– Takie rzeczy zazwyczaj tłumaczy jedno… – powiedział Chris, gdy już opuszczali pole. – Magia.
I w tym wypadku, skoro magię tę okupowano ludzkimi ofiarami, z pewnością była zła.
*
Mężczyzna, którego zaczepiła Victoria, przystanął i obrzucił ją spojrzeniem od stóp do głów. Może dlatego, że była obca, może bo była ładną kobietą. Nie wydawał się zaskoczony tym, że się zgubili, jakby się to już przydarzało, ale też nie było niczego w jego spojrzeniu czy głosie, kiedy się już odezwał, nadmiernie grzecznego: choć Brian i jego towarzyszka wspominali o tym, że ludzie byli bardzo mili, skłaniali do odpoczynku i nawet dali im jedzenie na drogę.
– To Towens – stwierdził po prostu, wsuwając dłonie do kieszeni. – Jak pojedziecie z powrotem drogą, którą przyjechaliście i skręcicie w lewo, dojedziecie do głównej. Jak pojedziecie dalej, to też dotrzecie, tyle że leśną drogą.
Chris przestał przypatrywać się gwoździom. Początkowo zamierzał wejść do zajazdu, ale widząc, że Victoria z kimś rozmawia, zszedł z powrotem ze stopni niżej i stanął za nią, jak przerośnięty cień.
– Chyba jest jakiś problem z tablicami, bo kiedyś tędy jechałem i mógłbym przysiąc, że były przy głównym skrzyżowaniu. Może warto to komuś zgłosić.
– Pewnie dzieciaki je zdjęły dla zabawy – zbył go mężczyzna, machając ręką. – Ale powiem burmistrzowi, dopilnuje, żeby zawisły tam z powrotem, żeby jak przyjeżdżają po dostawy, nie było problemów.
Chris ugryzł się w język w ostatniej chwili, zanim powiedział, że no ładnie te dzieciaki zawędrowały, drogą przez pola, bez pobocza, w nieładną pogodę, piechotą pewnie prawie godzinę stąd, i tylko po to, by zdejmować tablice, skoro tam nie było nic poza nimi. Ale nie chcieli przecież wydać się podejrzani.
– Gdzieś tu kupimy paliwo? Bo chyba nam się kończy.
– Może w zajeździe wam trochę odsprzedają – skwitował mężczyzna, wskazując na budynek. Odwrócił się, chcąc wyraźnie odejść, ku jakiejś kobiecie, czekającej po drugiej stronie drogi. Kawałek za nią Chris i Victoria mogli dostrzec ogromne drzewo: o bardzo grubym pniu, pokryte zielonymi liśćmi. Wyglądało jak późną wiosną, może wczesnym latem, a nie jesienią.