10.06.2026, 08:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.06.2026, 08:37 przez Charlotte Kelly.)
– Morphy, nie biegaj, bo się spocisz – zmartwiła się Charlotte. Niby niektórzy mówili, że bieganie jest zdrowe, ale to tylko jak mogłeś od razu potem wziąć kąpiel, miałeś na sobie odpowiednią szatę, i nie miałeś się zgrzać w zimnych salach departamentu tajemnic! Co jeśli Morpheus się przez to wszystko przeziębi? (Tymczasem Billy drżał pod postacią dyni na progu, ale najwyraźniej ta transmutacja nie martwiła Charlotte tak jak fakt, że Longbottomowi groził katar, jeżeli się najpierw zgrzeje, a potem zmarznie.)
– To wiele wyjaśnia, Billy właśnie zamienił się w dynię. Czy to ktoś, kogo lubisz? – spytała, wskazując na półdynię, półczłowieka, skaczącego za Morpheusem. Gdyby nie czar Niewymownego, który ją spowolnił, Charlie zapewne albo spróbowałaby wysadzić tę w powietrze, albo ujęła Morpheusa pod ramię i oddaliła się z nim w stronę schodów, by nie ryzykować, że i oni staną się dyniami. Ewentualnie oba na raz. To byłaby niepowetowana strata dla świata, gdyby ten został pozbawiony widoku jej pięknej twarzy i arystokratycznego oblicza Morpheusa, które pięknie by wyglądało na przykład na posągu mającego przedstawiać jakiegoś pustynnego władcę. Ponieważ jednak Niewymowny rzucił tak śliczny czar, Charlotte machnęła różdżką, starając się sprawdzić, czy zdoła rozproszyć to zaklęcie. Na pewno – skoro ulegli mu Stephani i Billy – nie było możliwe do rozbicia przez laika, ale ona lubiła uważać się z rozpraszaniu magii za ekspertkę. Ostatecznie nie zaszkodzi spróbować, to było tak irytujące, gdy w Departamencie Tajemnic dochodziło do masowego pogromu i musiała uczyć się imion tych wszystkich nowych pracowników.
– Gdzie umieszczono te wszystkie dynie? – spytała jeszcze. Na pewno nie w Komnacie Śmierci, bo wiedziałaby o transporcie. Chociaż zaraz, może wiedziała, tylko to wyparła, bo dynie jej zupełnie nie interesowały, jeśli nie podawano jej akurat dyniowego ciasta…
rozproszenie
Czar zadziałał, choć nie wystarczył, aby całkiem odczarować Niewymownego. Dyniowe pnącza odmówiły mu posłuszeństwa i przewrócił się. Głowę wciąż miał dyniowatą... ale jakby trochę mniej dyniowatą. A reszta jego ciała przestała się transmutować: utknął w połowie przemiany.
- Fascynujące - wymamrotała Charlotte pod nosem.
– To wiele wyjaśnia, Billy właśnie zamienił się w dynię. Czy to ktoś, kogo lubisz? – spytała, wskazując na półdynię, półczłowieka, skaczącego za Morpheusem. Gdyby nie czar Niewymownego, który ją spowolnił, Charlie zapewne albo spróbowałaby wysadzić tę w powietrze, albo ujęła Morpheusa pod ramię i oddaliła się z nim w stronę schodów, by nie ryzykować, że i oni staną się dyniami. Ewentualnie oba na raz. To byłaby niepowetowana strata dla świata, gdyby ten został pozbawiony widoku jej pięknej twarzy i arystokratycznego oblicza Morpheusa, które pięknie by wyglądało na przykład na posągu mającego przedstawiać jakiegoś pustynnego władcę. Ponieważ jednak Niewymowny rzucił tak śliczny czar, Charlotte machnęła różdżką, starając się sprawdzić, czy zdoła rozproszyć to zaklęcie. Na pewno – skoro ulegli mu Stephani i Billy – nie było możliwe do rozbicia przez laika, ale ona lubiła uważać się z rozpraszaniu magii za ekspertkę. Ostatecznie nie zaszkodzi spróbować, to było tak irytujące, gdy w Departamencie Tajemnic dochodziło do masowego pogromu i musiała uczyć się imion tych wszystkich nowych pracowników.
– Gdzie umieszczono te wszystkie dynie? – spytała jeszcze. Na pewno nie w Komnacie Śmierci, bo wiedziałaby o transporcie. Chociaż zaraz, może wiedziała, tylko to wyparła, bo dynie jej zupełnie nie interesowały, jeśli nie podawano jej akurat dyniowego ciasta…
rozproszenie
Rzut PO 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Czar zadziałał, choć nie wystarczył, aby całkiem odczarować Niewymownego. Dyniowe pnącza odmówiły mu posłuszeństwa i przewrócił się. Głowę wciąż miał dyniowatą... ale jakby trochę mniej dyniowatą. A reszta jego ciała przestała się transmutować: utknął w połowie przemiany.
- Fascynujące - wymamrotała Charlotte pod nosem.