- Dobrze to słyszeć. - Powiedziała, kiedy się odezwał. Jeden kot najwyraźniej miał już swój dom, chociaż w sumie Benjy nie powiedział tego wprost, wywnioskowała to jednak z jego słów. Bardzo dobrze, że choć jedno zwierzę mogło znaleźć swoje miejsce na ziemi. Miała świadomość, że wcale nie tak łatwo było znaleźć przyjazny dla zwierząt dom. Nie wątpiła w to, że Fenwick przekazał kota komuś kto nadawał się do opiekowania zwierzętami.
- Dzięki, nie każdy jest taki świadomy. - Postanowiła to podkreślić, bo często zdarzało się, że ludzie po prostu podrzucali zwierzęta w kartonach i rozpływali się w powietrzu. Nie czekali nawet na to, aż ktoś się nimi zainteresuje, a Benjy jeszcze postanowił dorzucić się do funkcjonowania azylu. Warto było zdaniem Nory zwrócić na to uwagę.
- Zapoznawanie często jest dosyć intensywne, zresztą, czy faktycznie jest się czemu dziwić? Nie sądzę, że ktokolwiek byłby zadowolony z nagłego znalezienia się w kartonie, nawet jeśli intencje były dobre. - Kotki pewnie wcześniej biegały sobie gdzie chciały, aż nagle na ich drodze pojawił się Benjy, który postanowił je złapać i gdzieś wynieść. No, mogły się na niego nieco obrazić, wcale im się nie dziwiła. Nie wątpiła jednak w to, że będzie tylko lepiej.
- Koci język nie należy do najprostszych, na szczęście u nas na pewno znajdzie się ktoś, kto zrozumie co nie podobało się pani mamie. - Odparła z uśmiechem. Była ciekawa tego, co skrywało pudełko. Bardzo ciekawa.
Kiedy więc Benjy położył karton na ziemi i zdjął to prowizoryczne zabezpieczenie nachyliła się nieco, aby zajrzeć do środka. Nie wsadziła głowy głębiej, ani rąk do pudełka póki co, bo wiedziała, że zwierzęta mogą to uznać za moment odpowiedni do ataku. W końcu pewnie trochę czekały, aż będą mogły opuścić karton.
- Dzieciaki nie wiedziały czego się spodziewać, a matka wyczuła, że masz dobre intencje. - Przynajmniej ona tak to odebrała. Koty miewały swoje przeczucia, które całkiem nieźle się sprawdzały.
Bardzo ostrożnie nachylała się nad pudłem, zajrzała do środka, dostrzegła kocią mamę, która spoglądała na nią z zainteresowaniem, młode koty zaczęły głośno miauczeć, jednak jeszcze nie postanowiły opuścić swojego prowizorycznego transportera. Nora przyglądała im się dłuższą chwilę, zmrużyła przy tym oczy. Kot, jak kot, prawda? Niby tak, ale jednak… Uniosła głowę, aby ponownie spojrzeć na mężczyznę.
- Mam pytanie za milion galeonów. - Zaczęła, w sumie nie mogła mieć pewności, że Fenwick spotkał kiedyś kuguchara, właściwie to nie były, aż takie nietypowe… jednak jeśli chodzi o kocięta, to trudno było odróżnić je od zwyczajnych kotów. Figgowie mieli w tym jednak sporo doświadczenia. - Czy widziałeś może kiedyś kuguchara? Pewnie w dorosłej postaci tak, są one bardzo podobne do kotów, zwłaszcza maleństwa. Nie tak łatwo je odróżnić od zwyczajnych kotów. - Zaczęła mu to tłumaczyć, bo cóż, sprawa dla niej była całkiem prosta. - Te tutaj to wcale nie są takie zwykłe koty. Zwróć uwagę na ich ogonki, mają te charakterystyczne pędzelki na końcu. - Nie miała pojęcia, czy wcześniej jakoś dokładnie im się przyglądał, może warto było, aby teraz to zrobił. - Ten czwarty też miał taki ogon? - Zapytała jeszcze, bo najwyraźniej miała prawo podejrzewać, że nowy właściciel kota niekoniecznie mógł wiedzieć z czym miał do czynienia.