01.07.2026, 16:54 ✶
Chyba jego pierwszym wspomnieniem był wybuch. Zenek nie ma pojęcia, czy mu się nie przyśnił. Pamięta, jak mama zasłaniała mu uszy, żeby nie krzyczał. Łapał się jej włosów. Często, jak tylko widział, że ziemia się trzęsie, chował się pod łóżkiem. Mama go musiała wyciągać. Jednak nie pamięta, żeby był płaczącym dzieckiem. Potem już chyba nie płakał. We wczesnym dzieciństwie ma przed oczami zamknięte przestrzenie. Podłogę pod łóżkiem, z której widać było buty dorosłych, jak zapalało się światło. Ciemne wnętrze szafy. Jak można było, dostawał do ręki grzechotkę. Światła gasły i zapalały się. Pamięta przejazdy autem. Jak chował się pod kocykiem.
Dalsze dzieciństwo zaczyna się długą przejażdżką. Dużo wtedy spał. Gdy sięga pamięcią po następne wspomnienie, jest w gabinecie. Jasno jak u lekarza. Światło jarzeniówek go raziło. Myślał, czemu warzywa muszą tak świecić. W gabinecie były kraty. Zdrapywał z nich białą farbę. Obok siedziała mama. Zabierali ich do okienka. Obcy ludzie. Mundury. Nikogo nie rozumiał. Siedzieli tam godzinami. Długie godziny snu na jawie. Urzędnik za szybą wyciągał pieczątkę. I przybijał. Uderzał w papier. Zostawał czerwony ślad. Bum! I kolejny. I kolejny. Mama pisała. Długopis zgrzytał po kartce. Oglądali ich. Mama ściągała kapelusz. Miała włosy aż do skóry. Jak wyciągali kartki z imieniem Zenka, to mama z urzędnikami zaczynali na siebie krzyczeć. Oczy mu wtedy zachodziły łzami.
Gdy mieli już własny dom, a Zenek był starszy, to mama godzinami siedziała przy maszynie do szycia. Dźwięk był stały. Jak maszyna. Szurszurszurszur. W tle leciało radio. Zenek już je rozumiał. Nie siedział koło niej już tak często. Chodził do szkoły. Miał własne zenkowe sprawy. Koło mamy siedział kosz ubrań, które zgarnęła ze sobą z pracy. Jak siedziała po nocy, to znaczyło, że szyła mu coś albo cerowała. A jak go złapała w kuchni, to musiał stać bez ruchu. Oplątywała go miarą. Czasem kłuła go szpilką! No, a jak już szła spać, co było późno, to Zenek się dobierał do tego radia. Przekręcał guzik i wtedy liczba stacji się zmieniała. Uginał antenkę. Raz nawet myślał, że to radio zepsuł, bo antenka zgięła się za bardzo. Ale nagle jakby coś trafiło je piorunem. Radio się zaświeciło. Zabuczało. Guzik zaczął się sam kręcić. Liczba stacji wariowała. Antenka odgięła się i zagrało. To Zenek je sobie zabrał do pokoju. Mama nie pytała.
I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
![[Obrazek: TVDzQTpd21.gif]](https://www.gigaglitters.com/created/TVDzQTpd21.gif)