę.
Chris był pewien, że coś musiało być nie tak z tym cholernym miasteczkiem.
Światła samochodu padły na auto, zaparkowane na środku drogi, tuż na granicy pola.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#2
15.06.2026, 21:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2026, 21:57 przez Victoria Lestrange.)  

– Przedwczoraj – wypuściła kłębek dymu z papierosa, trzymając go dwoma palcami. Stała obok, przyglądając się jak Christopher robi przegląd rzeczy w skrzyni. – Była na promocji z paczką gwoździ. Gorąca oferta przy zakupie razem – i tym sposobem mieli, oprócz nowiutkiej piły, opakowanie żelaznych gwoździ. Nie była w sumie pewna po co im te gwoździe, ale były żelazne… Może i ducha nimi nie przybiją do ściany, ale na pewno można go było takimi przegonić, albo narobić dużo hałasu, gdyby je rozsypać na podłodze… Nieważne. – Chcę polować na to, co się nawinie. Trzeba być więc przygotowanym na wszystko, nie? – wyjaśniła jeszcze, nim przekrzywiła głowę. – No? Coś nie tak? Może na coś działa tylko różowa sól, a? – być może był to klasyczny przykład, by nie wysyłać kobiety na zakupy samej, bo przyniesie wszystko, tylko nie to, co było na liście, a może był to jakiś przebłysk geniuszu. Pewnym było natomiast, że Chris nie krzywił się na te dziwne decyzje zakupowe, jedynie dziwił obecnym stanem zapasów. Zresztą gdy wszystko już sprawdził i zamknął bagażnik, a ona rzuciła papierosa na ziemię i przydeptała go butem, wyznając zasadę, że skoro umiałeś zapalić, to musisz umieć też zgasić, przejechała jeszcze niemalże zalotnie dłonią po jego przedramieniu, obchodząc samochód z drugiej strony. Jej dotyk był cakowicie normalny, ciepły.

– Ty prowadzisz – rzuciła, uśmiechając się pod nosem.

***

Czas mijał jak zawsze. Jak nie gadali, to nuciła pod nosem piosenki, albo zerkała w notatki dotyczące sprawy, jaką mieli przed sobą. W tym wypadku wycinki z gazet o zaginięciach w tym rejonie, nazwiska poszukiwanych osób, marki samochodów. Victoria szukała też w książkach, jakie wozili w samochodzie informacji o tym, co to w ogóle może być – to znaczy powód tych zaginięć w okolicach Beltane i Samhain, bo zgoda, przy Samhain to mogło być wiele potworów, ale przy Beltane…?

Co żerowało w okolicach tych dwóch skrajnych dni roku? Zawsze przed, nigdy po. Póki co jednak – te poszukiwania były trochę bezowocne. Krajobraz za oknem, ten monotonny, bo ciemny, sprawił nawet, że zaczęły jej się zamykać oczy. I na wpół przymknięte, gdy była na granicy snu – gdy jeszcze nie śpisz, ale zaczynają ci się absurdalne sny – zauważyła na środku drogi samochód, który zdecydowanie się nie poruszał.

– Chris? Czy tam jest auto? – zapytała, gwałtownie mrugając, chcąc rozgonić ten sen.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#3
16.06.2026, 08:36  ✶  
– Niech będą gwoździe i różowa sól – roześmiał się Chris, obejmując ją na moment w pasie, kiedy przesunęła dłonią po jego ramieniu. Mogli ją przetestować, kto wie, może okaże się niesamowicie skuteczna, bo żaden łowca potworów dotąd nie wpadł na to, żeby użyć tej różowej? Ktoś tam kiedyś mu ją zachwalał, że jest jakaś czystsza, więc… Może czystsza sól lepiej działa na potwory.
Wsunął się za kierownicę i włączył muzykę. Czekała ich długa podróż.
*
Samhain. Beltane. Gdyby nie ta regularność, byłby przekonany, że mają do czynienia z seryjnym mordercą albo jakimś potworem ukrywającym się jako człowiek w wiosce, zwłaszcza że nigdy nie znaleziono też samochodów. Ale ktoś wybierał dwa święta, bardzo od siebie różne, ale charakteryzujące się tym, że granice były wtedy cienkie. Złowrogi duch? A może element jakichś rytuałów? Mieli póki co za mało informacji, choć Victoria przetrząsnęła wycinki prasowe i archiwa na temat pobliskiej wioski (podobno okolica miała zdumiewająco wręcz żyzną ziemię, i hodowano tu trochę rzadkich roślin) oraz zaginionych. Chris nie lubił takich mało oczywistych spraw, głównie dlatego, że gdy wiedzieli, z czym mają do czynienia, znacznie łatwiej było odgadnąć, czym potwora zabić.
– To ciekawe o tyle, że zwykle samochody też znikały – mruknął, zwalniając i zablokowując wszystkie drzwi, zanim się zatrzymał, kilkanaście metrów za porzuconym samochodem. Nawyk, i to zrodzony nie tylko z powodu potworów – te zresztą lubiły wybijać okna, i po ostatnim razie wstawili specjalne, wzmocnione szyby na zamówienie – ale też ludzi, bo w niektórych miejscach lepiej było nie stawać nawet na czerwonym świetle. A porzucone auta czy ktoś proszący o pomoc przy drodze równie dobrze mógł być zagubionym duchem, jak przynętą, bo zupełnie ludzki gang czekał w krzakach.
Między innymi dlatego dość powoli minął samochód. Zerkał czy nikt w nim nie siedzi, czy nie dostrzeże kogoś (albo czegoś) wśród wyrośniętego zboża. Albo czy na ulicy nie rozłożono jakichś kolców.
Jeśli tak, to kogoś mogła czekać niespodzianka, bo Chris wyciągnął broń i na wszelki wypadek ją odbezpieczył, upewnił się, że w razie potrzeby szybko zdoła dobyć sztyletu, a latarka jest w kieszeni i pchnął drzwi. Nie gasił silnika ani świateł, przynajmniej jeszcze nie.
Nikt się na niego nie rzucił, ani gdy wyszedł, ani gdy podszedł do auta i obszedł je ze wszystkich stron. Przyświecił latarką na opony, oglądając je przez chwilę na klęczkach, a potem wstał, i minę miał ponurą.
– Dwie przebite opony. W jednej widzę gwóźdź.
Nie na tyle, by od razu odmówiła posłuszeństwa: a by w miarę jazdy uchodziło z niej powietrze. Gdyby to była jedna, można by mówić o przypadku. I pewnie z jedną pasażerowie daliby sobie radę. Ale mało kto wozi ze sobą dwie zapasowe opony.
I dwie nie są przypadkiem.
Co więcej gwoździ w opony nie wbijały potwory…
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#4
16.06.2026, 18:41  ✶  

Póki co i jej na razie najbardziej do motywu całej tej sprawy pasował jakiś rytuał. Fakt, że znikała zawsze para: kobieta i mężczyzna. Samochód… no mogły być ukrywane, rozbierane na części, może te znikające samochody nie były w tej sprawie tak ważne, a jedyne do czego służyły to to, że doprowadzały tych ludzi w okolice wioski? Nie potrafiła jakoś znaleźć innego przeznaczenia dla tych wszystkich aut i powodu, dla którego i one rozpływały się w powietrzu, tak samo jak i ludzie, którzy nimi podróżowali…

– Jedyne co mi przychodzi do głowy, jeśli chodzi o te samochody, to to, że ktoś, albo coś, dokłada starań, żeby je jakoś ukryć i trudniej wytropić sprawcę – przejrzała raz jeszcze odręczną notatkę, która sporządziła na podstawie artykułów, żeby łatwiej było się we wszystkim połapać, nazwiska, imiona, orientacyjne daty zaginięcia, czym podróżowali. To miała być taka podręczna pigułka informacji, żeby nie trzeba było wszystkiego szukać po reszcie materiałów, Victoria jak zwykle była bardzo skrupulatna.

