– Trzeba to natychmiast zgłosić na policję – oświadczył Brian, który co chwila oglądał się, jakby spodziewał się, że ten stwór ich goni. Christopher omal nie westchnął. Zgłaszanie takich rzeczy na policję zazwyczaj w najlepszym razie kończyło się uznaniem za wariatów, w najgorszym kolejnymi ofiarami. Najczęściej natomiast aresztowano kogoś niewinnego, bo przecież winnym nie mógł być potwór, a ktoś musiał trafić za kratki…
Choć w tym wypadku ktoś był winny. Ktoś wbił te gwoździe w opony.
Samhain, Beltane. Zanim funkcjonariusze wezmą się do roboty, stwór pewnie znowu zniknie.
– Oboje do niego strzeliliśmy. Trafiłem przynajmniej raz. Nie wyglądało na to, że coś mu się stało – powiedział po prostu, pozwalając, aby te słowa zapadły w ich umysły. Czasem dobrze było pozwolić ludziom wierzyć, że to co ich spotkało da się racjonalnie wyjaśnić. Pozwolić wierzyć, że demony, duchy i potwory z legend nie istnieją. Ale to nie był ten przypadek. Trzeba było upewnić się, że zrezygnują z samochodu, co nigdy nie było łatwe i nie wrócą do wioski szukać sprawiedliwości. Nie, kiedy ktoś wytypował ich na ofiary.
Przez chwilę w samochodzie panowała cisza. Brian ujął drżącymi rękami apteczkę, ale nie patrzył na nią: przesuwał spojrzeniem pomiędzy Victorią a Chrisem, który, gdy wyjechał z piskiem opon na główną drogę, uznał wreszcie, że może trochę zwolnić, zamiast jechać na pełnym gazie. Jeśli dobrze pamiętał, mijali motel jakieś pół godziny drogi stąd: tam ta dwójka powinna być bezpieczna, a oni może będą mogli podpytać o wioskę.
– Sugerujecie, że… to naprawdę był… morderczy strach na wróble?
– Sugerujemy, że był to ktoś odporny na kule, a policja raczej nie potraktuje takiego zgłoszenia poważnie – sprostował Chris. – Co się stało, kiedy byliście w wiosce? Wkurzyliście kogoś?
– Te gwoździe… ktoś zrobił to specjalnie? – spytał Brian niedowierzająco, a Chris omal znów nie westchnął. Niektórzy ludzie byli tak naiwni, że najlepiej byłoby nie wypuszczać ich z domu, nie mówiąc o długich podróżach.
– Wszyscy byli bardzo mili. Mieliśmy problem ze znalezieniem drogi… nie było tablicy przy skrzyżowaniu… – wtrąciła kobieta, a Chris zmarszczył brwi. Oni mieli mapę i nie zwrócił na to uwagi, ale być może tę tablicę usunięto celowo? – Trafiliśmy tam, nie mieliśmy paliwa, a oni nam go dali, w zajeździe dostaliśmy darmowy obiad i ciasto na drogę, nalegali, żebyśmy odpoczęli… na pewno nikt by nie…
– Odpoczęli do zmroku pewnie – wymamrotał, bardziej do Victorii niż do kobiety na tylnym siedzeniu.