Być może dla innych miała w sobie coś mrocznego. Małomówna dla obcych, zdystansowana, chłodna w obyciu, z rodziny, która lubiła skrywać swoje tajemnice (ale z drugiej strony, która z tych starych rodzin nie lubiła?). Teraz jeszcze ten pierwiastek wyrwany prosto z limbo, chłód namacalny, wycieczka w zaświaty, po której niektórzy zastanawiali się, czy Zimni są jeszcze ludźmi, czy już nowym gatunkiem żywych trupów…? Zapewne nie pomagało zamiłowanie do eliksirów, które kojarzyły się z pracownią w lochach Hogwartu, a więc i z czymś… mrocznym. Zaś jej aparycja… no cóż. Może faktycznie powinna być wyższa, by dostać odpowiednią ilość punktów mroku. Za to cholernie pewne, że gdyby założyła jakąś „mroczną”, gorsetowa sukienkę, to ta podkreśliłaby dokładnie to, co podkreślać powinna, w końcu jeśli chodziło o figurę, to Victoria absolutnie nie mogła narzekać, obdarzona była bowiem talią osy i miała też czym oddychać, większość sukienek czy koszul wyglądała na niej zwyczajnie bardzo dobrze. Tylko czy to było mroczne? Może tak jak mówił Christopher: zależy, co by ubrała.
– Patrzeć? – bez uśmiechania się? Coś było nie tak z jej patrzeniem…? Czy chodziło mu o coś innego? Nie dopytywała jednak bardziej, bo dostała swoją odpowiedź. Łącznie z tą drugą, do której pytania nie zadała, ale Rosier i tak wyczytał je pomiędzy wierszami: czy uważa ją za mroczną. Nie uważał. I to był chyba ten dobry kontekst, skoro raz jeszcze ujął jej dłoń i pocałował, jakby sycąc się jej nagłym, ale mile widzianym ciepłem.
Nie oponowała, kiedy Chris pociągnął ją ze sobą. Nie odpowiedziała nawet mugolowi, bo przecież to nie tak, że specjalnie się tutaj zgubili, tylko ten przebrzydły świstoklik ich tutaj przeniósł! Ale… słowa faceta jakoś zapadły jej w pamięć i coś poruszyły. Nie te na odchodne, a te wcześniejsze… Że dużo ludzi ostatnio gubi się w tym lesie.
– A ja bardzo cię przepraszam, że przeze mnie w ogóle tutaj trafiliśmy – odparła i westchnęła, zerkając jeszcze za siebie, by dostrzec, że mugol odprowadza ich wzrokiem. Zapewne, by się upewnić, że nie wrócą… Ale wejście na ścieżkę dobrze wróżyło. No i… racja. Towarzystwo nie było czymś, na co by tutaj narzekała. – Przynajmniej klątwa przestała działać – dodała.
Nie musieli długo iść, by dotrzeć ścieżką na faktyczną drogę. A stamtąd udało im się już w końcu teleportować.