• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton Las Wisielców [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue

[16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
13.09.2026, 23:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2026, 19:23 przez Benjy Fenwick.)  
Nie miałem zamiaru komentować jej nieudanego zaklęcia, bo nie widziałem w nim właściwie niczego, co wymagałoby komentarza - magia czasem odmawiała współpracy, nawet jeśli czarodziej dokładnie wiedział, co robił, a Prue zdecydowanie wiedziała, co robiła - gdybym zaczął ją pocieszać po jednej nieudanej próbie, co nie leżało zresztą w naszej naturze, prawdopodobnie bardziej bym ją zirytował, niż poprawił jej humor, więc po prostu zająłem się własnym patronusem. Poza tym znałem ją wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że największym problemem nie było samo niepowodzenie, tylko fakt, że wydarzyło się ono w dziedzinie, w której czuła się wyjątkowo pewnie, nie zamierzałem zatem dokładać do tego własnego, zbędnego komentarza. Miała w sobie tę bardzo konkretną potrzebę, żeby rzeczy, które sobie dokładnie zaplanowała, działały dokładnie tak, jak powinny - rozumiałem to aż za dobrze - sam przez lata uczyłem się, że największym wrogiem nie zawsze była klątwa, przeciwnik czy przeklęty przedmiot, czasem wystarczała własna złudna pewność, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, i to, co działo się, gdy zawodziła.
Spojrzałem na nią z teatralnym niedowierzaniem i uniosłem brwi.
- Osiądę na laulach po jednym udanym zaklęciu? - Zapytałem, obracając różdżkę w palcach. - Pluey, ploszę cię. Ja dopielo zacząłem się pszechwalaś. - Uśmiechnąłem się krzywo, ale zaraz spoważniałem, bo wiedziałem, że miała rację i jeden patronus nie oznaczał jeszcze, że w razie prawdziwego zagrożenia będę w stanie przywołać go bez problemu, pierwszy raz zadziałało, bo trafiłem na właściwe wspomnienie, ale nie wiedziałem jeszcze, czy potrafiłem świadomie powtórzyć ten proces.
Nie obraziłem się na odmowę kontynuowania pochwał, chociaż przez chwilę zrobiłem minę sugerującą, że właśnie odebrano mi coś niezwykle istotnego dla dalszego funkcjonowania. Była wymagająca, inteligentna, dokładna i przy tym nie próbowała udawać, że nie widzi moich wad tylko dlatego, że od kilku tygodni znowu byliśmy sobie bliscy - od zawsze miała tę odrobinę irytującą i zarazem bardzo przydatną cechę, że potrafiła pochwalić kogoś, a potem natychmiast sprowadzić go z powrotem na ziemię, dzięki czemu jej uznanie rzeczywiście coś znaczyło, nie rozdawała go bowiem na prawo i lewo, więc kiedy już powiedziała, że coś zrobiłem dobrze, miałem pewność, że faktycznie tak uważała.
Prychnąłem jednak pod nosem.
- Nie wiem. Mogłabyś dojść do wniosku, sze stwoszyłaś potwola. - Znowu uniosłem różdżkę i wskazałem nią na siebie. - Chociasz losumiem, sze na tym etapie jest jeszcze za wcześnie na takie diagnozy. - Uśmiechnąłem się trochę szerzej, błyskając krótko zębami, bo dobrze wiedziałem, że cieszyła się z mojego sukcesu, tylko jej przypadku troska nigdy nie przychodziła w opakowaniu z wielką kokardą - przychodziła w postaci sprawdzania lokacji, uczenia mnie zaklęć i upewniania się, że będę miał czym się bronić, kiedy przyjdzie gorszy dzień - to było bardziej w jej stylu. Nie mówiłem jej, że to doceniałem, bo zazwyczaj zdecydowanie łatwiej było mi żartować, niż przyznać wprost, że czyjaś troska naprawdę mnie ruszała.
Wróciłem do ćwiczenia, tym razem próbując znaleźć w pamięci coś innego, przeszukałem kilka wspomnień, aż zatrzymałem się na jednym z nich, przekonany, że będzie odpowiednie, uniosłem różdżkę, wypowiedziałem inkantację i tym razem nic się nie wydarzyło. Druga próba nie przyniosła niczego - żadnego srebrzystego światła, żadnej sylwetki, nawet porządnej iskry, która pozwoliłaby mi udawać, że przynajmniej coś się wydarzyło - poczułem tylko krótkie szarpnięcie magii i natychmiast wiedziałem, że wspomnienie było niewłaściwe, opuściłem więc różdżkę, westchnąłem i spojrzałem na towarzyszkę.
- No dopsz. Jeden do jednego. - Wzruszyłem ramionami, nie chcąc pozwolić, żeby nieudane zaklęcie zaczęło mnie irytować, miała rację, wspomnienie było nieodpowiednie albo przynajmniej nie niosło ze sobą wystarczającej siły. Magia potrafiła odmówić współpracy z powodów, których nie dało się rozsądnie przewidzieć, i skoro właśnie przed chwilą sam zobaczyłem, jak z mojej różdżki wyskakuje srebrzysty szop po pierwszej próbie, zaś teraz mi nie wyszło, nie zamierzałem jeszcze budować na tym żadnego wniosku - ani własnej porażki, ani swojej legendy. - Czyli nie wystalszy pamiętaś coś pszyjemnego. Muszę znaleźć coś, co szeszywiście potlafi mnie luszyś. - Skinąłem głową, stwierdziwszy tę oczywistość, kiedy zaczęła tłumaczyć, że z czasem powinienem wyczuć, po które wspomnienia sięgać. - To ma sens. W takim lasie będę musiał tlochę pogszebaś w głowie. - Przez moment pomyślałem o wszystkich miejscach, które odwiedziłem, o ludziach, których spotkałem, o nocach spędzonych pod obcym niebem i porankach, kiedy budziłem się bez pojęcia, co przyniesie kolejny dzień - było tam sporo szczęścia, ale większość tych wspomnień miała dołączony jakiś rachunek do zapłacenia - najwyraźniej moja pamięć była pełna rzeczy, które miały znaczenie, tylko niekoniecznie tego rodzaju, którego potrzebował patronus. 
Kiedy powiedziała, że pokaże mi wszystko od nowa, od razu przeniosłem na nią całą uwagę - tym razem również nie patrzyłem już wyłącznie na ruch nadgarstka, tylko na całokształt - obserwowałem ją, kiedy zamykała się we własnym wspomnieniu, a potem wypowiedziała inkantację. Srebrzyste światło wystrzeliło z końca różdżki, po czym praktycznie natychmiast uformowało się w nietoperza, a jakże, patrzyłem na niego uważnie przez chwilę, nijak nie zdziwiwszy się, czemu przybrał ten kształt, lecz bardziej zainteresowało mnie to, co zobaczyłem w jej twarzy.
- To było doble wspomnienie. - Skwitowałem, nie musiałem pytać, jakie było i dlaczego je wybrała, wystarczyło zobaczyć, z jaką pewnością magia odpowiedziała na jej pragnienie…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6620), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (2615)




Wiadomości w tym wątku
[16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.09.2026, 22:04
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance - przez Pan Losu - 12.09.2026, 22:04
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 13.09.2026, 21:06
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.09.2026, 21:45
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 13.09.2026, 22:12
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.09.2026, 23:20
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 28.09.2026, 20:30
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 29.09.2026, 15:22
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 29.09.2026, 20:53
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.09.2026, 02:07
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.10.2026, 11:16
RE: [16/09/1972] Flirting with disaster is still a form of romance | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.10.2026, 16:12

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa