11.08.2026, 13:05 ✶
– Nie będę pracował w takich warunkach.
– To nie pracuj – burknęła Nell na skargi Owena, a potem zerknęła na Cathala, zmarszczyła brwi i dźwignęła się z podłogi. – Pewnie odczuli wstrząsy, idę to wszystko wyjaśnić…
– Ten absolutny brak profesjonalizmu?
– Brak profesjonalizmu to będzie, jak cię trzepnę! – oświadczyła kobieta, po czym wypadła z budynku. Owen spojrzał na Shafiqa, chyba oczekując jakiejś żywej reakcji, ale gdy ten zwyczajnie odchylił głowę, podparł ją o ścianę i zamknął oczy, mruknął coś o tym, że jego noga więcej tu nie postanie i wyszedł.
Cathal przez chwilę milczał.
W jego głowie raz po raz rozlegały się huki, wspomnienie stare i wspomnienie całkiem nowe. Pył nieprzyjemnie drażnił skórę, nos, gardło, sprawiał, że oczy piekły. Pomyślał, że powinien przepłukać usta i potem czegoś się napić, przepłukać oczy, i pewnie nawet miał manierkę w woreczku ze skóry z wsiąkiewki, ale nie chciało mu się po tę sięgać.
Naprawdę mało brakowało.
Być może powinien teraz się cieszyć, że jest żywy: że wszyscy są żywi. Ale jego myśli po chwili popłynęły na inne tory – czy to zwalisko i niewielkie trzęsie nie zasypało innych korytarzy, w których trwały prace? Dobrze, że standardowo gdy sprawdzano nowe sale lub odgałęzienia, reszta przerywała swoją robotę, tak na wszelki wypadek…
– Nie wierzę, że to mówię, ale w takich chwilach brakuje mi Lety – skwitował. Lety, Jamila, Ulyssesa. A także kilku innych osób, które zostały w Egipcie: tam ekipa po długim czasie współpracy działała razem dużo lepiej, a tu, pod szarym, angielskim niebem, wszystko zdawało się coraz trudniejsze. – Nie wiem. Chyba koło dziesiątej – powiedział, unosząc rękę. Tarcza zegarka była lekko pęknięta: musiał walnąć przegubem o ścianę, kiedy brał zakręt. – Coś tam zauważyłaś? Wszystko wyglądało stabilnie i jestem pewien, że nie weszliśmy w żadną pułapkę…
Coś musiało się uruchomić po drugiej stronie zwaliska albo mieli po prostu pecha, ale Owen twierdził, że nie wyczuwa żadnych klątw, a Cathal przecież niczego nie dotknął: dopiero zaczynał oglądać korytarz i zdawało się mu, że wszystko w porządku.
– To nie pracuj – burknęła Nell na skargi Owena, a potem zerknęła na Cathala, zmarszczyła brwi i dźwignęła się z podłogi. – Pewnie odczuli wstrząsy, idę to wszystko wyjaśnić…
– Ten absolutny brak profesjonalizmu?
– Brak profesjonalizmu to będzie, jak cię trzepnę! – oświadczyła kobieta, po czym wypadła z budynku. Owen spojrzał na Shafiqa, chyba oczekując jakiejś żywej reakcji, ale gdy ten zwyczajnie odchylił głowę, podparł ją o ścianę i zamknął oczy, mruknął coś o tym, że jego noga więcej tu nie postanie i wyszedł.
Cathal przez chwilę milczał.
W jego głowie raz po raz rozlegały się huki, wspomnienie stare i wspomnienie całkiem nowe. Pył nieprzyjemnie drażnił skórę, nos, gardło, sprawiał, że oczy piekły. Pomyślał, że powinien przepłukać usta i potem czegoś się napić, przepłukać oczy, i pewnie nawet miał manierkę w woreczku ze skóry z wsiąkiewki, ale nie chciało mu się po tę sięgać.
Naprawdę mało brakowało.
Być może powinien teraz się cieszyć, że jest żywy: że wszyscy są żywi. Ale jego myśli po chwili popłynęły na inne tory – czy to zwalisko i niewielkie trzęsie nie zasypało innych korytarzy, w których trwały prace? Dobrze, że standardowo gdy sprawdzano nowe sale lub odgałęzienia, reszta przerywała swoją robotę, tak na wszelki wypadek…
– Nie wierzę, że to mówię, ale w takich chwilach brakuje mi Lety – skwitował. Lety, Jamila, Ulyssesa. A także kilku innych osób, które zostały w Egipcie: tam ekipa po długim czasie współpracy działała razem dużo lepiej, a tu, pod szarym, angielskim niebem, wszystko zdawało się coraz trudniejsze. – Nie wiem. Chyba koło dziesiątej – powiedział, unosząc rękę. Tarcza zegarka była lekko pęknięta: musiał walnąć przegubem o ścianę, kiedy brał zakręt. – Coś tam zauważyłaś? Wszystko wyglądało stabilnie i jestem pewien, że nie weszliśmy w żadną pułapkę…
Coś musiało się uruchomić po drugiej stronie zwaliska albo mieli po prostu pecha, ale Owen twierdził, że nie wyczuwa żadnych klątw, a Cathal przecież niczego nie dotknął: dopiero zaczynał oglądać korytarz i zdawało się mu, że wszystko w porządku.