• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[20.10] Vanir

[20.10] Vanir
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#11
19.06.2026, 06:27  ✶  
– M…może to był ktoś przebrany? – wykrztusiła kobieta, kiedy Victoria wspomniała o strachu na wróble, a Chris przewrócił oczami, choć oczywiście tamci nie mieli szansy tego zobaczyć.
– Trzeba to natychmiast zgłosić na policję – oświadczył Brian, który co chwila oglądał się, jakby spodziewał się, że ten stwór ich goni. Christopher omal nie westchnął. Zgłaszanie takich rzeczy na policję zazwyczaj w najlepszym razie kończyło się uznaniem za wariatów, w najgorszym kolejnymi ofiarami. Najczęściej natomiast aresztowano kogoś niewinnego, bo przecież winnym nie mógł być potwór, a ktoś musiał trafić za kratki…
Choć w tym wypadku ktoś był winny. Ktoś wbił te gwoździe w opony.
Samhain, Beltane. Zanim funkcjonariusze wezmą się do roboty, stwór pewnie znowu zniknie.
– Oboje do niego strzeliliśmy. Trafiłem przynajmniej raz. Nie wyglądało na to, że coś mu się stało – powiedział po prostu, pozwalając, aby te słowa zapadły w ich umysły. Czasem dobrze było pozwolić ludziom wierzyć, że to co ich spotkało da się racjonalnie wyjaśnić. Pozwolić wierzyć, że demony, duchy i potwory z legend nie istnieją. Ale to nie był ten przypadek. Trzeba było upewnić się, że zrezygnują z samochodu, co nigdy nie było łatwe i nie wrócą do wioski szukać sprawiedliwości. Nie, kiedy ktoś wytypował ich na ofiary.
Przez chwilę w samochodzie panowała cisza. Brian ujął drżącymi rękami apteczkę, ale nie patrzył na nią: przesuwał spojrzeniem pomiędzy Victorią a Chrisem, który, gdy wyjechał z piskiem opon na główną drogę, uznał wreszcie, że może trochę zwolnić, zamiast jechać na pełnym gazie. Jeśli dobrze pamiętał, mijali motel jakieś pół godziny drogi stąd: tam ta dwójka powinna być bezpieczna, a oni może będą mogli podpytać o wioskę.
– Sugerujecie, że… to naprawdę był… morderczy strach na wróble?
– Sugerujemy, że był to ktoś odporny na kule, a policja raczej nie potraktuje takiego zgłoszenia poważnie – sprostował Chris. – Co się stało, kiedy byliście w wiosce? Wkurzyliście kogoś?
– Te gwoździe… ktoś zrobił to specjalnie? – spytał Brian niedowierzająco, a Chris omal znów nie westchnął. Niektórzy ludzie byli tak naiwni, że najlepiej byłoby nie wypuszczać ich z domu, nie mówiąc o długich podróżach.
– Wszyscy byli bardzo mili. Mieliśmy problem ze znalezieniem drogi… nie było tablicy przy skrzyżowaniu… – wtrąciła kobieta, a Chris zmarszczył brwi. Oni mieli mapę i nie zwrócił na to uwagi, ale być może tę tablicę usunięto celowo? – Trafiliśmy tam, nie mieliśmy paliwa, a oni nam go dali, w zajeździe dostaliśmy darmowy obiad i ciasto na drogę, nalegali, żebyśmy odpoczęli… na pewno nikt by nie…
– Odpoczęli do zmroku pewnie – wymamrotał, bardziej do Victorii niż do kobiety na tylnym siedzeniu.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#12
19.06.2026, 17:34  ✶  

– Żeby to było przebranie, to musieliby sobie siedziedziec na ramionach. To było za duże… – mruknęła w odpowiedzi. Ale może to był półolbrzym? Nie pomyślała o tym w pierwszej chwili, ale taka ewentualność też istniała, natomiast zostawiła to dla siebie. – Jest to oczywiście możliwe, ale bieg w takich warunkach nie byłby zbyt gładki – dodała, pozwalając by te słowa opadły i wybrzmiały.

Nie dziwił ją ich strach. To było zapewne pierwsze spotkanie z czymś, co zaburzało ich światopogląd tak mocno i to nie w łagodny sposób, tylko z mocnym pierdolnięciem. Okruchy tego ich świata zapewne chrzęściłyby teraz pod ich butami, gdyby po nich przejść.

