Punkt widzenia, zależał od punktu siedzenia, to fakt. Atresu jednak chciał być w jakiś sposób miły, bo szczerze powiedziawszy, nawet jeśli jej wyznanie mógł uważać za mało odkrywcze i typowe, to też wcale mu nie przeszkadzało. Każdy miał prawo odczuwać co chciał, a w momencie kiedy jednym okiem mógł podglądać tańczące dookoła niej kolory, cóż, jakoś łatwiej mu się wtedy rozmawiało. Gdyby była oklumentką, pewnie mógłby się nieco zastanowić, bo ci zawsze wprawiali go w pewnego rodzaju zastanowienie lub nawet niechęć. Z drugiej strony, sam miał czasem myśli, że chciałby nauczyć się tej umiejętności – tak jak za nią nie przepadał, bo ciężko było się przez nią przebić, tak zdawał sobie sprawę z tego, jak bywała poręczna. Pozwalała bronić się przed zauroczeniami, ale też działaniem takich istot jak wile czy selkie. A jeśli coś Atreusa już faktycznie w życiu irytowało, to były to momenty kiedy ktoś lub coś mieszały mu w głowie. Windermere czy Beltane tylko podbudowały jego zdanie w tym temacie.
— Dokładnie tak. A oprócz tego, dobrze by było gdyby wydawali się ludźmi chętnymi do współpracowania ze sobą — uśmiechnął się lekko, z pewnym zażenowaniem, ale nie było niczego żenującego w tym że dobrze było mieć zgrany ze sobą zespół. Co natomiast przeszło mu przez głowę, że z tego powodu odsunął od siebie parę obiecujących kandydatur. Co prawda wtedy kiedy o tym myślał, powodowanie było nieco bardziej egoistyczne, ale no… dobro drużyny też miał na myśli, tak.
Atreus, niestety, miał tę pewność. Wiedział, że gdzieś na korytarzach Ministerstwa Magii, głowami kiwali mu śmierciożercy. To dawno przestało być przypuszczenie, chociaż musiał przyznać, że ta świadomość przyszła do niego nagle i z odpowiednią dozą złości. Pojawiła się po Spalonej Nocy, po jego własnej tragedii, ale żyła w nim już w pewnej formie wcześniej, kiedy prowadził z Brenną sprawę młodej Avery.
— Tak, dobrze by było. Prosiłbym cię więc o to, żebyś nikomu o niej nie mówiła. Bardzo bym chciał, żeby taka pozostała, ale powiedzmy że o ten status będę dopiero formalnie walczył — rozłożył ręce, trochę zakłopotany, a trochę przyznając jej że niestety, ale pewne rzeczy pozostawały poza jego możliwościami. Co do tajności grupy, cóż, musiał przekonać Ministrę, że taki stan się jej opłacał.