Czy nie mogła spać? To było fantastyczne pytanie, na które Guinevere nie potrafiła udzielić jasnej odpowiedzi. Usłyszała ich kroki, gdy się zbliżali, gdy ona siedziała sobie na jakimś pobliskim głazie, zastanawiając się nad swoim życiem i nad tym, co się właśnie odpierdalało. To jej się chyba nigdy nie przydarzyło wcześniej: żeby zerwać się z łóżka, pomylić godziny tak mocno, żeby ubzdurało jej się, że jest później niż w rzeczywistości, a potem wyrwać się do pracy bez nawet swojej porannej, niemalże rytualnej kawy. Kawa z rana to była świętość, każdy tu chyba znał zwyczaje McGonagall, łącznie z tym, że nie była osobą, która śpi do późna i gdy teraz tak rozważała te wszystkie swoje dzisiejsze wybory, to musiała przyznać, że ten dzień nie zapowiadał się dobrze.
– Tak, trupy, juhu – powiedziała bez entuzjazmu, odwracając w końcu głowę na Cathala i czającą się za nim Nell. Nie chwaliła się wczorajszym listem od rodziny, śmiercią pradziadka i podejrzeniem, że jednak jest posiadaczką trzeciego oka, szerokiemu gronu. Cathal wiedział, bo też nie wyobrażała sobie nie powiedzieć mu, co jest grane, że tak nagle znika, a poza tym… Poza tym to przecież siedział z nią wczoraj i pił. I jej brakowało Jamila… Lety na swój sposób zresztą też, a na pewno chaosu, który wprowadzała, niekoniecznie krzyków i kłótni. – Kiepsko spałam, tak – przyznała po chwili, wracając do pytania Cathala, a w końcu westchnęła krótko i ześlizgnęła się z kamienia, na którym sobie przycupnęła.
– Gotowi? Czy masz w planach jeszcze jakąś przemowę? Albo już ją wygłosiłeś? – typu „zebraliśmy się tutaj dzisiaj, żeby… a zresztą wiecie co robić”. Oczywiście Guinevere nic takiego nie przewidywała, po prostu starała się zachowywać jak zwykle, przy tym „starała się” to wyrażenie, na które należy położyć szczególny nacisk. Nie była w nastroju, nie była tym standardowym promyczkiem słońca uśmiechającym się tajemniczo, jakby miała za chwilę zrobić komuś niewinnego psikusa i uśmiechnąć się niewinnie. Nie uśmiechała się. Była pewna, że swoją robotę wykona bez przeszkód, po prostu nie czuła się – to było chyba odpowiednie określenie na jej aktualny humor. Zerknęła na Owena krótko, ale to nie był dzień, w którym Gin uskutecznia swoje klasyczne zaczepki.