Nie, zgłoszenie niczego by tutaj nie pomogło. A w najgorszym wypadku tylko by im utrudniło sprawę. Victoria spojrzała na profil Christophera i widziała, jak wiele siły wkłada w to, żeby się ugryźć w język, jak przewraca oczami, albo jak powstrzymuje te wszystkie westchnięcia. Wymagało to od niego ogromnej siły woli, na co Victoria też tylko przygryzła usta, by czegoś nie powiedzieć. Uśmiechnęła się do Chrisa bardzo delikatne, gdy już się nie powstrzymał i wymamrotał to ostatnie – że pewnie do zmroku.

– No cóż, ten strach był duży, mogliśmy trafić w materiał, ale nie wydaje mi się. To też łatwiejszy cel – ona przecież nie biegła, mogła całkiem nieźle przycelować i była przekonana, że trafiła. – Pokaż mi tę rękę, całkiem nieźle sobie radzę z opatrywaniem ran – powiedziała do Briana w końcu po chwili ciszy, kiedy parka ewidentnie modliła w głowę to co się dopiero wydarzyło i co tutaj padło.

–  Kim wy właściwie jesteście? – Brian chyba zaczął łączyć wątki i przestały mu się zgadzać rzeczy, strach na wróble z wielką kosą, dwójka nieznajomych na drodze, która akurat miała broń, gadający jakieś dziwne rzeczy.

– Prywatnymi detektywami – odpowiedziała mu bez zająknięcia i uśmiechnęła się krzywo odwrócona do nich bokiem. – W tym rejonie zaginęło za dużo ludzi, by to uznać za przypadek. Zawsze para, zawsze w tym okresie w roku – mówiła dalej, zanim którekolwiek postanowi jej przerwać. – Pasujecie do schematu. I chyba siedzicie na moich notatkach, sami możecie zobaczyć – to jest na tych pozbieranych wycinkach z gazet i odręcznej notatce zrobionej na szybko. – Poważnie mówię, lepiej zająć się tą raną.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#13
20.06.2026, 16:52  ✶  
Brian spoglądał na Victorię z zagubieniem, jakby próbował sobie w głowie ułożyć puzzle, ale te nie chciały pasować uparcie do układanki. Bo faktycznie, stwór był za duży na przebranie. Bardzo ciężko było mu jednak zaakceptować istnienie wielkiego, ruchomego stracha na wróble. Z kosą w dodatku. Istniała spora szansa, że w blasku dnia jakoś to sobie zracjonalizuje, wymyśli jakieś wyjaśnienia, ale teraz… teraz wydawał się po prostu przerażony.
– Tak… tak w aucie damy radę? – spytał w końcu cicho, jakby spokorniały, ale nie protestował, jeśli Victoria chciała, by wziął się za oczyszczanie rany albo podała mu rękę. W świetle zapalonym przez Chrisa wyglądała paskudnie, i to mimo tego, że chyba uskoczył: znajdowała się z boku, była długa, zadana bez wątpienia czymś ostrym… i można by się zastanawiać czym, gdyby Victoria nie widziała kosy.
Jeśli byłby trochę wolniejszy, zapewne nie miałby ręki.
– To znaczy, że mieszkańcy rzucają na pożarcie ludzi… temu czemuś? – zapytała piskliwym głosem kobieta, trzęsąc się jak osika. – Że byli inni? To trzeba gdzieś zgłosić! Policja…
- …zapewne niewiele uzyska – przypomniał Chris. – Umówmy się, że pozwolicie nam działać, dobrze? Możecie zostawić nam swój numer, jeśli nie odezwiemy się do jutra w nocy, idźcie na policję. Ale jak podjadą tu na sygnałach, o ile w ogóle wam uwierzą, to winni tylko się przyczają.
– Jest was dwoje. Kobieta i mężczyzna – powiedział Brian. Niby oczywiste, ale chyba właśnie wykazywał się pewną przytomnością umysłu. – Czy jeśli tam pojedziecie, nie spróbują…
Tu urwał, jakby samo wypowiedzenie tych słów było dla niego już zbyt straszne i nie chciały mu przejść przez gardło. Chris nie obrócił się, ale na jego wargach zamajaczył uśmiech, gdy wpatrywał się w ciemność przed nimi.
– Na pewno spróbują.
*

- Chcę, żeby jedna rzecz była absolutnie jasna… - zaczął Chris, gdy niedoszłe ofiary wytoczyły się z tylnego siedzenia i zostali w aucie sami. Zabębnił palcami w kierownicę. - Nie zgadzam się na żadne gwoździe w oponach naszego auta.
Musieli zrobić badania na temat strachów na wróble. Zadzwonić do ich informatora, który mógł przejrzeć księgi w bibliotece, w której pracował i drugiego, który był specem od mitologii, bo chociaż wozili ze sobą kilka książek, i mogli do nich zajrzeć, to jednak nie całe stosy, musieli w końcu mieć pod ręką ubrania i broń. A najbliższa baza wypadowa znajdowała się dzień drogi stąd.
Ale potem, o świcie pewnie, pojadą do wioski, by udawać zagubionych podróżnych.
I ktoś przed odjazdem spróbuje uszkodzić im koła. A to przekraczało wszystkie granice Chrisa. Mógł walczyć z przerośniętym strachem na wróble, ale nie poświęci opon!
- Schowamy auto w zbożu, mam coś wrażenie, że ten stwór nie poluje za dnia, skoro trzymano ich po nocy. Pójdziemy piechotą i powiemy, że auto nawaliło przy głównej drodze albo coś… - zaproponował. Pomijając, że nie chciał, by ktoś zniszczył opony, lepiej aby w pobliżu mieli samochód, gdyby musieli szybko się ewakuować. – Co ty na to?
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#14
20.06.2026, 21:46  ✶  

– Zobaczymy. Na pewno lepiej to obejrzeć niż zostawić – odpowiedziała, a kiedy w końcu zobaczyła tę ranę to westchnęła. Nie była żadnym lekarzem, medykiem czy pielęgniarką. Umiała tyle, żeby móc sobie poradzić w warunkach polowych no i oględziny takiej rany były czasem przydatne by ocenić, z kim lub (częściej) czym mieli do czynienia, ale to… To wyglądało po prostu na cięcie – niezbyt precyzyjne, i na pewno nie czyste, ale za to bardzo ostrym narzędziem. Nie wyglądało to jakby było charakterystyczne dla jakiegoś stwora, a głównie dlatego  chciała zobaczyć jak to wygląda. Teraz tylko pytanie, czy na tej kosie nie było jakichś zanieczyszczeń czy innego paskudztwa mogącego spaprać tę ranę jeszcze bardziej. Ciekawe czy była używana do koszenia? Czy miewała kontakt z ziemią? Czy stwór po prostu ją nosił dla efektu…? – Miałeś szczęście, że ci jej nie odciął – powiedziała w końcu i wyciągnęła z apteczki jakieś specyfiki na oczyszczenie rany. – To trzeba ucisnąć i zatamować krwawienie. Ale jak się nie polepszy to chyba czeka cię szpital i szycie – powiedziała jeszcze, po czym zabandażowała mu rękę.

– Jest taka możliwość – odparła kobiecie i uśmiechnęła się krótko. Motyw był w tym momencie zagadką; czy robiło to całe miasteczko, czy ktoś konkretny…? Ewidentnie coś było na rzeczy, a po tym, co opowiadali. Victoria podejrzewała teraz, że może chodzić albo o jakiś rytuał, albo o tło religijne, a może o jedno i drugie, tyle, że nadal nie miała pojęcia, z czym mają do czynienia (oprócz tego, że ze strachem na wróble popylającym po polu z kosą).

– Dokładnie – dodała jeszcze na koniec, bo nieznajomi, których wyratowali przed pewną śmiercią, chyba już dokładnie zrozumieli, z kim mają do czynienia.

***

– Możemy zobaczyć czy jest tu gdzieś w okolicy wypożyczalnia samochodów, jeśli chcesz – odparła, marszcząc brwi. Wiedziała, jak mocno Chris był związany z tym samochodem, traktował go niemal jak członka rodziny, Victoria nie rozumiała tej więzi, ale z drugiej strony wcale nie musiała jej rozumieć, wystarczyło, że ją akceptowała. – Jak nie, no to zostaje twój plan, tak – zgodziła się, bo nie mieli raczej lepszego pomysłu, a przynajmniej nie w tej chwili. – Ciekawe co na tego wielkoluda zadziała, skoro srebro nic mu nie zrobiło – zamyśliła się i oparła głowę o oparcie fotela. – Rana tego Briana też nic nie mówiła. To po prostu rana po cięciu, takim niezbyt czystym bo to jednak kosa, a nie żadne zadbane ostrze. Pewnie się trochę stępiła. Zastanawiam się nad tą datą i tym jak traktowali ich mieszkańcy. Myślisz, że to ma podłoże religijne? Składają mu jakieś ofiary? Z uwielbienia czy ze strachu? – ostatecznie po prostu zapatrzyła się na Christophera. – Zostajemy tu na noc? Przydałoby się przejrzeć nasze książki, może coś mamy – a może nie i faktycznie czekał ich telefon… – Też mi się wydaje, że poluje w nocy. Może trzeba sobie obejrzeć to pole w dzień – dodała jeszcze.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#15
22.06.2026, 09:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2026, 09:49 przez Christopher Rosier.)  
– Dobra, to mogłoby zadziałać – uznał Chris. Może ktoś inny nie chciałby narażać majątku właścicieli wypożyczali, ale jeśli szło o niego, to po pierwsze zakładał, że tamci mają ubezpieczenie, po drugie: w ostatecznym rozrachunku wyznawał jednak zasadę, że kilka trupów to większa cena niż jeden samochód. Póki to nie był jego ukochany samochód. – Wybierzemy największego rzęcha, jakiego uda się znaleźć… Spakowałaś perukę? – bo mieli całą kolekcję fałszywych dokumentów, ale jak już będą wypożyczeni i coś ten wóz spotka, lepiej, żeby później szukali „ładnej blondynki”, która go wypożyczyła, niż „pary, blondyna i ciemnowłosej dziewczyny”.
Znów zastukał palcami w kierownicę, zamyślony. Srebro nie działało. Oznaczało to, że prawdopodobnie sól też nie zadziała: ani ta zwykła, ani himalajska, chyba że ta druga okaże się mieć nadzwyczajne właściwości. Nie działały też kule, a to oznaczało, że nie był to potwór „biologiczny” – większość takich reagowała na postrzał, nieważne, czy wpakowano w niego srebro czy ołów. Mieli do czynienia z czymś magicznym.
– Religijne albo w jakiś sposób związane z bliskością dwóch światów. Mówiąc szczerze, spodziewałem się duchów, skoro to Samhain i Beltane, a granice są cienkie – przyznał. – Semibójstwo? Demon, który opętał stracha na wróble? W tym pierwszym wypadku pewnie przypadek czczenia, w tym drugim jakiś układ… ale dlaczego strach? W tej chwili przychodzi mi do głowy, że powinniśmy zabrać ze sobą benzynę, whisky do torebki i dużo zapałek… – mruknął. Miał oczywiście na myśli, że często tam, gdzie srebro i sól nie przynosiły rezultatów, sprawdzał się ogień. Ostatecznie rękojeść tej kosy wyglądała na drewnianą, a strachy na wróble rzadko były ognioodporne. Oczywiście przy okazji spłonie pole, ale skoro jego właściciele wbijali gwoździe, by rzucić kogoś na pożarcie potworom, jakoś nie było mu żal. – Strach, strach… cholerna nic za bardzo nie kojarzę, poza tym, że gdzieś kiedyś przeczytałem, że są traktowani jako personifikacja opiekuna natury. Związek z naturą może być kluczem?
Kiwnął głową, po chwili namysłu na pytanie, czy tu zostaną. Miała rację, powinni przeszukać książki, wykonać parę telefonów i się przespać chociaż parę godzin, zanim pojadą na pole. Sprawdzić nie tylko samo miejsce napaści, ale też czy samochód tej dwójki zniknie. A potem…
- W każdym razie na wszelki wypadek wziąłbym też płaszcze stagnacji... - dodał, mając oczywiście na myśli te, na których po wewnętrznej stronie pracowicie wyszywał (mamrocąc nad tym i przeklinając niemiłosiernie) symbole, które zapobiegały opętaniu, a także kilka dodatkowych znaków, mogących odstraszać niektóre byty.
– Warto będzie odwiedzić ten zajazd, o którym mówili. Tak się zastanawiam… czy będą wiedzieli, że ich ofiary uciekły? Pewnie sposób, w jaki do nas podejdą, sporo tutaj wyjaśni. Bo jednak ofiary zawsze były dwie, jeśli sądzili, że te zginęły, to czy spróbują przytrzymać kolejną dwójkę do zmierzchu? A jeżeli wiedzieli: to oznaczało, że ktoś z tym strachem „rozmawiał”.
Albo był nim.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#16
22.06.2026, 13:33  ✶  

Mieli już utarte pewne schematy i dla niej też priorytetem było mieć sprawny samochód (w którym przewozili te wszystkie graty, które gdyby zobaczyła policja, to pewnie już by ich gdzieś zamknęli), nie zamierzała się więc przywiązywać do cudzego mienia w postaci jakiegoś zastępczego, chwilowego auta wypożyczonego po to, by to ich było sprawne i gotowe do ewentualnej ucieczki.

– Tak, powinna być w torbie – któraś z peruk, ruda albo blond. Victoria wolała tą pierwszą, bo nawet było jej w tym kolorze do twarzy, a w blondzie wyglądała (przynajmniej w swoich oczach)… Dziwnie. Ale na potrzeby wypożyczenia auta, którego opony miały tego nie przeżyć, może lepsza była ta druga.

– Jeżeli to półbóg, to będziemy mieli trochę więcej roboty… ja też myślałam, że to może jakieś duchy, widma, a może jakieś zombie, ale to jakaś grubsza sprawa – westchnęła. – Nigdy nie słyszałam o tym, żeby demon opętał rzecz… i to taką, którą czysto teoretycznie łatwo zniszczyć – mruknęła i zapatrzyła się na dłonie Christophera, które zaciskały się jeszcze chwilę temu na kierownicy. – Szkoda dobrej whisky. Nie lepiej trochę benzyny z wypożyczonego samochodu? Kolor w butelce będzie podobny.

I ona przeczesywała głowę w poszukiwaniu informacji, cokolwiek co mogłoby im się przydać w starciu z żywym (?) strachem na wróble. Jego połączenie z naturą jako symbol zdawało się być dość naturalne, zważywszy na rolę, jaką odgrywał jako przedmiot mający uchronić pole i plony przed szkodnikami.

– Płaszcze? Boisz się, że tam jest jakaś dziura do Limbo? – zaczepiała go trochę, ale Chris dużo czasu poświęcił na te płaszcze, więc ostatecznie tylko się uśmiechnęła. – Możemy je wziąć, nie zaszkodzi na pewno – dodała jednak i szturchnela go lekko łokciem.

– Tak, trzeba będzie. Pewnie zależy od tego co zastaniemy na polu… Może ten stwór nie zjada wszystkiego, na przykład zostawia ubrania i po tym wiedzą, czy się najadł, czy nie? – zasugerowała, ale ostatecznie westchnęła raz jeszcze. To była pora by wziąć pokój w motelu, przejrzeć część materiałów i faktycznie się przespać.

I tak też zrobili

***

Wstali skoro świt, bo też mieli dużo tego dnia do zrobienia. Jakimś cudem na tym zadupiu udało im się znaleźć wypożyczalnię samochodów i Victoria jako ta śliczna blondynka wzięła go na fałszywe dane, a niedługo później kombinowali, żeby mieć swój samochód w miarę w okolicy (żeby nie musieć całej drogi pokonywać pieszo, gdyby jednak trzeba było się salwować ucieczką, a wypożyczony samochód miał już poprzebijane opony), ale w pobliże pola jechali już tym rupieciem znaną już sobie drogą (chociaż wyglądającą zupełnie inaczej w świetle dnia), a Victoria pozbyła się już peruki, bo nie znosiła w niej chodzić jeśli absolutnie nie musiała. Wczoraj zatrzymali się przy polu przypadkowo, ze względu na stojący na drodze samochód, ale teraz… teraz Chris musiał zwolnić, żeby przypadkiem czegoś nie przegapili, bo samochodu tamtej dwójki już tutaj nie było. W końcu jednak zaparkowali na poboczu i wysiedli w miejscu, które wyglądało jak to z wczoraj, choć stuprocentowej pewności nie mieli.

– Czyli jednak go zabrali – mruknęła i to tylko było jak potwierdzenie całego spisku.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#17
22.06.2026, 17:10  ✶  
– Jestem pewien, że jeśli w pobliżu jest jakaś dziura do Limbo, to jakoś ją znajdziesz – mruknął po prostu Christopher, zanim wysiedli i zabrali upchnięte na tylnym siedzeniu torby.
*

Ani przeglądanie ksiąg, ani telefon do znajomego nie przyniosły wielu odpowiedzi. Mieli trochę teorii, żadna jednak nie była pewna: zasadniczo jeśli to był magiczny strach, to prawdopodobnie jakoś powiązany z polami. Istniała szansa, że powinien ich chronić… bo zwykle strachy były wystawiane właśnie po to, by chronić plonów. Tyle że na ogół chodziło o odstraszanie ptaków czy jakiś obyczaj, nie o rozpruwanie przypadkowych podróżnych.
Oględziny miejsca niedoszłej zbrodni i wyprawa do miasteczka mogły powiedzieć im więcej.
Ich autem zjechał na bok, ukrywając je tam, gdzie zaczynały się pola. W razie potrzeby od miejsca, w którym wczoraj znaleźli nieszczęsną parę, czekał ich kilkuminutowy bieg i Chris liczył, że kondycja, którą wyrobili sobie na ucieczkach przed widmami, wampirami, ghulami i całą resztą magicznego tałatajstwa, wystarczy, aby prześcignęli stracha, jeśli wszystko inne zawiedzie. Na pewno nie mogli pokazać, dlaczego się tu pojawili: wtedy pewnie by ich spróbowano związać i wrzucono w pole.
Rzęcha z wypożyczalni prowadziło się trudno, a znalezienie dokładnie tego miejsca, w którym wczoraj mieli problemy, było jeszcze trudniejsze. Tym razem zwrócił też uwagę, czy na pewno nie ma tablic na najbliższym skrzyżowaniu: nie było. Po zaparkowaniu szedł jakiś czas poboczem i wreszcie dopiero ślady krwi, w miejscu, gdzie wczoraj pewnie padła z ramienia Briana, przekonały go, że to właściwa lokacja.
– Schemat wygląda więc prawdopodobnie tak. Usuwają tablice informacyjne w okolicy tych świąt. Prędzej czy później, choć droga jest mało uczęszczana, ktoś źle skręca. Zatrzymują te osoby w miasteczku, ktoś uszkadza opony, wóz psuje się w polu. Strach morduje. Ktoś z miasteczka przyjeżdża odholować auto. Mówiąc krótko, ktoś tam współpracuje z tym stworem – podsumował, tak dla rozjaśnienia umysłu, drapiąc się po policzku, który zaczął pokrywać już jasny zarost. Ani tego ranka, ani poprzedniego nie miał czasu i energii do golenia się. [b] – To nie może być jedna osoba. Ktoś musiał im tam zagadywać i zatrzymywać, gdy ktoś wbijał gwoździe, a holowany samochód… o ile mieszkańcy mogliby przegapić taki jeden albo dwa, to mamy ich już kilka. I to zawsze będzie auto osób, które wyjechały z miasteczka poprzednia dnia.
Wodził spojrzeniem po zbożu, ale niewiele mógł dostrzec. Victoria mogła stwierdzić, że jest zdumiewająco wyrośnięte: ale już wcześniej robiąc research znalazła informacje, że miasteczko słynęło z doskonałych plonów, i to mimo tego, że jeszcze kilka lat wcześniej susze omal nie doprowadziły do wyludnienia. Rosier wreszcie upewnił się, że ma w kieszeni dwie zapalniczki, a z torby przerzuconej przez ramię w razie czego szybko wyciągnie szklaną butelkę, wypełnioną łatwopalnym środkiem, i ruszył w zboże. Ale nieważne, ile by nie krążyli: nigdzie nie było stracha. Ani ożywionego, ani nieożywionego.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#18
22.06.2026, 21:09  ✶  

Zastanawiała się, czy ktoś nie ściągnął z limbo jakiejś duszy i nie uwięził jej w strachu na wróble być może z zemsty, a dusza siłą przetrzymywana w takim „ciele” mogła ulec jakiejś degradacji, stąd te morderstwa. Może okolice Beltane i Samhain ją wybudzały? Podzieliła się oczywiście swoimi szalonymi teoriami z Christopherem, ale było to tylko tym – teorią nijak i niczym niepopartą, ale co innego im pozostało, skoro w książkach nic nie znaleźli i dzwonienie (z różdżki, tak to się powinno nazywać) do znajomego również nic nie pomogło.

Prawdopodobny problem z prześcignięciem stracha mógł być taki, że istniało duże prawdopodobieństwo, że ten się nie męczył, w przeciwieństwie do nich. Natomiast adrenalina i walka o życie mogły im dodać sił. Victoria jednak uznała, że to problem, którym będą się zajmować za kilkanaście godzin, a nie na teraz i postanowiła nie martwić się na zapas, bo mieli robotę do wykonania.

Robotę, za którą nikt im w gruncie rzeczy nie płacił, ale ktoś to musiał robić, tak? To nie było nudne życie od poniedziałku do piątku, tutaj każdy dzień był inną przygodą w doborowym towarzystwie.

– Zwłaszcza łatwo się pomylić, jeśli ktoś nie ma mapy – stwierdziła, gdy już przeszli się poboczem i znaleźli właściwe miejsce. No i między innymi dlatego mapę zostawili w swoim samochodzie, a nie wzięli jej do tego wypożyczonego, wszystko na wszelki wypadek, gdyby ktoś go chciał jednak przeszukać. Najpotrzebniejsze rzeczy mieli przy sobie, a jak wiadomo damska torebka to trochę inny wymiar i niepozorna potrafiła pomieścić dużo różnych rzeczy. Jak na przykład opakowanie soli himalajskiej, bo Victoria wiedziona jakimś dziwnym przeczuciem, zapakowała ją do środka. Paczkę gwoździ wsadziła Chrisowi do kieszeni spodni. Tak na wszelki wypadek. – Może nie holują samochodu do miasta? Może gdzieś pod miasto na przykład – zasugerowała, nim weszli w to pole.

Kręcili się po nim i kręcili i było to kręcenie się z grubsza bezowocne.

– To pole jest jakieś dziwne – wyznała po jakimś czasie. – Mam na myśli to, że patrz jakie te kłosy są wyrośnięte. I nie ma tutaj żadnych szkodników, nic. Żadnych klasycznych w takich miejscach chrząszczy i larw. Mszyc. Ogólnie owadów, tylko muchy – mruknęła obracając się wokół własnej osi. – Jeśli to ma coś wspólnego z polem, zbiorami i naturą, to ta sól może nie być takim głupim pomysłem – dodała, poprawiając sobie torebkę na ramieniu. Sól potrafiła wyjałowić ziemię. Sprawić, że rośliny będą więdnąć… – Ciekawe gdzie on się chowa – zmrużyła oczy.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#19
24.06.2026, 09:29  ✶  
Nie ośmielił się protestować przeciwko gwoździom ani soli himalajskiej, chociaż sam skupił się głównie na zapalniczkach, łatwopalnych materiałach i oddawaniu się żalowi, że bardzo trudno zdobyć miotacz ognia. Spakował też tę piłę z promocji, siekierę i maczetę, wszystkie starannie ukrywając pod niby to zwykłymi bagażami. Mogło wydawać się to głupie – z maczetą na stracha – ale Chris nauczył się, że czasem tam, gdzie nie działały kule, odpowiednio mocne i wściekłe walenie maczetą po kończynach i głowie może przynieść efekt.
– Wciąż nie ma tu wysypisk. Topiliby je? Ukrywali w jakichś lasach? I nigdy nikt niczego nie znalazł? Ostatecznie przynajmniej raz czy dwa ktoś musiał przyjechać tu szukać tych ludzi, więc rozglądano się za samochodem… – powiedział Chris. Znikający ludzie. Ciała było ukryć łatwo, a to coś mogło… coś z nimi robić. Jedno auto, owszem. Ale dwa rocznie, przez kilka lat… Nawet jeśli policja nie przejmowała się specjalnie zaginięciami i w przeciwieństwie do nich nie ustalili dokładnie, gdzie do zaginięć dochodziło, nie wierzył, że ani razu nie podjęto próby znalezienia zaginionych.
A nikt nigdy nie natknął się na żaden ślad.
W połączeniu z tymi gwoździami i zatrzymywaniem mieszkańców… Cóż. To sprawiało, że był gotów podejrzewać każdego.
Krążyli po tym polu dobrą godzinę, ale choć udało się im znaleźć miejsce, gdzie zboże było dość mocno zadeptane – prawdopodobnie tu stąd uciekła kobieta, a potem Brian, Chris i pogonił ich strach – nie zdołali podjąć tropu. Zupełnie jakby ta istota znikła w powietrzu, ale musieli brać też pod uwagę, że umiał poruszać się tak, by na „swoim” terenie nie zostawić śladów.
Odpalił papierosa, gdy Victoria zwróciła uwagę na brak owadów. Jeśli szło o niego, to owady dostrzegał, kiedy zaczynały go gryźć… raz mieli taką sprawę, udowadniającą, że lepiej nie budować osiedli mieszkaniowych na terenach masakry rdzennej ludności… a ich brak był po prostu brakiem. Ale jak tak się rozglądał, nawet on przyznawał, że to zboże było wysokie. Ginął w nim praktycznie, a jak mogła stwierdzić Victoria, nie było to żyto, lecz pszenica, ozima, z gatunku tych późno rosnących… nie powinna wyrastać aż tak.
– To sugerowałoby jakiś rytuał i ofiary. Mamy precedensy – mruknął, zadzierając głowę i spoglądając na niebo. – Właściwie to zboże nie powinno być już zebrane? – zastanowił się. Kolejny wysiew? – Chyba więcej tu nie znajdziemy.
*
Do miasteczka dojechaliście jakieś dziesięć minut później: najpierw parę pojedynczych zabudowań, w pobliżu pól, otoczonych budynkami gospodarczymi, potem gęściejsza zabudowa. Chris podświadomie spodziewał się, że od razu zobaczą, że coś z tym miejscem będzie nie tak, ale… wydawało się zupełnie normalne. Para dzieci bawiła się przy drodze, ktoś pracował w jednym z ogródków, kilka osób rozmawiało przed miejscowym sklepem. Z daleka dostrzegli też miejscowy zajazd: chyba bardziej miasteczkowy bar niż miejsce do faktycznego wynajmowania pokoi, bo turystów tu pewnie nie mieli bardzo wielu. Chris zerknął na Victorię, a potem zjechał na bok.
Ale kiedy wyszedł z samochodu i spojrzał ku budynkowi, zmarszczył brwi, bo zwróciła jego uwagę jedna rzecz: do drzwi przymocowane były gwoździe.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#20
25.06.2026, 09:45  ✶  

Victorii już nic nie wydawało się głupie. Czasami działały zupełnie nieoczywiste rzeczy, o których nie było w książkach ani słowa. Czasami jakiś drobny szczegół sprawiał, że polowanie okazywało się sukcesem. A skoro działało, to nie było głupie, dlatego tylko patrzyła jak Chris pakuje te wszystkie narzędzia, ale nie powiedziała na to wszystko absolutnie nic. Piła, siekiera, maczeta… może coś akurat się do czegoś przyda. Jak choćby ukryty gdzieś wytrych, czy sztylecik.

– Nie mam pojęcia. Gdybym ja była na ich miejscu, to pewnie wywiozłabym je gdzieś pod miasto, żeby nie stało na drodze, a za jakiś czas pojechałabym na jakąś giełdę je sprzedać i po prostu udawałabym handlarza aut. Nie ma samochodu, nie ma ciał, nie ma zbrodni – stwierdziła. Może ktoś przyjeżdżał i szukał zaginionych, ale ważny był czas: kiedy. Do miesiącu? Dwóch? Kiedy zaczynano szukać… a policja, nawet jeśli kiwnęła palcem, najwyraźniej niczego tutaj nie znalazła. Zupełnie tak jak inni, jak rodziny, może znajomi.

A teraz byli tutaj oni, co znaczyło, że cokolwiek się tutaj działo, przykuło to jednak nieco większą uwagę, niż by sobie mieszkańcy zapewne życzyli.

– Może te pary to faktycznie ofiary składane rytualnie. Tylko nie zabijane sierpem na ołtarzu, a po prostu przekazywane w ręce tego czegoś w darze – zamruczała i dotknęła jednego ze ździebeł zboża oglądając je sobie. Było zdrowe, może nawet za bardzo, biorąc pod uwagę porę roku. – To wygląda mi na gatunek pszenicy, którą wysiewa się od września do końca października. W sensie zbiory są normalnie w lecie… Ale to powinno być małe, dopiero zasiane, a nie… – a nie to. – Bo gdyby nie zebrali ich na czas to zaczęłyby się łamać, sypać, gnić i tak dalej – krótko mówiąc byłoby gówno a nie piękne łany zboża. – Nie wiem jak wytłumaczyć to, że one powinny być dopiero co zasiane, a są tak wielkie jak kukurydza, znaczy się że są prawie tak wysokie jak ty – a Christopher był naprawdę wysoki.

***

Miasteczko wyglądało całkowicie normalnie, ale też nie spodziewała się, że już od razu zobaczą, że coś jest z nim nie tak. Mieli jednak agendę i wiedzieli dokładnie, co muszą tu zrobić i jak się zachowywać, czyli udawać zagubionych turystów, którzy zostawili mapę w poprzednim miejscu, gdzie się zatrzymali i tak dalej. Odwzajemniła spojrzenie Chrisa, nawet lekko się do niego uśmiechnęła, a za chwilę oboje wysiedli z samochodu i teraz Victoria rozglądała się, jakby szukała jakichś znaków tego, gdzie właściwie są. Wiedziała gdzie są, rzecz jasna, bo przed cała akcja dokładnie przestudiowali mapę i kierowali się dokładnie tutaj od samiutkiego początku, ale to była pora na małe przedstawienie.

Ciekawe tylko czy mieszkańcy już wiedzieli, że poprzednia para, która chcieli przedstawić strachowi na wróble, jednak uniknęła losu, jaki im zgotowali…

– Przepraszam – zagadnęła jakiegoś mężczyznę, gdy Chris obserwował gwoździe wbite w drzwi. – Czy może mi pan powiedzieć jak nazywa się to miasteczko i jak dojechać stąd do głównej drogi? Zgubiliśmy drogę.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (10081), Victoria Lestrange (10109)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa