16.09.2026, 17:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2026, 17:10 przez Othello Fawley.)
Othello pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Ministerstwo rzeczywiście może tylko wszystko zepsuć. Jak to zwykle ma w zwyczaju – odparł z przekąsem. Nie przepadał za urzędasami, którzy próbowali sprawy duchowe podpinać pod jakieś zmyślone prawa. Mieli w sobie mało… pokory wobec bogów. Ujarzmienie naturalnego porządku przez człowieka było karkołomnym przedsięwzięciem, z góry skazanym na porażkę. – Uważaj na siebie. Jeśli ktoś chce przejąć polanę ognisk, zapewne nie będzie tego robił pokojowymi środkami. Przyda ci się szata stagnacji, by zabezpieczyć się przed opętaniem. Ale to zapewne już wiesz. Sam sobie zamierzam taką zamówić, a nie planuję nawet opuszczać Little Hangleton. I mam nadzieję, że jak już sprawdzisz tę polanę, rzeczywiście zdołasz odwiedzić mój stragan – uśmiechnął się krzywo. – A co do próśb, być może zdołałabyś wyzbierać dla mnie trochę ziół, które rosną w okolicach domu twojego przyszłego małżonka, nieopodal Cork? Będę ich potrzebował do sporządzenia kadzideł na sprzedaż, a rosną one właśnie w Irlandii, na wrzosowiskach. Wszystko opiszę ci w liście, żebyś była w stanie je rozpoznać.
Nie wiedział, jak się czuć z faktem, że Lydia niedługo miała wyjść za mąż. I to za tę osobę, a raczej rodzonego brata tej osoby. Zresztą mniejsza z kim, małżeństwo nie pasowało do panny Black. Miała nagle zostać Mulciberem? Stracić niezależność, poświęcić się sprawom takim jak zakładanie rodziny? Lydia chadzała zawsze własnymi ścieżkami, niczym kocica, w którą się zmieniała. Jednocześnie nie można było zarzucić jej tu hipokryzji, bowiem stosowała się tym samym do przykazań swej religii. Othello poczuł lekkie mdłości, gdy pomyślał o obowiązku rozmnożenia się, poszerzenia grona czarodziejów. To było przecież pozornie tak proste, jednak dla niego praktycznie niewykonalne. Czuł z tego powodu wstyd, poczucie winy za to, że rzeczywiście coś z nim musiało być nie tak.
Z rozmyślań wybudziło go pytanie Lydii o Teda. Jak wszedłeś w jego posiadanie? Już Othello miał się obruszyć, gdy czarownica się poprawiła.
– Po prostu pewnego dnia przybłąkał się tutaj. Był samotny, zagubiony. Dopiero co wstał z grobu. Jego mózg zdążył już trochę nadgnić, przez co nie może wyrazić swych myśli słowami innymi niż ten jego własny język. On chyba… czuje, że tu przynależy. Że mimo swojego stanu może się czemuś przysłużyć. Jest potrzebny. I wydaje się przerażający i taki… odpychający, ale ma miękkie serce. Kocha zwierzęta, wszystkie, bez wyjątku. Nawet muchy by nie skrzywdził. Plecie czasem wianki z kwiatów, a czasami zastaję go spoglądającego gdzieś w dal, za okno. Jakby myślał o swoim poprzednim życiu – rzekł Othello z nutą smutku w głosie.
Fawley wiedział, że czeka go kiedyś podobny los, dlatego współczuł Tedowi. Być może bardziej niż wielu żyjącym.
Przyjął chustkę od Lydii, wytarł dłonie z atramentu. Takie plamy trudno sprać, wiedział o tym. Zdziwiło go pytanie o kapcie. Nawet lekko się zażenował. Miał nadzieję, że Black nie zwróci na nie uwagi. Szczególnie, że średnio mógł powiedzieć, gdzie je kupił. Nabył je bowiem w sklepie mugolskim. Wiedział natomiast, że damy takie jak Lydia z dala trzymały się od wszystkiego, co niemagiczne.
– Kiedyś był w Little Hangleton jarmark staroci. Wpadły mi wtedy w ręce – skłamał.
