• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[20.10] Vanir

[20.10] Vanir
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#31
06.07.2026, 12:37  ✶  
– Serio? Dwa tygodnie temu jechałam z wujkiem do miasta po zakupy, pozwolił mi prowadzić i jestem prawie pewna, że tam były – zdziwiła się Emily, ale nie poświęciła temu wiele uwagi. Pewnie uznała, że po prostu nie zwróciła uwagi za ich brak albo źle to zapamiętała, a Chris pomyślał, że może dziewczyna faktycznie nie miała z tym niczego wspólnego. W końcu była z zewnątrz. Czy powiedzieliby komuś, kto ledwo tu zamieszkał, że regularnie, dwa razy w roku, mordują jakichś przypadkowych ludzi?
– Jakby cieszyło się przychylnością samych bogów – zgodził się Chris, kiedy Emily odeszła. Znów niby niewinne zdanie, a kryjące w sobie wiele znaczeń. – Tak, wszyscy nagle zdają się nami wyjątkowo zainteresowani…
Pieczeń rzeczywiście wjechała na stół po godzinie i faktycznie była równie dobra, jak zaserwowane im wcześniej przystawki. Gdy zjedli właścicielka nalegała, aby koniecznie spróbowali na deser szarlotki „z lokalnych jabłek” i „to całkiem za darmo!”, a Chris pomyślał sobie, że jak potem zgarniają samochód, to pewnie zabierają z niego rzeczy i ładnie się im wyrównuje…
Ale szarlotka naprawdę była najlepszą szarlotką, jaką jadł od dawna.
Ledwo chcieli wyjść na zewnątrz, a właścicielka ich zagadała, i Chris był niemal pewny, że posłała męża lub bratanicę po kogoś, bo gdy znów zaczęli się zbierać, w drzwiach stanął, jak się okazało, Stary Tom. Który oczywiście mógł użyczyć im paliwa, ale… za kolejną godzinę, bo – i tu nastąpiły długie, bardzo skomplikowane wyjaśnienia, a Chris ogrom siły woli musiał włożyć w to, aby nie przewracać oczyma. Oświadczył, że oni w takim razie pozwiedzają miasteczko i ruszyli alejkami, by przekonać się, że gwoździe przybite są do każdego domu, prawie przy każdym rośnie jabłoń (choć żadna nie była tak wielka i zielona jak ta główna), a choć ludzie niby zachowywali się normalnie, to wyczuleni na to mogli wyłapać drobne oznaki, że coś jest nie tak. Jakaś kobieta uśmiechała się do nich zbyt szeroko. Zasłonka drgała, jakby ktoś ich obserwował. Nie wspominając już o tym, że kiedy Stary Tom pojawił się wreszcie z paliwem, gadał i gadał, i gadał, a właścicielka gospody przysłała Emily, żeby dała im jeszcze ciasto na drogę.
W konsekwencji wsiedli do samochodu, kiedy do zmroku został jakiś kwadrans.
– Ciekawe, ile gwoździ wbili w opony? – zastanowił się Chris, odpalając silnik. Rozważał, czy zdążą dojechać wystarczająco daleko, aby dobiec do ich auta, zanim zapadnie zmierzch. Wciąż nie byli w końcu pewni, czy zdołają pokonać tego stwora, chociaż mieli trochę pomysłów: żelazo oraz ogień. – Sądzisz, że powieszenie gwoździ w samochodzie się przyda?
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#32
07.07.2026, 07:48  ✶  

Można było mówić bardzo wiele o nagłej i dość nienaturalnej gościnności mieszkańców miasteczka, ale jedzenie, jakie im zaserwowano, było naprawdę dobre. Przynajmniej jedno z lepszych, jakie Victoria jadła w swoim życiu, ale czy warte tego, by było tym ostatnim…? Może niektóre z ofiar myślały sobie, że trafili na jakąś nadwyżkę jedzenia, jaką mieli w Towens, albo że aż tak ich polubiono, ale Victoria patrzyła na wszystko przez pryzmat tego, że ci wszyscy ludzie, którzy przejeżdżali tędy w październiku i kwietniu, po prostu rozpływali się w powietrzu, a w rzeczywistości atakował ich strach… Patrzyła na te nieszczere uśmiechy i na to, jak bardzo mieszkańcy wychodzili z siebie, żeby ich zatrzymać w zajeździe, co i rusz wynajdując nowy do tego pretekst, a było to tym trudniejsze do zniesienia, że nie mogli wyjść z roli. Nawet spacer po miasteczku nie zapewniał pełni prywatności, bo chociaż mogli porozmawiać po cichu, to jednak byli obserwowani.

Mieszkańcy miasteczka naprawdę wychodzili z siebie, żeby przetrzymać ich do zmierzchu, na który o tej porze roku na ich szczęście nie trzeba było czekać do późnej nocy.

– Możemy strzelać – odparła na pomruk Chrisa, odnośnie gwoździ w oponach, gdy już znaleźli się w samochodzie, w końcu całkowicie sami. – Mnie zastanawia czy nie zrobili z tym samochodem czegoś więcej, żebyśmy się musieli zatrzymać we właściwym miejscu. Pamiętasz? Tamta para mówiła, że chyba nawaliło im coś w samochodzie, to chyba nie były tylko gwoździe – dodała i oparła się łokciem o drzwi, odwracając jednak do Chrisa, żeby widzieć jego minę. – Wiesz, może nie zaszkodzi… Po coś muszą wszędzie wbijać te gwoździe, chociaż chyba te wbite w opony nie bardzo zadziałały. Może to musi być żelazo wbite w drewno, albo konkretnie w drzwi – jak zawsze strumień jej myśli, kiedy się nad czymś głębiej zastanawiała, był obfity. – Możemy je wbić w te drzwi, co za różnica – to i tak nie było ich auto, wliczali od początku, że je porzucą, stąd ta cała maskarada przy jego wypożyczeniu. – Jak się w ogóle czujesz po tym jedzeniu? – na początku w końcu myśleli, że mogą coś do niego dodawać, ale chyba jednak nic takiego nie miało miejsca. A przynajmniej Victoria nie czuła się ociężała albo jakby nogi miały jej odmówić posłuszeństwa, chociaż może była minimalnie senna, ale wydawało jej się, że chodzi po prostu o ilość tego jedzenia.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#33
07.07.2026, 13:30  ✶  
Kostka
– Gwóźdź wbity w oponę to coś symbolicznie innego niż taki wywieszony dla ochrony. Zwłaszcza że czy żelazo go odpycha? Czy może to dla niego znak, że tu mieszkają ludzie, których nie powinien ruszać? – zastanowił się Chris, już za kierownicą. – Być może paliwo zmieszali z wodą?
Skoro auto i tak miało potem trafić gdzieś do utopienia czy ukrycia w lasach, to nie musieli się martwić uszkodzonym bakiem. Tyle że w tym wypadku Chris wziął od mężczyzny kanister i wlał tylko odrobinę, bo w istocie wcale nie brakowało im paliwa: resztę schował, po spytaniu, czy może zatrzymać kanister, przy okazji upewniając się, że mają broń ułożoną w taki sposób, że Victoria będzie mogła sprawnie po nią sięgnąć.
Choć żałował, że siekiera została w tyle.
– Jak Jaś wykarmiony przez Babę Jagę – odparł bez zastanowienia. I to mimo tego, że z bólem serca poszedł do łazienki i tak na wszelki wypadek zmusił się tam do wymiotów, aby usunąć część środków, jakie mogliby podać. W każdym razie był okropnie najedzony, mimo tej wizyty w toalecie, ale nie czuł się słabo. Może mieszkańcy nie czuli, że muszą kogoś osłabić przed konfrontacją z tym potworem. – Trzymaj się, kocie – zarządził, ruszając.
Z wioski wyjeżdżał powoli. Zarówno dlatego, że opony mniej nagrzane i wolniej się poruszające mogły wolniej uszkadzać się od gwoździa, jak i dlatego, że się rozglądał, czy ktoś ich obserwuje. Potem wyjechali na drogę, którą podróżowali wczoraj i tu zwolnił jeszcze bardziej, przełączając światła na długie, tak by mogli z daleka dostrzec stracha, gdyby wyległ na drogę. Victoria mogła zerkać spokojnie na tę stronę, na której wczoraj grasował potwór.
Pierwszy dziwny odgłos, lekki trzask, zarzucenie, nastąpił kawałek przed miejscem, w którym wczoraj znaleźli Briana i jego partnerkę. Zaraz potem kolejny: być może te gwoździe wbito nawet nie w dwie opony, jak wczoraj wydawało się Chrisowi, a we wszystkie cztery, albo uszkodzono je jeszcze dodatkowo, aby na pewno musieli się zatrzymać. Coś trzasnęło, i to byłby moment, w którym każdy normalny kierowca zatrzymałby się, aby sprawdzić, co się dzieje i czy nie trzeba zmienić opony, nie chcąc ryzykować wypadku.
Ale oni nie byli normalni.
Victorii pośród roślin mignęła jakaś sylwetka.
Chris zaś dodał gazu do dechy. Opony i tak nie miały przetrwać długo, ale samochody miały to do siebie, że mogły chwilę toczyć się choćby siłą rozpędu. Przejechali z dużą prędkością obok miejsca, w którym parkowali wczoraj, a choć dźwięki były złowróżbne, i samochodem zarzucało, zdołali dojechać do miejsca, gdzie został ich samochód.
– Wyskakuj i szykuj nasze auto – rzucił Chris, wypadając z samochodu, który zaparkował w poprzek drogi. Nie żeby mieli od razu próbować uciec, ale musieli mieć taką możliwość, gdyby nie poszło dość dobrze. Sam dopadł bagażnika, cisnął worek z solą himalajską na ziemię, szybko wysypując ją na ziemię, a potem wygrzebał strzelbę i maczetę.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#34
07.07.2026, 20:37  ✶  

