• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[20.10] Vanir

[20.10] Vanir
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#21
25.06.2026, 20:16  ✶  
Czy wiedzą o tym, że ofiary zwiały?

– Takie rzeczy zazwyczaj tłumaczy jedno… – powiedział Chris, gdy już opuszczali pole. – Magia.
I w tym wypadku, skoro magię tę okupowano ludzkimi ofiarami, z pewnością była zła.
*

Mężczyzna, którego zaczepiła Victoria, przystanął i obrzucił ją spojrzeniem od stóp do głów. Może dlatego, że była obca, może bo była ładną kobietą. Nie wydawał się zaskoczony tym, że się zgubili, jakby się to już przydarzało, ale też nie było niczego w jego spojrzeniu czy głosie, kiedy się już odezwał, nadmiernie grzecznego: choć Brian i jego towarzyszka wspominali o tym, że ludzie byli bardzo mili, skłaniali do odpoczynku i nawet dali im jedzenie na drogę.
– To Towens – stwierdził po prostu, wsuwając dłonie do kieszeni. – Jak pojedziecie z powrotem drogą, którą przyjechaliście i skręcicie w lewo, dojedziecie do głównej. Jak pojedziecie dalej, to też dotrzecie, tyle że leśną drogą.
Chris przestał przypatrywać się gwoździom. Początkowo zamierzał wejść do zajazdu, ale widząc, że Victoria z kimś rozmawia, zszedł z powrotem ze stopni niżej i stanął za nią, jak przerośnięty cień.
– Chyba jest jakiś problem z tablicami, bo kiedyś tędy jechałem i mógłbym przysiąc, że były przy głównym skrzyżowaniu. Może warto to komuś zgłosić.
– Pewnie dzieciaki je zdjęły dla zabawy – zbył go mężczyzna, machając ręką. – Ale powiem burmistrzowi, dopilnuje, żeby zawisły tam z powrotem, żeby jak przyjeżdżają po dostawy, nie było problemów.
Chris ugryzł się w język w ostatniej chwili, zanim powiedział, że no ładnie te dzieciaki zawędrowały, drogą przez pola, bez pobocza, w nieładną pogodę, piechotą pewnie prawie godzinę stąd, i tylko po to, by zdejmować tablice, skoro tam nie było nic poza nimi. Ale nie chcieli przecież wydać się podejrzani.
– Gdzieś tu kupimy paliwo? Bo chyba nam się kończy.
– Może w zajeździe wam trochę odsprzedają – skwitował mężczyzna, wskazując na budynek. Odwrócił się, chcąc wyraźnie odejść, ku jakiejś kobiecie, czekającej po drugiej stronie drogi. Kawałek za nią Chris i Victoria mogli dostrzec ogromne drzewo: o bardzo grubym pniu, pokryte zielonymi liśćmi. Wyglądało jak późną wiosną, może wczesnym latem, a nie jesienią.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#22
26.06.2026, 09:10  ✶  

I ona bacznie przyglądała się obcemu, ale szukając wszelkich oznak fałszu. Czy całe miasteczko było w zmowie? Czy może tylko kilka osób, albo jedna? Może mieli do czynienia z wiedźmą ukrywającą się wśród ludzi, przyszło to Victorii do głowy, gdy już opuszczali pole, a ona posłała mu wtedy ostatnie spojrzenie na nienaturalnie wyrośnięte o tej porze roku plony. Zresztą nie tylko o tej porze roku, po prostu były za duże.

– Ach, to pewnie skręciliśmy za szybko… Dziękuję panu – wcale nie skręcili za szybko, taki plan był od samego początku, ale bez mapy, drogowskazów czy tabliczek można się było bardzo łatwo pomylić, bo drogi wytyczone wokół pól były tutaj do siebie bardzo podobne i bez mapy rzeczywiście można się było śmiertelnie pomylić. Victoria uśmiechnęła się jeszcze do mężczyzny, a gdy poczuła za sobą znajomą energię nawet się nie o rozluźniła. Lubiła mieć obok siebie Chrisa, jakoś z nim czuła się bezpieczniej. Ile to spraw było takich, że gdyby byli w pojedynkę, to już dawno mogliby się pożegnać z tym światem i wrócić do Limbo… Ale świadomość tego, że był ktoś, na kogo można było liczyć, kto był obok, nawet jeśli czasami musieli się rozdzielić na chwilę, była w jakiś sposób pokrzepiająca.