– Ministerstwo rzeczywiście może tylko wszystko zepsuć. Jak to zwykle ma w zwyczaju – odparł z przekąsem. Nie przepadał za urzędasami, którzy próbowali sprawy duchowe podpinać pod jakieś zmyślone prawa. Mieli w sobie mało… pokory wobec bogów. Ujarzmienie naturalnego porządku przez człowieka było karkołomnym przedsięwzięciem, z góry skazanym na porażkę. – Uważaj na siebie. Jeśli ktoś chce przejąć polanę ognisk, zapewne nie będzie tego robił pokojowymi środkami. Przyda ci się szata stagnacji, by zabezpieczyć się przed opętaniem. Ale to zapewne już wiesz. Sam sobie zamierzam taką zamówić, a nie planuję nawet opuszczać Little Hangleton. I mam nadzieję, że jak już sprawdzisz tę polanę, rzeczywiście zdołasz odwiedzić mój stragan – uśmiechnął się krzywo. – A co do próśb, być może zdołałabyś wyzbierać dla mnie trochę ziół, które rosną w okolicach domu twojego przyszłego małżonka, nieopodal Cork? Będę ich potrzebował do sporządzenia kadzideł na sprzedaż, a rosną one właśnie w Irlandii, na wrzosowiskach. Wszystko opiszę ci w liście, żebyś była w stanie je rozpoznać.
Nie wiedział, jak się czuć z faktem, że Lydia niedługo miała wyjść za mąż. I to za tę osobę, a raczej rodzonego brata tej osoby. Zresztą mniejsza z kim, małżeństwo nie pasowało do panny Black. Miała nagle zostać Mulciberem? Stracić niezależność, poświęcić się sprawom takim jak zakładanie rodziny? Lydia chadzała zawsze własnymi ścieżkami, niczym kocica, w którą się zmieniała. Jednocześnie nie można było zarzucić jej tu hipokryzji, bowiem stosowała się tym samym do przykazań swej religii. Othello poczuł lekkie mdłości, gdy pomyślał o obowiązku rozmnożenia się, poszerzenia grona czarodziejów. To było przecież pozornie tak proste, jednak dla niego praktycznie niewykonalne. Czuł z tego powodu wstyd, poczucie winy za to, że rzeczywiście coś z nim musiało być nie tak.
Z rozmyślań wybudziło go pytanie Lydii o Teda. Jak wszedłeś w jego posiadanie? Już Othello miał się obruszyć, gdy czarownica się poprawiła.
– Po prostu pewnego dnia przybłąkał się tutaj. Był samotny, zagubiony. Dopiero co wstał z grobu. Jego mózg zdążył już trochę nadgnić, przez co nie może wyrazić swych myśli słowami innymi niż ten jego własny język. On chyba… czuje, że tu przynależy. Że mimo swojego stanu może się czemuś przysłużyć. Jest potrzebny. I wydaje się przerażający i taki… odpychający, ale ma miękkie serce. Kocha zwierzęta, wszystkie, bez wyjątku. Nawet muchy by nie skrzywdził. Plecie czasem wianki z kwiatów, a czasami zastaję go spoglądającego gdzieś w dal, za okno. Jakby myślał o swoim poprzednim życiu – rzekł Othello z nutą smutku w głosie.
Fawley wiedział, że czeka go kiedyś podobny los, dlatego współczuł Tedowi. Być może bardziej niż wielu żyjącym.
Przyjął chustkę od Lydii, wytarł dłonie z atramentu. Takie plamy trudno sprać, wiedział o tym. Zdziwiło go pytanie o kapcie. Nawet lekko się zażenował. Miał nadzieję, że Black nie zwróci na nie uwagi. Szczególnie, że średnio mógł powiedzieć, gdzie je kupił. Nabył je bowiem w sklepie mugolskim. Wiedział natomiast, że damy takie jak Lydia z dala trzymały się od wszystkiego, co niemagiczne.
– Kiedyś był w Little Hangleton jarmark staroci. Wpadły mi wtedy w ręce – skłamał.
Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.