— O przepraszam ja ciebie bardzo — sapnął, na nowo obruszony jej oskarżeniami. Najwyraźniej ta rozmowa miała przynieść mu pełno oburzeń, jedno po drugim. — Ja miałem akurat po drodze. Spotkaliśmy się tutaj przypadkiem. A on co? Pewnie przyleciał z samego ranka — zauważył i zacmokał z dezaprobatą, na ten akt zdrady. Inaczej tego nie można było nazwać, bo przecież on wcale nie siedział w szatni i nie czekał aż Victoria zjawi się w zasięgu wzroku. Zwyczajnie ciężko mu było wstać.
— Oczywiście, że okej. W jak najlepszym porządku — pokiwał głową, bo wypitych wspólnie parę kolejek, skutecznie załagodziło poprzednie niesnaski i uspokoiło nieco rozszalałe emocje. — A co mam nie pamiętać? Dawno mi nikt nie przywalił za cudzą dziewczynę — rozłożył ręce. Nie wspominał już o tym, że to od przyjaciela tak, a to zdarzało się jeszcze rzadziej! — Nie wspominając już o tym, że wyglądał tak samo dobrze jak zawsze — rzucił z przekąsem, wciskając palec za kołnierzyk przepisowej koszuli, jakby chciał ją rozluźnić jeszcze bardziej. Jak on nie znosił tych mundurów.
— A bo ja wiem? Nie wydawał się zainteresowany — wzruszył ramionami. — Wystarczy posłuchać parę plotek, o swoim drogim przyjacielu, to się wie. Ja na przykład wiem, że on podrywa ciebie. To nie jest jakaś wybitnie skomplikowana matematyka — ale to, że Chris sam przyszedł do niego podczas balu maskowego, to akurat pominął. — Słuchaj, nie jesteśmy już w szkole. To że on uważa, że się nie zmieniłem przez dziesięć lat, to już nie mój problem. Ma ewidentnie paranoję — przecież wina nie leżała po jego stronie, tak? Aczkolwiek kiedy Victoria tak krążyła, to wydawała się trochę straszna. — W życiu nie twierdziłem, że moja dziewczyna nie jest niesamowitą i nietuzinkową kobietą — chociaż pewnie parę miesięcy temu to stwierdzenie padałoby w kontekście tego, że miała też nierówno pod sufitem. — Jesteś niesamowita. Niezwykle porządna z ciebie kobieta — rozpromienił się wreszcie i złapał za fiolkę, zanim zdążyła ją zabrać z jakiegoś powodu, odkorkował i wychylił na raz.