Nell nie wadziła Ginewrze być może dlatego, za Bagshotówna nigdy do niej nie startowała. A może po prostu, gdy Nell pierwszy raz spojrzała na Ginny, to uznała, że może nie warto jej zaczepiać, choć może na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, jakby to nie było możliwe. Ale przy podobnym wykształceniu (przynajmniej częściowo podobnym), rzeczywiście potrafiły ze sobą bardzo spokojnie porozmawiać – może była to też zasługa Ginny, która miała chyba anielską cierpliwość i nie była słodką kochaną bułeczką, której żal było napyskować bo to jak kopnąć szczeniaczka, a podobne uwagi trochę po niej spływały to raz, a dwa – potrafiła odpowiedzieć, nawet jeśli nie następowało to często. I czasami sama prowokowała niektóre zachowania Bagshot, tyle że raczej w towarzystwie, które było w stanie to wytrzymać. Lubiła Nell. I śmiać jej się chciało, jak widziała, jak Jamil robił do blondynki maślane oczy. Kłótnie z innymi członkami ekipy były trochę martwiące, ale wiedziała, że Cathal się jej nie pozbędzie, że prędzej pozbyłby się Guinevere, niż Nell.
– Może. Nie wiem czym on się teraz dokładnie zajmuje – miała z Thomasem bardzo dobry kontakt, dobrze się dogadywali odkąd się poznali w Egipcie i gdy ten wrócił do Anglii pisywali do siebie listy, żeby tę znajomość utrzymać, ale to nie było tak, że rozmawiali codzIennie i o wszystkim. Ba, Ginny nawet nie wiedziała, że kogoś sobie znalazł, ani że pod koniec sierpnia miało miejsce coś, co mocno zachwiało jego duszą. Każde żyło własnym życiem i jakoś prościej było się porozumieć, gdy żyli na osobnych kontynentach, niż spotkać, gdy oboje byli w Wielkiej Brytanii.
Nie przeszkadzała jej ta cisza, ani że Cathal potrzebował trochę czasu, żeby odpowiedzieć na to co powiedziała. Sama… potrzebowała dojść do siebie i kiedy w końcu odpowiedział, to zaśmiała się krótko, choć w jej głosie nie było wesołości.
– Byłam pewna, że zaspałam. Jak się obudziłam i zobaczyłam, że jest za pięć dziesiąta, to rzuciłam wszystko, żeby się szybko ogarnąć i już układałam w głowie całą przemowę, żeby się z tobą pokłócić o to, dlaczego nikt mnie nie obudził – wyznała z jakąś taką… bezsilnością. – Nie wypiłam nawet kawy – a żeby nie zacząć dnia od kawy, to w wykonaniu Guinevere była prawdziwa rzadkość. – A potem przyszłam tam i okazało się, że jestem przed czasem – tajemnica tego, dlaczego nie przyszła na miejsce zbiórki, tylko czekała na nich przy wejściu, nie była żadnym sekretem. Została tam już, bo już wtedy myślała, że dzieje się coś dziwnego i potrzebowała dojść do siebie. – Chyba muszę wziąć jednak wolne. Przynajmniej do czasu, aż nie dojdę do porozumienia z własną głową – i mówiła to nie bez ciężaru, bo praca była poniekąd jej pasją. Nie praca sama w sobie, ale to co tu robili. Tyle, że w tym momencie nie była w stanie nawet oszukać samej siebie, że wszystko jest w porządku. Nie było.