15.08.2026, 10:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2026, 10:17 przez Cathal Shafiq.)
Nell była osobą trudną we współpracy, którą Cal trzymał przy sobie od wielu lat nie tylko ze względu na jej duże zdolności, ale też z powodu osobistych powiązań, bo znał ją odkąd oboje byli nastolatkami, i dlatego, że oboje nauczyli się dobrze działać mimo trudnego charakteru tego drugiego. Nieraz jednak pojawiały się problemy we współpracy z innymi. I o ile z Letą nadawała na tych samych falach, ich speca od pułapek z Egiptu chyba przerażała, a z takim Jamilem darła koty, ale jednocześnie w pewnym sensie byli do siebie przywiązani, o tyle często okazywało się, że z niektórymi ludźmi po prostu nie była kompatybilna.
– Znów muszę poszukać klątwołamacza – westchnął Shafiq, bo było więcej niż jasne, ze nie pozbędzie się Bagshot. Nie mógłby nawet: oboje znali trochę za dużo nieprzyjemnych sekretów tej drugiej strony. – Może Figg znajdzie dla nas trochę czasu.
Był trochę zbyt przyzwoitym człowiekiem, żeby Cal nie czuł się dziwnie, kiedy go tutaj ściągał, ale też może Nell będzie miała odrobinę skrupułów przed naskakiwaniem na niego niby rozzłoszczona kotka. Figg niby kojarzył się z kotami, ale Cathalowi czasem przypominał dużego labradora, nawet jeśli pod tym krył pewnego rodzaju smutek.
Odruchowo uniósł znów rękę i opuścił ją, gdy uświadomił sobie, że nie może za jej pomocą przepłukać sobie oczu. Wyciągnął więc różdżkę i wymamrotał zaklęcie, proste aquamenti, zabierając się za oczyszczanie rąk i twarzy z pyłu. Zdawał się teraz siwy, gdy szare drobinki osiadły na białych drobinkach, i nawet na brwiach. Zajął się tym na dobre trzy czy cztery minuty, nie od razu odpowiadając na słowa Guinevere: może potrzebował trochę więcej czasu, żeby je sobie przeanalizować, porównać z tym, co zapamiętał z podziemi, odtworzyć w głowie każdą sekundę i upewnić się, że faktycznie nie dało się tam dostrzec niczego zwiastującego nadciągającą katastrofę.
– Uważasz, że przewidziałaś, że to się zawali – powiedział w końcu. – Może i faktycznie – dodał: wywlekła ich stamtąd przecież, a nawet jeżeli nie, to powątpiewanie było ostatnią rzeczą, jakiej teraz od niego potrzebowała. – Dzięki za podniesienie alarmu na czas.
Huk walących się korytarzy.
Wtedy i teraz.
Powtarzający się w jego głowie raz za razem.
– Znów muszę poszukać klątwołamacza – westchnął Shafiq, bo było więcej niż jasne, ze nie pozbędzie się Bagshot. Nie mógłby nawet: oboje znali trochę za dużo nieprzyjemnych sekretów tej drugiej strony. – Może Figg znajdzie dla nas trochę czasu.
Był trochę zbyt przyzwoitym człowiekiem, żeby Cal nie czuł się dziwnie, kiedy go tutaj ściągał, ale też może Nell będzie miała odrobinę skrupułów przed naskakiwaniem na niego niby rozzłoszczona kotka. Figg niby kojarzył się z kotami, ale Cathalowi czasem przypominał dużego labradora, nawet jeśli pod tym krył pewnego rodzaju smutek.
Odruchowo uniósł znów rękę i opuścił ją, gdy uświadomił sobie, że nie może za jej pomocą przepłukać sobie oczu. Wyciągnął więc różdżkę i wymamrotał zaklęcie, proste aquamenti, zabierając się za oczyszczanie rąk i twarzy z pyłu. Zdawał się teraz siwy, gdy szare drobinki osiadły na białych drobinkach, i nawet na brwiach. Zajął się tym na dobre trzy czy cztery minuty, nie od razu odpowiadając na słowa Guinevere: może potrzebował trochę więcej czasu, żeby je sobie przeanalizować, porównać z tym, co zapamiętał z podziemi, odtworzyć w głowie każdą sekundę i upewnić się, że faktycznie nie dało się tam dostrzec niczego zwiastującego nadciągającą katastrofę.
– Uważasz, że przewidziałaś, że to się zawali – powiedział w końcu. – Może i faktycznie – dodał: wywlekła ich stamtąd przecież, a nawet jeżeli nie, to powątpiewanie było ostatnią rzeczą, jakiej teraz od niego potrzebowała. – Dzięki za podniesienie alarmu na czas.
Huk walących się korytarzy.
Wtedy i teraz.
Powtarzający się w jego głowie raz za razem.