Warto było cieszyć się z takich zupełnie niespodziewanych wydarzeń. Najwyraźniej Benjy miał dzisiaj szczęście, wygrał… jeszcze nie wiedziała co, ale co by to nie było to zawsze całkiem przyjemna odmiana od wiecznego wiatru wiejącego w oczy. Drobna rzecz, a przynosiła radość. Widziała, że on również ucieszył się z tego, co zobaczył, co powodowało, że i ona była w jeszcze lepszym humorze.
- Byłeś zajęty innymi rzeczami, nie ma się co dziwić, że wypadło Ci to z głowy. - W sumie ostatnio przecież działo się naprawdę wiele, do tego ona wkradła się do jego życia zupełnie przypadkiem. Nie wydawało jej się, aby było coś dziwnego w tym, że zapomniał o wygranym losie na loterii. Grunt, że w odpowiednim momencie sobie o tym przypomniał. Nie mógł trafić lepiej, to był idealny moment na to, aby zrealizować ten kupon. Nie miała pojęcia, ile wygrał, ale czy to było ważne, ona potrafiła ucieszyć się nawet z nadprogramowego cukierka, kiedy miała gorszy nastrój.
Obserwowała swojego chłopaka, kiedy wręczał sprzedawcy los, później przeniosła wzrok na mężczyznę, który bardzo dokładnie analizował świstek papieru znajdujący się w jego dłoni. Czy faktycznie było się nad czym tyle zastanawiać? Los był wygrany, widziała to, więc powinien bez większego problemu odebrać nagrodę. Trwało to zdecydowanie dłużej niż się spodziewała.
Miała czas na to, aby wrócić myślami do swojego ciastka z wróżbą. Odpłynęła znowu, zaczęła się zastanawiać nad tym, czym mogła być ta pożyteczna wiadomość. Nic nie działo się przypadkowo - przynajmniej zdaniem Prue, czy to, że przypomniała sobie przed chwilą o swoim nieżyjącym narzeczonym i jego partnerze mogło tym być? Nigdy nie myślała o nich w ten sposób, teraz ponownie zaczęła zastanawiać się nad tym, czy faktycznie nie łączyło ich zbyt wiele jak na to, że łączyła ich praca. Fakt, w pracy również można było się przyjaźnić, ale czy to wiązało się również ze spędzaniem ze sobą niemalże całego czasu wolnego? Liam wiele razy wybierał jego towarzystwo zamiast jej, ona spędzała wieczory samotnie w swoim mieszkaniu, gdy on ciągle gdzieś bywał z Ronaldem. Nie kwestionowała tego, myślała, że po prostu się lubili, tylko, że w tej chwili dostrzegała, że rysowało się to zupełnie inaczej. Przyłapywała ich w różnych sytuacjach, ale tamta jedna w sklepie była bardzo wyraźna, wróciła do niej znowu w swojej głowie, widziała jak Liam złapał go za rękę, a ponoć nie przepadał za dotykiem, może tylko jej? Czyżby przez tamten czas żyła w kłamstwie? Naprawdę? Czy właściwie to coś zmieniało, skoro już nie żył. Na pewno wyjaśniało to, w jaki sposób potraktował ją Ronald po tym, co się wydarzyło. Miał do niej ogromny problem, obwiniał ją za śmierć narzeczonego, teraz widziała, że robił to w sposób w jaki robiły osoby, które kochały zmarłych. Mrugnęła, bo sprzedawca się odezwał.
Spoglądała w stronę mężczyzny, mrużąc oczy. Naprawdę los okazał się przeterminowany? Serio? Poczuła drobne rozczarowanie… jakby ktoś właśnie zabrał im lizaka, którego ledwie zdążyli odpakować z papierka.
- To zawsze tak śmiesznie ekscytuje… - Dodała jeszcze po cichu, bo w sumie, czy nawet chwilowa radość nie była tego warta, to, że życie oczywiście na swój sposób musiało ich zweryfikować było zupełnie inną sprawą.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control