Dzieciaki potrafiły sobie znaleźć dużo dziwnych zajęć i może i miałoby to sens na takim zadupiu, gdzie nie było nic więcej do roboty, ale jakoś jej się nie wydawało, że to miałoby miejsce akurat co pół roku w równych odstępach czasu. Uśmiechnęła się raz jeszcze do mężczyzny, gdy już odpowiedział Chrisowi i sama się odwróciła, nie zamierzając dalej go zaczepiać.

– Dziękujemy – odpowiedziała mu jeszcze i odprowadziła go wzrokiem. Nie dało się nie zobaczyć tego drzewa, przedziwnie zielonego, zupełnie nie tak, jak to powinno mieć miejsce o tej porze roku. I sądząc po grubości pnia – niezwykle starego. W jakiś sposób Victoria poczuła respekt do tego drzewa. A potem zadarła głowę, chcąc spojrzeć na Christophera i… złapała go za dłoń.

– Idziemy? – zapytała. Facet, który ich pokierował wydawał się być całkowicie normalny, nie przymilny, ale nie grubiański. Może nie był zaplątany w ten spisek. A może mieszkańcy jeszcze się nie zorientowali, że będą potrzebować kolejnych kandydatów na ofiarę.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#23
26.06.2026, 11:07  ✶  
Splótł palce z palcami Victorii, obserwując odchodzącego mężczyzny. Nikt na razie nie wydawał się nimi szczególnie zainteresowany: ani nieufny, ani nadmiernie przyjazny. Zastanawiał się, czy świadczyło to o tym, że jednak nie ma żadnego spisku i w miasteczku jest jedna lub kilka osób składających ofiary, czy ludzie sądzili, że tamta dwójka zginęła i oni nie byli im potrzebni. Właściwie skoro znikały dwie osoby, to byłoby całkiem sensowne, bo po co zwracać uwagę niepotrzebnymi ofiarami?
Nie dzielił się przemyśleniami, bo mimo wszystko nie mogli być pewni kto słucha, a w tej chwili odgrywali dwójkę zagubionych turystów.
– To drzewo czy zajazd? – mruknął cicho, przenosząc spojrzenie na drzewo, bo nie zdziwiłbym się, gdyby to ono ją teraz zainteresowało. Gdy pociągnęła w tamtą stronę ruszył wraz z nią i zadarł głowę, by przyjrzeć się jego koronie.
Z daleka sądził, że to będzie dąb, tak potężny miał pień i rozłożystą koronę. Ku jego zdumieniu okazało się jednak, że to jabłoń, i co jeszcze dziwniejsze, obsypana jabłkami. Nie znał się na tyle, by wiedzieć, jaka to odmiana i czy jedna z tych późno owocujących, ale dlaczego nikt nie zerwał tych wszystkich owoców, które wyglądały na dojrzałe? Zmarszczył brwi i spojrzał w dół: żadne jabłka nie leżały na dole.
I niemal żadne liście.
Wyciągnął dłoń, by dotknąć pnia…
– Hej! Co tu robicie? – zawołała jakaś kobieta, która szła chyba w stronę sklepu, ale musiała się im przeglądać i teraz przecięła ulicę, by do nich podejść. – To nie pańskie!
– Przepraszam, zainteresowało mnie, że to drzewo tak późno owocuje – powiedział Chris ugodowo. Jabłoń. Zboża. Wszystko zadziwiająco żywotne, pomimo tego, że trwała jesień. Strach na wróble. Dobrze prosperująca wioska i ofiary… Może faktycznie wszystko było jakoś związane z tym całym urodzajem…
– To późna odmiana – burknęła. – Proszę nie dotykać…
Urwała, bo jedno z jabłek nagle spadło z gałęzi i uderzyło o ziemię. Przypatrywała się temu, jakby była Newtonem i po raz pierwszy odkryła grawitację.
– Wszystko w porządku, proszę pani? – zapytał Chris, a ona rzuciła mu wściekłe spojrzenie.
– Co zrobiliście?
– Nic, przysięgam, dopiero podeszliśmy – zapewnił, a kobieta nie odpowiedziała. Wbiła wzrok w koronę drzewa, a potem pobladła, kiedy nagły powiew wiatru strącił wreszcie z niego kilka liści. Jeden z nich upadł prosto pod jej nogi, wciąż zielony, ale z małą, brązową plamką przy brzegu.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#24
27.06.2026, 16:37  ✶  

