Secrets of London
[15.10.1972] Until we're bones - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Wątek: [15.10.1972] Until we're bones (/showthread.php?tid=6079)



[15.10.1972] Until we're bones - Atreus Bulstrode - 30.05.2026

adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono — Atreus Bulstrode — osiągnięcie Badacz Tajemnic II


Prudence & Atreus


[Obrazek: c45526c57a25ecf806fde95228b822cb.jpg]  [Obrazek: f045ee090d1a4359dc145fddbba0e10c.jpg]  [Obrazek: 9bfd2971a0c38ffe223b0bb49ebc14cc.jpg]

Nie miał dzisiejszego dnia żadnej palącej sprawy, która wymagałaby wizytacji w biurze antropologów, a przynajmniej nie takiej, która wiązałaby się z aktualnie prowadzonym śledztwem. Chociaż pewnie nawet gdyby potrzebował czegoś na natychmiast, system korespondencji między antropologami a biurami bumowców i aurorów działał na tyle sprawnie, że większości przypadków kiedy Atreus już znajdował się w tej części Ministerstwa, to działo się to bardziej w celach towarzyskich. Tym razem jednak musiał sobie odpuścić pogawędki przy kawie, bo ani nie szedł do Cynthii, ani też nie był przekonany, na ile ten cały smalltalk i ploteczki zadziałałyby na Prudence. Nigdy nie wydawała mu się przesadnie skora do rozmów, ale nie powiedziałby że przesadnie mu to przeszkadzało, szczególnie kiedy poza tym wywiązywała się ze swojej roboty wyśmienicie.

Odkąd pamiętał, była w swojej pracy rzetelna i uważna, może też dlatego zaczął ją rozważać pod względem przyłączenia jej do jego niewielkiej kampanii, która miała stworzyć nową grupę zadaniową z ramienia Biura Aurorów. Po części też chyba przez ten głupi żarcik, którym rzuciła przy nim Moody, kiedy przedstawił jej proponowany skład - same baby. Prudence więc pasowałaby tu jak ulał. No, pomijając Roberta.

Stanął przed drzwiami i poprawił kołnierzyk munduru. Marynarkę jak zwykle zostawił przy biurku, unikając jej noszenia jak ognia, bo zwyczajnie nie znosił oficjalnego ubioru w który musiał się wcisnąć każdy auror. Gdyby kiedyś miał zostać szefem biura, to jedną z pierwszych rzeczy byłoby zniesienie ich na rzecz o wiele mniej rzucającego się w oczy ubioru. Rozważania na ten temat musiał jednak zostawić na później, bo uniósł rękę ku górze i zapukał grzecznie. Odczekał chwilę i nacisnął klamkę, wsuwając się do środka.

— Dzień dobry. Mam taką małą sprawę, moglibyśmy porozmawiać? — uśmiechnął się do Prudence lekko, jakby trochę przepraszająco, że przyszedł zawracać jej głowę.




RE: [15.10.1972] Until we're bones - Prudence Fenwick - 31.05.2026

Prudence nie należała do szczególnie towarzyskich osób. Nie była jedną z tych, które łatwo było wyciągnąć na kawę, czy plotki. Zazwyczaj zaszywała się w biurze i z niego nie wychodziła. Łatwo jej było zatracać się w pracy, zwłaszcza, że jej przypadłość tylko to potęgowała. Kiedy pojawiał się nowy trup, pojawiały się wspomnienia, akta wcześniejszych spraw, chcąc nie chcąc bardzo dokładnie analizowała wszystko w swojej głowie, szukała powiązań tam, gdzie pewnie nikt inny by ich nie dostrzegał. Jej głowa była prawdziwą skarbnicą wiedzy, mało kto jednak zdawał sobie z tego sprawę. Dało się zauważyć, że czasem była gdzieś indziej, mimo tego, że jej ciało wydawało się ciągle tkwić w miejscu.

Ostatnio jednak łapała się na tym, że bardzo łatwo przychodziło jej rozpraszanie się. Jej myśli zmierzały w kierunku jednej osoby, tak to już jest z zakochanymi, że trudno jest im się skupić na czymkolwiek. Była zupełnie nową żoną, najchętniej znajdowałaby się teraz w domu, przy swoim mężu, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach, które dość mocno nią wstrząsnęły, nie mogła sobie jednak pozwolić na spontaniczny dzień wolny, nie kolejny raz. Przesunęła kciukiem po swojej obrączce, nadal przyzwyczajała się do tego, że ma ją na palcu.

Przeniosła wzrok w stronę drzwi, kiedy usłyszała pukanie. Szybko otaksowała wzrokiem pomieszczenie, zamknęła też akta sprawy, którą się właśnie zajmowała. Nie wiedziała bowiem kto znajdował się za drzwiami, a dbała o to, aby zachowywać poufność. Wokół Prudence panował idealny porządek, dbała o to, aby jej otoczenie sprzyjało myśleniu, nie odnajdywała się w chaosie. Schowała za ucho kosmyk włosów, który jakimś cudem wymknął się z jej idealnie upiętego koka. - Proszę. - Powiedziała w momencie, w którym drzwi się otworzyły.

W progu dostrzegła Atreus'a Bulstrode'a, zdarzało im się współpracować, znała go, był profesjonalistą, co było dla niej dość istotne. Nie wydawało jej się bowiem, że wszyscy pracownicy ministerstwa faktycznie powinni zajmować się tym, czym się zajmowali, on na szczęście nie należał do tego grona. - Zapraszam, rozgość się. - Skinęła głową na krzesło, które znajdowało się przed jej biurkiem. Przyglądała się mu uważnie, zawiesiła na moment swój wzrok, przypominała sobie sprawy przy których razem pracowali. Po chwili mrugnęła, znowu była w swoim biurze.

- Co Cię do mnie sprowadza? - Prudence była konkretna, nie potrzebowała small talku, lubiła wiedzieć na czym stoi, a Atreus zaciekawił ją swoją obecnością w tym miejscu.




RE: [15.10.1972] Until we're bones - Atreus Bulstrode - 01.06.2026

Atreus zawsze lubił sprawiać dobre wrażenie na osobach z którymi współpracował, a które niekoniecznie znały go personalnie. Ograniczał więc przy Prudence głupie żarciki czy gadki na podryw, bo nikomu to w tym otoczeniu by nie służyło. Jeśli więc postrzegała go jako profesjonalistę – niezmiernie go ten fakt cieszył. Zaproszony wszedł do środka i rozgościł się, zajmując wskazane mu miejsce do siedzenia, ustawione na przeciwko niej. Przez moment przyglądał się jej tylko, jak na moment znika gdzieś w swoim świecie, jakby nagle wyrwana z rzeczywistości; w pewnym momencie przestało go to dziwić i uznał za coś nierozłącznie z nią związanego. Nigdy jednak nie pytał o co chodziło.

— Po pierwsze, słyszałem nowiny i gratuluję zamążpójścia — uśmiechnął się do niej wesoło, a szybkie spojrzenie nieco niżej, na jej dłonie, utwierdziło go przekonaniu że nie było to tylko głupie gadanie na korytarzach Ministerstwa. — Czujesz się jakoś inaczej? Słyszałem, że zmiana stanu cywilnego potrafi odmienić człowieka — głównie na lepsze, kiedy wszyscy wchodzili w fazę miesiąca miodowego i nagle świat wydawał się piękniejszy, a jednocześnie chcieli być tylko ze swoją drugą połówką. — W każdym razie, przyszedłem z pewną sprawą. Niezwiązaną z żadnym ostatnim denatem, ale czymś zupełnie nowym, co organizowane będzie w naszym departamencie z ramienia biura aurorów. Spalona Noc sprawiła, że nad pewnymi rzeczami należało się podwójnie zastanowić i cóż, niektóre z dotychczasowych rozwiązań wydawały się nie działać. Pojawiła się pewna przepaść między czarnoksiężnikami i śmierciożercami, dlatego organizuję jednostkę zadaniową, która będzie się koncentrować właśnie na tych drugich. Ich działania, ślady, plotki. Ale potrzeba też do tego rzetelnego antropologa, do którego moglibyśmy odsyłać takie sprawy z zaufaniem, że będą dla niego nie tylko kolejnym ciałem w kostnicy. Nie mówię że zabierze dotychczasową pracę, ale powiedzmy że widzę to jako większy priorytet. Bo to co się dzieje… wymaga działania. — wydawał się całkiem rozluźniony, siedząc na swoim miejscu, ale brakowało w jego tonie jakiejś typowej dla niego zaczepności. Spoważniał i starał się bez przesady nie roztkliwiać nad tym co miał jej do przekazania.