– Symbolicznie tak – zgodziła się, a ulotna myśl o potworze nawiedzającym miasto przeleciała jej przez głowę i zaraz z niej wyparowała, bo ich rozmowa nadal trwała i tyczyła się teraz tego, co mogło, ale nie musiało, zostać zrobione samochodowi, który nawet do nich nie należał. – Może… A może cos zmajstrowali przy silniku? – zasugerowała, wpatrzona w szybę przed nimi na mijane przez nich domy, gdy toczyli się w stronę wyjazdu z miasteczka. Miasteczka idealnego, w którym nie mogło być tak pięknie. Miasteczka, które musiało coś ukrywać pośród tych pięknie wyrośniętych roślin i wybudowanego u stóp wiekowej jabłoni. Albo to jabłoń po prostu zasadzono w centralnym miejscu i przypadkowo tak wyrosła? Ale jakoś te półsłówka, urywane zdania na temat drzewa kazały jej myśleć, że być może… ale tylko być może… to drzewo było tutaj najpierw.

– Tak, właśnie próbujemy uciec z jej chatki z piernika i cukierków – mruknęła i westchnęła ciężko. Sama nie zmusiła się do zwymiotowania tego obiadu w toalecie, uznawszy, że musiałaby rzygać zbyt długo i zapewne po wszystkim czułaby się na tyle kiepsko, że mogłoby to wpłynąć na ich późniejszą pracę. To znaczy nie zwrócenie tego również, więc jakby… z dwojga złego wolała nie robić sobie samej na złość.

