22.07.2026, 11:21 ✶
Cathal mierzył ją przez chwilę spojrzeniem, uważnym, ale niewiele wyrażającym. Choć czasem dało się z jego wzroku wyłapać rozbawienie, poirytowanie czy powątpiewanie, to nie był człowiekiem mocno ekspresyjnym i często było ciężko odgadnąć, co chodzi mu po głowie: podobnie teraz. Ostatecznie nic nie powiedział, może uznając, że to jej sprawa, a może dlatego, że wiedział, że po śmierci krewnego i śnie, nie będącym prawdopodobnie tylko snem, w jej umyśle mógł panować zamęt.
– Przemowa i instrukcje są takie same jak zwykle. Zakładam, że dla każdego jasne. Nie dotykać niczego, czego nie sprawdzimy, obserwować podłogę, zanim się na nią wejdzie, wycofujemy się, jeżeli usłyszymy złowieszcze huki albo ktoś gorzej się poczuje…
- …nie ciągnąć za dziwne, wystające wajchy, nie ruszać posągów, nie dotykać run na ścianach i nie rzucać skorpionami – dokończyła Nell, wchodząc mu w słowo. – Jest jasne, wszyscy wiemy i nie ma tu Jamila.
– Nigdy nie mówiłem niczego o skorpionach.
– Co jest karygodnym niedopatrzeniem.
– Jesteśmy w Walii. Tu nie ma skorpionów.
– Nigdy nie wiesz na pewno.
Cathal westchnął, klątwołamacz spojrzał na Nell dziwnie, po czym Shafiq ruszył po prostu do budynku, a potem do przejścia. Początkowo pokonywali doskonale sobie znaną pracownię Augustusa, sprawdzoną już na wszystkie sposoby: skatalogowano wszystko, co tu znaleziono, uratowano tyle pism, ile się dano, odczytano te, które nie były zniszczone, analizom poddano każdy mebel i każde wiodące do niej zabezpieczenie. Korytarzami również sprawdzonymi na wszystkie strony: były tu takie prowadzące do Sali, w której kiedyś Letę napadły posągi, do takiej, w której Thomas rozbrajał pułapki i pieczęcie, i do tunelu, na końcu którego kiedyś z Ginny znaleźli kolejny filar i leżące tam szczątki. Prawdopodobnie filar, który Augustus uruchomił, doprowadzając do zagłady wioski.
O ile jednak początkowo szli znajomym tunelem, o tyle tym razem skręcili w niedawno oczyszczony korytarz. Cathal musiał pochylać się, by nim przechodzić, nie było więc to łatwe, zwłaszcza że wyciągnął różdżkę i co chwila wyszeptywał zaklęcia rozpraszające. Niby ten kawałek pobieżnie sprawdzono, ale strzeżonego…
– Przemowa i instrukcje są takie same jak zwykle. Zakładam, że dla każdego jasne. Nie dotykać niczego, czego nie sprawdzimy, obserwować podłogę, zanim się na nią wejdzie, wycofujemy się, jeżeli usłyszymy złowieszcze huki albo ktoś gorzej się poczuje…
- …nie ciągnąć za dziwne, wystające wajchy, nie ruszać posągów, nie dotykać run na ścianach i nie rzucać skorpionami – dokończyła Nell, wchodząc mu w słowo. – Jest jasne, wszyscy wiemy i nie ma tu Jamila.
– Nigdy nie mówiłem niczego o skorpionach.
– Co jest karygodnym niedopatrzeniem.
– Jesteśmy w Walii. Tu nie ma skorpionów.
– Nigdy nie wiesz na pewno.
Cathal westchnął, klątwołamacz spojrzał na Nell dziwnie, po czym Shafiq ruszył po prostu do budynku, a potem do przejścia. Początkowo pokonywali doskonale sobie znaną pracownię Augustusa, sprawdzoną już na wszystkie sposoby: skatalogowano wszystko, co tu znaleziono, uratowano tyle pism, ile się dano, odczytano te, które nie były zniszczone, analizom poddano każdy mebel i każde wiodące do niej zabezpieczenie. Korytarzami również sprawdzonymi na wszystkie strony: były tu takie prowadzące do Sali, w której kiedyś Letę napadły posągi, do takiej, w której Thomas rozbrajał pułapki i pieczęcie, i do tunelu, na końcu którego kiedyś z Ginny znaleźli kolejny filar i leżące tam szczątki. Prawdopodobnie filar, który Augustus uruchomił, doprowadzając do zagłady wioski.
O ile jednak początkowo szli znajomym tunelem, o tyle tym razem skręcili w niedawno oczyszczony korytarz. Cathal musiał pochylać się, by nim przechodzić, nie było więc to łatwe, zwłaszcza że wyciągnął różdżkę i co chwila wyszeptywał zaklęcia rozpraszające. Niby ten kawałek pobieżnie sprawdzono, ale strzeżonego…