25.09.2026, 15:43 ✶
– Nie, nic mi nie jest, ale… kto to zostawił na twoim progu? Bo zakładam, że nie rzucasz pod drzwi przypadkowych świstoklików – powiedział Christopher, dość mocno zdezorientowany i tym wszystkim zaniepokojony. Potknięcie Victorii było akurat najmniejszym problemem (nawet jeśli po tym, jak próbował ją złapać, to gdy tu wylądowali puścił ją dość szybko, głównie dlatego, że wciąż była nastolatką i czułby się trochę głupio obejmując taką, zwłaszcza gdyby ktoś zobaczył).
Bez protestów ujął jednak jej dłoń, gdy sięgała po gazetę. Nie był jednak jakoś szczególnie zaskoczony, gdy nie zadziałało. Za to kiedy nie udało się im teleportować…
– Tam widać jakieś zabudowania… ale nie jestem pewien, czy powinniśmy podchodzić, czy najpierw rozejrzeć się po okolicy – stwierdził w końcu, starając się powściągnąć nagłą irytację, bo też nie wierzył, że znowu utknęli gdzieś, gdzie nie działa teleportacja. Jeszcze ostatnim razem mieli całkiem wygodne fotele i ciasto, a teraz? Teraz to nawet żadnego deserku! – Bo przecież… ta gazeta miała cię tutaj ściągnąć.
Spróbował teleportować się pod najbliższe drzewo, by sprawdzić, czy to nie sprawa zbyt dużej odległości. Zaklął cicho, gdy zamiast zniknąć i pojawić się parę metrów dalej, tylko wykręcił piruet, tak że poły płaszcza zatańczyły w powietrzu, a Chris z pewnym trudem zachował równowagę. Tak, teleportacja nie działała, z nieba zaś nie spadła ani kropla deszczu, i zdecydowanie nie była to wina warunków atmosferycznych. Machnął różdżką, ale odetchnął, gdy posypały się z niej zielone iskry: przynajmniej tyle, że to tylko teleportacja, nie cała magia.
To mógł być albo bardzo idiotyczny dowcip, przerzucający na miejsce, gdzie naturalnie nie da się teleportować, albo jakaś wyrafinowana pułapka. I Chris zrobił się nagle bardzo podejrzliwy wobec tych domów, które zresztą nawet z tej odległości przypominały trochę ruiny. Nie zdążył jednak postąpić ku nim ani kroku, żeby się przyjrzeć, bo Victoria nagle skuliła się, jakby z bólu.
– Victoria? – spytał przerażony, przykucając przy niej, bo nie mógł się teleportować, nie znał się na medycynie, a ona zdawała się zwijać z bólu, i do licha, to nie mógł być przypadek!!! Ale… ale był. Bo nagle, gdy się wyprostowała, patrzyła na niego już ze swoją obecną twarzą, może tylko trochę pobladła i Chris odetchnął z ulgą. – Wyglądasz wspaniale – ocenił, a potem uśmiechnął się, odrobinę zakłopotany. – To chyba przez to, że klątwa puściła. Znowu jesteś sobą.
Przynajmniej tyle. Jeśli już miał utykać na pustkowiu, to wolał z „normalną” Victorią niż z nastoletnią.
Bez protestów ujął jednak jej dłoń, gdy sięgała po gazetę. Nie był jednak jakoś szczególnie zaskoczony, gdy nie zadziałało. Za to kiedy nie udało się im teleportować…
– Tam widać jakieś zabudowania… ale nie jestem pewien, czy powinniśmy podchodzić, czy najpierw rozejrzeć się po okolicy – stwierdził w końcu, starając się powściągnąć nagłą irytację, bo też nie wierzył, że znowu utknęli gdzieś, gdzie nie działa teleportacja. Jeszcze ostatnim razem mieli całkiem wygodne fotele i ciasto, a teraz? Teraz to nawet żadnego deserku! – Bo przecież… ta gazeta miała cię tutaj ściągnąć.
Spróbował teleportować się pod najbliższe drzewo, by sprawdzić, czy to nie sprawa zbyt dużej odległości. Zaklął cicho, gdy zamiast zniknąć i pojawić się parę metrów dalej, tylko wykręcił piruet, tak że poły płaszcza zatańczyły w powietrzu, a Chris z pewnym trudem zachował równowagę. Tak, teleportacja nie działała, z nieba zaś nie spadła ani kropla deszczu, i zdecydowanie nie była to wina warunków atmosferycznych. Machnął różdżką, ale odetchnął, gdy posypały się z niej zielone iskry: przynajmniej tyle, że to tylko teleportacja, nie cała magia.
To mógł być albo bardzo idiotyczny dowcip, przerzucający na miejsce, gdzie naturalnie nie da się teleportować, albo jakaś wyrafinowana pułapka. I Chris zrobił się nagle bardzo podejrzliwy wobec tych domów, które zresztą nawet z tej odległości przypominały trochę ruiny. Nie zdążył jednak postąpić ku nim ani kroku, żeby się przyjrzeć, bo Victoria nagle skuliła się, jakby z bólu.
– Victoria? – spytał przerażony, przykucając przy niej, bo nie mógł się teleportować, nie znał się na medycynie, a ona zdawała się zwijać z bólu, i do licha, to nie mógł być przypadek!!! Ale… ale był. Bo nagle, gdy się wyprostowała, patrzyła na niego już ze swoją obecną twarzą, może tylko trochę pobladła i Chris odetchnął z ulgą. – Wyglądasz wspaniale – ocenił, a potem uśmiechnął się, odrobinę zakłopotany. – To chyba przez to, że klątwa puściła. Znowu jesteś sobą.
Przynajmniej tyle. Jeśli już miał utykać na pustkowiu, to wolał z „normalną” Victorią niż z nastoletnią.