05.08.2026, 18:52 ✶
– Nie mam zamiaru się zamykać. Zostałem zatrudniony jako specjalista i jako taki wyrażam swoją profesjonalną opinię – oświadczył Owen, wyraźnie zirytowany i wybuchem Nell, i słowami Ginny. Pewnie zmilkłby, gdyby po prostu przystąpiono do realizacji planu Shafiqa, bo nawet wyciągnął różdżkę i utkał ochronne zaklęcie a Nell, choć za jego plecami zrobiła paskudną minę, też na moment zamilkła i wyczarowała dodatkowe oświetlenie. Słowa McGonagall dolały jednak paliwa do ognia…
…może dobrze, bo jeżeli miała rację, to czy nie czekał ich tu zaraz wybuch…?
– Mam ci powiedzieć, gdzie możesz sobie wsadzić tę swoją profesjonalną opinię? – odpysknęła niemal natychmiast Nell. Cathal westchnął cierpiętniczo i cofnął, ostatecznie nie podchodząc do kamieni, bo i podejmowanie działania, kiedy wszyscy się kłócili, prawdopodobnie nie byłoby w tej chwili najmądrzejszym posunięciem.
Shafiq skierował spojrzenie na McGonagall, gdy ta zaczęła nagle domagać się, by wyszli. W gruncie rzeczy to nie tak, że od razu, natychmiast, w jednej sekundzie uznał, że Ginny ma rację i powinien jej zaufać. Przeszło mu przez myśl, że może wyprowadzona z równowagi całokształtem i tą kłótnią, trochę przesadzała. Ale… Ale Cathal przeżył już zawalenie podobnych korytarzy, w którym zginęła niemal cała ekipa. Nauczył się wtedy, że czasem lepiej nie ryzykować. Upieranie się przy dalszej pracy, gdy ludzie zaczęli się kłócić, było ryzykiem samym w sobie. Guinevere mogła dostrzec jakąś oznakę niebezpieczeństwa. A jeżeli nie, to jeśli sny i ta kłótnia tak źle na nią wpływały, lepiej, aby dziś jednak nie pracowała. Poza tym nawet jeżeli nic by się nie stało, Shafiqa chyba zaraz trafiłby szlag.
– Wycofujemy się – rzucił tylko.
– Naprawdę, to jest śmieszne…
– Sam jesteś śmieszny! CAL!
To ostatnie słowo Nell wykrzyczała, nie wzywając Cathala na pomoc, ani nie to jego oskarżając o śmieszność: ot Shafiq po prostu widząc, że Bagshot nie rusza natychmiast, zwyczajnie korzystając z drobnych rozmiarów czarodziejki schwycił ją pod pachę i ruszył z powrotem w stronę wejścia, nie bacząc na to, że ta zaczęła wściekłe wymachiwać nogami.
– Puść mnie, ty troglodyto, mogę iść sama!!!
Czy Owen ruszy się od razu za nimi?
…może dobrze, bo jeżeli miała rację, to czy nie czekał ich tu zaraz wybuch…?
– Mam ci powiedzieć, gdzie możesz sobie wsadzić tę swoją profesjonalną opinię? – odpysknęła niemal natychmiast Nell. Cathal westchnął cierpiętniczo i cofnął, ostatecznie nie podchodząc do kamieni, bo i podejmowanie działania, kiedy wszyscy się kłócili, prawdopodobnie nie byłoby w tej chwili najmądrzejszym posunięciem.
Shafiq skierował spojrzenie na McGonagall, gdy ta zaczęła nagle domagać się, by wyszli. W gruncie rzeczy to nie tak, że od razu, natychmiast, w jednej sekundzie uznał, że Ginny ma rację i powinien jej zaufać. Przeszło mu przez myśl, że może wyprowadzona z równowagi całokształtem i tą kłótnią, trochę przesadzała. Ale… Ale Cathal przeżył już zawalenie podobnych korytarzy, w którym zginęła niemal cała ekipa. Nauczył się wtedy, że czasem lepiej nie ryzykować. Upieranie się przy dalszej pracy, gdy ludzie zaczęli się kłócić, było ryzykiem samym w sobie. Guinevere mogła dostrzec jakąś oznakę niebezpieczeństwa. A jeżeli nie, to jeśli sny i ta kłótnia tak źle na nią wpływały, lepiej, aby dziś jednak nie pracowała. Poza tym nawet jeżeli nic by się nie stało, Shafiqa chyba zaraz trafiłby szlag.
– Wycofujemy się – rzucił tylko.
– Naprawdę, to jest śmieszne…
– Sam jesteś śmieszny! CAL!
To ostatnie słowo Nell wykrzyczała, nie wzywając Cathala na pomoc, ani nie to jego oskarżając o śmieszność: ot Shafiq po prostu widząc, że Bagshot nie rusza natychmiast, zwyczajnie korzystając z drobnych rozmiarów czarodziejki schwycił ją pod pachę i ruszył z powrotem w stronę wejścia, nie bacząc na to, że ta zaczęła wściekłe wymachiwać nogami.
– Puść mnie, ty troglodyto, mogę iść sama!!!
Czy Owen ruszy się od razu za nimi?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak