Secrets of London
[19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125)
+--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126)
+--- Wątek: [19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over (/showthread.php?tid=6220)

Strony: 1 2 3


[19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Guinevere McGonagall - 20.07.2026

Najpierw zobaczyła ciemność. Korytarz nieprzesadnie wysoki zwężał się na przestrzeni kilkudziesięciu metrów, tak, że ciężko było nim przejść – bardziej to czuła, niż widziała. Panowała tam jakaś dziwna duszność i nie chodziło wcale o te diabelskie sidła, które rozpleniły się po podziemiach w różnych ich częściach, broniąc dostępu do przeróżnych miejsc. Zawalonych przejść, albo w jakiś sposób zazdrośnie ukrytych nawet przed światłem, które miało magicznie rozproszyć mrok… Zamiast tego w jakiś sposób częściowo je pochłaniało.

Kroki odbijały się echem od kamiennego sklepienia. Kroki więcej niż jednej pary stóp. Przynajmniej trzech osób. Woda skapywała skądś… Gdzieś w głębi. Kap. Jedna kropla. Kap. Druga i trzecia. Kap. I kolejne. Coś było nie tak. Ciemność pochłaniała nie tylko światło. Podniesione głosy zwiastowały nienajlepsze nastroje, jakąś kłótnię; to echo… coś zachrzęściło w oddali, a może całkiem blisko, dziwna akustyka nie pozwalała dobrze określić odległości. Kap. Do dziesięciu.

Kamień się roztrzaskał.

***

Obudziła się zlana potem.

Nie bardzo wiedziała, gdzie jest, ani kim jest. Przymknęła oczy, a pod powiekami zatańczyły jej kolorowe kropki, układające się w przedziwne kształty i zmieniające swoje położenie i kolory. W końcu odetchnęła, przetarła czoło i zaczęło to do niej wracać.

Nazywa się Ginny… Nie, wróć. Nazywa się Nefret Guinevere Akhenaten. McGonagall. Używała nazwiska ojca, nie matki, tak było tu przecież łatwiej. Mrugnęła jeszcze kilka razy, wpatrzona w sklepienie namiotu, który z wewnątrz był znacznie większy niż wydawałoby się od zewnątrz. Co to był za dziwaczny sen? Z jednej strony natężenie ostatnich emocji na pewno nie pomagało w zrelaksowaniu się, tak samo jak ta wczorajsza ognista, której wypiła chyba trochę za dużo, a z drugiej… Miała jakieś takie bardzo złe przeczucie, które nie opuściło jej, gdy w końcu się podniosła i poczuła na języku charakterystyczny, żelazisty posmak, ani się ogarnęła i ubrała, ani tym bardziej, gdy spojrzała na zegarek. Aż zrobiło jej się zimno.

Mieli skoro świt zejść do tej części kompleksu, który do tej pory był niedostępny, a wszystko opóźniało im się przez ten nieszczęsny wypadek z początku września. A ona sobie smacznie spała.

Dlaczego, do diabła, nikt jej nie obudził?

Ale najdziwniej zrobiło się, gdy już wypadła ze swojego namiotu, gotowa ruszyć do miejsca, które mieli zbadać i zorientowała się, że położenie słońca na niebie jest trochę inne jak na godzinę, którą wskazywał zegarek. Chyba – bo było to trochę trudno oszacować przez chmury, ale gdy stanęła przed zamkniętym wejściem, zorientowała się, że nikt wcale nie wlazł tam bez niej. W ogóle nikt tam jeszcze nie wszedł.

Ciaśniej opatuliła się grubym swetrem, pozwalając, by wiatr rozwiał jej długie włosy. Wzrok jakoś mimowolnie padł jej na wrzosowisko w oddali. Tak właśnie mogła ją zastać reszta, jakby nieco zagubioną. Wyglądała, jakby była co najmniej na kacu.




RE: [19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Cathal Shafiq - 21.07.2026

Dym z papierosa umknął ku szaremu niebu. Cathal spoglądał na nie przez chwilę, pogrążony we własnych myślach: odhaczając w nich po kolei wszystkie rzeczy do zrobienia i przygotowania.
Nie miał żadnych złych snów ani złych przeczuć. Rzadko nawiedzały go i jedne, i drugie, a jeżeli już, najczęściej w koszmarach pojawiali się ojczym, matka i Slytherin. Był człowiekiem do bólu wręcz przyziemnym, przynajmniej pod pewnymi względami. I teraz myślał po prostu o fragmencie korytarza, który udało się oczyścić, do którego wstępnie zajrzała ekipa, i po którym mieli się dziś rozejrzeć. Wiele wskazywało, że tunel będzie po prostu pusty: ale po Augustusie i tym, co już wygrzebali, spodziewał się niespodzianek. Niektórych przykrych. Innych potencjalnie ekscytujących.
Czekał na skraju obozowiska na Nell, Owena czyli speca od klątw, który zastąpił póki co Letę, i Ginny.
Do diabła, brakowało mu Ulyssesa, Lety i Jamila. Nie żeby Cal komukolwiek, może poza Rookwoodem, ufał całkowicie, ale biorąc pod uwagę, że ktoś węszył przy filarach, a ich odkrycia były… potencjalnie niebezpieczne, wolał sprawdzać takie miejsce w niewielkich, sprawdzonych grupach. Owen był zaś niewiadomą.
Upuścił niedopałek i zgniótł go pod ciężkim butem, a potem obrócił się. Nell i Owen się pojawili, Ginny nie. Ruszył więc ku jej namiotowi, zniecierpliwiony: tylko po to, by przekonać się, że jest już jej pusty.
*

- Nie mogłaś spać? – rzucił, gdy stanęli przy budynku, z którego wiodło przejście do podziemi. Był, jak zwykle na noc, zabezpieczony. I faktycznie nikt nie wszedł do sieci tuneli, ciągnących się pod wioską, jak już wiedzieli znacznie starszych niż same ruiny, i z których powodów zapewne rodzina Blackwoodów wybrała to miejsce do osiedlenia się. Zmierzył Ginewrę spojrzeniem: nie dostrzegł chyba wzburzenia, ale zdawała się trochę rozczochrana, a poza tym spodziewał się, że spotkają się w obozie, a nie tutaj. – Już zaczynałem się zastanawiać, gdzie znikłaś.
– Na moje nie mogła się doczekać. Usunięte świeżo diabelskie sidła i skały, i za nimi na pewno czeka jeszcze więcej trupów, juhuuu – rzuciła Nell, wychylając się za jego pleców, a Cathal niemal natychmiast zapragnął znów zapalić.
– Nie sądzę, żebyśmy znaleźli tam więcej trupów. Szczątki były w jednej Sali.
W tej chwili teoria przedstawiana na ogólny użytek głosiła, że zginęli tam, gdy próbowali się ukryć przed zagładą. Oczywiście, w istocie prawdopodobnie złożono ich w ofierze, zagładę wywołując, ale tego Cathal na razie nie chciał ujawniać całemu światu. Nie dopóki nie sprawdzą paru rzeczy.


RE: [19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Guinevere McGonagall - 21.07.2026

Czy nie mogła spać? To było fantastyczne pytanie, na które Guinevere nie potrafiła udzielić jasnej odpowiedzi. Usłyszała ich kroki, gdy się zbliżali, gdy ona siedziała sobie na jakimś pobliskim głazie, zastanawiając się nad swoim życiem i nad tym, co się właśnie odpierdalało. To jej się chyba nigdy nie przydarzyło wcześniej: żeby zerwać się z łóżka, pomylić godziny tak mocno, żeby ubzdurało jej się, że jest później niż w rzeczywistości, a potem wyrwać się do pracy bez nawet swojej porannej, niemalże rytualnej kawy. Kawa z rana to była świętość, każdy tu chyba znał zwyczaje McGonagall, łącznie z tym, że nie była osobą, która śpi do późna i gdy teraz tak rozważała te wszystkie swoje dzisiejsze wybory, to musiała przyznać, że ten dzień nie zapowiadał się dobrze.

– Tak, trupy, juhu – powiedziała bez entuzjazmu, odwracając w końcu głowę na Cathala i czającą się za nim Nell. Nie chwaliła się wczorajszym listem od rodziny, śmiercią pradziadka i podejrzeniem, że jednak jest posiadaczką trzeciego oka, szerokiemu gronu. Cathal wiedział, bo też nie wyobrażała sobie nie powiedzieć mu, co jest grane, że tak nagle znika, a poza tym… Poza tym to przecież siedział z nią wczoraj i pił. I jej brakowało Jamila… Lety na swój sposób zresztą też, a na pewno chaosu, który wprowadzała, niekoniecznie krzyków i kłótni. – Kiepsko spałam, tak – przyznała po chwili, wracając do pytania Cathala, a w końcu westchnęła krótko i ześlizgnęła się z kamienia, na którym sobie przycupnęła.

– Gotowi? Czy masz w planach jeszcze jakąś przemowę? Albo już ją wygłosiłeś? – typu „zebraliśmy się tutaj dzisiaj, żeby… a zresztą wiecie co robić”. Oczywiście Guinevere nic takiego nie przewidywała, po prostu starała się zachowywać jak zwykle, przy tym „starała się” to wyrażenie, na które należy położyć szczególny nacisk. Nie była w nastroju, nie była tym standardowym promyczkiem słońca uśmiechającym się tajemniczo, jakby miała za chwilę zrobić komuś niewinnego psikusa i uśmiechnąć się niewinnie. Nie uśmiechała się. Była pewna, że swoją robotę wykona bez przeszkód, po prostu nie czuła się – to było chyba odpowiednie określenie na jej aktualny humor. Zerknęła na Owena krótko, ale to nie był dzień, w którym Gin uskutecznia swoje klasyczne zaczepki.




RE: [19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Cathal Shafiq - 22.07.2026

Cathal mierzył ją przez chwilę spojrzeniem, uważnym, ale niewiele wyrażającym. Choć czasem dało się z jego wzroku wyłapać rozbawienie, poirytowanie czy powątpiewanie, to nie był człowiekiem mocno ekspresyjnym i często było ciężko odgadnąć, co chodzi mu po głowie: podobnie teraz. Ostatecznie nic nie powiedział, może uznając, że to jej sprawa, a może dlatego, że wiedział, że po śmierci krewnego i śnie, nie będącym prawdopodobnie tylko snem, w jej umyśle mógł panować zamęt.
– Przemowa i instrukcje są takie same jak zwykle. Zakładam, że dla każdego jasne. Nie dotykać niczego, czego nie sprawdzimy, obserwować podłogę, zanim się na nią wejdzie, wycofujemy się, jeżeli usłyszymy złowieszcze huki albo ktoś gorzej się poczuje…
- …nie ciągnąć za dziwne, wystające wajchy, nie ruszać posągów, nie dotykać run na ścianach i nie rzucać skorpionami – dokończyła Nell, wchodząc mu w słowo. – Jest jasne, wszyscy wiemy i nie ma tu Jamila.
– Nigdy nie mówiłem niczego o skorpionach.
– Co jest karygodnym niedopatrzeniem.
– Jesteśmy w Walii. Tu nie ma skorpionów.
– Nigdy nie wiesz na pewno.
Cathal westchnął, klątwołamacz spojrzał na Nell dziwnie, po czym Shafiq ruszył po prostu do budynku, a potem do przejścia. Początkowo pokonywali doskonale sobie znaną pracownię Augustusa, sprawdzoną już na wszystkie sposoby: skatalogowano wszystko, co tu znaleziono, uratowano tyle pism, ile się dano, odczytano te, które nie były zniszczone, analizom poddano każdy mebel i każde wiodące do niej zabezpieczenie. Korytarzami również sprawdzonymi na wszystkie strony: były tu takie prowadzące do Sali, w której kiedyś Letę napadły posągi, do takiej, w której Thomas rozbrajał pułapki i pieczęcie, i do tunelu, na końcu którego kiedyś z Ginny znaleźli kolejny filar i leżące tam szczątki. Prawdopodobnie filar, który Augustus uruchomił, doprowadzając do zagłady wioski.
O ile jednak początkowo szli znajomym tunelem, o tyle tym razem skręcili w niedawno oczyszczony korytarz. Cathal musiał pochylać się, by nim przechodzić, nie było więc to łatwe, zwłaszcza że wyciągnął różdżkę i co chwila wyszeptywał zaklęcia rozpraszające. Niby ten kawałek pobieżnie sprawdzono, ale strzeżonego…


RE: [19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Guinevere McGonagall - 22.07.2026

Nie zastanawiała się nad tym teraz, ale gdzieś podświadomie wiedziała, że Cathal nic nie powie w towarzystwie, bo z całą swoja bezczelnością i gburowatością, był też człowiekiem zadziwiająco dyskretnym. Ale tez podejrzliwym i aż dziw, że nie kazał jej udowodnić, że ona to ona, skoro nie przyszła na zbiórkę o czasie, nie było jej w namiocie i równie dobrze mogła być swoim własnym sobowtórem, tak jak kiedyś podszyto się pod Nell, choć nie do końca umiejętnie. Być może jednak zły nastrój Guinevere był tak dla niego oczywisty, że nie było szansy na pomyłkę, a i ona tego nie kwestionowała, wysłuchując tej dość klasycznej wymiany zdań w ciszy. Normalnie pewnie by coś wtrąciła, ale teraz tylko lekko przeczesała zmierzwione wiatrem włosy palcami i poprawiła pasek na swoim ramieniu.

Odezwała się dopiero po jakimś czasie, gdy już weszli do środka. Egipcjance najwyraźniej bardzo zależało na tym, żeby zachować jakieś pozory normalności (swojej) i ewidentnie długo nad tym myślała, gdy ni z tego ni z owego zagaiła temat teoretycznie porzucony przed wejściem do budynku.

– Nell, zastanawiałaś się kiedyś jakie jest twoje zwierzę totemiczne? – był to koncept szeroko eksplorowany w Uagadou, gdzie zresztą nie mieli zakazu nauczania nekromancji i Guinevere uczyła się jej podstaw, ćwiczyła więc w warunkach szkolnych choćby zaklęcie Patronusa – tak mocno związane z duchowością i też pewną pierwotną, animalistyczną stroną człowieczeństwa. – Tyle mówisz o tych skorpionach, że jestem niemal przekonana, że zapisał się nie tylko w twojej głowie, ale też duszy – zawyrokowała, ale choć nie brzmiała na przesadnie energiczną jak zwykle, był w  tym cień jej klasycznych zaczepek. I wcale nie chodziło o doprowadzenie Cala do bólu głowy.

Nie wspominając o tym, że jeśli skądś mieli wytrzasnąć skorpiona, to Guinevere mogła coś w niego transmutować. Ale wątpliwe, że rzuciłaby nim w kogokolwiek, bo choć przyjaźniła się z Jamilem i nie raz lądowała z nim na dywaniku u opiekuna, to nie przejawiała takich zapędów jak on.

Starała się być czujna, ale przy tym próbowała nie myśleć o śnie, którego obrazy nachalnie cisnęły się pod powieki, gdy tylko je zamykała. Sama trzymała za swoją różdżkę, gdy doszli do tego niezbadanego wcześniej korytarza i trochę niepewnie patrzyła na cienie, jakie rzucali na ścianę w tym korytarzu. O tym, że faktycznie czuła się nie najlepiej mogło świadczyć chociaż to, że nie próbowała zaczepiać Shafiqa w ten klasyczny sposób, proponując mu, że może go zmienić w kociaka, żeby łatwiej mu było przejść (jak mu zresztą już kiedyś „groziła”, kiedy włamali się do grobowca Wintera).

– Są tu jakieś zaklęcia? – odezwała się po jakimś czasie i po którymś z kolei wymruczanym przez Cala pod nosem zaklęciu rozpraszającym.




RE: [19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Cathal Shafiq - 25.07.2026

Rzut
Może Shafiq nie był aż tak podejrzliwy, może wczorajsza rozmowa skutecznie go rozproszyła, usypiając jego czujność: wiedział w końcu, że była przygnębiona, a i pewnie nie pomogło to, ile alkoholu wypili. A może zwyczajnie polegał na swojej pamięci i wierzył, że pamiętał twarze swoich współpracowników lepiej niż mógłby je zapamiętać jakikolwiek metamorfomag. W każdym razie przynajmniej na razie nie zadawał jej żadnych podchwytliwych pytań. Ograniczył się do chwili obserwacji, zanim skupił przynajmniej część swojej uwagi na zwykłych marudzeniach Nell.
– Mam traumę – oświadczyła Nell z oburzeniem. – Też byś miała, jakby taki jeden palant obrzucił cię skorpionami – dodała, zapewne z pełną premedytacją pomijając pytanie o zwierzę totemiczne. Jeżeli ona zauważyła, że coś jest nie tak z McGonagall, to nie dała tego po sobie poznać: ale równie dobrze mogła po prostu uznać, że Ginewra miała zły dzień i nie wyłapać w tym niczego więcej, jak dostrzec jakieś objawy i postanowić je absolutnie zignorować. Prawdopodobnie nie spytałaby, co się dzieje, przy innych ludziach.
*
– Na razie nic, co mógłbym rozwiać – odparł Cathal, nie odwracając się i czujnym spojrzeniem mierząc drzwi i posadzkę. Póki co w tunelu nie było niczego, co mogłoby zwracać uwagę: żadnych przejść do pomieszczeń, żadnych run, żadnych pułapek… a przynajmniej nie takich, które by się uaktywniły. Ledwo jednak wypowiedział te słowa, a pod wpływem kolejnego zaklęcia ciemność, rozpraszana tylko przez światła lumos utrzymywane przez klątwołamacza i Nell, stała się jakby głębsza przy jednej ze ścian.
Shafiq zatrzymał się, unosząc wolną rękę, by dać im znać, że coś jest nie tak. Przez długą chwilę stał po prostu, trochę dlatego, że umysł odruchowo podsuwał wszystkie podobne sytuacje z przeszłości, trochę ponieważ wodził spojrzeniem po ścianie i suficie, czy nie dostrzeże jeszcze niczego podejrzliwego. W końcu pochylił się i rzucił kamyk w to miejsce, a gdy się nic nie stało, podszedł i dźgnął lekko ścianę różdżką.
Iluzja, przykrywająca ją, rozwiała się ostatecznie. Być może oparta na podobnych zasadach jak te, które skrywały różne przejścia i miejsca przed oczyma mugoli? Jeżeli jednak znajdowało się tu kiedyś przejście do innego tunelu albo pomieszczenia, to teraz było zawalone kamieniami.
– To wcześniej przegapiliśmy – ocenił Cathal.
– Musiało zawalić się, kiedy wioskę wcięło – Ocenił Owen.
– W taki sposób? – spytała Nell sceptycznie, gdy Shafiq rzucił jeszcze jeden czar, sprawdzając, czy gruzowiska też nie spowijało jakieś zaklęcie. Kamienie blokujące wejście okazały się jednak prawdziwe. – Na moje ktoś wrąbał tu tak celowo.
– W takim razie powinniśmy to usunąć.
– Ot tak po prostu? Halo, bezpieczeństwa pracy w podziemiach, zwłaszcza starych, w których siedział walnięty czarnoksiężnik!
Czy to echa tej kłótni się jej śniły…?


RE: [19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Guinevere McGonagall - 26.07.2026

To, ile wczoraj wypili, z pewnością nie pomagało. Guinevere z każdym krokiem żałowała, że jednak nie wypiła swojej porannej kawy. Łudziła się, że może wtedy chociaż część tego paskudnego bólu głowy by zelżała. A tak… czuła suchość w gardle, czuła pulsujący ból pod czaszką i trudno było powiedzieć, czy to kac, czy może widmo tego paskudnego snu, no i rzecz jasna źle spała i nastrój też wcale nie był lepszy niż wczoraj. Ale też nie była osobą, która pozwalała, by jej prywatne sprawy przeszkadzały w pracy. To, że w ogóle pracowała, uważała teraz za błogosławieństwo i była wdzięczna, że Cathal nie zmusił jej do wzięcia wolnego, bo przynajmniej mogła się łudzić, że zdusi przynajmniej część myśli i że nie będzie na nie skazana sam na sam, mając cały czas dnia tylko dla siebie.

Na słowa Nell Ginny wydała z siebie dźwięk, który jednocześnie mógł być onomatopeją wywracania oczami, jakimś westchnięciem związanym z tym, że właśnie zmyliła krok i prawie się potknęła oraz przerywnikiem dla nabrania oddechu, po którym już nie odpowiedziała, być może stwierdziwszy, że jednak nie ma dzisiaj psychicznie siły na ciągnięcie tej rozmowy. W normalnych warunkach jeszcze by pewnie odrobinę podszczypała Bagshotównę o te skorpiony, ale dzisiaj chyba rzeczywiście to było dla niej trochę za dużo. Tym bardziej, że miała wrażenie że światło różdżek jest dla niej trochę za ostre i odrobinę mrużyła oczy, póki co nie decydując się na zamianę ludzkich oczu w kocie, jak to miała w zwyczaju w takich momentach.

***

– To dobrze – stwierdziła zgodnie zresztą z prawdą, bo to, że jednak nic się na nich nie czaiło, tylko czekając na uruchomienie, albo aż Shafiq to rozproszy, to był dobry znak.

Ale chyba zapeszyli. Tak jakby coś albo ktoś tylko czekał na zwrócenie na to uwagi, bo kilka sekund później Cathal zatrzymał ich swoją wyciągniętą ręką. Ten odcinek tunelu wyglądał… raczej standardowo, ale coś musiało być nie tak… Ginewra w końcu skupiła się, wciąż trzymając swoją różdżkę i zmieniła w końcu swoje oczy w te złote o pionowych źrenicach i otworzyła je szeroko, jakby to miało pozwolić przebić się przez tę dziwną ciemność, ale nawet ona i koci wzrok na niewiele się tutaj zdały. Znaczy się – magia. Nie zdążyła nic powiedzieć bo i Cal wpadł na to w podobnym momencie i dźgnął ścianę swoją różdżką, ukazując im to, co skrywało zaklęcie.

I kiedy Nell i Owen zaczęli się sprzeczać o to, kiedy przejście się zawaliło, i co z tym zrobić, McGonagall po prostu przymknęła oczy. Miała wrażenie, że ten ból głowy zamiast przechodzić, to się nasila. Nie mówiąc już o tym, że to wszystko… było takie znajome. A nie powinno być, w końcu weszły do tego korytarza pierwszy raz. Uniosła wolną dłoń, by pomasować sobie nasadę nosa i czoło, jakby to miało odgonić jakoś ten ból.

— A jak inaczej byś to chciała? Tak, trzeba to sprawdzić pod kątem zaklęć, ale jeśli chcemy wiedzieć, co się tam kryje, to tak, trzeba to usunąć — Owen odparł Nell, najwyraźniej nie zamierzając pozwolić żeby podważała jego kompetencje. — Tym bardziej, jeśli ktoś to zasypał celowo, ale nadal mi się nie wydaje

Czy w oddali kapała woda? Czy jej się wydawało… nie miała pewności, nie gdy tyle gadali.




RE: [19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Cathal Shafiq - 31.07.2026

Jeżeli szło o Cathala, nie było po nim widać skutków wczorajszego picia. Może pomogło to, że wprawdzie zwykle się nie upijał, ale wciąż z alkoholem miewał więcej styczności niż Ginny. Swoje robił na pewno też fakt, że i jednak wypił kilka łyków mniej od niej, i był zdecydowanie wyższy i mocniej zbudowany. Kilka godzin snu, dużo wody, mocna kawa i papieros o świcie wystarczyły, aby jego głowa znów działała… no cóż, na takich obrotach jak zwykle, co oznaczało zwykle bardzo duże, ale też jednocześnie łatwo się przeciążające.
Miał wprawdzie wrażenie, że McGongall niekoniecznie powinna im dziś towarzyszyć, nie zamierzał jednak się upierać. Także dlatego, że ostatecznie ten korytarz już sprawdzono wstępnie i mieli dodatkowo się rozejrzeć, aby opracować plan szczegółowych badań korytarza i nie spodziewali się ogromnych problemów.
Jak to jednak bywało w takich przypadkach, bogowie nie lubili ludzi zbyt pewnych siebie i czasem postanawiali im udowodnić, że nic nie pójdzie zgodnie z planem. Tak też stało się tutaj, gdy najpierw czar Cathala ujawnił przejście, a potem kiedy okazało się, że Nell i Owen mają bardzo niekompatybilne charaktery. Nie żeby Shafiqa to zaskakiwało: panna Bagshot była niekompatybilna praktycznie z każdą istotą żywą, a przynajmniej tak mogłoby się wydawać.
– Nigdy nie byłeś w starożytnych grobowcach, co? Jeżeli w tym jest jakieś zaklęcie i to usuniemy, to na przykład sufit spadnie nam na głowę – prychnęła Nell.
– Ja tu jestem klątwołamaczem i nie widzę żadnych oznak klątwy.
– Mogą tu być mechanizmy! Pułapki! Jakieś pieczęcie!
– Może po prostu to obejrzymy? Na razie ostrożnie – wycedził Cathal, rzucając Nell mordercze spojrzenie. Odwdzięczyła się mu całkiem podobnym, i w tym konkursie ciężko było wyłonić ostatecznego zwycięzcę, bo on przez wzrost i posturę wyglądał groźniej, za to ona mimo bycia drobną blondyneczką naprawdę potrafiła patrzeć tak, jakby była gotowa rzucić się na kogoś i wyszarpać mu jakąś tętnicę za pomocą tylko paznokci. – Nell, rozpal więcej światła, Owen, przygotuj tarcze ochronne, ja przyjrzę się bliżej sklepieniu i kamieniom, póki co bez naruszania tego wszystkiego, a jeżeli na razie nic nie walnie, Guinevere spróbuje transmutować na razie pojedyncze kamienie i zobaczymy, co się stanie – wyliczył, podchodząc do zwaliska.
Gdzieś w oddali zakapała woda.


RE: [19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Guinevere McGonagall - 31.07.2026

Nie trzeba było Guineverze powtarzać, że z ich dwójki to Cathal jest znacznie lepiej przystosowany do picia alkoholu, niż ona, mało w to wprawiona i preferująca kawę przez dobrą połowę swojego życia. Najlepiej taką parzoną w tygielku do kawy, jak to robiła ona. Że z ich dwójki to najpewniej ona ma kaca po tej cholernej ognistej, o ile go w ogóle miała, ale jak na jej, to owszem, doprawionego jeszcze tym okropnym snem, przez który zupełnie się nie wyspała. Powinna zjeść coś słodkiego. Może całe bryłki cukru w zajebiście słodkiej, mocnej herbacie (bo, oczywiście, kawy cukrem ni mlekiem nie powinno się plugawić), może wtedy poczułaby się lepiej, chociaż nie było tak źle, bo obyło się bez rzygania jak kot.

A na domiar wszystkiego Nell i Owen się kłócili. Nie zauważyła spojrzenia, jakie Cathal rzucił Nell, bo miała wciąż przymknięte powieki, próbując chociaż częściowo odciąć się od bodźców, ale ich głosy, nieco podniesione i na pewno poruszone, ciągle wżerały jej się w czaszkę, aż nawet ona, na co dzień tak spokojna i cierpliwa, nie wytrzymała.

– Czy możecie się… zamknąć chociaż na chwilę? – powiedziała na wydechu, a lekkie zirytowanie dało się odczytać gdzieś z krawędzi jej głosu. – Nie da się zebrać myśli, jak się tak przepychacie – dodała, marszcząc przy tym brwi. Otworzyła jedno oko, które łypnęło na nich pionową źrenicą. Ciągle miała wrażenie, że coś słyszy, że to coś ważnego, że powinna coś z tym zrobić, ale ich nadawanie ją rozpraszało. Nie umiała tego wytłumaczyć nawet przed sobą. A potem Cathal zaczął mówić i przynajmniej Nell i Owen się przytkali i…

Kap. Jedna kropla. Kap. Druga…

– Słyszycie to? – zapytała po chwili i zmrużyła oczy, jakby to pozwoliło jej słyszeć lepiej. Nic takiego nie miało rzecz jasna miejsca, ale był to jasny znak, że intensywnie myśli.

…i trzecia.

Kap.

Guinevere otworzyła szerzej oczy. To było… dokładnie tak jak w tym śnie. Ciemność i jakaś duszność, kłótnia, krople… Co było dalej?

Ale przecież doskonale wiedziała, co było dalej. Jej oddech przyspieszył. Uświadomiła sobie dokładnie, co było dalej.

– Na zewnątrz. Musimy wyjść na zewnątrz – rzuciła i tym razem w  jej głosie nie było zirytowania, nawet nie było zmęczenia. Było realne przerażenie. – JUŻ!




RE: [19.10.1972, wykopaliska] Don’t dream it’s over - Cathal Shafiq - 05.08.2026

– Nie mam zamiaru się zamykać. Zostałem zatrudniony jako specjalista i jako taki wyrażam swoją profesjonalną opinię – oświadczył Owen, wyraźnie zirytowany i wybuchem Nell, i słowami Ginny. Pewnie zmilkłby, gdyby po prostu przystąpiono do realizacji planu Shafiqa, bo nawet wyciągnął różdżkę i utkał ochronne zaklęcie a Nell, choć za jego plecami zrobiła paskudną minę, też na moment zamilkła i wyczarowała dodatkowe oświetlenie. Słowa McGonagall dolały jednak paliwa do ognia…
…może dobrze, bo jeżeli miała rację, to czy nie czekał ich tu zaraz wybuch…?
– Mam ci powiedzieć, gdzie możesz sobie wsadzić tę swoją profesjonalną opinię? – odpysknęła niemal natychmiast Nell. Cathal westchnął cierpiętniczo i cofnął, ostatecznie nie podchodząc do kamieni, bo i podejmowanie działania, kiedy wszyscy się kłócili, prawdopodobnie nie byłoby w tej chwili najmądrzejszym posunięciem.
Shafiq skierował spojrzenie na McGonagall, gdy ta zaczęła nagle domagać się, by wyszli. W gruncie rzeczy to nie tak, że od razu, natychmiast, w jednej sekundzie uznał, że Ginny ma rację i powinien jej zaufać. Przeszło mu przez myśl, że może wyprowadzona z równowagi całokształtem i tą kłótnią, trochę przesadzała. Ale… Ale Cathal przeżył już zawalenie podobnych korytarzy, w którym zginęła niemal cała ekipa. Nauczył się wtedy, że czasem lepiej nie ryzykować. Upieranie się przy dalszej pracy, gdy ludzie zaczęli się kłócić, było ryzykiem samym w sobie. Guinevere mogła dostrzec jakąś oznakę niebezpieczeństwa. A jeżeli nie, to jeśli sny i ta kłótnia tak źle na nią wpływały, lepiej, aby dziś jednak nie pracowała. Poza tym nawet jeżeli nic by się nie stało, Shafiqa chyba zaraz trafiłby szlag.
– Wycofujemy się – rzucił tylko.
– Naprawdę, to jest śmieszne…
– Sam jesteś śmieszny! CAL!
To ostatnie słowo Nell wykrzyczała, nie wzywając Cathala na pomoc, ani nie to jego oskarżając o śmieszność: ot Shafiq po prostu widząc, że Bagshot nie rusza natychmiast, zwyczajnie korzystając z drobnych rozmiarów czarodziejki schwycił ją pod pachę i ruszył z powrotem w stronę wejścia, nie bacząc na to, że ta zaczęła wściekłe wymachiwać nogami.
– Puść mnie, ty troglodyto, mogę iść sama!!!

Czy Owen ruszy się od razu za nimi?
[roll=TakNie]