12.10.2026, 11:34 ✶
czy mugol łaskawie wskaże nam drogę
Christopher przystanął na moment i spoglądał na Victorię z takim namysłem, jakby faktycznie starał się ocenić poziom jej mroczności. Miała ciemne włosy, ciemne oczy i wywodziła się z rodu Lestrange, wokół którego krążyły różne nieprzyjemne pogłoski właściwie od zawsze. Taki obraz potencjalnej królowej wampirów czy Królewny Śnieżki „zakłócała” odrobinę karnacja, raczej nie biała jak śnieg i to że nie była wysoka i szczupła, a dość drobna i tu i ówdzie zaokrąglona. Mogła jednak uchodzić za mroczną, może nawet niedostępną. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
– Tak myślę, że trochę to zależy od tego, w co się ubrać i jak będziesz akurat na człowieka patrzeć – stwierdził Christopher. – Myślę, że mogłabyś być źródłem inspiracji do kreacji z mrocznych opowieści… – dodał, a potem ujął jej dłoń, pociągnął lekko w górę i pochylił się, by lekko ucałować palce. – Ale nie, Victorio. Nie wydajesz mi się mroczna.
Pewne rzeczy były tylko pierwszym wrażeniem albo fasadą, starannie budowaną przez lata. W istocie Victoria Lestrange zdawała się jednak mieć w sobie całkiem sporo ciepła, tylko chyba niewiele osób nauczyło ją, jak takie przyjmować i dawać.
Chris miał naprawdę ogromną chęć dać temu mugolowi w gębę, i nie mógł powstrzymać myśli, że istnienie takich idiotów napędzało takie Spalone Noce. Sięgnął ręką, by położyć dłoń na ramieniu Victorii, gdy się do niego zbliżyła, sam sobie przypominając, że nie mogą wyciągnąć różdżek: za duży potencjalny problem, gdyby jednak w pobliżu żyli jacyś czarodzieje, a to pole antyteleportacyjne i obecność posągu mogły właśnie na coś takiego wskazywać.
– Zapewniam, że bardzo chętnie się stąd wyniesiemy – wycedził Christopher. I może mugol uznał, że lepiej się ich pozbyć, może pomagał trochę wzrost Rosiera, bo mężczyzna prychnął i wskazał ręką w stronę przeciwna niż ta, gdzie wylądowali i potem znaleźli dalej posąg.
– Tam jest droga! Żebym was tu więcej nie widział!
– O zapewniam, że niechętnie znowu obejrzę taką paskudną gębę – parsknął Rosier, i pociągnął lekko Victorię we wskazaną stronę. – Co za okropne miejsce. Cieszę się, że porwała mnie tutaj z tobą – mruknął ciszej, kiedy oddalili się kawałek od domów, i weszli na coś, co było chyba wydeptaną ścieżką. Przynajmniej gość faktycznie wskazał im właściwy kierunek i istniała szansa, że zaraz wyjdą na drogę.
Christopher przystanął na moment i spoglądał na Victorię z takim namysłem, jakby faktycznie starał się ocenić poziom jej mroczności. Miała ciemne włosy, ciemne oczy i wywodziła się z rodu Lestrange, wokół którego krążyły różne nieprzyjemne pogłoski właściwie od zawsze. Taki obraz potencjalnej królowej wampirów czy Królewny Śnieżki „zakłócała” odrobinę karnacja, raczej nie biała jak śnieg i to że nie była wysoka i szczupła, a dość drobna i tu i ówdzie zaokrąglona. Mogła jednak uchodzić za mroczną, może nawet niedostępną. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
– Tak myślę, że trochę to zależy od tego, w co się ubrać i jak będziesz akurat na człowieka patrzeć – stwierdził Christopher. – Myślę, że mogłabyś być źródłem inspiracji do kreacji z mrocznych opowieści… – dodał, a potem ujął jej dłoń, pociągnął lekko w górę i pochylił się, by lekko ucałować palce. – Ale nie, Victorio. Nie wydajesz mi się mroczna.
Pewne rzeczy były tylko pierwszym wrażeniem albo fasadą, starannie budowaną przez lata. W istocie Victoria Lestrange zdawała się jednak mieć w sobie całkiem sporo ciepła, tylko chyba niewiele osób nauczyło ją, jak takie przyjmować i dawać.
Chris miał naprawdę ogromną chęć dać temu mugolowi w gębę, i nie mógł powstrzymać myśli, że istnienie takich idiotów napędzało takie Spalone Noce. Sięgnął ręką, by położyć dłoń na ramieniu Victorii, gdy się do niego zbliżyła, sam sobie przypominając, że nie mogą wyciągnąć różdżek: za duży potencjalny problem, gdyby jednak w pobliżu żyli jacyś czarodzieje, a to pole antyteleportacyjne i obecność posągu mogły właśnie na coś takiego wskazywać.
– Zapewniam, że bardzo chętnie się stąd wyniesiemy – wycedził Christopher. I może mugol uznał, że lepiej się ich pozbyć, może pomagał trochę wzrost Rosiera, bo mężczyzna prychnął i wskazał ręką w stronę przeciwna niż ta, gdzie wylądowali i potem znaleźli dalej posąg.
– Tam jest droga! Żebym was tu więcej nie widział!
– O zapewniam, że niechętnie znowu obejrzę taką paskudną gębę – parsknął Rosier, i pociągnął lekko Victorię we wskazaną stronę. – Co za okropne miejsce. Cieszę się, że porwała mnie tutaj z tobą – mruknął ciszej, kiedy oddalili się kawałek od domów, i weszli na coś, co było chyba wydeptaną ścieżką. Przynajmniej gość faktycznie wskazał im właściwy kierunek i istniała szansa, że zaraz wyjdą na drogę.