14.10.2026, 14:38 ✶
— Proszę — rozległo się od razu niemal wołanie.
Gdy weszliście, Weasley zamykał już w kasetce gazę, którą akurat preparował. Odłożywszy ją do kartonu na dowody, wstał od biurka, prezentując swoją gotowość do podjęcia nowych zadań służbowych.
— Erik. Detektyw Longbottom. — Oscar uśmiechnął się spontanicznie, gdy usłyszał pytanie o zdrowie. Biła od niego pewna niezręczność, ale szczerze starał się wypaść przyjaźnie. Starał się, bo mimo że nie był nieśmiały, odnalezienie się w small-talku nie należało do jego najmocniejszych stron i prowadził go dość mechanicznie: — Zdrowie. Dobrze. Wyśmienicie. Miło cię widzieć. Brygadzistkę Heather też, rzecz jasna, miło widzieć — zapewnił, poprawiając okulary. Skinął do dziewczyny głową, aby upewnić ją, że nie pomija jej obecności.
Po tych paru drinkach na wigilii pracowniczej był zdecydowanie bardziej swobodny. Teraz stał przed wami sztywno wyprostowany, prawie nie gestykulował i skoncentrowany oczekiwał dalszej części rozmowy. Sunął od jednego do drugiego gościa wzrokiem, jakby nie mógł wybrać, na kogo patrzeć. Dylemat rozwiązał, spuszczając oczy na czarną walizkę kryminalistyczną stojącą pod ścianą.
— Mamy zdarzenie? — zapytał prędko, chcąc przejść czym prędzej do rzeczy, aby uniknąć stworzenia przestrzeni na niekomfortową ciszę. — Czego wam potrzeba?
Gdy weszliście, Weasley zamykał już w kasetce gazę, którą akurat preparował. Odłożywszy ją do kartonu na dowody, wstał od biurka, prezentując swoją gotowość do podjęcia nowych zadań służbowych.
— Erik. Detektyw Longbottom. — Oscar uśmiechnął się spontanicznie, gdy usłyszał pytanie o zdrowie. Biła od niego pewna niezręczność, ale szczerze starał się wypaść przyjaźnie. Starał się, bo mimo że nie był nieśmiały, odnalezienie się w small-talku nie należało do jego najmocniejszych stron i prowadził go dość mechanicznie: — Zdrowie. Dobrze. Wyśmienicie. Miło cię widzieć. Brygadzistkę Heather też, rzecz jasna, miło widzieć — zapewnił, poprawiając okulary. Skinął do dziewczyny głową, aby upewnić ją, że nie pomija jej obecności.
Po tych paru drinkach na wigilii pracowniczej był zdecydowanie bardziej swobodny. Teraz stał przed wami sztywno wyprostowany, prawie nie gestykulował i skoncentrowany oczekiwał dalszej części rozmowy. Sunął od jednego do drugiego gościa wzrokiem, jakby nie mógł wybrać, na kogo patrzeć. Dylemat rozwiązał, spuszczając oczy na czarną walizkę kryminalistyczną stojącą pod ścianą.
— Mamy zdarzenie? — zapytał prędko, chcąc przejść czym prędzej do rzeczy, aby uniknąć stworzenia przestrzeni na niekomfortową ciszę. — Czego wam potrzeba?