– Powinien trochę wytrzymać – stwierdziła, również się tym nadto nie przejmując, bo nie była początkującą w sztuce kształtowania magii i nie obawiała się, że zaklęcie, zresztą dość proste jak na jej możliwości, wyczerpie się tak szybko. Wierzyła w swoje zdolności magiczne, ale to tak samo jak w to, co da się zrobić za pomocą eliksirów, a była to dziedzina rzeczywiście niedoceniana. Eliksiry były w jej rozumieniu formą sztuki, która mogła to wszystko, czego nie dało się osiągnąć czarami. Która mogła wyjść poza ustalone granice.
– Fakt, ale nigdy nie myślałam o sobie jak o mrocznej. Chyba, że nie chodzi o mnie? – żartowała sobie, bo humor jej się polepszył znacznie, odkąd wróciła do swojego prawidłowego ciała (chociaż technicznie tamto też było jej, tylko jakby z kiedyś, a nie z obecnego czasu) i przynajmniej ta jedna rzecz powróciła do normy, nawet pomimo tych niezbyt miłych okoliczności (towarzystwo było odpowiednie, ale samo to wszystko byłoby milsze, gdyby było ich decyzją, a nie wymuszone świstoklikiem, co było prawdopodobnie sprawą do zbadania…).
Victoria nie miała być może nic przeciwko mieszkaniu w środku lasu, dla czarodziejów nie był to w końcu problem, zresztą sama zakupiła dom na jego skraju, w bliskim otoczeniu jeziora… ale to był jej wybór, wykalkulowany i okolica wyglądała tez zupełnie inaczej niż to, gdzie się teraz znajdowali. A te chatki rzeczywiście nie zachęcały… I jeśli to nie byli czarodzieje, a mugole, to w jaki sposób kontaktowali się z innymi? Z… cywilizacją?
Chyba, że się nie kontaktowali, bo opryskliwość mugola, który wyszedł im naprzeciw, mówiła o nim bardzo wiele. Bo zmierzył ich od góry do dołu, dwójkę bogatych dzieciaków, które zgubiły się w lesie, a gdy usłyszał o Londynie, to aż splunął w bok.
– No jasne, że z Londynu. Nie wiecie nawet jak chodzić, żeby nie zboczyć ze ścieżek – złorzeczył, nadal tak samo opryskliwie.
– Po co od razu tak niemiło? – Victorię aż poraziła bezczelność faceta, bo nic mu nawet nie zrobili, Chris zapytał się uprzejmie o drogę, a ten do nich wyskoczył z pyskiem.
– Nie po to mieszkam w lesie, żeby się użerać z mieszczuchami! Jesteśmy gdzieś reklamowani? Jakoś dużo was się ostatnio gubi w lesie i zadeptuje grzyby! – parsknął, na co Victoria mocno się zdziwiła i jakoś instynktownie przysunęła do Christophera.
– Już panu znikniemy z oczu, niech nam pan tylko wskaże tę drogę… – mruknęła.