Victoria kiwnęła głową – to były dostępne możliwości, a jej brakowało danych. Sama nie zerkała za drzwi, bo zwyczajnie nie spodziewała się, że będzie tam na nią coś czekać, no a wczoraj nie wystawiała nawet nosa poza ściany własnego domu. Skrzatka czasami zerkała na zewnątrz, ale najwyraźniej na nic się nie natknęła, albo tym razem nie patrzyła…
– Ogólnie to myślałam… Ale nie wiem, ile z tego wyjdzie – póki co jedynie zabezpieczyła swój dom przed ogniem. Co prawda wątpliwe, by Spalona Noc się powtórzyła, natomiast… Cóż, Victoria była odporna na ogień, ale jej koty już nie i bardzo boleśnie sobie to uświadomiła we wrześniu, że powinna była kamienicę w Londynie tak zabezpieczyć. Tutaj nie zamierzała popełniać podobnego błędu. Zastanawiała się również nad dodatkowym zabezpieczeniem, choć głównie na niewpuszczanie niechcianych ludzi do domu, do holu, ale jeszcze nie zdecydowała w jaki sposób, ewentualnie myślała nad jakimś ukrytym przejściem – a więc nie do końca alarm na drzwi. – Obawiam się, że samo ukrycie domu może być trudne, bo stoi tam już od jakiegoś czasu i wiedzą o nim mugole z wioski, chociaż traktują to chyba bardziej jako ciekawostkę… Ale myślałam, żeby zabezpieczyć samo wejście do domu – wyjaśniła. – Tyle, że… No niewiele osób wie, że się przeprowadziłam i gdzie, bo się tym nie chwalę na lewo i prawo… Więc ta gazeta… No nie wiem, jak mnie ktoś wyśledził. Chyba że to naprawdę przypadek, bo wcześniej ten dom należał do czarodzieja, a później przeszedł w ręce mugola, który ewidentnie źle się tam czuł i nie chciał tam mieszkać, więc go sprzedał. Może ktoś usłyszał, że się ktoś wprowadził i zrobił głupi kawał… Nie wiem – bo inaczej ktoś musiałby ją śledzić bardzo, jak się teleportuje, jak używa sieci fiuu, musiałby w ogóle wiedzieć kiedy śledzić i mieć do tego możliwości i w ogóle… A o przeprowadzce wiedziała rodzina, przecież wzięła ze sobą Primrose (Daphne, po krótkim zatrzymaniu się w Maida Vale, już tam została), zgłosiła to również w pracy, ale dostęp do dokumentów nie miał byle kto…
Zamarła, kiedy wyczuła dotyk Christophera chcącego jej pomóc z poprawieniem sukni, ale nie oponowała, zabrała tylko swoje ręce, by mu nie przeszkadzać – jemu faktycznie zrobić to było łatwiej, nawet jeśli można to było odebrać… inaczej. Ale to przecież nie tak, że to po raz pierwszy Chris pomagał jej z ubraniem (albo z elfem wplątanym we włosy…). A gdy ruszyli, to ona zerkała na Rosiera, by w razie czego nie zrobił sobie krzywdy na nierównym, leśnym terenie.
– Wiesz co… Ja ją już chyba kiedyś widziałam – stwierdziła, przyglądając się rzeźbie z uwagą, mrużąc lekko oczy. – To była jedna z pierwszych moich spraw tuż po zdaniu egzaminu aurorskiego. Wysłali wtedy mnie i Atreusa do lasu, pamiętam z tego głównie to, że była zima, a Bulstrode wyczarował sobie krzesełko na środku lasu, siedział sobie, a mi kazał odwalić całą robotę, czyli sprawdzić tę rzeźbę… Ale nic z tego nie wyniknęło za bardzo – czy to była jedna z tych historyjek, których Victoria o Atreusie miała pełno… ano tak. – Natomiast to oznacza, jeśli to ta sama rzeźba, że jesteśmy nadal w Anglii – mruknęła. – Pamiętam, że w tej rzeźbie było coś osobliwego… W sensie… Chyba krwawiła? Albo płakała? – Victoria lekko zmrużyła oczy. – Ale też nie wiem, czemu jest w lesie, a nie w muzeum.