17.09.2026, 08:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2026, 11:32 przez Christopher Rosier.)
Nie wdawał się już w dywagacje, że w takim wypadku chyba na każdym jej ubraniu musiałby umieścić jej datę urodzenia, a i tak nikt by nie uwierzył. Zadowolił się deklaracją, że to wszystko przejdzie najdalej do jutra, i postanowił jakoś przetrwać to, że teraz czuł się trochę dziwnie, kiedy na nią zerkał i widział jednak dziecko. Nawet wiedząc, że w środku znajduje się dorosła kobieta.
– Zostawię takie zabawy Atreusowi, on przepada za atrakcjami tego typu – zakpił lekko. Och, gdyby to jemu dostał się ten drink, istniała spora szansa, że zrobiłby potem jakąś awanturę… chociaż nie, pewnie nie chciałby wyjść na absolutnego palanta wobec Victorii. – Za to, że ich zwykle nie ma, obwiniaj Diora – skwitował. To znaczy już wcześniej kobietom zwykle nie dawano kieszeni, a przynajmniej nie takich, jak mężczyznom, bo zaczęto dążyć do tego, aby je wyszczuplać i podkreślać kształty… ale Dior był tutaj największym złolem, i choć moda mugolska i czarodziejska mocno się różniły, i ta druga pozostawała bardziej konserwatywna, to Chris miał wrażenie, że jego stwierdzenie wzięli sobie do serca i amerykańscy, i francuscy magiczni projektanci. Jeżeli szło o niego, to sprawa kieszeni zależała od tego, jaki akurat strój szył, bo nie do każdej sukni balowej pasowały, ale przy większości dało się je wpasować.
Milczał przez chwilę, przetwarzając jej słowa. Zmarszczył lekko jasne brwi, bo to wyjaśnienie wcale nie wydawało mu się tak całkiem oczywiste, chociaż pojmował, jaka logika za nim stała. A przynajmniej Victoria całkiem dobrze ją wyjaśniała. Nie byłoby to też tak zaskakujące. Mężczyźni lubili umawiać się z dziewczynami tylko dlatego, że były młodsze i ładne. Kobiety czasem umawiały się z mężczyznami tylko dlatego, że byli zamożni i popularni. Po prostu nigdy nawet nie wziął tego pod uwagę tutaj. Trochę, bo nijak mu to do niej nie pasowało. Trochę, bo tak naprawdę nie widział między nimi nierówności. Oboje byli raczej młodzi, oboje pochodzili z bogatych rodzin, oboje sami zarabiali, oboje mieliby inne opcje, gdyby chcieli się za nimi rozejrzeć. Nawet jeżeli różnili się pod wieloma względami, to dużo budowało się tu po prostu na wzajemnym podobieństwie.
Chyba dotarło do niego w tym właśnie momencie, że Victoria Lestrange zawsze wydawała się niezwykle pewna siebie, ale ta pewność siebie musiała zostać zachwiana.
– Nie pomyślałbym tak – stwierdził w końcu. - Możesz prosić mnie o takie rzeczy. Szukanie wsparcia nie jest wykorzystywaniem, a ja spróbuję pomóc nie dlatego, że prosisz, a dlatego, że chcę to zrobić.
Kiwnął głową, na jej dalsze wyjaśnienia: wciąż nie był do końca przekonany, bo tego wszystkiego zdawało się być za dużo, ale dzielnie postarał się zwalczyć paranoiczną myśl, że może uwzięła się na nią Cressida.
- Sporo. Nie powiem, że wszystkie mam ochotę realizować, ale umówiliśmy się z kuzynką, że nad niektórymi rzeczami pomogę jej popracować. Uczy się.
– Zostawię takie zabawy Atreusowi, on przepada za atrakcjami tego typu – zakpił lekko. Och, gdyby to jemu dostał się ten drink, istniała spora szansa, że zrobiłby potem jakąś awanturę… chociaż nie, pewnie nie chciałby wyjść na absolutnego palanta wobec Victorii. – Za to, że ich zwykle nie ma, obwiniaj Diora – skwitował. To znaczy już wcześniej kobietom zwykle nie dawano kieszeni, a przynajmniej nie takich, jak mężczyznom, bo zaczęto dążyć do tego, aby je wyszczuplać i podkreślać kształty… ale Dior był tutaj największym złolem, i choć moda mugolska i czarodziejska mocno się różniły, i ta druga pozostawała bardziej konserwatywna, to Chris miał wrażenie, że jego stwierdzenie wzięli sobie do serca i amerykańscy, i francuscy magiczni projektanci. Jeżeli szło o niego, to sprawa kieszeni zależała od tego, jaki akurat strój szył, bo nie do każdej sukni balowej pasowały, ale przy większości dało się je wpasować.
Milczał przez chwilę, przetwarzając jej słowa. Zmarszczył lekko jasne brwi, bo to wyjaśnienie wcale nie wydawało mu się tak całkiem oczywiste, chociaż pojmował, jaka logika za nim stała. A przynajmniej Victoria całkiem dobrze ją wyjaśniała. Nie byłoby to też tak zaskakujące. Mężczyźni lubili umawiać się z dziewczynami tylko dlatego, że były młodsze i ładne. Kobiety czasem umawiały się z mężczyznami tylko dlatego, że byli zamożni i popularni. Po prostu nigdy nawet nie wziął tego pod uwagę tutaj. Trochę, bo nijak mu to do niej nie pasowało. Trochę, bo tak naprawdę nie widział między nimi nierówności. Oboje byli raczej młodzi, oboje pochodzili z bogatych rodzin, oboje sami zarabiali, oboje mieliby inne opcje, gdyby chcieli się za nimi rozejrzeć. Nawet jeżeli różnili się pod wieloma względami, to dużo budowało się tu po prostu na wzajemnym podobieństwie.
Chyba dotarło do niego w tym właśnie momencie, że Victoria Lestrange zawsze wydawała się niezwykle pewna siebie, ale ta pewność siebie musiała zostać zachwiana.
– Nie pomyślałbym tak – stwierdził w końcu. - Możesz prosić mnie o takie rzeczy. Szukanie wsparcia nie jest wykorzystywaniem, a ja spróbuję pomóc nie dlatego, że prosisz, a dlatego, że chcę to zrobić.
Kiwnął głową, na jej dalsze wyjaśnienia: wciąż nie był do końca przekonany, bo tego wszystkiego zdawało się być za dużo, ale dzielnie postarał się zwalczyć paranoiczną myśl, że może uwzięła się na nią Cressida.
- Sporo. Nie powiem, że wszystkie mam ochotę realizować, ale umówiliśmy się z kuzynką, że nad niektórymi rzeczami pomogę jej popracować. Uczy się.