Wbiła wzrok w samochód, gdy zatrzymali się na moment. Wydawało się, że okolica i tej porze jest całkowicie pusta, nie spodziewała się, że ktoś zaraz wyskoczy zza krzaków i będzie próbować wybić im szybę, ale było prawdą, że byli nauczeni doświadczeniem i nie miała zamiaru komentować tej ostrożności. W ich zawodzie jej brak kończył się rychłą śmiercią.

– Pusto… chyba – mruknęła, przyglądając się tak okolicy jak i zaparkowanemu na drodze samochodowi, który nie wyglądał, jakby ktoś w nim siedział. A kiedy Chris gramolił się poza ich wóz, zdołała rzucić notatki na tylne siedzenie i sama upewniła się, że ma żelazny sztylecik przy sobie, a broń zgarnęła ze schowka. Nie zamierzała pozwolić, by Christopher sam wyłaził na zewnątrz w tak dziwacznych okolicznościach. Cicho otworzyła drzwi od swojej strony i wysiadła, rozglądając się wokół w czasie, kiedy blondyn sprawdzał koła tego drugiego auta. – Ciekawe czy z tej samej promocji – wymamrotała pod nosem, doskonale wiedząc, że to przecież niemożliwe, ale wnioski i do niej przyszły dość oczywiste: że to raczej nie był żaden potwór polegający tylko na instynkcie. Wyciągnęła zresztą z kieszeni małą latarkę, żeby też sobie poświecić, a dokładniej w okna samochodu – by się upewnić, że gdzieś przy nogach nie leży żadne ciało…

Ale nie.

– Musieli, albo musiał, ten ktoś wysiąść i… – i pójść pieszo? Tylko dokąd. – Czuć jeszcze ciepło od silnika? Zastanawiam się jak długo tutaj stoi. Ktokolwiek nim jechał musiał pójść po pomoc, a najbliżej to jest chyba to miasteczko – gadała, ale patrzyła też na pobocze.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#5
17.06.2026, 08:51  ✶  
– Jeśli tak, to niedobrze, bo mają też piłę – mruknął Chris, chociaż przyszło mu do głowy, że może te gwoździe faktycznie się im kiedyś przydadzą. Na przykład kiedy się na kogoś wkurzy, będzie mógł wbić je w oponę. – Mogli ruszyć wzdłuż drogi z powrotem do miasteczka… – Auto stało tak, że prawdopodobnie to z niego jechali. I tam w ich oponach znalazły się gwoździe, co Chris przyjął prawie z zadowoleniem, bo potwierdzało chodzącą mu po głowie teorię: coś było nie tak z miasteczkiem. To nie tak, że w okolicy grasował zżerający samochody wraz z zawartością potwór. A jednocześnie… jednocześnie zaraz sprowadziło to na niego ponury nastrój.
Bo na świecie było tyle potworów, a okazywało się, że wciąż tymi najgorszymi byli ludzie. Co więcej potwora mogli po prostu zabić, nie przyciągając uwagi: gdy natrafiali na ludzi, urządzających jakieś polowania, historia robiła się bardziej skomplikowana.
- Ale jeżeli to ludzie są winni, i chcieli ich napaść poza teren zamieszkanym, nie wiedzieli, kiedy będą musieli się zatrzymać. Jechali za nimi? – zastanowił się, a potem sprawdził silnik.
– Musieli być tu przed chwilą – ocenił, bo ten nie zdążył wystygnąć. To dawało szansę na znalezienie pasażerów żywych, a jeżeli nie: przynajmniej na jakieś ślady, które pozwolą im przekonać się, z czym mają do czynienia.
Skierował światło latarki z koła na pobocze, szukając śladów. Ruszył powoli wzdłuż drogi, świecąc to na grunt, to między rośliny, palce wolnej ręki zaciskając na broni, by w razie czego szybko móc ją wyciągnąć. Chciał sprawdzić, czy znajdzie jakiś trop: jeżeli nie, pozostawało im zrobić zdjęcia pojazdu i rejestracji, a potem pojechać wolno, z odkręconymi szybami wzdłuż drogi, i liczyć, że natkną się na spacerowiczów.
Ale kiedy pokonał kilkanaście metrów, dostrzegł, że kawałek dalej porusza się zboże.
– Vika! – zawołał, wychodząc na środek ulicy, by nie stać tuż przy granicy roślin, z których w każdej chwili mogło coś wypaść. Uniósł broń i faktycznie… coś spomiędzy zboża wypadło: Chris wycelował, a kobieta krzyknęła, cofnęła się i upadła. Zdawała się spanikowana, nieuzbrojona i zdecydowanie żywa. Christopher zaklął i szybko schował broń.
– Proszę pani? Wszystko w porządku? Zobaczyliśmy samochód… – wyrzucił z siebie, unosząc dłonie, by pokazać, że nie ma złych zamiarów.
– On mnie goni! Goni! Brian tam został! – krzyknęła, podnosząc się i oglądając, a gdzieś spomiędzy zboża dobiegł męski krzyk. Chris złapał ją w pół, gdy zrobiła taki ruch, jakby chciała znów wpaść w zboże.
– Proszę wsiąść do auta! Sprawdzę to! – rzucił, prawie rzucając ją w stronę Victorii. Nieuzbrojony cywil w takiej sytuacji był większym problemem niż pomocą.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#6
17.06.2026, 11:35  ✶  

– To my mamy to i to, jesteśmy w lepszej pozycji – stwierdziła zupełnie bez sensu, bo po prawdzie zupełnie nie myślała teraz o żadnej pile, a gdy się upewniła, że samochód faktycznie jest pusty, poświeciła jeszcze latarką w drogę, by się upewnić, czy żadne gwoździe nie leżą gdzieś tu w okolicy, czekając aż im się wbiją w buty albo w opony. Wychodziło jednak na to, że ten drugi samochód musiał się na nie nadziać trochę wcześniej, a tutaj kierowca zorientował się, że jest jakiś większy problem i się zatrzymał. – Pewnie tak, bo inaczej byśmy kogoś spotkali po drodze, nie? – ona co prawda trochę przysypiała, ale Chris by przecież zauważył, jeśli ktoś szedł poboczem. A skoro nic mu nie świtało na ten temat, to znaczy, że musieli zawrócić. Stąd do miasteczka nie było tak daleko, zresztą w okolicy to było najbliżej.

– I zostawiliby tak to auto? – podchwyciła, myśląc o tym, czy ktoś z miasteczka chciałby zaatakować ludzi poza miastem. Ale nie było tu żadnego innego środka transportu, ani śladu żywej duszy, nic… oprócz nich.

Tak, ludzie byli najgorszymi potworami. I jednocześnie sporo było też takich, które przyjmowało ludzką formę, wtapiając się w tłum… z czym mieli tutaj do czynienia? Z rytuałem, z ludźmi, z magicznymi stworzeniami…?

Obserwowała drugą stronę drogi, kiedy Christopher ją zawołał i zbliżyła się do niego, patrząc już teraz w tę stronę, którą sam przed chwilą sprawdzał, odruchowo trzymając rękę w pogotowiu na broni. I wtedy zza kłosów zboża wypadła kobieta, i krzyczała coś o tym, że ktoś ją goni.

Victoria odruchowo skierowała w tamtym kierunku światło latarki, niepewna tego, co lub kto tam jest, ale nawet gdyby chciała, to nie miałaby jak zareagować, bo już zaraz łapała kobietę, by ta nie wbiegła z powrotem w zboże.

– Chris! Uważaj! – krzyknęła jeszcze tylko za nim, po czym spojrzała na kobietę. – Ma pani kluczyki? Niech pani wsiada do samochodu. Kto was gonił? – rzuciła, patrząc niespokojnie w kierunku zbóż, bardzo chcąc być tam, a nie tutaj, ale dowiedzenie się czegokolwiek mogło w tej sytuacji bardzo pomóc.

