![]() |
|
[28.10.1972] Kiedy ranne wstają zorze - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [28.10.1972] Kiedy ranne wstają zorze (/showthread.php?tid=6531) |
[28.10.1972] Kiedy ranne wstają zorze - Atreus Bulstrode - 18.10.2026 Siedział w szatni i bolała go głowa. Cholera, miał wrażenie, że kończył w ten sposób trochę za dużo razy, chociaż nie można było wciąż nazwać tego nawykiem. Całe szczęście. Tym razem jednak, nie był tylko na kacu, a dodatkowo na twarzy barwiły się pięknie siniaki. Tam gdzie uderzył Rosier, został znak i może nie przeszkadzałoby to aż tak Atreusowi, gdyby nie praca i leżąca obok niego kurtka munduru, przypominająca o sobie. Brenna co prawda dała mu maść, ale ta nie dała rady poradzić sobie ze wszystkim i głębsze znamiona wciąż były wyraźne. Był też nieco opuchnięty. Przyszli do pracy z Brenną razem, biorąc pod uwagę okoliczności, ale Longbottom zdążyła właśnie wybiec z szatni, kierując się do Biura Brygady Uderzeniowej. Zamiast niej, w zasięgu wzroku Atreusa pojawiła Victoria i zamierzał tę sytuację absolutnie wykorzystać, bo to nie mogło być tak że go lano za darmo po mordzie i to z jej powodu. Znaczy pewnie gdyby była to jakaś sytuacja honoru i by go musiał bronić, no to jeszcze. — Żono moja przyszła, serce moje, twój chłop jest stuknięty — poinformował ją poważnym tonem, spoglądając na nią ze swego miejsca i wyglądając trochę marnie. Zmęczony, z nieco zauważalnymi sińcami pod oczami, dobrze ze Brenna miała w drzewie genealogicznym nazwisko Potter i znalazła się w jej domu Ulizanna, bo inaczej jeszcze byłby pewnie rozczochrany. — Kompletnie i bezgranicznie, bo postanowił wczorajszego wieczoru bić się ze mną w Fontannie Szczęśliwego Losu, a ja musiałem go uświadomić, że to bardzo zły pomysł bo nie chciał dać sobie spokoju. Wywalili nas stamtąd, rozumiesz to? Na zbity pysk — pożalił się, odchylając głowę do tyłu i opierając ją o znajdującą za nim ścianę. Chłód pewnie byłby przyjemny, gdyby nie to że był zimny jak kostka lodu.RE: [28.10.1972] Kiedy ranne wstają zorze - Victoria Lestrange - 18.10.2026 Ta scena rozgrywała się trochę za dużo razy, by mogła wzbudzić w Victorii jakieś większe wrażenie: skacowany Atreus siedzący sobie na ławeczce w szatni, najpewniej zastanawiający się nad swoimi niedawnymi wyborami życiowymi. Tym razem jednak Victoria mniej-więcej wiedziała o jego wczorajszych wyborach. Oraz z kim je przeżywał i jak. I chyba dlatego siniaki na jego twarzy nie zdziwiły jej aż tak bardzo. Drgnęła i zamarła na ułamek sekundy zbyt długo, by można to było uznać za przypadek. A potem z trzaskiem zamknęła swoją szafkę, jednak gdy odwróciła się do Atreusa, jej twarz była niczym ta niezmącona tafla jeziora, spokojny nenufar coś tam, coś tam. – Ach tak, mężu mój przyszły? – być może w jej słowach było trochę zbyt dużo jadu jak na to, jak odzywała się na co dzień, ale wszystko to było przekalkulowane, gdy patrzyła na Atreusa niemalże wyzywająco. – A przyszło ci do głowy na przykład, żeby go na wstępie poinformować, że nie będzie żadnego ślubu i że to wszystko bzdury, i że nigdy byś tego nie zrobił? – sama do końca nie wiedziała, jaki ma dokładnie status relacji z Rosierem, bo to nigdzie na głos nie padło, ale przynajmniej oboje wiedzieli, że randki są randkami i jakie są intencje. Poza tym słowa Victorii brzmiały jakoś tak, jakby zbyt dobrze wiedziała, co było powodem tegoż „bicia się”. – Dobrze się bawiłeś, co, Bulstrode? – Victoria miała wrażenie, że Atreus zabawił się kosztem Chrisa o raz za dużo, a o ile dobrze pamiętała, na ślubie u Blacków też się pobili, niby o dziewczynę… Nie zamierzała wnikać, czy to jakaś niedokończona sprawa z wtedy, bo teraz było teraz. Założyła ręce nie piersi. – Więc uważasz, że nie jestem porządną dziewczyną? A może to swoją dziewczynę uważasz za nieporządną? – syknęła i jeśli to drugie, to zaraz mogła mu poprawić tę buźkę z drugiej strony. RE: [28.10.1972] Kiedy ranne wstają zorze - Atreus Bulstrode - 18.10.2026 Faktycznie, chyba byli tutaj o jeden raz za dużo i to w dokładnie tej samej konfiguracji. Może powinien ją, jak zwykle, poprosić coś na nieznośny ból głowy, które nie dawał o sobie w pełni zapomnieć i wprawiał w stan permanentnej irytacji. — A to żmija podła, jadowita — mruknął pod nosem, marszcząc z niezadowoleniem brwi, kiedy padły już ostatnie słowa. Wcześniej tylko patrzył na nią z lekkim zaskoczeniem. — Wiesz co? Ja bym bardzo chętnie bym mu powiedział, że bym tego absolutnie i kategorycznie nie zrobił, gdyby może zaczął od tego, o chuj mu kurwa chodziło. Powiedział ci o tym? Bo brzmi na to, że nie. Ale trochę się tymi pięściami namachał, zanim postanowił się odpowiedzieć na proste pytanie, co mu lata po łbie — obruszył się wyraźnie, prostując na swoim miejscu, jakby miało to polepszyć jego prezencję i pokazać, że był ponad bezsensowną przemoc w tym konkretny wypadku. — Z reguły wychodzę z zachodzenia, że jeśli mój przyjaciel chce mnie bić, to przynajmniej zapytam o powód, zanim mu oddam. Trochę się nie poczekałem, a nie mam zamiaru robić za worek do bicia. RE: [28.10.1972] Kiedy ranne wstają zorze - Victoria Lestrange - 19.10.2026 – Tak? A kto? Ja? Czy twoja dziewczyna? – uśmiechnęła się uprzejmie, ale ten uśmiech nie zwiastował niczego dobrego. Ostatecznie… Victoria również była wychowanką domu Slytherina, nawet jeśli na co dzień nie przejawiała sobą tych gorszych cech charakteru i ludzie często się zastanawiali, dlaczego nie trafiła do Ravenclawu ze swoją nienasyconą ciekawością do wiedzy. Oto właśnie dlaczego. I być może całe szczęście, że Victoria nie załapała, że mówił to w kontekście Christophera. – Powiedział mi, że zapytał cię, o co chodzi ze ślubem, a ty nie zaprzeczyłeś na początku, tylko dużo później – odpowiedziała mu, nie spuszczając z niego wzroku, żeby przypadkiem nie przegapić żadnego grymasu, czy jakiegokolwiek ruchu. – Ty pytasz o powód, zanim oddasz? – zdumiały ją jej słowa, bo nie uwierzyła, akurat wiedziała, że Atreus nie potrzebuje wielu powodów, żeby zacząć się z kimś okładać na pięści. – Ogólnie nie rozumiem tej waszej kultury bicia się po mordach, obaj wyglądacie dzisiaj, jakbyście spędzili bardzo trudną noc, nie wiem czy to było tego warte – a ona nie wyobrażała sobie bić się ze swoimi przyjaciółkami z powodu jakichś nieporozumień. Albo bić się z nimi w ogóle. Ale skoro mieli takie rozrywki i obaj się na to godzili to… niech im będzie. Tylko dlaczego o coś, co nie było nawet prawdą??? – Poza tym, mój drogi przyszły mężu – wysyczała. – Powiedział mi, że ci walnął za to, że powiedziałeś, że nie bywasz w towarzystwie porządnych dziewczyn – Victoria odbiła się od szafki i postąpiła do przodu jeden krok. Potem drugi. Zdenerwowała się na tę „żonę” i „męża”, być może tak by się nie odpaliła, gdyby nie zaczął rozmowy w tej sposób, ale niestety zaczął. – To jak to jest? Nie bywasz? |