09.10.2026, 14:09 ✶
Chrisowi nawet przez myśl nie przeszło, że czarnoksiężnicy – w tym Voldemort – mogliby być zainteresowani tkwiącą w Zimnych energią, i że udawanie, że Samhain odwróciło stan rzeczy mogło stanowić dobry wybór w wypadku Victorii i Atreusa. Zwyczajnie był pod wrażeniem tego prostego efektu, który krył zimno i sprawiał, że dotyk przestawał być niekomfortowy czy chłodzić skórę drugiej osoby, bo chyba trochę dotąd nie doceniał eliksirów. To znaczy wiedział, że świetnie sprawdzają się w leczeniu i tworzeniu tych wszystkich zabawnych drinków na wieczory kawalerskie oraz do słodyczy, ale nie doszukiwał się w nich jakichś większych możliwości. Może niesłusznie.
– Nie zniknie na oczach mugoli? Chociaż… pewnie wmówią sobie, że coś się im przewidziało – stwierdził, w pierwszej chwili trochę tym zaniepokojony, w drugiej jednak natychmiast zmarginalizował własne obawy. Mugole jego zdaniem byli mało spostrzegawczy i po prostu wiedzieć nie chcieli, a on nieco ich lekceważył. – Dlaczego nie? To mroczne opowieści zawsze przyciągają najwięcej uwagi.
Chris przesuwał spojrzeniem po żywopłotach, dachach, oknach i ogródkach. Wszystko wyglądało nie tylko obrzydliwie wręcz mugolsko, ale też na biedne, wręcz zaniedbane. Dla kogoś, kto cenił sobie piękno, a on właśnie taką był, ta okolica jawiła się wręcz strasznie. Wzdrygał się na samą myśl, że mógłby tu mieszkać, i nie chodziło o to, jak odosobnione było to miejsce, wszak właśnie był w trakcie kupowania domu na odludziu… raczej jak stare i wzywające głośno o remont były te budynki.
Zmierzył idącego ku nim mężczyznę uważnym spojrzeniem. Od razu mógł stwierdzić, że jego ubrania były na wskroś wręcz mugolskie: i w kroju, i w użytych materiałach, i nawet jak na mugolskie standardy nie prezentowały się szczególnie dobrze. Jeżeli mieli do czynienia z czarodziejem, to maskował się naprawdę doskonale, a na takim zadupiu nie było chyba ku temu potrzeby.
– Dzień dobry – powiedział, bardzo się starając brzmieć uprzejmie. – Zgubiliśmy się w okolicy podczas spaceru w lesie. Czy mógłby nam pan wskazać, którędy do najbliższej głównej drogi?
– A wy tu skąd? – spytał niezbyt przyjemnym tonem mugol.
– Z Londynu – odparł Christopher, zwalczając chęć odpowiedzenia w podobnym tonie, w jakim on odezwał się on.
– Nie zniknie na oczach mugoli? Chociaż… pewnie wmówią sobie, że coś się im przewidziało – stwierdził, w pierwszej chwili trochę tym zaniepokojony, w drugiej jednak natychmiast zmarginalizował własne obawy. Mugole jego zdaniem byli mało spostrzegawczy i po prostu wiedzieć nie chcieli, a on nieco ich lekceważył. – Dlaczego nie? To mroczne opowieści zawsze przyciągają najwięcej uwagi.
Chris przesuwał spojrzeniem po żywopłotach, dachach, oknach i ogródkach. Wszystko wyglądało nie tylko obrzydliwie wręcz mugolsko, ale też na biedne, wręcz zaniedbane. Dla kogoś, kto cenił sobie piękno, a on właśnie taką był, ta okolica jawiła się wręcz strasznie. Wzdrygał się na samą myśl, że mógłby tu mieszkać, i nie chodziło o to, jak odosobnione było to miejsce, wszak właśnie był w trakcie kupowania domu na odludziu… raczej jak stare i wzywające głośno o remont były te budynki.
Zmierzył idącego ku nim mężczyznę uważnym spojrzeniem. Od razu mógł stwierdzić, że jego ubrania były na wskroś wręcz mugolskie: i w kroju, i w użytych materiałach, i nawet jak na mugolskie standardy nie prezentowały się szczególnie dobrze. Jeżeli mieli do czynienia z czarodziejem, to maskował się naprawdę doskonale, a na takim zadupiu nie było chyba ku temu potrzeby.
– Dzień dobry – powiedział, bardzo się starając brzmieć uprzejmie. – Zgubiliśmy się w okolicy podczas spaceru w lesie. Czy mógłby nam pan wskazać, którędy do najbliższej głównej drogi?
– A wy tu skąd? – spytał niezbyt przyjemnym tonem mugol.
– Z Londynu – odparł Christopher, zwalczając chęć odpowiedzenia w podobnym tonie, w jakim on odezwał się on.