13.10.2026, 20:39 ✶
Im dłużej przyglądałem się pustym regałom, tym trudniej było mi ignorować ślady tego, co działo się w Londynie, ponieważ nawet jeśli sam lokal nie nosił widocznych oznak pożaru, jego stan mówił wystarczająco wiele o tym, jak daleko sięgały konsekwencje tamtej nocy - nie każdy musiał stracić dach nad głową, żeby odczuć skutki katastrofy, nagle szara codzienność, która jeszcze niedawno wydawała się czymś pewnym, nagle przestała być tak oczywista. Popiół osiadał wszędzie, na ubraniach, na butach, na parapetach i brukowanych ulicach, wdzierał się w szczeliny między kamieniami, których nikt nie zdołałby doczyścić w ciągu jednego dnia, wchłaniały go nawet ponure myśli pełne zwątpienia, zapewne jeszcze długo miał przypominać mieszkańcom o tym, co wydarzyło się w stolicy, nawet wtedy, gdy większość z nich usiłowała wrócić do swoich zwyczajnych obowiązków.
Woda była rozsądnym wyborem, toteż kiedy usłyszałem odpowiedź Prudence, przez krótką chwilę przyglądałem się trzymanej w dłoni butelce, zastanawiając się, czy przypadkiem nie powinienem był od razu pójść w jej ślady i oszczędzić sobie przeglądania całego tego nieszczególnie imponującego asortymentu, który najwyraźniej skurczył się do rozmiarów pozwalających właścicielom sklepu rozważać zamknięcie interesu na czas bliżej nieokreślony. Odstawiłem butelkę na miejsce, ponieważ etykieta informowała mnie o czymś, co bardziej przypominało przesłodzony napój owocowy zawierający wszelkie możliwe składniki pozwalające czarodziejowi świecić w ciemnościach niż zdrową mieszankę wody z naturalnym sokiem, po czym przesunąłem się wzdłuż regału, wypatrując czegoś, co odpowiadałoby życzeniu mojej dziewczyny - w teorii nie powinno to stanowić większego problemu, w końcu trudno było wyobrazić sobie sklep, w którym nie sprzedawano wody, jednak widok niemal pustych półek sprawiał, że powoli zaczynałem traktować tę wiedzę jako coś, czego nie mogłem potwierdzić empirycznie. Nie miałem nic przeciwko wodzie, wręcz przeciwnie, w okolicznościach, w których przyszło nam się znaleźć, trudno było uznać ją za wybór wymagający jakiegokolwiek uzasadnienia, lecz przez moment przemknęło mi przez głowę, że jeśli nawet z nią były problemy, najwyraźniej powinniśmy zacząć poważnie zastanawiać się nad tym, czy Londyn zamierzał nam jeszcze zaoferować coś poza kolejnymi powodami do wyjazdu. „Czy właśnie tego oczekiwali Tamci?” Wzdrygnąłem się w duchu na samą myśl, że mógłbym dłużej się nad tym zastanawiać… Nie znałem odpowiedzi na te pytania i nie zamierzałem ich sobie dopowiadać, ale pył, który osiadał na ubraniach, wchodził pod paznokcie, zasnuwał półki, obklejał etykiety i przyklejał się do wszystkiego, czego dotykaliśmy, skutecznie przypominał, że skutki tamtej nocy nie skończyły się wraz z ugaszeniem ostatnich płomieni.
- Okej. Woda. Masz ochotę na coś jeszcze? - Ostatnie słowo wypowiedziałem z lekkim przekąsem, ale zaraz potem wróciłem wzrokiem do półek, nie chcąc niepotrzebnie rozwijać tematu, który z pewnością i bez mojej pomocy zdążył już wystarczająco mocno zadomowić się w naszych myślach.
- Chyba będę musiał powasznie pszemyśleś swoje dotychczasowe podejście do zakupów, poniewasz najwylaśniej nie doceniałem tutejszej polityki handlowej. - Wymamrotałem, gdy sięgnąłem po jedną z niezbyt ładnych butelek wody gazowanej, jedynej w zakresie mojego spojrzenia, sprawdziłem szczelność zakrętki, a następnie obejrzałem etykietę, starając się nie wyciągać pochopnych wniosków na podstawie samego wyglądu opakowania. Nie mieliśmy zbyt wielkiego wyboru, cóż, ceny na półce też nie było. Nie byłem nawet pewien, czy właściciele w ogóle mieli teraz głowę do sprawdzania, co schodziło z półek - raczej nie, patrząc po stanie sklepu - ale nie zamierzałem robić im dodatkowych problemów, toteż po krótkim rozejrzeniu się ruszyłem w stronę pustej lady, gotów uiścić bliżej nieokreśloną kwotę za nasze skromne zakupy i opuścić sklep, zanim okazałoby się, że nawet woda stała się towarem, o który trzeba walczyć. Odstawiłem butelki na moment, żeby sięgnąć do kieszeni po pieniądze, po czym rozejrzałem się jeszcze raz w poszukiwaniu kogoś, komu mógłbym zapłacić.
Woda była rozsądnym wyborem, toteż kiedy usłyszałem odpowiedź Prudence, przez krótką chwilę przyglądałem się trzymanej w dłoni butelce, zastanawiając się, czy przypadkiem nie powinienem był od razu pójść w jej ślady i oszczędzić sobie przeglądania całego tego nieszczególnie imponującego asortymentu, który najwyraźniej skurczył się do rozmiarów pozwalających właścicielom sklepu rozważać zamknięcie interesu na czas bliżej nieokreślony. Odstawiłem butelkę na miejsce, ponieważ etykieta informowała mnie o czymś, co bardziej przypominało przesłodzony napój owocowy zawierający wszelkie możliwe składniki pozwalające czarodziejowi świecić w ciemnościach niż zdrową mieszankę wody z naturalnym sokiem, po czym przesunąłem się wzdłuż regału, wypatrując czegoś, co odpowiadałoby życzeniu mojej dziewczyny - w teorii nie powinno to stanowić większego problemu, w końcu trudno było wyobrazić sobie sklep, w którym nie sprzedawano wody, jednak widok niemal pustych półek sprawiał, że powoli zaczynałem traktować tę wiedzę jako coś, czego nie mogłem potwierdzić empirycznie. Nie miałem nic przeciwko wodzie, wręcz przeciwnie, w okolicznościach, w których przyszło nam się znaleźć, trudno było uznać ją za wybór wymagający jakiegokolwiek uzasadnienia, lecz przez moment przemknęło mi przez głowę, że jeśli nawet z nią były problemy, najwyraźniej powinniśmy zacząć poważnie zastanawiać się nad tym, czy Londyn zamierzał nam jeszcze zaoferować coś poza kolejnymi powodami do wyjazdu. „Czy właśnie tego oczekiwali Tamci?” Wzdrygnąłem się w duchu na samą myśl, że mógłbym dłużej się nad tym zastanawiać… Nie znałem odpowiedzi na te pytania i nie zamierzałem ich sobie dopowiadać, ale pył, który osiadał na ubraniach, wchodził pod paznokcie, zasnuwał półki, obklejał etykiety i przyklejał się do wszystkiego, czego dotykaliśmy, skutecznie przypominał, że skutki tamtej nocy nie skończyły się wraz z ugaszeniem ostatnich płomieni.
- Okej. Woda. Masz ochotę na coś jeszcze? - Ostatnie słowo wypowiedziałem z lekkim przekąsem, ale zaraz potem wróciłem wzrokiem do półek, nie chcąc niepotrzebnie rozwijać tematu, który z pewnością i bez mojej pomocy zdążył już wystarczająco mocno zadomowić się w naszych myślach.
- Chyba będę musiał powasznie pszemyśleś swoje dotychczasowe podejście do zakupów, poniewasz najwylaśniej nie doceniałem tutejszej polityki handlowej. - Wymamrotałem, gdy sięgnąłem po jedną z niezbyt ładnych butelek wody gazowanej, jedynej w zakresie mojego spojrzenia, sprawdziłem szczelność zakrętki, a następnie obejrzałem etykietę, starając się nie wyciągać pochopnych wniosków na podstawie samego wyglądu opakowania. Nie mieliśmy zbyt wielkiego wyboru, cóż, ceny na półce też nie było. Nie byłem nawet pewien, czy właściciele w ogóle mieli teraz głowę do sprawdzania, co schodziło z półek - raczej nie, patrząc po stanie sklepu - ale nie zamierzałem robić im dodatkowych problemów, toteż po krótkim rozejrzeniu się ruszyłem w stronę pustej lady, gotów uiścić bliżej nieokreśloną kwotę za nasze skromne zakupy i opuścić sklep, zanim okazałoby się, że nawet woda stała się towarem, o który trzeba walczyć. Odstawiłem butelki na moment, żeby sięgnąć do kieszeni po pieniądze, po czym rozejrzałem się jeszcze raz w poszukiwaniu kogoś, komu mógłbym zapłacić.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)