Bo że była to kobieta i mężczyzna, tak jak w każdym innym przypadku zaginięcia, to już się połapała.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#7
18.06.2026, 06:35  ✶  
– To zależy… jeśli szli by w stronę, w którą jechali owszem, ale może zawrócili do wioski? I ktoś dopadł ich po drodze, a potem zawrócił… – zastanowił się jeszcze Chris, zanim ruszył w stronę miasteczka właśnie, by chwilę później wpaść na spanikowaną kobietę.
– On… on… on ma kosę… i jest wielki – wybełkotała kobieta, głosem kogoś w skrajnej panice. Oboje już spotkali takie osoby. I łatwo było odgadnąć, że być może widziała coś, co jej umysł wypierał – albo o czym nie chciała mówić, bo nie sądziła, że ktoś jej uwierzy. – Koła… koła są pęknięte… on się dostanie do środka… – jęknęła i rozpłakała się. Victoria mogła zawsze wepchnąć ją po prostu na tylne siedzenie ich auta, albo zostawić przy drodze w nadziei, że jednak nie postanowi biegać pośród zboża.
Chris tymczasem ruszył w stronę źródła krzyku. Bieg przez bole zboża okazał się koszmarnie trudny, nawet jeśli wzrost sprawiał, że odrobinę większość kłosów przerastał. W ostatniej chwili zrobił unik, gdy ktoś wybiegł z przeciwnej strony: mężczyzna krzyknął i przewrócił się, jak wcześniej kobieta, a potem krzyknął znowu.
– Chcę pomóc! – krzyknął Chris, a i ten krzyk, i te wcześniejsze, pełne przerażenia, mogły wyłapać uszy Victorii. Dopadł do mężczyzny i choć ten w pierwszym odruchu się wyrywał, chwycił go i postawił na nogi, a potem pociągnął ku drodze.
Zboże szeleściło. Coś przedzierało się ku nim. Chris popchnął mężczyznę, odwrócił się i dostrzegł coś wielkiego, większego nawet od niego, a przecież bogowie nie poskąpili mu wzrostu, dziwne nakrycie na głowie, kosę. Strzelił niemal na ślepo, dwa razy, bo nie wiedział, co to jest, ale na pewno nie człowiek, a potem pobiegł ku drodze. Bo cholera, wyglądało na to, że srebrne kule to za mało, by to coś zatrzymać. Nawet nie zwolnił…
– Do samochodu! Victoria, gdzie jesteś?! – zawołał, gdy wypadali z powrotem na asfalt, on i przerażony człowiek. Na całe szczęście nie wyłączył silnika.
Nie oglądał się, za to Victoria w blasku rzucanym przez światła impali, mogła zauważyć, że…
Chrisa i tego drugiego goniło coś, co bardzo przypominało stracha na wróble. Wielkiego, przerośniętego, z bardzo, bardzo wielką i ostrą kosą.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#8
18.06.2026, 10:59  ✶  

Wielki i z kosą. Victorii to nie przerażało, widziała już w swoim życiu wiele dziwacznych stworzeń i zdarzeń. Po takiej ilości już łapało się pewnego rodzaju znieczulicę, a z pewnością w zdumienie i niedowierzanie nie wprawiało zobaczenie czegoś nienaturalnego, albo wręcz… nadnaturalnego. Nawet jeśli nie wiedziała wszystkiego, nie stanęła oko w oko z każdym istniejącym i chodzącym po świecie stworem.

Zostawienie tak panikującej kobiety było wyjątkowo głupim pomysłem. Ludzie w takich momentach robili skrajnie idiotyczne rzeczy i czarnowłosa pomyślała, że ta faktycznie mogłaby się rzucić w ucieczkę nie w tę stronę co trzeba, postanowiła więc ja chociaż trochę uspokoić (nawet jeśli wolałaby być teraz w polu zbóż i nie zostawiać Christophera sam na sam z kimś, albo czymś, z kosą).

– Dobra. Wsiadaj do nas, chodź – rzuciła do płaczącej kobiety, ciągnąć ja za rękę za sobą po czym gwałtownie otworzyła tylne drzwi samochodu. – Wchodz. Jak Chris wróci to stąd pojedziemy. Oddychaj! – rzuciła do kobiety. Nie martwiła się o to, że ta mogłaby znaleźć z tyłu dziwne książki albo notatki Victorii, która je tam wrzuciła wcześniej, bo w tej chwili w ogóle o tym nie myślała. Zresztą na notatkach była głównie lista zaginionych osób, a teraz… teraz najwyraźniej mieli kolejnych, których przeznaczeniem było zaginięcie.

Dobyła broni i wycelowała ją w pole, zbliżając się w tamtym kierunku, by móc w razie czego odgonić… stwora z kosą, na którego póki co nie miała żadnego określenia, chociaż chodziło jej po głowie że może to jakiś psychol, który lubuje się w mordowaniu innych ludzi właśnie kosą. A że był wielki… Christopher też był wysoki – ale Victorii nawet nie (hehe) śniło się, że mówili tutaj o czymś dużo większym.

– Tutaj! – odkrzyknęła, nie weszła za daleko w pole, bo nie zdążyła, skoro zajmowała się przez jakiś czas tą biedną, przerażoną kobietą – znajdowała się więc przy jego linii, ale nadal na ulicy, trochę dalej od samochodu, z wyciągniętą i odbezpieczoną bronią w ręce, gotowa by strzelić.

I nawet ją, która widziała już naprawdę wiele, trochę zamurowało, jak zobaczyła naprawdę wielkiego stracha na wróble z gigantyczną kosą. Strzeliła. Nie, nie był to duch. Nie trzeba było jej powtarzać, że powinna się ewakuować, kiedy kula nie zrobiła absolutnie żadnej różnicy, bo stworzenie ani się nie rozmyło, ani nie zatrzymało – nic.

Rzuciła się więc do samochodu, ładując się na swoje miejsce i bardzo szybko zatrzasnęła drzwi.

– Jedź! – strach nie wyszedł poza linię zboża, ale chyba żadne z nich nie chciało się przekonać, czy zaraz jednak nie zmieni zdanie i nie wybije szyb w samochodzie, by ich wszystkich dorwać. – Jesteście cali?

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#9
18.06.2026, 11:59  ✶  
Victoria nie musiała mu dwa razy powtarzać: wpakował się za kierownicę błyskawicznie i wrzucił wsteczny bieg jeszcze zanim towarzyszący mu mężczyzna zdążył zamknąć za sobą drzwi (bo na szczęście miał dość przytomności umysłu, aby wskoczyć na tyle siedzenie). Kobieta wciąż krzyczała i ten dźwięk nieprzyjemnie wwcierał się w uszy Christopera, gdy dodał gazu i auto ruszyło w tył.
Przez ułamek sekundy kusiło go, aby spróbować rozjechać tego potwora. Ale nie był pewien, czy to podziała, a on był wielki. Gdyby się nie udało, mogliby utknąć tutaj poobijani po stłuczce z potworem, co do którego nie mieli jeszcze pojęcia czym jest, i jak z tym walczyć. Chris widział w życiu różne rzeczy, ale ta cholera nie przypominała mu niczego, z czym dotychczas musieli się mierzyć.
Naprawdę wyglądał jak po prostu bardzo, bardzo wielki i groźny strach. Niewrażliwy na srebrne kule. A to oznaczało, że nie mieli do czynienia z duchem… i cóż, mogli też wykluczyć przebranego na Halloween wilkołaka.
Na całe szczęście choć jak na przerośniętego stracha na wróble był całkiem żwawy, to nie aż tak, aby doścignąć samochód, nawet jadący do tyłu. Chris przypatrywał się mu jeszcze przez chwilę, póki był widoczny w blasku reflektorów, ale potem potwora pochłonęła ciemność. Na wszelki wypadek jechał tak jeszcze dobre kilkadziesiąt metrów, zanim gwałtownie wykręcił, nie dbając o to, że przy okazji rozjeżdża zboże.
– Co to cholera było? – rzucił, spoglądając we wsteczne lusterko, jakby spodziewał się dostrzec ścigającego ich stracha.
– Nie wiem! – jęknął mężczyzna, obejmując na tylnym siedzeniu kobietę, która przylgnęła do niego i na całe szczęście przestała krzyczeć, a zamiast tego zaniosła się łzami. – Z…zranił mnie w rękę, ale tylko tyle… Kim jesteście?
– Przypadkowymi świadkami – mruknął Chris. Chętnie obejrzałby te obrażenia, ale w tej chwili skupiał się na drodze. I na tym, czy nie wyskoczy na nią kolejny strach. – Zawieziemy was do najbliższego motelu, zadzwońcie stamtąd po pomoc, i na litość boską, nie wracajcie po co auto. Jechaliście z miasteczka?
– T-tak. – Tym razem odpowiedziała kobieta, wtulając twarz w ramię swojego partnera. – Ale op…opony poszły, musieliśmy w coś wjechać… Brian usłyszał coś w zbożu, i wszedł w nie, chociaż prosiłam, żeby tego nie robił…
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#10
18.06.2026, 13:05  ✶  

Na pewien sposób lubiła adrenalinę, która wiązała się z tym zawodem. To nie było jak powtarzalna praca za biurkiem, bo każdy dzień przynosił inne rzeczy, trzeba było być elastycznym, dzięki czemu umysł miał codzienną gimnastykę i ćwiczenia, zresztą tak samo jak ciało. Każda sprawa była trochę inna, często wymagała innego podejścia, czasami musieli poszukać głębiej, dokopać się do innych możliwości, czasami trzeba było zapytać innych łowców, czy już czegoś podobnego nie widzieli. Czego za to nie lubiła, to jak ktoś wchodził im w drogę. Oczywiście nie chodziło o to, że mieli tutaj cywilów, którzy zapewne po tej nocy byłoby martwi – trzeba się było nimi zająć i w pewien sposób zaopiekować, ale czasami niektórzy bardzo przeszkadzali, kiedy oni próbowali wykonywać swoją pracę. Miała nadzieję, że tak nie będzie w tym przypadku. Póki co jednak, gdy Chris dodał gazu, ona odwróciła się, by spojrzeć przez okno i odprowadzić spojrzeniem stracha na wróble, który nie podjął się pościgu za rozpędzonym samochodem.

– Wyglądało jak strach na wróble – Victoria miała okazję mu się przyjrzeć całkiem dobrze, bo gdy Chris i Brian uciekali, ona patrzyła wprost na to, co ich goniło. – Chwila, powinniśmy mieć tu apteczkę – mruknęła, gdy już stracili stracha z oczu, a mężczyzna powiedział, że jest zraniony w rękę. Nie próbowała ich uspokajać, mówiąc, że to nic takiego, bo przecież wszyscy tutaj mieli oczy. Otworzyła schowek z przodu i pogrzebała w nim chwilę, żeby wyciągnąć w końcu podręczną apteczkę z najpotrzebniejszymi rzeczami i poprosiła Chrisa, żeby zapalił lampkę sufitową z deski rozdzielczej, po czym odwróciła się do tyłu. Dopiero teraz miała okazję lepiej przyjrzeć się przerażonej parze. – Pokaż tą rękę. Lepiej takie rzeczy od razu przynajmniej oczyścić – a i onA wpadła na to co Chris: że dobrze by było zobaczyć tę ranę, bo mogła im bardzo dużo powiedzieć. – To chyba gwoździe. Zatrzymaliśmy się, bo zobaczyliśmy wasze auto na środku drogi, wokół pusto i zastanawialiśmy się co się stało. Chris widział gwoździe w oponach – gadała, bo to w sumie nie było nic nadzwyczajnego, a lepiej to, niż siedzieć w ciszy przerywanej szlochem. – Wyszedł na was ze zboża?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (10081), Victoria Lestrange (10109)


Strony (5): 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa