• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Sekrety Londynu Szpalta Pozafabularne Secrets of the Quill 2026

Secrets of the Quill 2026
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#11
04.10.2026, 20:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.10.2026, 22:16 przez Eutierria.)  
Tydzień 1 / Czarne róże

[Obrazek: imgproxy.php?id=1PB0r47.png]


with all due respect, which is none
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#12
05.10.2026, 07:15  ✶  
Tydzień: #2
Prompt: Rodzina - [link do sesji]

[Obrazek: imgproxy.php?id=KAE5tKE.png]
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#13
05.10.2026, 08:39  ✶  
Tydzień 2 / I always make things worse

[Obrazek: imgproxy.php?id=68Yq3ws.png]


with all due respect, which is none
paperboy
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#14
05.10.2026, 09:40  ✶  
Tydzień 2 – Mystical

Lydia Black
Cytat:Kruki krążyły nisko (tak nisko), że końce ich lotek muskały źdźbła trawy, kiedy słońce obmywało ich pióra. Lydia wiedziała, że śniła, ponieważ czarne ptaki nawet lecąc tuż nad ziemią, nie rzucały cienia.

W świecie ludzi nawet obłoki rzucały cień. We śnie kruki były od tego prawa wolne.
[Obrazek: imgproxy.php?id=7DmhSUS.png]


Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#15
05.10.2026, 10:09  ✶  
Tydzień 2: Rodzina. Malfoyowie (Lorraine, Baldwin, Armand) z mrocznym twistem, ale chyba nie da się inaczej, gdy twój stary to inkarnacja Szatana.

Baldwin Malfoy napisał(a):Jak to wyglądało w Sforze? Wpierw rozszarpywano indywidualizm, niszczono to co mogło zostać potraktowane jako odstępstwo od normy, od wyników oczekiwanych przez właściciela hodowli. A potem, wpajano, że to wszystko czyni Cię częścią kolektywu. Grupy. Rodziny. […] Orfeuszowe dzieci nie miały tego luksusu. Bo miłość Armanda Malfoy’a nie była przewidywalna. Była nagrodą za życie przy boku człowieka, który w gruncie rzeczy gardził pieniędzmi równie mocno co ludźmi. I rzeczywiście — czasem byłoby miło wiedzieć, że jest się dla ojca wartym chociaż pierdolonego knuta. Może to nie byłoby dużo, ale przynajmniej nie byłoby się zupełnie bezwartościowym.
Dzielili jego krew, jego nazwisko, jego spierdolenie. A jeśli czegoś nie lubił robić Armand Malfoy — to się dzielić czymkolwiek co należało do niego. Więc upiorna artystyczna trupa egzystowała sobie dalej, przypominając światu, że życie to coś więcej niż tylko brudne biznesy i walka o przetrwanie. Życie było Sztuką. Ich bóg był Sztuką.

[Obrazek: 84901eff646eb341a56599515010ed813c43d76d.jpg]


[+]inspo różne, to się na tumblr nazywa web weaving, i mój mózg bardzo lubi to robić, niestety, irl to się nazywa autyzmem
Armand Malfoy napisał(a):Miał córkę, piękną jak wspomnienie wiosny. Czemu więc miałby odmówić sobie i syna? Baldwin był podobny do niego. Był dzieckiem lata, ze śmiechem podobnym do tętna kopyt lipcowych bogów. Wyjętych z legend nieumarłych młodzianów, tańczących zapamiętale pośród korowodów dzikich wil. Przybywali wierzchem, pędząc przez pola i łąki, równie dzicy, dzicy i przepyszni. Dzikimi były konie, których dosiadali, dzikim był miód, który pili. A Armand pił kiedyś wraz z nimi. Zapominał wtedy, czym jest sen, czym jest zmęczenie. Całymi dniami nie dotykał jadła. Mógł żyć samą tylko poezją, szaleńczymi wersetami, wyrywającymi się improwizacją z jego ust, z jego serca. Był wtedy niezwyciężonym. Był wtedy szalonym. Jak opisać smak szaleństwa na języku? Jak gdybyś połknął słońce, które wypala cię od środka. Pijany był więc słońcem, którego promienie nie dochodziły do podziemi. Przynajmniej nie mogły rywalizować z blaskiem bijącym od jego włosów. Armand zbyt rzadko widywał ostatnio słońce. Słyszał je jednak w śmiechu swych dzieci. Córka jego przestała się w pewnym momencie śmiać, ale został mu wciąż śmiech syna.

You belong to your father, the devil, and you want to carry out your father's desires. He was a murderer from the beginning, not holding to the truth, for there is no truth in him. When he lies, he speaks his native language, for he is a liar and the father of lies.
J 8,44

Baldwin Malfoy napisał(a):Czy to taki grzech być wiernym swojej krwi i słowom ojca?

Lorraine Malfoy napisał(a):— Poezja jest jak miecz obosieczny — odparowała natychmiast, myśląc o ojcu, smarującym poematy na ścianach podziemnych korytarzy krwią tych, których uczynił ich bohaterami. — Wierz mi, wiem coś o tym. — Utoczysz komuś krwi tym mieczem, a on, zamiast się wykrwawić… Ojciec miał rację, pomyślała ze smutkiem, nawijając bezmyślnie pukiel włosów na palec — "krew woła o krew, Lorraine", mruczał pod nosem Armand, z rękami i twarzą pomazanymi skrzepłą posoką, która skapywała też z jego włosów — w tej wojnie chodziło o krew, choć nie taką ze skorowidza czystości krwi. "Krew woła o krew, Lorraine", rzucił gniewnie Baldwin, próbując wyrwać swoją pokaleczoną dłoń z jej dłoni, kiedy odwinęła bandaże przesiąknięte krwią, którą namalował fresk na ścianie salonu Anthony'ego, ale nie pozwoliła mu na to. Chodziło o krew, którą każde z nich gotowe było przelać za to, w co wierzyli. Lorraine była gotowa przelać każdą jej kroplę za tych, których kochała. 

But back again they demanded her acquiescence to the primeval assertion: the blood is one blood. It was the assertion that swept away all individualism, and left her immersed, drowned in the grand sea of the living.
The Plumed Serpent, D. H. Lawrence

Things fall apart; the centre cannot hold;
Mere anarchy is loosed upon the world,
The blood-dimmed tide is loosed, and everywhere
The ceremony of innocence is drowned
The Second Coming, W. B. Yeats

Armand Malfoy napisał(a):Wciąż miał jednak dzieci. A dzieci były tak kurewsko kruche.


Yes, I am a master
Little love caster
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#16
05.10.2026, 13:16  ✶  
Tydzień #2: R jak Rodzina.

R jak…

[Obrazek: imgproxy.php?id=8jasrgE.png]
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#17
06.10.2026, 13:42  ✶  
Tydzień 2: Enemy to Caretaker
@Rodolphus Lestrange


[Obrazek: 298c12b7d7b560cc7bafd8027690482261de4bb1.pnj]


[+]Cytaty
A:
Cytat:To prawda, nie mieli już piętnastu lat, ale nie zamydli jej oczu nagłą dojrzałością. Wszystkie wzajemne docinki, drobne upokorzenia, złośliwe półuśmiechy miała teraz puścić w niepamięć i udawać, że jest ponad to? Nie była. Wiedziała, że ledwo powstrzymywał się od złośliwości, tak samo jak ona.

R:
Cytat:(…) ale przed nim nie siedział ktokolwiek. Siedziała kobieta, która była do niego uprzedzona: kobieta, która poznała się na nim zanim założył maskę uprzejmości i dystyngowania. Wiedziała, jaką potrafił być mendą w szkole, obojętnie czy w stosunku do gorzej urodzonych, czy ludzi na tym samym poziomie - niektóre wspomnienia ciężko wymazać, by móc zacząć od nowa.



R:
Cytat:Nie był typem bohatera, który najpierw ostrzega wroga o swoim przybyciu, a potem kulturalnie tłumaczy co zamierza zrobić, dając mu czas na reakcję. Był typem, który atakował znienacka, pod przykrywką, i nie kłopotał się wyjaśnieniami. Czując narastającą, kłębiącą się w środku wściekłość, Lestrange wycelował różdżką w mężczyznę, próbującego przygnieść Astorię.

A:
Cytat:Zanim zdążyła pomyśleć, została przyciśnięta do twardej klatki piersiowej. Na moment ciało zareagowało instynktownie: napięcie, szarpnięcie, chęć wyrwania się. A po chwili coś w niej ustąpiło. Zrozumiała. To nie był wróg.
Rodolphus.
Świat wciąż wirował, ale jego obecność była jak punkt zaczepienia.



learn the rules
then
break some
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#18
11.10.2026, 19:43  ✶  
[Obrazek: 06casyoxx8k.gif]

Zimą 1973 roku czarodzieje zaczęli widzieć świat w czerwieni.

Nikt nie wiedział, kiedy zaczęła się zaraza. Zenek też nie. Może złym pomysłem było ignorowanie tych dziwnie przekrwionych oczu, które stawiały się w kolejce po piwo. Ale to był Nokturn, tu się takich widywało. Kiedy przychodzili kilka dni później i trzęśli się przy stolikach, to też nie wzbudzało w obsłudze wątpliwości. No bo jak ktoś bierze, a potem przestaje, to go trzęsie, tak? Może w Ministerstwie poleciały jakieś nowe programy socjalne? Ale Ministerstwo nie miało wpływu na obieg nielegalnych substancji. Nie oficjalnie.

Stąd kolejną hipotezą Woody'ego było, że pojawił się nowy eliksir na rynku. Czerwony, tak jak twardówki tych, którzy nie wracali już nawet do domu. Jak ich Woody wyganiał, siadali pod lokalem i czekali na otwarcie. A potem przestał, bo kim Woody był, żeby ich wyganiać, jak i tak potem wejdą. Przesiadywali przy stolikach całą noc, i dzień. Nie zamawiali nic. Trzęsły im się ramiona. Wpatrywali się w nieokreślone punkty w ścianie. Każdy w inny. Zenek raz spróbował je określić. Brał długopis, podchodził do ściany i zaznaczał to kropkami. Kiedy chorych przenieśli do piwnicy (z trudem! Odmawiali współpracy!), oraz kiedy wejście do lokalu zostało trwale zamknięte, nie było już nic innego do roboty. Keyleth połączyła później wszystkie kropki muśnięciami farby.

Nudzili się strasznie wszyscy, zwłaszcza Keyleth. Jej wygląd wariował. W zamknięciu nabawiła się ADHD i przemieniała się średnio co godzinę. Wygląd brała od tych, co byli w piwnicy. Z pożółkłymi wąsami prosiła Asenę przy barze o wodę dla cierpiących (nie pili). Skręt jej włosia przybierał barwę słomy, taką, jaką niegdyś miała Salomea. Nawet w zarazie zrobili z niej królową samotnego stolika i siedziała sama przy ścianie, skulona przed innymi. Keyleth robiło się przykro i schodziła tam do niej. A mówili, nie chodź do chorych, nie schodź do szczurów.

Szczury. Na dole trzymali także szczury. Szczuroszczety. A jakże.
Szczuroszczety, niegdyś łakome i tłuste, przechodziły przemianę podobną do tej, co goście. Tylko że pierwszego szczuroszczeta z objawami zobaczyli jakiś miesiąc wcześniej. Gdy goście również nabrali tego czerwonego koloru białek, zrobili się wobec szczurów podejrzliwi. Tylko że szczuroszczety dawno już przeszły do następnego etapu choroby. Przeszły już dreszcze, a z pyska już od dawna sączyła im się piana. Krewetki przestały stanowić obszar zainteresowań. Najbardziej podniecała je… Nie, żeby zabrzmieć pompatycznie, no, ale właśnie krew. Tak było.

Zaczęli trzymać je w osobnych kratkach. A one nadal, chociaż chudły i ledwo miały siłę, jakoś jej nabierały, gdy dostrzegały w obszarze wzroku kolejnego szczuroszczeta.

Brygada Uderzeniowa prowadziła regularne patrole. Z właścicielem Rejwachu porozumiewali się przez okna. Z początku nikt nie wymagał, żeby ich wpuszczać, bo rozszalałe jednostki pojawiały się na ulicy. Kwarantanna stała się obowiązkiem każdego czarodzieja.
Między Woodym, Aseną, Zenkiem, Lewisem, Keyleth i Julienem zawarty został pakt. Nie mówić nikomu o szczuroszczetach. Może to natura zarazy, wisząca w powietrzu wraz z patogenami wszystkich cierpiących, robiła im coś w mózgu, że chronili pierwszych zakażonych. Może po prostu nie chcieli pójść siedzieć. W celi w Azkabanie na pewno nikt by ich nie zaraził.

A zatem drzwi wejściowe pozostawały zamknięte.

Chorzy w piwnicy przestawali się ruszać. Jeden po drugim, o różnych porach, padali na ziemię w konwulsjach. Z pysków toczyła się piana. Padali na ziemię i godzinami z niej nie wstawali, trzęsło nimi tylko w pozycji embrionalnej. Jakby byli robalami, które ktoś wrzucił na rozpaloną patelnię ze skwierczącym masełkiem. Asena kategorycznie zakazała Key-Key schodzić do chorych.

Mieszkańcy Rejwachu starali się przetrwać sanitarnie. Zapasy malały, kłótnie przybierały na sile; głównym przedmiotem sporu było to, co zrobić z chorymi. Woody chciał ich trzymać. Pomóc może; no jak to tak, żywych czarodziejów wydać aurorom na pożarcie? Na eksperymenty do Munga? Przecież nikt by się za nich nie wstawił.
Żywych? Asena zdawała się powątpiewać w te słowa. Była z tego drugiego obozu mieszkańców, którzy byli za tym, żeby bywalców po prostu się pozbyć. Wywalić z piwnicy, zagadać do Brygady, by ich z tego obowiązku uwolnili. Problem w tym, że wszyscy doskonale wiedzieli, co się działo ze złapanymi chorymi bez koneksji rodowych. Piwnica została trwale oddzielona od części mieszkalnej mocarnym zaklęciem. Drzwi i okna pozabijali dechami. Nikt nie chciał wiedzieć, jak wygląda ostateczny etap choroby.

Co wieczór składali anonimowe głosy. Jak dotąd, obóz ocalenia zdawał się wygrywać. Z czasem zaczęli zamykać się we własnych pokojach.

Keyleth, pozostawiona sama sobie, zrobiła jedną z długiej listy rzeczy, których Asena zakazała jej robić.

Poszła do szczuroszczetów.

Ich klatki zamknięto w najniższej kondygnacji piwnicy. Było do niej dojście po schodach; do obowiązków Lewisa należało sprawdzanie, czy szczuroszczety żyją, oraz czy choroba nie postępowała dalej. Jak dotąd wiedzieli tylko o etapie drgawek, embrionów i piany z pyska.
Keyleth stanęła przed drzwiami i skupiła się na przemianie. Niebawem do pokoju z klatkami wstępowała już jako fretka.

Z poziomu podłogi klatki wydawały się urastać aż do nieba. Sufit był nieskończenie wysoki dla istoty wysokości niewielkiego gryzonia. Czy wyglądał tak samo dla szczuroszczetów, patrzących na świat zza krat?
— Jak się macie? — zaczęła Keyleth w języku zwierząt. Nie była pewna, czy szczuroszczety ją zrozumieją, właściwie to nigdy nie próbowała z nimi tak rozmawiać. W pokoju zionęło ekskrementami i zaschniętą krwią.
— Czy zostaliśmy tu sami? — szczuroszczet w jednej z dolnych klatek wydawał się spanikowany. Piana mu ciekła z pyska, cały się trząsł, a oczy wychodziły mu z orbit. Przekrwione, szczurze oczy.
— Co? — Keyleth nie pamiętała już, jak nazywał się szczuroszczet z brudnym, zmatowionym futrem, z łysymi plackami podrapanej skóry.
— Co, jeśli zostaliśmy tylko my? Co, jeśli nie ma już żadnych ocalałych? — szczuroszczet płakał krwistymi łzami. Szczuroszczety wokół trzęsły się w klatkach.
Pierwszy szczuroszczet uderzył pyskiem w kraty. Potem drugi.
Kolejny szczuroszczet rzucił się zębami do metalu. Przygryzał kratę ze zdwojoną siłą.
Wypuścić. Wypuścić.
Keyleth nigdy czegoś takiego nie widziała.
Cofnęła łapę o jeden kroczek.

Zamknięci w pokojach mieszkańcy Rejwachu nie słyszeli, co działo się w piwnicy. To nie była godzina niczyjej warty.
Z powrotem w ciele człowieka, Keyleth powłóczyła po schodach w górę. Raz upadła, ale podniosła się i szła dalej. Krew kapała, kap kap.
Kiedy następnym razem spotkała ją Asena, Keyleth miała krwawe oczy.

[+]tydzień drugi
rodzina
infection ┃ lab rat ┃ quarantine


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#19
11.10.2026, 22:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2026, 22:55 przez Helloise Rowle.)  
#2 Rodzina Mulciber nigdy się do mnie po tym arcie nie odezwie
przepraszam szczególnie richarda. niestety po narysowaniu Philomeny się zorientowałam, że zbyt cienko u mnie z czasem, żeby każdy dostał twarz, więc wnukom recyklingowałam arty
kiedyś wszystkim mulciberom zrobię legitne portrety ale dziś nie dałam rady

[Obrazek: imgproxy.php?id=DFjD48w.png]


dotknij trawy
doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#20
11.10.2026, 23:14  ✶  
Tydzień 2: Insect Sting (prompt zapasowy)

I do not know why the hive chose me, but it did. And I think that it always had. The song is loud and beautiful and I am so very afraid. There is a wasps’ nest in my attic. Perhaps it can soothe my itching soul.

— Magnus Archives, episode 32

[+]TW Martwa osa zalana w żywicy

Martwa osa, zadymiona wczesną jesienią,  zwabiona ciepłem szyby. Dookoła niej czarny krąg. Ochronny.  Ciemny od popiołu.  Jesień nadeszła śmiercią. Osa spoczywa na kawałku tkaniny, na całunie pogrzebowym.

[Obrazek: imgproxy.php?id=uJalHwv.jpeg]


I can feel the light shine on my face
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości



Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa