![]() |
|
[14.10.72] Dyniowa zagłada - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [14.10.72] Dyniowa zagłada (/showthread.php?tid=5807) |
[14.10.72] Dyniowa zagłada - Charlotte Kelly - 09.03.2026 Dynia trafiła do Departamentu Tajemnic po Mabon. Charlotte nie znała szczegółów. Nie interesowały jej dynie – przynajmniej póki nie okazywały się absolutnie morderczymi dyniami, niosącym śmierć każdemu, kto się do nich zbliży. Wtedy pewnie chciałaby je zbadać, a być może także wykorzystać w jakiś kreatywny sposób. Nie wnikała więc w to, co takiego stało się gdzieś na pewnym czarodziejskim dyniowym polu, puściła pomimo ucha opowieści o dziwnym zaginięciu całej rodziny podczas Mabon (i na miejscu znaleziono tylko te dynie!), nie zwróciła uwagi na tajemnicze zniknięcie pracownika, który miał badać tę dynię właśnie (w końcu w Departamencie Tajemnic takie rzeczy się zdarzały), i absolutnie nie była zainteresowana całą sprawą. Dopóki akurat podczas bardzo delikatnych prac badawczych w pobliżu pewnej bardzo niebezpiecznej (i w pewnych okolicznościach bardzo przydatnej) kotary, akurat gdy Charlotte rozstawiała przed nią krąg świec, do pomieszczenia nie wbiegł jeden z pracowników Departamentu Tajemnic, z dynią w rękach. - No doprawdy, Billy, co to za zwyczaje? – oburzyła się Charlotte, prostując się i spoglądając na mężczyznę spod zmarszczonych brwi. Cóż za pogwałcenie zasad BHP, gdy pracowałeś nad delikatnymi kwestiami życia i śmierci! – Jesteś świadom, że mogłeś… - Dynie! – zawołał tylko Billy. A potem zamienił się w dynię. Dwie dynie, jedna taka trochę powykręcana, a druga porośnięta na górze siwymi włosami, zupełnie takimi jak te Billy’ego, spoczywały na podłodze. Charlotte zastukała palcami w blat stolika, przypatrując się dyniom. Nie dotknęła ich. Nie była ani tak głupia, ani tak nieostrożna. Zdawała się także absolutnie nieprzejęta tym, że jeden z pracowników Departamentu na jej oczach zmienił się w dynię. Może pochłonięta swoimi zadaniami zignorowałaby to całkiem, ale przecież jeśli będą tak leżały na progu, to będą przeszkadzać. Poza tym co jeśli Billy – dynia dalej wszystko widział i słyszał? Co jeżeli zamienił się w dynię, żeby niecnie szpiegować wyniki jej prac? Charlotte westchnęła więc, podwinęła szatę, ostrożnie przestąpiła nad dyniami, by żadnej z nich nie dotknąć. Niskie obcasy jej pantofelków (absolutnie przepięknych, i nowiutkich, bo ogromna część jej wspaniałej garderoby przepadła, więc jakoś teraz bardziej doceniała każdą sztukę, zwłaszcza że nie mogła kupić ich tyle, ile by sobie życzyła) zastukały, gdy wychodziła na korytarz. – Morphy! – zawołała pogodnie, gdy dostrzegła parę metrów dalej Morpheusa. – Zauważyłeś dzisiaj jakichś ludzi zamieniających się w dynie? – zapytała, takim tonem, jakby rozmawiali o pogodzie. RE: [14.10.72] Dyniowa zagłada - Morpheus Longbottom - 08.06.2026 Zauważony Morpheus wyglądał jakby gdzieś się spieszył. Jego oczy rozbłysły na widok przyjaciółki, radością, że widzi Jej Morderczą Wysokość. Za chwilę na jej pytanie padła niewerbalna odpowiedź, bowiem tuż za Morpheusem wlókł się na dyniowych pnączach zamiast nóg jakiś Niewymowny. Nie dało się stwierdzić, kto to był dokładnie, bo jego głowa zmieniła się w ogromną dynię. Zataczał się w nierównej walce z klątwą, która pochłaniała powoli jego ciało. — Nie, skądże. Tak sobie biegam dla relaksu — rzucił żartobliwe. Chociaż z ich czwórki to Antoniusz najbardziej stronił od jakiejkolwiek aktywności fizycznej, a bieganie uznawał za dogłębnie uwłaczające, to Morpheus raczej nie należał do tych, którzy używają swoich nóg do rekreacyjnego biegu, a jeśli gdzieś się spieszył, zmieniał czas, aby nigdy, przenigdy, nikt nie zobaczył go z zadyszką. — Ktoś przywiózł jakieś przeklęte dynie z domu jakiegoś świra, który świętował Samhain cały rok i teraz chyba zatruwają nam departament. To już drugi dzisiaj, wcześniej była Stephanie z Komanty Miłości, ale ona od razu zmieniła się w dynię, nie w… to coś. Czarodziej odwrócił się i ruchem przypominającym atak szpadą, rzucił zaklęcie spowalniające na dynio-wymownego. Translokacja ◉◉◉○○: spowolnienie dynio-stwora
[roll=Z]Dynia spowolniła, poruszając się jak w kisielu. Morpheus stanął obok Charlotte, przypatrując się jej dokładnie. Nie zwracał uwagę na dyniowe kształty, tylko to, co pozostało z magicznej szaty, próbując zidentyfikować, kto został przemieniony i czy warto go ratować, bo jeżeli to była osoba, która podkradała mu jego lunch, zrobiony przez Malwę, to chętnie odda dynię do jakiejś jadłodzielni na zupę. RE: [14.10.72] Dyniowa zagłada - Charlotte Kelly - 10.06.2026 – Morphy, nie biegaj, bo się spocisz – zmartwiła się Charlotte. Niby niektórzy mówili, że bieganie jest zdrowe, ale to tylko jak mogłeś od razu potem wziąć kąpiel, miałeś na sobie odpowiednią szatę, i nie miałeś się zgrzać w zimnych salach departamentu tajemnic! Co jeśli Morpheus się przez to wszystko przeziębi? (Tymczasem Billy drżał pod postacią dyni na progu, ale najwyraźniej ta transmutacja nie martwiła Charlotte tak jak fakt, że Longbottomowi groził katar, jeżeli się najpierw zgrzeje, a potem zmarznie.) – To wiele wyjaśnia, Billy właśnie zamienił się w dynię. Czy to ktoś, kogo lubisz? – spytała, wskazując na półdynię, półczłowieka, skaczącego za Morpheusem. Gdyby nie czar Niewymownego, który ją spowolnił, Charlie zapewne albo spróbowałaby wysadzić tę w powietrze, albo ujęła Morpheusa pod ramię i oddaliła się z nim w stronę schodów, by nie ryzykować, że i oni staną się dyniami. Ewentualnie oba na raz. To byłaby niepowetowana strata dla świata, gdyby ten został pozbawiony widoku jej pięknej twarzy i arystokratycznego oblicza Morpheusa, które pięknie by wyglądało na przykład na posągu mającego przedstawiać jakiegoś pustynnego władcę. Ponieważ jednak Niewymowny rzucił tak śliczny czar, Charlotte machnęła różdżką, starając się sprawdzić, czy zdoła rozproszyć to zaklęcie. Na pewno – skoro ulegli mu Stephani i Billy – nie było możliwe do rozbicia przez laika, ale ona lubiła uważać się z rozpraszaniu magii za ekspertkę. Ostatecznie nie zaszkodzi spróbować, to było tak irytujące, gdy w Departamencie Tajemnic dochodziło do masowego pogromu i musiała uczyć się imion tych wszystkich nowych pracowników. – Gdzie umieszczono te wszystkie dynie? – spytała jeszcze. Na pewno nie w Komnacie Śmierci, bo wiedziałaby o transporcie. Chociaż zaraz, może wiedziała, tylko to wyparła, bo dynie jej zupełnie nie interesowały, jeśli nie podawano jej akurat dyniowego ciasta… rozproszenie [roll=PO] Czar zadziałał, choć nie wystarczył, aby całkiem odczarować Niewymownego. Dyniowe pnącza odmówiły mu posłuszeństwa i przewrócił się. Głowę wciąż miał dyniowatą... ale jakby trochę mniej dyniowatą. A reszta jego ciała przestała się transmutować: utknął w połowie przemiany. - Fascynujące - wymamrotała Charlotte pod nosem. |