08.10.2026, 09:14 ✶
Brenna nie była skłonna do formułowania pochopnym oskarżeń, ale w tej chwili wszystko odnośnie Ólafura Urquarta krzyczało wręcz do niej, że typ jest absolutnie podejrzany. Przygotowywała się więc do tego, że w gruncie rzeczy wcale nie pojawiają się tutaj, aby zadać parę niewinnych pytań, ale by spróbować gościa przycisnąć albo, co równie prawdopodobne, skończą z walką i aresztowaniem. Rozglądała się od razu za służbą, bo od nich byłoby najlepiej zacząć, ale… na razie nikogo tu nie było.
– Ja powęszę i rozejrzę się, czy nie mają tu jakiegoś miejsca do trzymania karoc – stwierdziła Brenna, bo jednak ślady na swój sposób były charakterystyczne, mogły świadczyć o wielkości pojazdu, no i jeszcze stosunkowo niewiele magicznych karoc miało złocenia. Victoria miała rację, że jeśli coś było w szklarni, to ona prędzej to zobaczy, no i zapewne nie da się zeżreć jakiejś rzadkiej roślinie (bo Brenna doskonale rozpoznałaby tentakulę, mając w pamięci przygody z Borginem, ale już inne groźne niekoniecznie). Za to mogła w dosłownym sensie powęszyć.
Ruszyła do przodu, najpierw rozglądając się, czy zza jakiegoś krzaka nie wyskoczą na nich potwory albo stado zabójców, ale tylko przez chwilę pozostawała w ludzkiej postaci. Po chwili zamiast niej pojawił się wilk, a obrazy straciły na znaczeniu, i znacznie ważniejsze stały się zapachy. Pociągnęła nosem i zaczęła się kręcić, trzymając jednak w pobliżu aurorów. Czego szukała? Właściwie wszystkiego. Ludzkich zapachów, które zdawałyby się świeże, bo już to ile ich było mogło wiele powiedzieć albo wskazać, dokąd teraz poszedł Urquart lub że w ogrodzie są strażnicy. Ale przede wszystkim charakterystycznej woni czarnej magii, którą pachniały madragory i która mogłaby wskazywać na to, że coś tutaj jest nie tak.
Rzut na percepcję jako wilk: w sumie to dosłownie węszę czyli szukam zapachów, przede wszystkim ludzi/czarnej magii/madragor
Odkryj wiadomość pozafabularną
– Ja powęszę i rozejrzę się, czy nie mają tu jakiegoś miejsca do trzymania karoc – stwierdziła Brenna, bo jednak ślady na swój sposób były charakterystyczne, mogły świadczyć o wielkości pojazdu, no i jeszcze stosunkowo niewiele magicznych karoc miało złocenia. Victoria miała rację, że jeśli coś było w szklarni, to ona prędzej to zobaczy, no i zapewne nie da się zeżreć jakiejś rzadkiej roślinie (bo Brenna doskonale rozpoznałaby tentakulę, mając w pamięci przygody z Borginem, ale już inne groźne niekoniecznie). Za to mogła w dosłownym sensie powęszyć.
Ruszyła do przodu, najpierw rozglądając się, czy zza jakiegoś krzaka nie wyskoczą na nich potwory albo stado zabójców, ale tylko przez chwilę pozostawała w ludzkiej postaci. Po chwili zamiast niej pojawił się wilk, a obrazy straciły na znaczeniu, i znacznie ważniejsze stały się zapachy. Pociągnęła nosem i zaczęła się kręcić, trzymając jednak w pobliżu aurorów. Czego szukała? Właściwie wszystkiego. Ludzkich zapachów, które zdawałyby się świeże, bo już to ile ich było mogło wiele powiedzieć albo wskazać, dokąd teraz poszedł Urquart lub że w ogrodzie są strażnicy. Ale przede wszystkim charakterystycznej woni czarnej magii, którą pachniały madragory i która mogłaby wskazywać na to, że coś tutaj jest nie tak.
Rzut na percepcję jako wilk: w sumie to dosłownie węszę czyli szukam zapachów, przede wszystkim ludzi/czarnej magii/madragor
Rzut PO 1d100 - 34
Słaby sukces...
Słaby sukces...
poza różdżką, ciuchami i perłą – w torbie kastet, notatnik, czekoladowa żaba, kajdanki, bandaże, chusta, notatnik i ołówek
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.