A potem uśmiechnęła się pod nosem, pomimo atmosfery i widma tego, co będzie ich właśnie czekać (a wcale nie byli bliżej rozwikłania zagadki jak sobie z tym potworem poradzić), bo lubiła, kiedy tak do niej mówił. Pieszczotliwie, czule.

W miarę, jak wyjechali z miasteczka, jej wzrok naturalnie przeniósł się w bok, na sady, potem pole, które prędzej byłoby polem kukurydzy, a nie pszenicy i to o tej porze roku. Niby była gotowa na wszystko od strony stracha na wróble, ale trzask samochodu, najpierw jeden, następnie drugi, jakoś ją zaalarmował mocniej, niżby mogła przypuszczać. Być może nie zarzuciło ich na pobocze dlatego, że Christopher nie jechał przesadnie szybko. Być może uszkodzenie nie było aż tak wielkie. Być może ktoś normalny rzeczywiście by się teraz zatrzymał, by sprawdzić co się stało z wozem. Ale nie oni, nie. Bo Victoria była pewna, że właśnie pośród kłosów pszenicy ktoś jej mignął, ale nie miała okazji się mocniej przyjrzeć, bo Chris właśnie dodał gazu. Senność, jaka ją ogarniała, minęła jak ręką odjął.

A może poprawniej byłoby powiedzieć: pośród łanów mignęło jej coś.

– Jest tam! – rzuciła, łapiąc się gwałtownie za rączkę przy drzwiach, jakby to miało w czymś pomóc. Nie wierzyła, że sylwetka, którą dostrzegła, należała do kogoś przypadkowego.

Tutaj nie było żadnych przypadków. Wszystko było wykalkulowane. Wszystko było obliczone na to, by strach na wróble zrobił z nimi porządek.

Nie zamierzała się na to godzić.

Więc gdy Chris zatrzymał auto w poprzek drogi, i ona wygramoliła się z niego i co sił w nogach pobiegła do ich samochodu, który stał sobie z boku, wciskając kluczyki najpierw do drzwi, by je otworzyć szarpnięciem, a następnie, żeby odpalić ich samochód i zostawić go na chodzie, żeby był gotowy do wcale nie takiej ewentualnej ucieczki. Żelazo… Miała przy sobie żelazny sztylet, pistolet był bezużyteczny, ale Christopher miał już przy sobie strzelbę i maczetę, gdy więc samochód już im przygotowała, nie zamierzała w nim czekać, aż potwór rozprawi się z blondynem. Przecież nie zostawi go samego.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#35
08.07.2026, 09:36  ✶  
Rzuty
Chris lubił udawać, że niczego się nie boi, a w istocie jednak teraz adrenalina wyskoczyła mu w kosmos, serce biło szaleńczo, puls pewnie notował rekordowe wartości. Mógł chojrakować, kiedy wiedzieli, z czym dokładnie walczą i w jaki sposób sobie z tym poradzić.
– Mały ptaszek powiedział mu, że jedzenie wjechało na stół – rzucił, zatrzymując auto z piskiem opon.
Zostawił otwarty bagażnik: mieli tam jeszcze siekierę. I piłę, gdyby Victoria uznała, że ma ochotę z taką biegać. Gdy ona zajmowała się autem, on jeszcze rozlał paliwo z kanistra w okolicy, w dwóch rzędach: trochę za solą, a trochę przy samochodzie. Że spłonie w takim wypadku? Kij z tym, to nie był ich wóz, a może wybuch podziałałby na stracha. Zdążył wycofać się za auto, ani myśląc wchodzić na samo pole, kiedy na drogę wyszedł strach.
Przeszedł przez różową sól bez wahania, obalając jednocześnie tezę o skuteczności himalajskiej wobec takich: nawet nie zwrócił na nią uwagi. W jednej łapie miał kosę, drugą, jak dostrzegł Chris w świetle reflektorów obu samochodów, wciąż włączonych, miał zamienioną w hak. Pewnie by był bardziej morderczy. Chris zaklął, zostawił maczetę chwilowo na dachu pożyczonego auta i wycelował ze strzelby, póki od istoty dzieliła ich większa odległość.
Huknęło.
Trafił.
Strach szedł dalej. Dziura, jaką wybiła w jego ciele kula, niczego nie zrobiła. I Chris, i Victoria, mogli więc łatwo stwierdzić: coś połączono z tym strachem, ale nie odczuwało bólu, i póki animowana „kukła” w ogóle istniała, żadne obrażenia nie zrobią na nim wrażenia. Chris zaklął znowu i tym razem, wyciągnął z kieszeni zapałki, by podpalić jedną z nich i rzucić na drugą linię wylanej benzyny…
Zapałka zgasła, zanim na tę padła.
A Chris zaklął po raz trzeci.
Jeśli Victoria nie miała genialnego planu, to wyglądało na to, że albo mogą spróbować napierdalać się z tym czymś maczetami i siekierami, albo spierdalać.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#36
08.07.2026, 19:27  ✶  

