Faktycznie, chyba byli tutaj o jeden raz za dużo i to w dokładnie tej samej konfiguracji. Może powinien ją, jak zwykle, poprosić coś na nieznośny ból głowy, które nie dawał o sobie w pełni zapomnieć i wprawiał w stan permanentnej irytacji.
Chyba trochę się nie spodziewał, że Lestrange okaże się wiedzieć cokolwiek na temat bójki. Jakoś tak nie przeszło mu wcześniej przez głowę, że Rosier mógłby pognać do niej szybciutko, żeby zdać raport ze swojej porażki, tylko chyba nie przedstawił tego w odpowiedni (znaczy korzystny dla Atreusa) sposób.
— A to żmija podła, jadowita — mruknął pod nosem, marszcząc z niezadowoleniem brwi, kiedy padły już ostatnie słowa. Wcześniej tylko patrzył na nią z lekkim zaskoczeniem. — Wiesz co? Ja bym bardzo chętnie bym mu powiedział, że bym tego absolutnie i kategorycznie nie zrobił, gdyby może zaczął od tego, o chuj mu kurwa chodziło. Powiedział ci o tym? Bo brzmi na to, że nie. Ale trochę się tymi pięściami namachał, zanim postanowił się odpowiedzieć na proste pytanie, co mu lata po łbie — obruszył się wyraźnie, prostując na swoim miejscu, jakby miało to polepszyć jego prezencję i pokazać, że był ponad bezsensowną przemoc w tym konkretny wypadku. — Z reguły wychodzę z zachodzenia, że jeśli mój przyjaciel chce mnie bić, to przynajmniej zapytam o powód, zanim mu oddam. Trochę się nie poczekałem, a nie mam zamiaru robić za worek do bicia.