Heather słyszała o zmianie w procedurach. W sumie być może nie było to takim złym pomysłem? Dużo złego działo się na świecie, na pewno i w ministerstwie można było znaleźć popleczników Voldemorta. Dzięki tej dokumentacji była mniejsza swoboda i samowolka, z drugiej strony w tej chwili to oni próbowali się dowiedzieć czegoś, czego nie powinni, a więc i po nich pozostanie ślad. Cóż, takie było życie, czyż nie?
Wood nie wiedziała zbyt wiele od Harper Moody. Widziała ją w akcji podczas Beltane, właściwie to pobiegła jej wtedy pomóc, no pobiegła to trochę za dużo powiedziane, przeczołgała się po ziemi ledwie żywa, żeby Moody nie została sama między śmierciożercami. W sumie Harper radziła sobie i bez niej wyśmienicie, a Ruda po tym całym sabacie wylądowała w Mungu na tydzień. Nie były to miłe wspomnienia.
- Rozumiem, a Ty masz dużo doświadczenia, bo jesteś stary. - Pokiwała jeszcze głową, że dotarło do niej co mówił. To jesteś stary rzuciła bardzo neutralnym tonem głosu, nie miało to być obrazą, wyłącznie stwierdzeniem oczywistego faktu. - Wiele się wydarzyło od poprzedniego Yule. - Ostatni rok był naprawdę intensywny, sporo się działo, a do jego końca mieli jeszcze ponad dwa miesiące, kto wie co mogło się jeszcze stać. Śmierciożercy nie spali, byli w gotowości.
- Myślę, że dla nich to miejsce jak każde inne, spędzają tutaj tyle czasu… my możemy czuć się odrobinę nieswojo, ale nie możemy pokazywać słabości. - Miała na myśli oczywiście antropologów, zapewne nie widzieli nic złego w plotkowaniu w tym miejscu, pewnie nie mieli też problemu z tym, aby wyciągnąć tutaj kanapki przygotowane przez żonę, czy tam męża i się nimi zajadać.
- Pewnie bardziej mojej matki, trudno nie kochać Lizzie, zwłaszcza, że znajduje się na szycie od wielu lat, ma grono bardzo zagorzałych fanów. - Uśmiechnęła się na tę myśl, Wood była naprawdę dumna z tego, jak wyglądała kariera jej matki, prowadziła ją bezbłędnie, a do tego wszystkiego była po prostu dobrym człowiekiem.
Szybko wymyśliła plan, no przynajmniej początkowy, nie czekała na potwierdzenie Erika, nie sprawdzała, czy faktycznie się na to zgadza - zadecydowała za niego. Stuknęła w drzwi, później je otworzyła no i znaleźli się w środku.
Pierwsza część planu została wykonana bezbłędnie, oby tak dalej. Dość szybko Longbottomowi udało się odezwać, więc to też mieli odhaczone, to by było na tyle z ich sprytnego planu.
- Dzień dobry panie Oscarze, panie antropologu Oscarze. - Poprawiła się dość szybko. Uśmiechnęła się do mężczyzny na powitanie. Spoglądał w ich stronę, jednak nie mógł się zdecydować na kogo patrzeć, Ruda sama spojrzała więc na Erika bardzo sugestywnie, to był jego czas, mógł zacząć mówić. Znał Weasleya, to on miał większą szansę na to, by coś z niego wyciągnąć.