To, co czuła Victoria, to nie był być może strach sam w sobie – tego wyzbyła się już dawno temu. Od dawna wiedziała, że w ciemności czają się potwory, a gdy poszuka się dobrze, to skrywali się również w świetle słońca. Nie chodziło o paraliżujący strach przed nieznanym, lecz obawa o to, że jeden niepewny ruch może spowodować katastrofę. Krzywdę, która będzie całkowicie nieodwracalna.

Czy strachowi ktoś coś powiedział? Czy po prostu żerował (?) w nocy, niezależnie od wszystkiego, a może tylko blisko Samhain i Beltane. Czy strach w ogóle jadał te ciała? Co z nimi robił?

Odpalenie samochodu chwilę trwało, upewniła się, że jest zaciągnięty ręczny i planowała dobiec do bagażnika wypożyczonego auta. Tak akurat, by być świadkiem tego, jak strach wylazł z pola na drogę. Nie widziała dokładnie, co wcześniej zrobił Christopher, jak sypał sól i rozlewał paliwo, ale teraz, gdy już wydostała się z ich samochodu, było to akurat na czas, by zobaczyć, jak Chris strzela. I ten strzał nawet go nie spowolnił.

Victoria poczuła, jak mocniej zaczyna jej bić serce. Puściła się biegiem do drugiego samochodu, złapała bez zastanowienia za trzonek siekiery, a w tym momencie blondyn próbował rozpalić zapałkę i gdy to też nic nie dało, a strach nadal się zbliżał i wyglądało na to, że absolutnie nic nie działa, by go spowolnić, po prostu złapała Chrisa za rękę.

– Uciekamy! – krzyknęła, teraz też widząc, że oprócz kosy, miał jeszcze hak. Skoro absolutnie nic na niego nie działało, to byli w wielkiej dupie.

Jedyne co jej jeszcze przyszło do głowy, to po prostu wyszarpnięcie żelaznego sztyletu z cholewy buta i rzucenie w stwora.

Ale nie miała zamiaru stać i patrzeć na efekt, po prostu rzuciła się w kierunku impali (a jeśli trzeba było, to ciągnęła za sobą Chrisa).

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#37
09.07.2026, 08:28  ✶  
Czy ten Strach był odporny na wszystko? Zastanowił się Chris, kiedy okazało się, że nie bał się ani ołowianych kul, ani samej siły odrzutu, że na sól był absolutnie odporny, a na ogień nie mogli sprawdzić – bo miał wielkiego pecha i nie udało się mu podpalić plamy.
Złapany za Victorię przez ramię zaklął, ale nie walczył, zgarnął jedynie strzelbę i pozwolił pociągnąć się do samochodu. Za to gdy kobieta cisnęła nożem, zadziwiająco celnie…
Strach się zatrzymał.
Przez chwilę stał po prostu na drodze. I dopiero kiedy Chris wpadł za kierownicę, a ona na miejsce pasażera, mogli zauważyć, że to nie tak, że nagle postanowił powyglądać groźnie i postać, grożąc im tą kosą. W świetle reflektorów, gdy Christopher wycofywał wóz, mogli zobaczyć, jak strach opuszcza kosę i próbuje wyciągnąć nóż, który utkwił tam, gdzie człowiek miałby brzuch: szło mu to trochę niezbornie, biorąc pod uwagę, że jedną rękę miał ze słomy i drewna, a drugą z haka.
– Jednak wbijamy w niego to gwoździe? – rzucił Christopher, wycofując dalej, ale nie z takim piskiem opon. Dodał gazu dopiero, gdy strach już niemal znikł ze światła, i wyglądało na to, że wyciągnął ten nóż. – Żelazo. Nie zabrałem żadnego żelaznego miecza, nie sądziłem, że będzie potrzebny. Chcę żelazny miecz i miotacz płomieni – zażyczył sobie, wykręcając auto gwałtownie, bo teraz ruszać do walki byłoby trochę zbyt ryzykownie.
Ale coś mieli.
Wyglądało na to, że żelazo było jednak słabym punktem tego stwora.
– Możemy spróbować podpalić w kilku miejscach pole – mruknął. Taki ogień ściągnie uwagę, ale zanim zaczną szukać winnych, oni będą już dwie granice stąd, zwłaszcza że mieszkańcy pewnie średnio będą chcieli współpracować i zwracać uwagę na dziwne zaginięcia w okolicy. – Albo kupić kilka worków gwoździ.
Możliwe nawet, że ten potwór atakował dopiero, kiedy ktoś opuszczał samochód, aby obejrzeć koła, nie póki był w środku, z gwoździami w tych oponach.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#38
09.07.2026, 12:38  ✶  

Nie było czasu myśleć nad rzeczami, ani się nad niczym zastanawiać za bardzo. To życie składało się z momentów spokoju pomiędzy sprawami, dużej ilości ślęczenia nad księgami i zapiskami, bo rodzajów potworów było znacznie więcej niż 10, oraz chwil, w których liczyła się każda milisekunda, gdy już stało się oko w oko z przeciwnikiem. Przeciwnikiem, który najchętniej dobrałby się im do skóry – poluj albo zgiń.

Nie bardzo pamiętała moment, w którym otwiera samochód od strony pasażera, ani wsiadanie do niego. To działało czasami jak automat, jak autopilot, po prostu robiło się rzeczy, nie pierwszy zresztą raz. Dopiero ryk silnika jakoś ją przywrócił do rzeczywistości: miała na kolanach siekierę, Christopher cofał, a strach…

Strach stał. I grzebał sobie w miejscu, które przy człowieku nazwano by brzuchem. Co miał strach?  – zakołatało w jej głowie. Tułów? Cielsko? Oczywiście była to najmniej ważna w tej chwili rzecz, bo najistotniejsze było to, że najwyraźniej sztylet, którym rzuciła, zrobił na strachu wrażenie. Wcześniej absolutnie nic nie działało, by go zatrzymać, a niewielki sztylet sprawił, że ten stanął i próbował go wyciągnąć. Teraz tym bardziej można się było przyjrzeć kosie i hakowi.

Jakoś nie miała ochoty być nadziana na żadne z tych ostrzy…

– Czyli powrót do budowlanego. Worek gwoździ i pistolet na gwoździe… – wymruczała, obróciwszy głowę, żeby cały czas oglądać sobie tego stracha na wróble i jego próby wyszarpniecia sztyletu. Żelazo mu przeszkadzało? Powodowało ból? Jak działało? Milion myśli, zero odpowiedzi… jednak gwoździe przybijane do drzwi musiały mieć znaczenie głębsze niż przesądy. – Może jednak powinnismy wozić miecze, najwyraźniej nadal mogą być przydatne – odparła, kiedy już odjechali, a strach zniknął im z oczu. – Miotacz płomieni – powtórzyła za nim. To chyba było jakieś dziecięce marzenie Chrisa, idealny prezent urodzinowy, którym bawiłby się pewnie na okrągło. – Jak gdzieś będzie, to możemy kupić – stwierdziła, obracając teraz, do niego głowę. Adrenalina opadała.

– Wiesz co sobie pomyślałam? Ten strach musi się gdzieś chować. A co, jeśli wcale nie siedzi na polu, tylko gdzieś w sadach, gdzie teoretycznie powinien odstraszać ptaki dobierające się do jabłek? Co, jeśli on jest w dzień bliżej miasteczka, dlatego ludzie wbijają sobie tam w drzwi te żelazne gwoździe, żeby ich nie tykał? – myślała już o tym chwilę wcześniej, gdy odjeżdżali z miasteczka, ale szybko wywietrzalo jej to z głowy, ale teraz… – Może wcale nie chodzi o to pole, może to tylko wygodne odwrócenie uwagi, bo na polu nie ma się gdzie schować.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#39
09.07.2026, 13:36  ✶  
– Nie wiem, gdzie dostaniemy miecze z żelaza. Pewnie większość jest drewniana, stalowa albo plastikowa – powiedział Christopher, pochłonięty rozważaniami, czy dało się wytopić kule z żelaza. Mieli ołowiane. Mieli srebrne. Ale jakoś do tej pory nie pomyślał o żelaznych. – Robią żelazne siekiery? Nie wiem, z czego jest ta, którą mamy. Cholera, że też nasz kowal jest siedem godzin drogi stąd. A miotacz płomieni byłby dużo skuteczniejszy od zapałek – dodał z uporem małego chłopca, chociaż wiedział, że raczej nie zdołają kupić czegoś takiego w supermarkecie. Ku jego rozpaczy, bo uważał, że na tego stracha by podziałało.
Nie zwalniał: mknęli drogą szybko, bo i nie był pewny, jak szybko był w stanie przemieszczać się strach. Myślał nad słowami Victorii, i mogło coś w tym być: że Strach tkwił gdzieś nieruchomy pośród sadów, a potem ożywał i ruszał w pole, ale…
– To jedna z możliwości – stwierdził po chwili. – Ale może też te gwoździe mają trzymać go ogółem z dala od miasteczka. Albo jest w jakiś sposób związany? I to wiązanie przywołuje go nocą? Jakby się zastanowić… to drzewo…
Miał oczywiście na myśli zdumiewającą jabłoń.
Zapewne magiczną jabłoń.
– Problem polega na tym, że jeżeli się tam pojawimy jutro i zaczniemy grzebać pośród jabłoni, będą wiedzieli, że coś jest nie tak. Szukamy żelastwa i próbujemy dostać się… może nie w nocy jutro, ale tak niedługo przed zmrokiem?
*

Nie mieli miotacza płomieni, co Chris przyjął z ogromnym żalem. Za to „napadli” na sklep ze złomem, gdzie znaleźli żelazne pręty, takie idealnie ostre, kupili ten pistolet na gwoździe, i bardzo, bardzo dużo samych gwoździ, które poupychali po kieszeniach, zawiesi w samochodzie, ale nie wbili w drzwi, bo Chris nigdy nie pozwoliłby tak skrzywdzić ich wozu. Zgarnęli więcej benzyny, bo w tej chwili był gotów faktycznie podpalać: pola, sady i to drzewo w centrum wioski. Upewnił się, że siekierę mają pod ręką, i był ogółem rozczarowany, że w supermarkecie nie mieli takiej żelaznej: no niepraktyczne, jak na złość, większość ludzi nie używała siekier do walki z duchami i potworami. Strzelbę mogli napchać żelazem, tyle że nie tylko groziło to jej uszkodzeniem, ale też dramatycznie zmniejszało celność, niemniej w razie czego był gotów zareagować. A żelazny sztylet strach im, kurcze, zabrał.
Gdy jechali z powrotem, niedługo przed świtem, Chris zastanawiał się, czy strach zaraz nie wyskoczy na drogę. Na jego kolanach spoczywał długi, żelazny pręt: wolał go mieć pod ręką.
Z mroku wyłoniła się sylwetka dziewczyny, biegnącej pustą ulicą. Jasne włosy. Blada twarz.
Emily.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#40
09.07.2026, 20:07  ✶  