RE: [15.10.1972] Until we're bones - Prudence Fenwick - 01.06.2026

Jeśli ktoś miał z nią do czynienia dosyć często na pewno był w stanie wyłapać te momenty, kiedy kobieta znikała gdzieś na chwilę. Nauczyła się z tym żyć, nie przepraszała za to, zresztą coraz częściej dostrzegała, że praktycznie nie przeszkadza jej to w życiu codziennym, czy pracy. Współpracownicy przyzwyczaili się do tego jaka była, cieszyło ją, że już praktycznie nikt nie dopytywał o przyczynę tych zawieszeń, bo nie do końca lubiła opowiadać o swojej przypadłości.

Jej policzki pokryły się drobnym rumieńcem, kiedy pogratulował jej zamążpójścia. Nie wydawało się Prue, że była na tyle interesującą postacią, aby ktokolwiek zauważył tę drobną zmianę, jaka zaszła w jej życiu. - Dziękuję bardzo. - Dodała z uśmiechem, widać było, że cieszy się ze swojego zupełnie nowego stanu cywilnego. - Czy będzie to bardzo płytkie jeśli powiem, że w końcu czuję się szczęśliwa? - Nie zamierzała tłumaczyć Atreuswi tego, jak bardzo wyboista droga doprowadziła ją do tego małżeństwa, ile lat właściwie trwało to, aby ona i jej mąż uświadomili sobie, że to jedyna droga jaką mogą podążać. Wybrała więc najprostszą, najbardziej przewidywalną odpowiedź z możliwych.

Sięgnęła po pióro które znajdowało się na biurko, aby zająć czymś dłonie, gdy Bulstrode zaczął mówić. Bardzo uważnie słuchała tego, co miał do powiedzenia. Nie zadawała pytań dopóki nie skończył mówić, nie chciała mu przerywać. Zaciekawił ją już pierwszym zdaniem, bo brzmiało to, jak coś większego, skoro sprawa nie dotyczyła żadnego konkretnego denata.

- Może zacznę od tego, iż dziękuję za zaufanie. - Nie przychodziło się z taką propozycją do pierwszej, lepszej osoby, miała tego świadomość. Najwyraźniej musiała sobie czymś zasłużyć na to, że padło właśnie na nią. - Z tego, co zrozumiałam, proszę mnie poprawić jeśli się mylę, tworzy się jednostka do spraw śmierciożerców i mam się stać jej członkiem? - Wolała się upewnić, że wszystko dobrze zrozumiała. - Jak najbardziej nie widzę problemu w tym, aby zaangażować się w sprawę. Problem staje się coraz bardziej widoczny, więc warto jest się nim zająć. Chętnie dołączę do tego zespołu, bardzo wielu ludzi ucierpiało, jeśli więc mogę jakoś wesprzeć tych, którzy przeżyli, pomóc Wam dorwać tych, którzy już dawno powinni zostać złapani to jak najbardziej się na to piszę. - Ton jej głosu wcale się nie zmienił, nadal brzmiał jakby rozmawiali o pogodzie, w głębi duszy cieszyła się jednak bardzo, że ktoś postanowił dobrać się śmierciożercom do skóry.




RE: [15.10.1972] Until we're bones - Atreus Bulstrode - 06.06.2026

— Płytkie? Gdzie tam. Wydaje się bardzo na miejscu — uśmiechnął się do niej, chociaż chyba gdzieś w środku nie podzielał aż tak słodkiego entuzjazmu związanego z małżeństwem. Była to dla niego jakaś umowa, dokument, według czego społeczeństwo postrzegało dwójkę ludzi jako jedno, ale nie był przekonany na ile ten drobny akt mógł faktycznie człowieka uskrzydlać. Nie zamierzał jednak przesadnie podważać tego, co czuła Prudence. Bo skoro w jej przypadku faktycznie miało to przysparzać szczęścia, takiego prawdziwego i głębokiego, rozjaśniającego długie mroki życia, to kim on był żeby jej tego zabraniać.

— Cała przyjemność po mojej stronie — uśmiechnął się lekko. Zaufanie, tak, można było powiedzieć, że trzeba było posiadać chociaż odrobinę zaufania przy całej tej inicjatywie. To słowo jednak, mimo wszystko, wydawało mu się niezwykle mocne w całym biurokratycznym krajobrazie.

— Dokładnie tak — kiwnął głową, potwierdzając swoje własne słowa. — Bardzo się cieszę to słysząc. Ostrzegam jednak, ze pewnie jeszcze chwilkę naj zajmie dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. Zebranie zespołu to jedno, ale wprawienie wszystkiego w ruch to już zupełnie inna sprawa. Nie wyobrażałem sobie, że może to doprowadzić do tak wielkiej ilości papierkowej roboty — rzucił z jakimś zbolałym rozbawieniem. To było trochę jak śmiech przez łzy, bo oczywiście że musiał doświadczać jednej z najbardziej uciążliwych dla niego rzeczy w całym procesie organizowania jednostki. Oczywiście. Ale w sumie też dobrze, że pierwsze co zrobił to poszedł porozmawiać z Robertem. Dzięki temu nie musiał robić wszystkiego sam. — Ale w takim razie, dam znać naszemu sędziemu. Z biura Roberta Croucha będą szły wszystkie potrzebne dokumenty, żebyś mogła je podpisać. Masz w sumie jeszcze jakieś pytania?




RE: [15.10.1972] Until we're bones - Prudence Fenwick - 06.06.2026

- Pewnie zależy od tego, kogo dotyczy. - Jak wszystko. Punkt widzenia zależał od tego, co przytrafiło się komu w jego życiu. W jej przypadku włożenie obrączki na palec było czymś więcej niż tylko symbolem. Świadczyło o tym, że w końcu ktoś ją wybrał, postawił ponad wszystkim, porzucił całe swoje dotychczasowe życie, aby zostać u jej boku. Wybrał ją, przestał uciekać, wrócił do świata z którego kiedyś uciekł, zrobił to tylko i wyłącznie dla niej. To było wiele, naprawdę wiele, nie spodziewała się bowiem, że spotka ją coś takiego. Była to bardzo spontaniczna decyzja, przynajmniej dla tych, którzy nie znali ich historii, a ta była okropnie burzliwa i sięgała do zamierzchłych czasów, kiedy to rozpoczynała swoją naukę w Hogwarcie, uśmiechnęła się sama do siebie, bo przed oczami pojawił się jej obraz tego chłopca, którego wtedy poznała, z rozczochranymi włosami i brązowymi oczami pytającego o to, czy może usiąść z nią w jednym przedziale, poczuła też w powietrzu zapach gumy balonowej. Mrugnęła w końcu, co było przypomnieniem o tym, gdzie właściwie się znajdowała i kto przed nią siedział.

- Rozumiem, że taka sprawa wymaga dosyć mocnego zaangażowania, musisz wybrać odpowiednich ludzi, mieć pewność, że Cię nie zawiodą. - Nie mogli mieć przecież pewności, że śmierciożercy nie uśmiechali się do nich na ministerialnych korytarzach, wręcz przeciwnie spodziewała się, że często się mijali. W końcu komu mogło najbardziej zależeć na tym, aby pozbyć się mugoli, jeśli nie czystokrwistym? To im przeszkadzało to, że porządek świata się zmieniał.

- Niestety nasza praca wiąże się z ogromną ilością papierologii, ale czego się nie robi dla słusznej sprawy. - Wiedziała, że dla większości pracowników ministerstwa męczące było uzupełnianie dokumentów, ona sama czasem relaksowała się w ten sposób, była w tym pewna stałość, drugi wyglądały tak samo, a Prudence ceniła sobie porządek.

- Póki co nie mam żadnych pytań, jeśli będziecie czegoś ode mnie potrzebować, to wiecie, gdzie mnie znaleźć. Podpiszę wszystkie potrzebne dokumenty, czy ta inicjatywa ma pozostawać tajna? - Nie, żeby zamierzała wspominać komukolwiek o tym, że została zaangażowana w sprawę, zastanawiało ją jednak, czy powinna być czujna. Być może mogli o niej dyskutować ci których sprawa będzie dotyczyła, to mogłoby również być dość istotne w śledztwach, w końcu śmierciożercy na pewno chcieliby wiedzieć, że ktoś postanowił zacząć ich szukać oficjalnie.




RE: [15.10.1972] Until we're bones - Atreus Bulstrode - 10.06.2026

Punkt widzenia, zależał od punktu siedzenia, to fakt. Atresu jednak chciał być w jakiś sposób miły, bo szczerze powiedziawszy, nawet jeśli jej wyznanie mógł uważać za mało odkrywcze i typowe, to też wcale mu nie przeszkadzało. Każdy miał prawo odczuwać co chciał, a w momencie kiedy jednym okiem mógł podglądać tańczące dookoła niej kolory, cóż, jakoś łatwiej mu się wtedy rozmawiało. Gdyby była oklumentką, pewnie mógłby się nieco zastanowić, bo ci zawsze wprawiali go w pewnego rodzaju zastanowienie lub nawet niechęć. Z drugiej strony, sam miał czasem myśli, że chciałby nauczyć się tej umiejętności – tak jak za nią nie przepadał, bo ciężko było się przez nią przebić, tak zdawał sobie sprawę z tego, jak bywała poręczna. Pozwalała bronić się przed zauroczeniami, ale też działaniem takich istot jak wile czy selkie. A jeśli coś Atreusa już faktycznie w życiu irytowało, to były to momenty kiedy ktoś lub coś mieszały mu w głowie. Windermere czy Beltane tylko podbudowały jego zdanie w tym temacie.

— Dokładnie tak. A oprócz tego, dobrze by było gdyby wydawali się ludźmi chętnymi do współpracowania ze sobą — uśmiechnął się lekko, z pewnym zażenowaniem, ale nie było niczego żenującego w tym że dobrze było mieć zgrany ze sobą zespół. Co natomiast przeszło mu przez głowę, że z tego powodu odsunął od siebie parę obiecujących kandydatur. Co prawda wtedy kiedy o tym myślał, powodowanie było nieco bardziej egoistyczne, ale no… dobro drużyny też miał na myśli, tak.

Atreus, niestety, miał tę pewność. Wiedział, że gdzieś na korytarzach Ministerstwa Magii, głowami kiwali mu śmierciożercy. To dawno przestało być przypuszczenie, chociaż musiał przyznać, że ta świadomość przyszła do niego nagle i z odpowiednią dozą złości. Pojawiła się po Spalonej Nocy, po jego własnej tragedii, ale żyła w nim już w pewnej formie wcześniej, kiedy prowadził z Brenną sprawę młodej Avery.

— Tak, dobrze by było. Prosiłbym cię więc o to, żebyś nikomu o niej nie mówiła. Bardzo bym chciał, żeby taka pozostała, ale powiedzmy że o ten status będę dopiero formalnie walczył — rozłożył ręce, trochę zakłopotany, a trochę przyznając jej że niestety, ale pewne rzeczy pozostawały poza jego możliwościami. Co do tajności grupy, cóż, musiał przekonać Ministrę, że taki stan się jej opłacał.




RE: [15.10.1972] Until we're bones - Prudence Fenwick - 10.06.2026

Prue rzadko kiedy, aż tak otwierała się przed swoimi współpracownikami. Nie miała tendencji do dzielenia się swoimi emocjami, jednak skoro Atreus zapytał ją o to, jakie ma odczucia co do zmiany swojego stanu cywilnego, to się nimi podzieliła, sięgnęła po szczerość, bo czemu by miała tego nie robić. Było to całkiem miłą odmianą, jednak pewnie tylko chwilową.

- Tak, to prawda, to też jest istotne. - Współpraca było bardzo ważna w przypadku takich projektów, dobrze więc, gdyby osoby wybrane przez Atreusa nie skakały sobie do gardeł próbując udowodnić swoje racje. Na pewno odpowiednio przemyślał dobór osób, które miały być zaangażowane w tę inicjatywę. Na szczęście Prue bardzo profesjonalnie podchodziła do swojej pracy, potrafiła odsunąć na bok wszelkie niesnaski, kiedy chodziło o wyższe dobro. Zresztą rzadko kiedy odczuwała niechęć do ludzi, a nawet jeśli tak było to pozostawiała to dla siebie i swoich myśli. Potrafiła gryźć się w język, nawet gdy ktoś obok niej wygłaszał farmazony, wiedziała, że było to lepszym wyjściem niż bezsensowne próby udowadniania, że nie mają racji. Niektórzy byli niczym ściana, nie docierały do nich argumenty. Prue wolała robić swoje po cichu.

Nie znała jeszcze personaliów osób, które miały być zaangażowane w sprawę, ufała jednak temu, że Atreus odpowiednio wyszukał kandydatów. - Czy dostanę jakąś listę osób, które są zaangażowane w ten projekt? - Zapytała jeszcze. Tak właściwie to wcale nie było jej potrzebne, jeśli będą potrzebować jej wsparcia to na pewno ją znajdą, wolała jednak o to dopytać.

- Życzę więc owocnej walki, będę milczeć niczym grób. - Powiedziała jeszcze. To wcale nie było dla niej niczym dziwnym, nie miała w zwyczaju opowiadać o tym, czym się zajmowała. Rozumiała też, że w tym przypadku to było bardzo ważne, bo kto wie kto kręcił się na korytarzach ministerstwa. Śmierciożercy nie chwalili się swoimi personaliami, chowali się pod maskami, bo doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że nie są szczególnie akceptowani przez społeczeństwo. Była zadowolona, że w końcu ktoś postanowił się zabrać za to, aby zająć się konkretnie nimi, stawali się coraz większym problemem, cieszyło ją również to, że Atreus postanowił zaangażować ją w tę sprawę. Liczyła na naprawdę owocną współpracę, nikt bardziej nie zasługiwał na to, aby gnić w więzieniu od tych czarnoksiężników popierających Voldemorta. Uczynili naprawdę wiele zła.




RE: [15.10.1972] Until we're bones - Atreus Bulstrode - 13.06.2026

Wiedział, że Victoria z Brenną były w stanie dogadać się bardzo dobrze, w końcu były przyjaciółkami chyba od Hogwartu. On z nimi raczej też, chociaż drobne zgrzyty jakich się spodziewał, nie były niczym co by go w tym momencie zniechęcało. Hestia była trochę mniej pewnym elementem, ale w gruncie rzeczy to była dobra dziewczyna i porządna brygadzistka. A Prudence też wydawała mu się na tyle profesjonalna, że nie spodziewał się zgrzytów i z jej strony. Wierzył więc, że cokolwiek trafi im w ręce, to sobie z tym poradzą bez większych sprzeczek.

— Tak, kiedy już skład będzie pewny, zbiorę wszystkich razem, żeby wszyscy wiedzieli jak wygląda zespół i nasza współpraca — nie było to potrzebne, ale miał wrażenie że co najmniej wypadało się sobie pokazać. Budowanie zaufania w zespole, czy coś takiego. — Dziękuję — uśmiechnął się do niej lekko i podniósł ze swojego miejsca. — Cóż, nie będę cię już odrywał do pracy. Dziękuję, że znalazłaś dla mnie czas i postanowiłaś się zgodzić na moją propozycję. Tak jak mówiłem, dam znać sędziemu który się będzie zajmować naszymi sprawami i on podeśle odpowiednie dokumenty do podpisania. Do zobaczenia — pożegnał się z nią, dołączając do tego lekki uśmiech, a następnie zostawił ją samą, pozwalając wrócić do pracy. Teraz tylko musiał napisać do Croucha, żeby ten mógł zająć się odpowiednią dokumentacją. Gdyby mógł to pewnie sam siebie poklepałby po plecach za myśl, żeby zacząć od rekrutowania do sprawy prawnika, bo dzięki temu nie musiał przejmować się całą tą papierologią. 


Koniec sesji