Była przekonana, że przynajmniej częściowo myśleli teraz z Chrisem dokładnie o tym samym. Może i miewali czasami różne podejście do spraw i różne rozwiązania, ale w gruncie rzeczy widzieli niejedno i gdzieś te myśli musiały się łączyć. Nie pierwszy raz zresztą odgrywali kogoś, kim nie byli, a w tym wypadku zagubionych podróżnych i pewne schematy mieli już utarte, dlatego też była pewna, że przynajmniej jeśli chodzi o ilość winnych sytuacji ze strachem, to blondyn ma teraz te same myśli i nie musiał ich mówić na głos, bo wystarczyło jej spojrzenie, które sobie rzucili. To nie był moment na wyjście z roli.

– Pytasz dzika… – nie dokończyła tego jakże wulgarnego powiedzonka o tym, że sra w lesie, bo jasne, że tak wiekowe drzewo ją interesowało. Victoria kochała rośliny, kwiaty, naturę… To nie tak, że chciałaby żyć w pustelniczej chatce na odludziu, ale bardzo dbała o to, co rosło, interesowały ją te tematy.

Też w pierwszej chwili pomyślała, że to dąb, czasami spotykało się takie wielkie, grube okazy, nieczęsto, ale bywało. Na pewno jednak nie spodziewała się zobaczyć tutaj drzewa owocowego. One nie żyły jakoś bardzo długo – średnio kilkadziesiąt lat, a wiec nie rosły tak potężne. Orzechowe, oliwne – tak, te mogły żyć setki lat, ale… jabłoń. Jasne, ta miała różne odmiany, czasami dożywała setki, czasami ją przekraczała, ale to co widzieli tutaj… Wprawiło to Victorię w prawdziwe zdumienie. Nigdy nie widziała, ani nie słyszała o tak potężnej jabłoni. Tak zdrowej. Tak rozłożystej. I ona zadarła głowę, patrząc na ilość gałęzi, na bujną koronę, na ilość jabłek, których nikt nie zbierał… Była to jedna z dziwniejszych rzeczy, jakie widziała.

A potem jakaś kobieta przemyślała jej rozmyślania, burząc się o to, że Chris chciał dotknąć pnia.

– Jest jakiś problem? – wtrąciła się, marszcząc lekko brwi, gdy odwróciła głowę w stronę zrzędliwej kobiety. – A co mielibyśmy zrobić? Niedawno przyjechaliśmy i pytaliśmy o drogę, to wszystko. Nigdy nie widziałam tak potężnej jabłoni. To drzewo musi mieć jakieś… – spojrzała ponownie na drzewo, próbując jakoś oszacować jego wiek, ale bez zmierzenia jego obwodu mogła tylko strzelać (a i ze zmierzeniem byłyby to zgrzały, chociaż nieco bardziej precyzyjne). – Nie wiem, dwieście lat na pewno – dokończyła patrząc teraz na jeden z liści, który wylądował wprost pod ich nogami.

– Jest tu od bardzo dawna, to symbol i chluba naszego miasteczka i nie chcielibyśmy, żeby coś jej się stało – kobieta, patrzyła przez moment na te liście i najwyraźniej wzięła się w garść, kiedy w końcu odpowiedziała Victorii, patrząc to na nią, to na Chrisa. – Mówiliście, że dopiero co przyjechaliście? Może macie ochotę na lunch? W zajeździe podają wyśmienitą pieczeń.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#25
01.07.2026, 12:42  ✶  
Chris obserwował nie drzewo, a kobietę, spodziewając się awantury: bo i jej mina, i ton, i cała postawa były jakieś takie napastliwe, jakby dokonali świętokradztwa samym zbliżeniem się do jabłoni.
A potem nagle coś się zmieniło.
Spoglądał na nią skonfundowany, ale zaraz ukrył to pod uśmiechem, który nie sięgał jednak jasnych oczu Christophera.
– Uwielbiam pieczeń – odparł, zgodnie z prawdą zresztą, zanim jego spojrzenie przesunęło się na drzewo. Na kilka opadłych liści. Nie wiedział, co dokładnie się tu dzieje, ale był pewien, że jabłoń nie powinna wyglądać tak o tej porze roku, i że stosunek kobiety zmienił się wobec nich o sto osiemdziesiąt stopni. – Chcieliśmy tylko poprosić o trochę paliwa, ale może zostaniemy na obiad. Prawda, kotku? – spytał, znów sięgając po dłoń Victorii.
Kobieta uśmiechnęła się do nich, nagle serdeczna.
– Zapraszamy, w zajeździe mają też doskonały sok i cydr. Paliwo też załatwimy, ale musicie poczekać, większość nie ma tu zapasowego, za to Stary Tom na pewno wam go użyczy, jak tylko wróci z pracy. Spieszy się wam?
– Ani trochę – zapewnił Chris z poważną miną. Kobieta zaś uśmiechnęła się jeszcze szerzej i ruszyła do zajazdu przodem, niemal biegiem, rzucając coś o tym, że ich uprzedzi.
– Mam nadzieję, że niczego nie dodadzą do tej pieczeni, bo w sumie to bym ją zjadł… jakbym nie widział tego stracha, pomyślałbym, że mamy tu driady kanibali – wymruczał Christopher bardzo cicho do Victorii, zanim ruszyli w stronę miejscowej gospody. Pomyślał o tych wszystkich rytuałach i starych opowieściach, w których ofiary tuczono przed pożarciem: ale powstrzymał się od ich przytoczenia. Nie spytał też Victorii, co myśli o tym drzewie i czy pamięta o jakichś istotach, które mogłyby być z jabłonią powiązane: nie chciał, by ktoś usłyszał. Ale nim weszli do zajazdu spojrzał jeszcze na drzwi sąsiedniego budynku.
Przybito do nich gwoździe.
Forma ochrony?
*
– Zapraszam, zapraszamy! – zawołała od drzwi starsza kobieta o sympatycznej twarzy, która gdy weszli rozmawiała z tą napotkaną na ulicy. Nie wyglądała na morderczynię czy kogoś o złych intencjach. Zajazd był pusty, ale i pora była trochę za późna na śniadanie i za wczesna na obiad, a Chris podejrzewał, że pewnie miejscowi przychodzili tu głównie pić wieczorami czy organizować jakieś uroczystości, a i miejsce nie było duże: kilka stolików, a właściciele pewnie mieszkali na piętrze. – Posłałam już moją siostrzenicę, żeby nastawiła sos. Siądźcie na razie i podam wam coś do picia. Macie ochotę na sok albo cydr czy tylko woda?
– Jabłkowy? – spytał Chris niewinnie, gdy kobieta od jabłoni pożegnała się z właścicielką zajazdu i wyszła szybko z pomieszczenia.
– Tak, nasz cydr i sok jabłkowy jest słynny w całej okolicy. Nigdzie nie ma tak pięknych jabłoni jak nasze.
– To zdumiewające, że ta po drugiej stronie ulicy wciąż jest zielona… Musi też być bardzo stara?
Uśmiech kobiety trochę zbladł, ale zaraz wrócił na twarz.
– Jest długo zielona. To niezwykłe drzewo i symbol naszego miasteczka – odparła, ignorując drugą część pytania. Chris uznał, że to ciekawe: skoro druga osoba mówiła, że było tu od bardzo dawna.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#26
01.07.2026, 23:42  ✶  

Tak, zmiana zachowania kobiety była widoczna gołym okiem i to tak, że nawet ślepy zauważyłby, że coś jest mocno na rzeczy. Victoria jednak zamierzała udawać idiotkę, pomalowaną na ciemno blondynkę z tych wszystkich żartów, i zachowywała się tak, jakby zupełnie nie dostrzegła tej nagłej zmiany. Uśmiechnęła się po prostu do kobiety jak gdyby nigdy nic, nim zerknęła ponownie na wielkie drzewo, które nie powinno być o tej porze roku tak zielone, jakby właśnie byli w środku lata.

– Możemy, jeśli chcesz – odpowiedziała, spojrzawszy teraz na Chrisa i nawet uśmiechnęła się do niego, ponownie splatając ich palce.

Oferowali im jedzenie… Co prawda to jeszcze nic nie znaczyło, powinni się teraz zachowywać tak, jak normalni ludzie, czyli oczekiwać, że zapłacą za ten posiłek, choć Victorii się wydawało, że nie będą chcieli od nich ani monety.

Może to uspokajało ich sumienie.

Rzeczywiście im się nie spieszyło. Mieli czas do zmierzchu, bo najpewniej wtedy ten potwór w ogóle wychodził skądkolwiek się krył w ciągu dnia. A do tego czasu musieli odkryć, jak sobie z tym problemem w ogóle poradzić. Tymczasem najlepiej było po prostu zagrać w tym przedstawieniu.

– Jestem przekonana, że to będzie najsmaczniejsza pieczeń w naszym życiu – odparła na to, bo sama nie myślała, że cokolwiek im dodadzą do jedzenia. Brian i jego partnerka wyglądali na w pełni sił, znaczy że nie próbowano ich w żaden sposób osłabić czy otumanić. Z drugiej strony pewnie nie spodziewano się, że zwieją. Z trzeciej… prawdopodobnie dopiero teraz zorientowali się, że mieli problem – w ten sposób przynajmniej Victoria czytała tę nagłą zmianę zachowania kobiety, co oznaczało, że raczej nie mieliby czasu, by zmienić swoje zwyczajowe podejście, bo chyba nie byli przyzwyczajeni,  że ich cele jednak uchodziły z życiem. Co zaś się tyczyło driad kanibali… Na to Victoria jedynie ściągnęła usta i mocniej ścisnęła dłoń Christophera.

Drzewo… To drzewo i w ogóle plony nie dawały jej spokoju. Coś ewidentnie było tutaj związanego z naturą, z cyklem koła roku – co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości. Plony, zbiory… Co się z tym wiązało?  Sabaty. Sabaty…

I ona zauważyła te gwoździe, ale zaraz przywołała na twarz  uśmiech, bo właśnie zbliżali się do zajazdu.

***

– To nie będzie w ogóle problem? Nie chcielibyśmy robić kłopotu – zaczęła, gdy kobieta stojąca w drzwiach tak jowialnie witała ich w zajeździe.

– Ale jaki to problem! Już od rana szykujemy się do pory obiadowej, niedługo wszystko będzie gotowe – powiedziała im i za chwile wtrąciła o siostrzenicy i sosie, i… napojach.

– Och, to jabłoni macie więcej? Myślałam, że tylko tę jedną tam… Bo na polach chyba rośnie jakieś zboże? – wtrąciła, podtrzymując rozmowę, gdy kobieta poprowadziła ich do stolika, by sobie usiedli.

– Ależ skąd, wokół Towens są sady i pola. Musieliście przyjechać od zachodniej albo południowej strony, tak? Na północy mamy sady. To najlepsze jabłka w okolicy, naprawdę polecam! – kobieta chętnie zmieniła temat rozmowy z wielkiej i starej jabłoni na sady i pola, uśmiechając się przy tym dobrodusznie.

– To może ja spróbuję tego cydru? Chris prowadzi, to może lepiej nie… – stwierdziła i puściła przy tym oko do blondyna, jakby właśnie się z nim droczyła.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#27
03.07.2026, 09:32  ✶  
– Straszliwie – zapewnił Christopher, z trudem powstrzymując chęć położenia nacisku na []istrasz[/i].
– Na pewno nigdy więcej niż zjecie smaczniejszej – dodała gorliwie kobieta, a Chris pomyślał sobie, że zupełnie nie wyglądała na psychopatkę, a chyba jednak psychopatką była. Niby niewinne zdanie w jego uszach brzmiało absolutnie złowieszczo.
Jeszcze się przekonamy, pomyślał, z typową dla siebie pewnością siebie.
*
– Ranisz mnie, skarbie – westchnął Chris, kiedy Victoria zapowiedziała, że nie powinien pić. Kobieta za ladą rozpromieniła się w uśmiechach.
– Podamy tylko pół szklaneczki, pieczeń będzie najwcześniej za godzinę, potem spokojnie sobie zjecie, a jeszcze Carol wspominała, że musicie poczekać, żeby Tom przyniósł wam paliwa. Na pewno zdąży wywietrzyć z głowy – obiecała, błyskawicznie nalewając im alkoholu. Chris faktycznie dostał pół szklaneczki, ale „szklaneczki”, które im zaserwowano, były w istocie wielkimi szklankami.
Spoglądał na naczynie trochę sceptycznie, zastanawiając się, czy czegoś do tego nie dodano. Alkohol mógł być równie dobrze sposobem zbudowania pozytywnego wrażenia i przetrzymania ich tu odrobinę dłużej, jak i sprawienia, że będą potem mniej ruchliwi, kiedy zostaną rzuceni strachowi na pożarcie. W każdym razie, choć szczerze miał ochotę na spróbowanie tego cydru, gdy kobieta odwróciła się i wybiegła, wzywając jakąś Emily, pochylił się i wlał część zawartości szklanki do najbliższego kwiatka.
Nawet kwiat w donicy zdawał się tu kwitnąć podejrzanie pięknie.
– Mam wrażenie, że są… zdesperowani – szepnął do Victorii. Może dlatego, że Samhain było coraz bliżej, że dwie ofiary się im wymknęły, i że nie mogli mieć pewności czy pojawią się wkrótce kolejne w na tyle odosobnionym miejscu. Wszelkie rozbawienie znikło z jego twarzy, zastąpione powagą: było jasne, że musieli uważać, bo jeśli mieszkańcy choćby pomyślą, że i oni mogą się im wymknąć, mogli sięgnąć po coś znacznie gwałtowniejszego od gwoździ w oponach.
Chwilę później z zaplecza wyszła dziewczyna, młoda, chyba jeszcze nastolatka: na oko miała jakieś siedemnaście, może osiemnaście lat. Była dość podobna do swojej… chyba ciotki, która ich obsługiwała, i niosła tacę z talerzami.
– Cześć – przywitała się z uśmiechem i ostrożnie postawiła tacę. – Mam nadzieję, że wam zasmakuje, dopiero uczę się przygotowywać słynny sos cioci, a dziś nie spodziewaliśmy się gości… rzadko tu ktoś zajeżdża poza dostawcami. Chociaż jesteście już drugą parą w dwa dni! Przepraszam, nie powinnam chyba tyle gadać? Ale zastanawiam się, skąd jesteście.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#28
03.07.2026, 21:06  ✶  

– Nie ośmieliłabym się – odpowiedziała mu zaczepnie i zgodnie z prawdą zresztą, bo ostatnie, czego chciała, by działa mu się jakakolwiek krzywda, a tym bardziej z jej własnych rąk. – To dla twojego i mojego dobra – dodała, mając zresztą na myśli coś innego, niż faktyczne wjechanie w drzewo po pijaku, bo straciło się panowanie nad samochodem. Ale kobieta, jakkolwiek jej było na imię, nie musiała o tym wiedzieć. – Och no dobrze… A mocny jest ten cydr? – zagaiła jeszcze, jakby rzeczywiście ją to interesowało, choć prawdę powiedziawszy, to niespecjalnie. Bardziej interesowało ją to, skąd Carol, która przydybała ich pod jabłonią, wiedziała o paliwie. Byli już wtedy podsłuchiwani? A może to była ta kobieta, do której szedł mężczyzna, z którym rozmawiali wcześniej i wszystko jej powiedział, nim oni zdecydowali się podejść do drzewa i uruchomić całą tą spiralę kolejnych wydarzeń? Odpowiedzi nie znała i choć to zauważyła – nic nie powiedziała, uśmiechając się po prostu do kobiety serdecznie, jak gdyby nigdy nic.

Na pewno nigdy więcej nie zjedzą smaczniej – kołatało się to w głowie Victorii, gdy już siedzieli przy stoliku, a ona wyciągnęła do Christophera ręce. Wcale nie musiała go trzymać, ale po pierwsze chciała, a po drugie mogli dzięki temu prowadzić „rozmowę” bez użycia słów, bo drobne ściśnięcie tu czy tam przekazywało czasami więcej niż tysiące słów. „Szklaneczki” cydru stały przed  nimi i Victoria zdecydowała się powąchać trunek. Pachniał jabłkami i jakimiś przyprawami, może cynamonem – trudno jej było to określić poza tym, że również miała wielką ochotę go spróbować.

– Nawet bardzo – zdążyła mu odpowiedzieć. I ona pomyślała o tym, że absolutnie nie mogą dać po sobie poznać, że wiedzą więcej. I dlatego gdy z zaplecza wyszła dziewczyna, Victoria zdecydowała się upić łyka swojego cydru. Miała to więcej nić Chris i trudniej byłoby jej ukryć to, że wcale go nie piła. Miała nadzieję, że jednak niczego tam nie dosypali, a jeśli tak… to był jeszcze Christopher, który póki co nie tknął tego ani trochę.

– Cześć – przywitała się z dziewczyną. – Przepyszny cydr – odsunęła szklankę, robiąc miejsce na tacę, z którą przyszła dziewczyna. – Och… Skoro nie macie tutaj tak często ludzi, to może też się zgubili tak jak my – stwierdziła tak po prostu i uśmiechnęła się przy tym do Christophera. – Źle skręciliśmy, nie było drogowskazu i tabliczki – wyjaśniła, po czym przekrzywiła głowę, przyglądając się, najprawdopodobniej, Emily. – Z Newcastle – powiedziała od razu, jakby była to najprawdziwsza prawda. A prawda była taka, ze właśnie wciskała nastolatce straszne kłamstwo. – Jedziemy w odwiedziny do mojej ciotki – miała też w zanadrzu powód: żeby zaprosić ją na ślub, co oczywiście również nie było prawdą, bo nie było żadnej ciotki, do której by jechali z zaproszeniem… Ale wiarygodna ściema to połowa sukcesu. – Byłaś kiedyś poza Towens? – zagadnęła przy tym, zastanawiając się, czy w tym miasteczku w ogóle były perspektywy dla młodych. Czy w najbliższym planie było tylko znaleźć sobie męża i założyć rodzinę i pracować… na polach albo w sadzie. Albo w zajeździe, który odwiedzali tylko miejscowy i dostawy.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#29
05.07.2026, 10:09  ✶  
Pochylił się nieco i przesunął kciukiem po dłoni Victorii, może odruchowo, może w jakimś uspokajającym geście. Chris dość często grzeszył nieco nadmierną pewnością siebie, ale nawet on wiedział, że w tej chwili są w dość… delikatnym położeniu. Mieli do czynienia nie tylko z nietypowym potworem, ale też musieli brać pod uwagę, że ich największymi wrogami będą prawdopodobnie ludzi. Kto wie, czy nie wszyscy?
Nie zwrócił większej uwagi na paliwo: założył, że kobieta, która polecała Starego Toma i pobiegła tu przodem, musiała o tym wspomnieć. Za to już sporo na ich podejście, które zdawało się aż nazbyt usłużne po spotkaniu z Brianem i jego żoną.
– Tak, świetny – przytaknął, prostując się, choć sam cydru nie tknął, a sporą część szklanki opróżnił do donicy. Nie spojrzał na razie na Emily, obserwując zamiast tego Victorię, jakby szukał oznak świadczących o tym, że do cydru, faktycznie smacznego, ale i bardzo mocnego, coś dodano. Ale chyba na razie chciano ich tylko lekko podchmielić. Jeżeli stwór wychodził na żer nocą, to i nic dziwnego…
– Tak, podobno źle skręcili. Przegapili tablicę – powiedziała dziewczyna, ustawiając przed nimi talerze. – A potem nawaliło im coś w aucie, Stary Tom je naprawiał. Mam na imię Emily – przedstawiła się, potwierdzając ich podejrzenia i obdarzyła szerokim uśmiechem. Chris spojrzał na nią wreszcie, i chociaż widywał zło pod naprawdę różnymi postaciami, także tymi najbardziej niewinnymi, to pomyślał, że naprawdę ma nadzieję, że tego dzieciaka w to wszystko nie wciągnięto.
– Oczywiście – roześmiała się na pytanie Victorii. – Mieszkam tu dopiero od pół roku. Mój ojciec… no nie mógł się już mną dłużej zajmować, a dopiero za parę dni będę pełnoletnia… – powiedziała i spochmurniała trochę, ale zaraz znów przywołała uśmiech na twarz. – W każdym razie myślałam, że to straszne zesłanie, ale szybko przywykłam, to naprawdę niezwykłe miejsce. W mieście było tyle biedy, śmieci, a tu każdemu naprawdę dobrze się żyje.
– Zauważyłem gwoździe poprzybijane do drzwi. To jakiś miejscowy zwyczaj? Może jakieś święto? – spytał Chris neutralnym tonem, sięgając po widelec. Emily postawiła na razie przed nimi przystawki: pewnie pieczeń celowo będą opóźniać, skoro chcieli ich tu przetrzymać, ale jak był pewien, zależało im, aby nie zaczęli chodzić po wiosce w międzyczasie. Być może właśnie ktoś wbijał gwoździe w ich opony i lepiej, by tego nie zobaczyli…
– To jakaś miejscowa opowieść. Żelazo ma chronić przed czymś, co nadciąga po zmroku? Wiecie, trochę jak ta opowieść biblijna, z malowaniem znaków na drzwiach Izraelitów… wezwana moc wie, że ten dom jest nietykalny…
– Emily! Chodź mi pomóż! – zawołała właścicielka, stając w progu zaplecza.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#30
05.07.2026, 14:20  ✶  

Póki co czuła się dobrze. Czy łyk to było za mało by odczuć skutki czegoś, czego mogli dosypać do środka? Czy jego smak to był stuprocentowo cydr, czy może jednak domieszka czegoś, co miało im przytępić zmysły, albo zrobić cokolwiek innego? Póki co odpowiedzi na te pytania musiały zaczekać, bo Victoria czuła się normalnie, a jeden łyk to było za mało nawet, żeby odczuć skutki alkoholu.

– Wydaje mi się, że tych tablic tam w ogóle nie było, bo my żadnych nie widzieliśmy – odpowiedziała dziewczynie, wciąż nie zabierając dłoni spod dotyku Christophera, natomiast informacja o tym, że auto im się zepsuło i Stary Tom, ten sam, który niby miałby im załatwić paliwo, musiał je naprawiać, sprawiło, że Victoria uśmiechnęła się nieco szerzej. – Jak pech to pech – stwierdziła. – Viki, miło poznać. A to Chris – nie był to rzecz jasna żaden pech, co do tego była całkowicie przekonana, a zwykłe ludzkie skurwysyństwo. I Victoria również miała nadzieję, że jednak nie całe miasteczko jest zamieszane w cały ten proceder z potworem i znikającymi ludźmi, ale… skoro Emily była tutaj tylko pół roku, to może… Może nic nie wiedziała. Victoria posłała jej nieco współczujący uśmiech, gdy ta powiedziała o ojcu i że za kilka dni ma urodziny, i w jakiś sposób zrobiło jej się szkoda. Na szczęście Christopher wtrącił się w tę rozmowę, dając Victorii jeszcze chwilę na to, by upić kolejny łyk cydru i samej sięgnąć po widelec.

Miejscowa opowieść i żelazo, które ma chronić. Cóż, tak, żelazo chroniło, było świetne do przeganiania duchów chociażby. Ale może ten potwór z pola był wrażliwy na żelazo, a nie na srebro, więc srebrne kule nie miały mu co zrobić…? Nie zdążyła jej odpowiedzieć, bo Emily właśnie została zawołana przez ciotkę, zostawiając Chrisa i Victorię na chwilę samych.

– Żelazo – powiedziała do niego krótko, zniżając głos do szeptu, ciągle się jednak do niego uśmiechała, jakby ktoś miał na nich spojrzeć. – Może to jego słabość – dodała, nabijając sobie kawałek dorodnego pomidora na widelec. – W tym miasteczku jest chyba zbyt idealnie – stwierdziła poza tym. „Niezwykłe miejsce”, bez biedy i śmierci. Nie wierzyła w to. – I już wszyscy wiedzą o tym paliwie – nie patrzyła teraz na Chrisa, „zajęta” swoim talerzem i przystawką, ale była pewna, że połączy kropki. O tak, z pewnością będą teraz majstrować przy samochodzie, który wypożyczyli, mogłaby się o to założyć, że robili teraz wszystko, byle ich spowolnić. Ale co się zmieniło? Coś musiało się stać pod tym drzewem, coś… Victoria nie umiała tego złapać, jeszcze nie teraz.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (10081), Victoria Lestrange (10109)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa