– Kochaś – prychnęła, mrużąc lekko oczy. – A ty co niby właśnie robisz? Sam zacząłeś od skarżenia, że chciał się bić i że was wywalili z knajpy – postanowiła mu wspaniałomyślnie zwrócić uwagę, że tak wiele się panowie od siebie nie różnią, bo zrobili dokładnie to samo: pobiegli do prefekta naskarżyć. – A z tego co wiem, to potem poszliście pić, więc chyba wszystko okej? – dodała, unosząc lekko brwi, bo to nie dlatego Christopher do niej przyszedł. Nawet z początku nie bardzo chciał mówić o tym biciu się i zmieniał temat.
– Jestem zaskoczona, że pamiętacie to z takimi szczegółami obaj – powiedziała, może trochę bezlitośnie, ale obaj byli wczorajsi i widziała to jak na dłoni. I obaj pamiętali ewidentnie trochę inne szczegóły, inne rzeczy, ale w tym właśnie momencie Victoria zaczynała wyciągać swoją średnią z obu opowieści. – Tym bardziej biorąc pod uwagę, jak oboje dzisiaj wyglądacie – czyli źle. Obaj już wytrzeźwieli, to było pewne, ale o ile Chris mógł się zaszyć w pracowni i do nikogo nie wychodzić, tak niestety na Atreusa czekała dzisiaj praca. I to w terenie. Zacisnęła mocniej prawą dłoń i co prawda mogło to wyglądać jakby ją zaciskała w pięść, ale trzymała w niej małą fiolkę.
– Jakie insynuacje? On w ogóle wie, że się z kimś spotykasz? Bo odniosłam wrażenie, że niespecjalnie – wycedziła, wciąż zbliżając się do miejsca, w którym Bulstrode siedział. – Może by się tak nie wkurwił, gdyby miał choćby podstawy sądzić, że to jakieś bzdury wyssane z palca – rzuciła i ostatecznie zatrzymała się o krok przed Atreusem, patrząc na niego teraz z góry, gdy on siedział (i dogorywał). – Wydaje mi się, że mamy zupełnie inne definicje porządnych dziewczyn – i Brenna zdecydowanie się do nich zaliczała. Nieporządna była na ten przykład jej droga kuzynka Loretta, która prowadziła się tak, jak się prowadziła, co skończyło się naprawdę paskudnymi plotkami i przecież pojedynkiem o honor. – I twoja dziewczyna zdecydowanie się do nich zalicza, nie waż się mówić inaczej – teraz już mówiła bardzo cicho, ale nie mniej poważnie. A w końcu wyciągnęła do niego rękę, która zaciskała na fiolce. – Bierz. Na ból głowy – teraz z bliska widziała dokładnie jak wygląda jego twarz. I maść kamuflująca też by się przydała, żeby nie wyglądał jak idiota. Miała taką w szafce, ale to musiało zaczekać.