Heather od dziecka przesiąkała quidditchem. Jej matka była szukającą, ojciec tworzył najwspanialsze miotły z możliwych - nie mogło być inaczej. Słyszała, że prędzej nauczyła się latać na miotle niż chodzić na własnych nogach, nie powinno to nikogo dziwić, otaczał ją w końcu sportowy świat. Czasem trochę brakowało jej tej adrenaliny, stadionów pełnych ludzi, jednak póki co nie zastanawiała się nad tym, czy warto do tego wrócić - nie wątpiła w to, że przyjęliby ją z otwartymi rękoma, miała nazwisko, ale nie tylko miała też umiejętności. Znajomość kibolskich przyśpiewek nie powinna nikogo dziwić, spędziła na stadionach większość swojego życia, czy to podczas meczy, czy podczas treningów - swoich i Effie.
Nie miała więc najmniejszego oporu przed tym, aby dołączyć do swojego kumpla. Skoro on zaczął śpiewać postanowiła mu dorównać, trochę specjalnie wybierając Zjednoczonych za swój cel - zdążyła zauważyć, że najwyraźniej byli jego ulubioną drużyną, a więc wypadało go nieco podpuścić. Tak jak się spodziewała - nie obrażał się, tylko kontynuował swój śpiew wyciągając z rękawa kolejne piosenki. To był całkiem niezły pojedynek, mogłaby nawet rzec, że przegrana w nim nie bolała tak bardzo, bo dobrze się bawiła. Nie miałaby problemu, aby przyznać, że on się bardziej popisał. Alkohol nie przeszkadzał mu śpiewaniu, a być może nawet nieco pomagał?
- Nie wiedziałam, że taki wybitny z Ciebie wokalista. - Dodała jeszcze, żeby nie było, że nie zauważyła jego kunsztu.
Nachyliła się ponownie, by dołączyć kolejny patyk do swojej kolekcji. - Ależ piękny jesteś. - Mruknęła do niego pod nosem, jakby faktycznie mógł ją usłyszeć.
- Jak to nie masz zielonego pojęcia? - Był przecież stary, kto jak kto, ale osoby w kwiecie wieku powinny się na tym znać, przynajmniej zdaniem panny Wood. Przeżył pewnie ze dwa razy więcej sabatów niż ona, a może i ze trzy razy więcej, jak to nie wiedział ile. Później jednak padało kolejne zdanie. Zmrużyła oczy, spojrzała na niego i to, co trzymał w rękach, później na swoją kolekcję patyków. Była silna, mogła unieść sporo, gorzej z transportem tego wszystkiego gdzieś dalej, ale to był problem, który miał się pojawić w przyszłości nie teraz, aktualnie zupełnie nie powinna się tym przejmować.
- Dobra, to jest jakiś trop, tyle ile możemy unieść brzmi całkiem w porządku. - Nie mieli konkretnej liczby, nie wiedzieli jak wielkie miało być ognisko, gdy przyniosą tyle ile mogą unieść, to nikt się do nich nie przyczepi o to, że nie zrobili tyle, ile mogli, była to całkiem dobra logika, więc bez niepotrzebnego gadania zbierała dalej ten chrust, by później przekazać go organizatorom sabatu w Little Hangleton.