• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton Las Wisielców [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue

[16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
29.09.2026, 15:22  ✶  
Prudence nie lubiła rozwodzić się nad własnymi niepowodzeniami, co akurat rozumiałem doskonale, bo sam nie miałem szczególnego zamiłowania do prowadzenia publicznej ewidencji własnych porażek lub niezamierzonych niedociągnięć. Przyjąłem jej słowa z tym samym rozbawieniem, z jakim przyjmowałem większość prób sprowadzenia mnie na ziemię, które podejmowała na przestrzeni lat, bo najwyraźniej nawet teraz, kiedy staliśmy pośród gęstej, wrześniowej mgły i mokrych drzew, czuła się w obowiązku pilnować, żebym przypadkiem nie uwierzył, że jedno udane zaklęcie uczyniło ze mnie mistrza patronusów. Oczywiście nie zamierzałem jej ułatwiać zadania, bo skoro właśnie przyznała, że znała moje podejście, to mogłem z czystym sumieniem wrócić do starego zwyczaju przechwalania się przy niej - nie zamierzałem zaprzeczać temu, co o mnie mówiła - lubiłem wiedzieć, że byłem dobry w tym, co robiłem, szczególnie po wszystkich latach, kiedy musiałem nauczyć się rzeczy sam, w drodze, często w okolicznościach, w których błąd kosztował znacznie więcej niż urażoną dumę. Była w tym zresztą odrobina prawdy, której nie zamierzałem szczególnie ukrywać - pragnąłem być świadomy, że coś potrafię, jeszcze bardziej uwielbiałem sprawdzać, jak daleko mogłem przesunąć własne granice, aby to zrobić.
- Gdybyś po tylu latach nadal nie znała mojego podejścia, byłbym naplawdę losczalowany. - Obróciłem różdżkę między palcami, uśmiechnąłem się pod nosem i cofnąłem się z powrotem, zanim jej spojrzenie mogło powiedzieć mi, że właśnie zaczynam  znowu przeszkadzać w lekcji. Nie było to, co prawda, częścią moich planów w momencie, w którym pojawiłem się w Wielkiej Brytanii, lecz w tym momencie coraz bardziej doceniałem wszystko to, co się stało - tę swobodę, która między nami wracała, tę lekkość, tę atmosferę zrozumienia, mimo dzielących nas różnic i środowisk - kiedyś nie zastanawiałem się nad każdym słowem wypowiadanym przy niej, nie analizowałem, czy mogę się zbliżyć, czy żart będzie zbyt osobisty, czy przypadkiem nie przekroczę granicy, którą oboje powinniśmy byli zachować. Teraz granice istniały, ale coraz częściej miałem wrażenie, że oboje udajemy, iż nie widzimy ich zbyt dokładnie - to, że nadal próbowała trzymać mnie w ryzach, było nawet zabawne, szczególnie że robiła to z tą samą koncentracją, z jaką kiedyś poprawiała moje ruchy różdżką albo wskazywała mi fragment książki, który według niej przeoczyłem, tyle tylko, że wtedy nie patrzyłem na nią w taki sposób jak w tej chwili… Wrzesień robił się coraz dziwniejszy, ale po raz pierwszy od bardzo dawna wcale mi to nie przeszkadzało.
- Czyli mam rozumieć, że jesteś detektolem geniuszu? - Zainteresowałem się, unosząc brwi. - To imponująca specjalizacja. To ilu ich jusz masz na koncie, Sun? Powinienem się maltwiś, sze jestem tylko kolejnym egzemplaszem s twojej losnąsej kolekcji? - Nie miałem żadnego problemu z tym, żeby podłapać temat, zwłaszcza że w jej głosie było coś, co natychmiast rozbudziło moją ciekawość, brzmiało niewinnie, ale oboje doskonale wiedzieliśmy, że nie całkiem chodziło mi o pedagogikę. Interesowało mnie, ilu ludzi miało okazję znaleźć się wystarczająco blisko niej, żeby poznać tę jej stronę, którą teraz widziałem, nie zamierzałem jednak robić z tego przesłuchania, zwłaszcza że Prue była właśnie w swoim żywiole, a mnie coraz bardziej podobało się obserwowanie jej, kiedy mówiła o czymś, co naprawdę ją fascynowało. Przesunąłem spojrzeniem po jej twarzy i pokręciłem głową. - Ale dobsze, dobsze. Będę się pilnował. Skolo twieldzisz, sze jedno udane zaklęcie nie czyni ze mnie ekspelta, mogę pszełknąś tę pszyklą infolmasję. - Nie zamierzałem jednak ukrywać, że pochlebiało mi, iż znała ten mój sposób działania tak dobrze - była zresztą różnica między pewnością własnych umiejętności a przekonaniem, że niczego więcej nie trzeba się uczyć, i Prue doskonale o tym wiedziała, dlatego właśnie jej uwagi mnie nie irytowały, wręcz przeciwnie, podobało mi się, że nie zamierzała traktować mnie pobłażliwie tylko dlatego, że pierwsze zaklęcie wyszło mi za dobrze - ani, że drugie… Cóż, nie wyszło.
Magia potrafiła być kapryśna, zbyt wiele razy widziałem zaklęcia zachowujące się zupełnie inaczej, niż wynikałoby to z podręcznika, żeby robić z jednego nieudanego rzucenia wielką tragedię.
- Szkoda. Jusz plawie uwieszyłem we własną legendę. - Zerknąłem na nią, kiedy wyjaśniła, że wspomnienie musiało być naprawdę silne. - Czyli coś silnego i głęboko zakopanego. - Powtórzyłem jej słowa, kiwając głową. - Wspaniale. - Nie mogłem się krzywo nie uśmiechnąć. Najwidoczniej musiałem trochę lepiej oceniać, które fragmenty mojej pamięci zasługiwały na srebrzystą manifestację, a które mogły sobie spokojnie wrócić do ciemnej szuflady. Potarłem kciukiem rękojeść różdżki, zastanawiając się nad tym, co właściwie zrobiłem źle, chociaż wraz z upływem kolejnych sekund wydawało mi się to coraz bardziej żenująco jasne. - Dobsze wiedzieś. To znacząco zawęsza moje moszliwości. - Parsknąłem cicho, ale potem rzeczywiście zacząłem się zastanawiać nad właściwym wyborem - nie chciałem już wybierać pierwszego wspomnienia, które wydawało mi się szczęśliwe - chciałem znaleźć coś, co miało ciężar, coś, co nadal potrafiło zmienić sposób, w jaki oddychałem…
Opuściłem różdżkę, kiedy przygryzła dolną wargę i zaczęła zastanawiać się nad czymś w ten bardzo specyficzny sposób - sam też na moment zupełnie straciłem wątek - znałem tę minę, znałem ją zbyt dobrze, żeby nie wiedzieć, co oznaczało to lekkie zmarszczenie brwi i zaciśnięcie zębów na dolnej wardze. Widziałem ją wiele razy, kiedy próbowała coś rozgryźć i cały świat przestawał dla niej istnieć - skupiała się wtedy tak mocno, że cała reszta najwyraźniej przestawała istnieć, a ja odkrywałem z pewnym zażenowaniem, że obserwowanie jej było znacznie ciekawsze od analizowania własnego nieudanego zaklęcia. Odchrząknąłem cicho i odwróciłem wzrok ku drzewom, zanim zacząłem zachowywać się jak kompletny idiota, bo problem polegał na tym, że teraz patrzyłem na nią z zupełnie innej perspektywy niż kiedyś i nagle okazało się, że rzecz, która kiedyś była po prostu uroczym przyzwyczajeniem, teraz miała znacznie bardziej niebezpieczny wpływ na moją koncentrację. Zamiast podziwiać jej koncentrację, przez kilka sekund zwyczajnie patrzyłem na jej usta, zanim uciekłem spojrzeniem, gdyż trzeźwo przypomniałem sobie, że byliśmy w środku lekcji nekromancji. - Nie lób tak. - Zerknąłem na nią z ukosa i zmrużyłem lekko oczy, próbując odzyskać rezon. - Pszeszkadzasz mi. Zaczynasz byś częścią ploblemu. - To było głupie, ale przecież od początku naszego ponownego spotkania po latach coraz mniej przejmowaliśmy się tym, co było rozsądne. Podobało mi się to, podobało mi się zdecydowanie bardziej, niż powinno, zwłaszcza że gdzieś z tyłu głowy wciąż miałem świadomość, że ten wrzesień miał się kiedyś skończyć.
Uśmiechnąłem się pod nosem, ale kiedy Prue ponownie uniosła różdżkę, ucichłem - tym razem patrzyłem naprawdę uważnie - jej zaklęcie zadziałało niemal natychmiast, srebrzysty nietoperz pojawił się przed nami, poruszając skrzydłami w cichym, płynnym locie, krążył przez moment między drzewami, zanim zaczął rozpływać się w srebrzystej mgle. Patrzyłem za nim niemal do samego końca, po czym znowu spojrzałem na Prue, usłyszawszy słowa, które padły z jej ust.
- „Chyba” jesteś niemoszliwa, wiesz? - Uśmiechnąłem się pod nosem, bo najwyraźniej po tylu latach pewne rzeczy rzeczywiście nie chciały się zmienić. - Wyczalowałaś pełnego patlonusa i nadal bszmisz, jakbyś pszypadkiem znalazła w kieszeni dwa knuty. To musiało byś świetnie doblane wspomnienie. - Nie zamierzałem pozwolić jej zapomnieć, że naprawdę doceniałem to, co robiła - mogłem się z nią drażnić, mogłem udawać, że jej komplementy i pochwały były dla mnie czymś całkowicie naturalnym, ale wiedziałem, ile pracy włożyła w zdobycie tej wiedzy.
- Dobla. Tym lasem mam pewne podejszenie, co mosze zadziałaś… - Uniosłem różdżkę, gotów spróbować ponownie, choć już wiedziałem, że niezależnie od wyniku ta lekcja miała pozostać mi w pamięci znacznie dłużej, niż powinien był zapisać się tak zwykły poranek spędzony na ćwiczeniu jednego zaklęcia.

nekromancja ◉○○○○ - patronus
Rzut O 1d100 - 88
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6620), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (2615)




Wiadomości w tym wątku
[16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.09.2026, 22:04
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance - przez Pan Losu - 12.09.2026, 22:04
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 13.09.2026, 21:06
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.09.2026, 21:45
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 13.09.2026, 22:12
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.09.2026, 23:20
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 28.09.2026, 20:30
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 29.09.2026, 15:22
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 29.09.2026, 20:53
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.09.2026, 02:07
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.10.2026, 11:16
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.10.2026, 16:12

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa