08.08.2026, 07:38 ✶
Trzask.
Najpierw niezbyt głośny. Ale odbił się w głowie Cathala echem, przywołując inne dźwięki tego typu: także te, które usłyszał dawno, dawno temu u progach swojej kariery. I jak zdarzało się, że przytłoczony wspomnieniami zamierał, tak teraz nie wahał się długo. Nie teleportował się – nie z obawy o wymioty, ale dlatego, że w tych podziemiach teleportacja płatała figle i była ostatecznością. Jeżeli nie rzucił Nell to tylko z obawy, że mogłaby stracić równowagę, ale postawił ją na ziemi mało delikatnie i pchnął do przodu.
– BIEGIEM! – zarządził i tym razem kobieta nie dyskutowała, a wystrzeliła do przodu, nie oglądając się za nimi, bo i w pełni była świadoma, że ani nikomu nie pomoże, ani nie będzie dobrze, jak zaczną na siebie wpadać. Cathal zaś chwycił nadgarstek Ginewry i pociągnął, sam startując do pędu, kiedy za nimi zaczęło się wszystko walić. – Przemiana?! – zawołał do niej jeszcze, bo na kocich łapach mogłaby wydostać się stąd zdecydowanie szybciej. A potem wstrzymał oddech, gdy korytarz zaczął wypełniać się pyłek, przeklinając jedynie w myślach: nie chciał tracić na to sił ani pozwolić, by kurz i drobiny skał wypełniły mu usta i utrudniły ucieczkę. Lumos wygasło gdzieś po drodze, i biegnący Owen zaklął, gdy zderzył się ze ścianą, ale zdołali wypaść na główny korytarz, wcześniej już sprawdzony, gdzie wciąż znajdowała się lampa. Nell nie zatrzymała się tam, biegnąc niby najlepsza sprinterka dalej: znikła im z oczu w pomieszczeniu, za którym znajdowała się pracownia Augustusa. Cathal też tam ruszył, nie oglądając się. Najlepiej było wyjść stąd całkiem: nie mieli pewności, czy coś nie wywoła reakcji łańcuchowej, więc lepiej było wrócić tu później… i zdecydowanie także z pracownikami, którzy lepiej znali się na rzemiośle i będą mogli ocenić bezpieczeństwo zwaliska.
Shafiq chwilowo o nic nie pytał. Pytania mogły poczekać na później. Dopiero więc gdy znaleźli się w budynku, w którym znajdowało się przejście – i gdzie w świetle dnia mogli zaczerpnąć oddechu oraz przekonać się, że wszystkich ich pokrył kurz – wbił w Ginewrę uważne spojrzenie.
– O jasny… blisko było. Podobno sprawdzili ten cholerny korytarz! – jęknęła Nell, która padła na podłogę i z trudem chwytała oddech, zmęczona wysiłkiem. – Mieliśmy tylko ocenić, czy jest tam coś wartego priorytetowego badania!
– To zablokowane przejście było ukryte – przypomniał Cathal, podpierając się o ścianę. – Przegapili je.
– Niech ja kurwa sprawdzę, kto tam kierował ekipą…
Najpierw niezbyt głośny. Ale odbił się w głowie Cathala echem, przywołując inne dźwięki tego typu: także te, które usłyszał dawno, dawno temu u progach swojej kariery. I jak zdarzało się, że przytłoczony wspomnieniami zamierał, tak teraz nie wahał się długo. Nie teleportował się – nie z obawy o wymioty, ale dlatego, że w tych podziemiach teleportacja płatała figle i była ostatecznością. Jeżeli nie rzucił Nell to tylko z obawy, że mogłaby stracić równowagę, ale postawił ją na ziemi mało delikatnie i pchnął do przodu.
– BIEGIEM! – zarządził i tym razem kobieta nie dyskutowała, a wystrzeliła do przodu, nie oglądając się za nimi, bo i w pełni była świadoma, że ani nikomu nie pomoże, ani nie będzie dobrze, jak zaczną na siebie wpadać. Cathal zaś chwycił nadgarstek Ginewry i pociągnął, sam startując do pędu, kiedy za nimi zaczęło się wszystko walić. – Przemiana?! – zawołał do niej jeszcze, bo na kocich łapach mogłaby wydostać się stąd zdecydowanie szybciej. A potem wstrzymał oddech, gdy korytarz zaczął wypełniać się pyłek, przeklinając jedynie w myślach: nie chciał tracić na to sił ani pozwolić, by kurz i drobiny skał wypełniły mu usta i utrudniły ucieczkę. Lumos wygasło gdzieś po drodze, i biegnący Owen zaklął, gdy zderzył się ze ścianą, ale zdołali wypaść na główny korytarz, wcześniej już sprawdzony, gdzie wciąż znajdowała się lampa. Nell nie zatrzymała się tam, biegnąc niby najlepsza sprinterka dalej: znikła im z oczu w pomieszczeniu, za którym znajdowała się pracownia Augustusa. Cathal też tam ruszył, nie oglądając się. Najlepiej było wyjść stąd całkiem: nie mieli pewności, czy coś nie wywoła reakcji łańcuchowej, więc lepiej było wrócić tu później… i zdecydowanie także z pracownikami, którzy lepiej znali się na rzemiośle i będą mogli ocenić bezpieczeństwo zwaliska.
Shafiq chwilowo o nic nie pytał. Pytania mogły poczekać na później. Dopiero więc gdy znaleźli się w budynku, w którym znajdowało się przejście – i gdzie w świetle dnia mogli zaczerpnąć oddechu oraz przekonać się, że wszystkich ich pokrył kurz – wbił w Ginewrę uważne spojrzenie.
– O jasny… blisko było. Podobno sprawdzili ten cholerny korytarz! – jęknęła Nell, która padła na podłogę i z trudem chwytała oddech, zmęczona wysiłkiem. – Mieliśmy tylko ocenić, czy jest tam coś wartego priorytetowego badania!
– To zablokowane przejście było ukryte – przypomniał Cathal, podpierając się o ścianę. – Przegapili je.
– Niech ja kurwa sprawdzę, kto tam kierował ekipą…