14.09.2026, 18:18 ✶
– Całe szczęście – wyrwało się Christopherowi z wyraźną ulgą, a potem uśmiechnął się do niej przepraszająco i dłonią przeczesał jasną czuprynę. – No wiesz, różnica wieku bywa… bywa normalna… - …zwłaszcza w małżeństwach aranżowanych, znał parę par, które dzieliła i dekada, ale nie w takich warunkach… - …ale wyglądalibyśmy trochę głupio, jakbyśmy poszli razem na kolejny bal. I na pewno nikt nie dopuściłby cię do drinków – spróbował wyjaśnić nieporadnie. Do południa to nie brzmiało tak źle: kilka godzin zaledwie.
Nie dostrzegł nawet kotów, trochę zbyt zdumiony całą tą sytuacją, niepewny, czy grzecznie było teraz na Victorię się patrzeć, by nie wyszło, że ucieka wzrokiem, czy wręcz przeciwnie, bo nadmiernie się gapił. Mimowolnie przypominał ją sobie w stroju Slytherinu, choć było to wspomnienie niemal już zapomniane, i czuł się z tym wszystkim trochę głupio. Na całe szczęście spytała, co jej przyniósł i przynajmniej na tym gruncie poczuł się pewnie.
– Proszę – powiedział, pośpiesznie podając jej pudełko, aby mogła je otworzyć. – To ta cała szata stagnacji. Podobno mają utrudniać opętanie, i jeżeli tak… to ta została wykonana zgodnie z wymaganiami rzemiosła. Poza tym jest dość ciemna, więc nada się na patrol podczas Samhain, dość skutecznie powinna chronić przed wiatrem i lekkim deszczem, i rozpięta może spokojnie służyć jako płaszcz, więc nada się na mundur – zrelacjonował. Nie bał się, że się jej nie spodoba: był trochę zbyt pewny siebie i swoich projektów, aby go to martwiło, nawet jeżeli ten nie był tak okazały, jak to co zwykle przygotowywał. – Jest prosta w kroju, ale to w końcu coś na patrol w Dolinie Godryka, na wypadek, gdyby zaczęli wypuszczać tam z Limbo tabuny duchów, a nie strój na bal. Na bal przygotuję lepszy – obiecał, rozsiadając się wygodniej.
Z pewnym zdumieniem wysłuchał dalszych wyjaśnień: oczywiście, że pamiętał poltergeista. Jak mógłby nie pamiętać? I nawet uwierzył, że ten był zdolny do czegoś takiego, natomiast nie mógł oprzeć się myśli, że to jest dziwne. Bo…
– Jesteś pewna, że to przypadek? – spytał w końcu. – Może znalazłaś się na czyimś celowniku? Przeklęta piwniczka w twoim mieszkaniu, poltergeist w twoim mieszkaniu, przeklęte krzesło w domu, poltergeist przeklinający mnie, przeklęty zestaw herbaciany no i… przeklęty ja… – dokończył, okropnie zażenowany na samo wspomnienie tego, jak wygadywał wszystko, co tylko pomyślał, pod wpływem złośliwego ducha. – To brzmi prawie, jakby ktoś wziął cię na cel. Czy zdarzyło się jeszcze coś dziwnego? – dopytał. – Był nudny, mówiąc szczerze. Zajmowałem się głównie szatami. Nagle każdy zapragnął taką mieć i normalnie bym odmówił, ale postanowiłem spróbować na paru mało ważnych prośbach, zanim zabrałem się za tę dla ciebie.
Dlatego najpierw uszył to dla Woody, a dopiero potem zabrał się za szatę dla Victorii.
Nie dostrzegł nawet kotów, trochę zbyt zdumiony całą tą sytuacją, niepewny, czy grzecznie było teraz na Victorię się patrzeć, by nie wyszło, że ucieka wzrokiem, czy wręcz przeciwnie, bo nadmiernie się gapił. Mimowolnie przypominał ją sobie w stroju Slytherinu, choć było to wspomnienie niemal już zapomniane, i czuł się z tym wszystkim trochę głupio. Na całe szczęście spytała, co jej przyniósł i przynajmniej na tym gruncie poczuł się pewnie.
– Proszę – powiedział, pośpiesznie podając jej pudełko, aby mogła je otworzyć. – To ta cała szata stagnacji. Podobno mają utrudniać opętanie, i jeżeli tak… to ta została wykonana zgodnie z wymaganiami rzemiosła. Poza tym jest dość ciemna, więc nada się na patrol podczas Samhain, dość skutecznie powinna chronić przed wiatrem i lekkim deszczem, i rozpięta może spokojnie służyć jako płaszcz, więc nada się na mundur – zrelacjonował. Nie bał się, że się jej nie spodoba: był trochę zbyt pewny siebie i swoich projektów, aby go to martwiło, nawet jeżeli ten nie był tak okazały, jak to co zwykle przygotowywał. – Jest prosta w kroju, ale to w końcu coś na patrol w Dolinie Godryka, na wypadek, gdyby zaczęli wypuszczać tam z Limbo tabuny duchów, a nie strój na bal. Na bal przygotuję lepszy – obiecał, rozsiadając się wygodniej.
Z pewnym zdumieniem wysłuchał dalszych wyjaśnień: oczywiście, że pamiętał poltergeista. Jak mógłby nie pamiętać? I nawet uwierzył, że ten był zdolny do czegoś takiego, natomiast nie mógł oprzeć się myśli, że to jest dziwne. Bo…
– Jesteś pewna, że to przypadek? – spytał w końcu. – Może znalazłaś się na czyimś celowniku? Przeklęta piwniczka w twoim mieszkaniu, poltergeist w twoim mieszkaniu, przeklęte krzesło w domu, poltergeist przeklinający mnie, przeklęty zestaw herbaciany no i… przeklęty ja… – dokończył, okropnie zażenowany na samo wspomnienie tego, jak wygadywał wszystko, co tylko pomyślał, pod wpływem złośliwego ducha. – To brzmi prawie, jakby ktoś wziął cię na cel. Czy zdarzyło się jeszcze coś dziwnego? – dopytał. – Był nudny, mówiąc szczerze. Zajmowałem się głównie szatami. Nagle każdy zapragnął taką mieć i normalnie bym odmówił, ale postanowiłem spróbować na paru mało ważnych prośbach, zanim zabrałem się za tę dla ciebie.
Dlatego najpierw uszył to dla Woody, a dopiero potem zabrał się za szatę dla Victorii.