29.07.2026, 23:18 ✶
Pomimo bycia wielowiekowym nieumarłym, Gustave w swojej trosce był niezwykle ludzki. Właśnie ta empatia, nieskruszona latami oglądania najróżniejszych okrucieństw, stanowiła o sile jego charakteru. Delacour nie stał się bowiem okrutnym mecenasem, któremu zależałoby wyłącznie na bogactwie czy władzy, przeciwnie, jego serce (choć nie bijące) wciąż pozostawało we właściwym miejscu. Zresztą, kiedyś opisał Dolohovównie prawo jako sztukę tego, co dobre i słuszne, co w jego ustach brzmiało jak prawda.
Straciłaś matkę. Lana na te słowa schyliła głowę, co nie było wyrazem nietaktu Gustave'a, tylko instynktowną reakcją. Tak, straciła matkę. Przez ostatnie tygodnie fakt ten zdołał już do niej dotrzeć, lecz wciąż czuła się nieswojo, gdy inni wspominali o jej stracie. Przez lata po śmierci ojca zdążyła już się przyzwyczaić do bycia półsierotą, lecz ta rana wypalona przez Spaloną Noc była jeszcze zbyt świeża.
– Ja mam w tej kwestii przeciwne zdanie. – W końcu zebrała się w sobie i odpowiedziała, kusząc się nawet na lekki uśmiech. – Byłeś przecież świadkiem żywotów ludzkich od początku do końca. Widziałeś również różne reakcje na stratę… Moim zdaniem bycie swego rodzaju obserwatorem z zewnątrz pozwala na najszerszą perspektywę. Z tego powodu ja… Zawsze wolałam nie angażować się aż nadto. – Ostatnio jednak zaczynała mieć wątpliwości co do słuszności tego podejścia; w końcu doświadczyła na własnej skórze, że także bierność może mieć bolesne konsekwencje.
– Tak, jadłam śniadanie w Prawach Czasu. – Nie dodała już, że to skrzat przypominał jej o regularnym spożywaniu posiłków. – A propos robienia pierwszego kroku… Dwa dni temu widziałam się z Anthony'm Shafiqiem, który również wydawał się przejęty moim stanem. – przyznała odrobine speszona, gdyż głupio jej było sprowadzać rozmowę na własny temat. – On również zasugerował mi znalezienie jakiegoś zajęcia i nawet zaproponował udział w jego powstającej fundacji. Przy czym nie sądzę, że chciał mnie zmanipulować. – Chciała od razu rozwiać wątpliwości, ponieważ mimo wszystko nie podejrzewała Anthony'ego o wyłącznie merkantylne intencje. – Z tego co zrozumiałam, moje zaangażowanie miałoby polegać na wsparciu finansowym oraz pomocy przy badaniu historii Doliny Godryka. Wstępnie zgodziłam się na tę propozycję. – Była oczywiście ciekawa jak Delacour oceniłby tę sytuację z punktu widzenia prawnika, ale także po prostu jako bardziej doświadczona (nie)życiowo osoba. Nawet teraz zadawał jej pytania o tak trywialne sprawy jak posiłki. – A poza tym, gdybym chciała uczynić kolejny dzień znośniejszym, najchętniej udałabym się gdzieś nad wodę. – wyznała liczą, że rumieniec na jej twarzy nie był zbyt widoczny.
Straciłaś matkę. Lana na te słowa schyliła głowę, co nie było wyrazem nietaktu Gustave'a, tylko instynktowną reakcją. Tak, straciła matkę. Przez ostatnie tygodnie fakt ten zdołał już do niej dotrzeć, lecz wciąż czuła się nieswojo, gdy inni wspominali o jej stracie. Przez lata po śmierci ojca zdążyła już się przyzwyczaić do bycia półsierotą, lecz ta rana wypalona przez Spaloną Noc była jeszcze zbyt świeża.
– Ja mam w tej kwestii przeciwne zdanie. – W końcu zebrała się w sobie i odpowiedziała, kusząc się nawet na lekki uśmiech. – Byłeś przecież świadkiem żywotów ludzkich od początku do końca. Widziałeś również różne reakcje na stratę… Moim zdaniem bycie swego rodzaju obserwatorem z zewnątrz pozwala na najszerszą perspektywę. Z tego powodu ja… Zawsze wolałam nie angażować się aż nadto. – Ostatnio jednak zaczynała mieć wątpliwości co do słuszności tego podejścia; w końcu doświadczyła na własnej skórze, że także bierność może mieć bolesne konsekwencje.
– Tak, jadłam śniadanie w Prawach Czasu. – Nie dodała już, że to skrzat przypominał jej o regularnym spożywaniu posiłków. – A propos robienia pierwszego kroku… Dwa dni temu widziałam się z Anthony'm Shafiqiem, który również wydawał się przejęty moim stanem. – przyznała odrobine speszona, gdyż głupio jej było sprowadzać rozmowę na własny temat. – On również zasugerował mi znalezienie jakiegoś zajęcia i nawet zaproponował udział w jego powstającej fundacji. Przy czym nie sądzę, że chciał mnie zmanipulować. – Chciała od razu rozwiać wątpliwości, ponieważ mimo wszystko nie podejrzewała Anthony'ego o wyłącznie merkantylne intencje. – Z tego co zrozumiałam, moje zaangażowanie miałoby polegać na wsparciu finansowym oraz pomocy przy badaniu historii Doliny Godryka. Wstępnie zgodziłam się na tę propozycję. – Była oczywiście ciekawa jak Delacour oceniłby tę sytuację z punktu widzenia prawnika, ale także po prostu jako bardziej doświadczona (nie)życiowo osoba. Nawet teraz zadawał jej pytania o tak trywialne sprawy jak posiłki. – A poza tym, gdybym chciała uczynić kolejny dzień znośniejszym, najchętniej udałabym się gdzieś nad wodę. – wyznała liczą, że rumieniec na jej twarzy nie był zbyt widoczny.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.