– No na tym zadupiu może być ciężko o miecze – stwierdziła, doskonale wiedząc, że nie mogą wyjechać nie wiadomo gdzie, bo nie mieli na to wszystko czasu. Zresztą kto by im sprzedał akurat żelazne miecze tak od ręki, bez wcześniejszego zamówienia? – Nie mam pojęcia… może ma jakąś domieszkę żelaza, ale kto wie ile jest potrzebne – westchnęła, patrząc na siekierę na swoich kolanach. Wiedziała, że stracili te rzeczy, które zostawili w wypożyczonym samochodzie, na szczęście nie było tego dużo. I zdecydowanie akurat miotacz ognia był raczej nieosiągalny, natomiast… – Kupimy ci dezodorant w sprayu i zapalniczkę. Czy to chociaż trochę uspokoi twoje marzenia o miotaczu? – i z boku mogło to brzmieć, jakby żartowała, ale Victoria w tej chwili była śmiertelnie poważna. Aerozol i ogień dawały efekt zbliżony do tego, o czym w swoim chłopięcym marzeniu tak marudził Chris.

– W każdym razie zgadzamy się, że gwoździe w drzwiach w miasteczku to nie tylko n potrzeby jakichś opowieści i przesądów? – kontynuowała. Strach, noc, ludzie znikający dwa razy do roku, gdy w pozostały okres jest spokój, strach, miasteczko, gwoździe… Co symbolizował strach? Ochronę. Czy on coś chronił? Nie pola, bo w dzień go tam nie było, ale może ten sad… Może to faktycznie miało coś wspólnego z tą starą jabłonią. Ostatecznie to pod nią coś się wydarzyło, że mieszkańcy miasteczka gwałtownie zmienili do nich nastawienie.

– Tak, w miasteczku jesteśmy spaleni w dzień. Zostaje noc – i zmierzch. A to oznaczało też przebudzenie się stracha, albo po prostu jego wyłażenie na łowy…

Ale teraz już wiedzieli przynajmniej tak z grubsza co jest grane.

***

Ogólnie nie przepadała za ekwipowaniem się gdzieś w drodze, raczej wybór bywał wtedy ograniczony i musieliby mieć naprawdę niezłe szczęście, żeby dostać dokładnie to, czego potrzebują i to zajebistej jakości. No chyba, że gwoździe… To był najmniejszy problem ze wszystkiego i Victorii aż trudno było uwierzyć, że pudełko, które dostała gratis do piły (którą najpewniej stracili), okazało się tak bardzo przydatne.

No i te żelazne pręty – najwyraźniej skuteczne nie tylko na duchy, ale też na takie gnojki jak ten strach.

Wpatrywała się czujnie w otoczenie, nie chciała, żeby strach ich zaskoczył, kto wie do czego byłby zdolny z tą kosą i hakiem w stosunku do ukochanego samochodu Chrisa… Ale światła reflektorów nie padły na wielkoluda z kosą, tylko na dużo mniejszą postać.

– Chris – zaczęła, wychylając się trochę do przodu, jakby dzięki temu mogła lepiej i szybciej dostrzec to, co powinna. Jasne włosy… Znajoma twarz. – Chris zatrzymaj się! To nie jest… – i dopiero teraz dostrzegła w cieniu coś dużo większego. – Cholera jasna! On ją goni!


// rzut
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (10081), Victoria Lestrange (10109)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa