09.06.2026, 18:48 ✶
To nie powinno sprawiać mu tyle przyjemności, nie w momencie kiedy jesionowe strzały wciąż sterczały z ciała, a krwawa raniła obficie, choć uwolniona magia powoli zaczęła proces regeneracji. To zdecydowanie nie powinno mu sprwiać przyjemności, ale trudno było nie zapaść się w dotyku błoniastego, w aksamit sączonych do wilczych uszu słów otuchy, zgrabnie tkanych komplementów i odurzającego zapachu perfum, które fae wybrał sobie na schadzkę. Gardłowy gulgot przypieczętował odstraszenie łowców, którzy przestali być jakimkolwiek problemem, zagrożenie minęło.
To znaczy… wcale nie minęło. Wciąż bowiem znajdował się na wrogim terytorium, wciąż był ranny, wciąż jego los zależał od… bardzo przystojnego i przyjemnie pachnącego i - dodajmy to - równie nierozsądnego fae.
Na Dworze Wiosny coś takiego NIGDY nie miałoby miejsca. Raz, że wszyscy doskonale byli świadomi zmiennokształtności wysoko urodzonych, dwa, że wszyscy byli świadomi, które zwierzę przynależało któremu członkowi rodu, trzy, że nikt nie powoliłby sobie nazwać go królem, gdy jego starszy brat pełnił rolę Księcia. Sytuacja zaiste zdawała się surrealistyczna w swoim wymiarze, zupełnie jakby śnił.
Może rzeczywiście śnił, bo szczerze wątpił, aby błoniaści potrafili być tak piękni i delikatni w gestach.
Sapnął, pozwalając chrapom zadrgać nieco, jako oczywiste przyzwolenie na podejście kobiety, ale niechby próbowała go dotknąć, to nie zamierzał trzymać zębów ukrytych mimo wyraźnej prośby jego wybawcy. Nie wykraczał myślą zbyt daleko, mógł oczywiście się przemienić, ale na cóż niszczyć tak wyborną chwilę, gdy palce zatopione w gęstej czarnej sierści sprawiały tak wielką przyjemność, pomagając zapomnieć o bólu i strachu, o chwilach w których był przekonany, że już pożegnał się ze swoim życiem w najgłupszy z możliwych sposobów.
Upolowany.
Dlatego też poprawił ułożenie łba, przesunął się nieco, pozwalając swojemu „tymczasowemu słudze” trafić w pieszczocie na punkt przyjemnie łaskoczący skołowany układ nerwowy, co w odzwierzęcym odruchu nakazało przerośniętemu wilkorowi oblizać kilkukrotnie wilgotny wciąż n99os. Nie myślał o przyszłości, o tym, że wieczorem wszyscy dyplomaci spotkają się w gwiezdnej sali, by omówić przyszłość Prythianu, że być może za kilka godzin miną się tam nie wymieniając ze sobą ani słowa, bo czemu mieliby. Liczył się tylko ten krótki moment, który…
Zarzucił łbem w górę, gdy zawartość saszetki wylądowała na ranie, warknął wściekle i kłapnął zębami w powietrzu, choć w żaden sposób nie zahaczył nimi choćby o ubranie klęczącego przy nim fae. Sapiąc ciężko, w piekącym dyskomforcie leczniczego pyłu oparł się, tym razem o bark bruneta, aby napierając nań powstrzymać ewentualne kolejne odruchy, Już wystarczy, że kilka razy kompulsywnie jego tylna łapa wieżgnęła, nie rozumiejąc czemu reszta ciała nie poddaje się woli ucieczki od bólu.
Głaskaj mnie.
Pomyślał zniecierpliwiony, chcąc z tej absolutnie jednorazowej sytuacji, wyciągnąć jak najwięcej mimo wszystko przyjemnych wspomnień. Nie zwrócił uwagi, że w swym zniecierpliwieniu, wielgachny czarny ogon kilkukrotnie zamiótł leśne poszycie w wyczekującym geście.
To znaczy… wcale nie minęło. Wciąż bowiem znajdował się na wrogim terytorium, wciąż był ranny, wciąż jego los zależał od… bardzo przystojnego i przyjemnie pachnącego i - dodajmy to - równie nierozsądnego fae.
Na Dworze Wiosny coś takiego NIGDY nie miałoby miejsca. Raz, że wszyscy doskonale byli świadomi zmiennokształtności wysoko urodzonych, dwa, że wszyscy byli świadomi, które zwierzę przynależało któremu członkowi rodu, trzy, że nikt nie powoliłby sobie nazwać go królem, gdy jego starszy brat pełnił rolę Księcia. Sytuacja zaiste zdawała się surrealistyczna w swoim wymiarze, zupełnie jakby śnił.
Może rzeczywiście śnił, bo szczerze wątpił, aby błoniaści potrafili być tak piękni i delikatni w gestach.
Sapnął, pozwalając chrapom zadrgać nieco, jako oczywiste przyzwolenie na podejście kobiety, ale niechby próbowała go dotknąć, to nie zamierzał trzymać zębów ukrytych mimo wyraźnej prośby jego wybawcy. Nie wykraczał myślą zbyt daleko, mógł oczywiście się przemienić, ale na cóż niszczyć tak wyborną chwilę, gdy palce zatopione w gęstej czarnej sierści sprawiały tak wielką przyjemność, pomagając zapomnieć o bólu i strachu, o chwilach w których był przekonany, że już pożegnał się ze swoim życiem w najgłupszy z możliwych sposobów.
Upolowany.
Dlatego też poprawił ułożenie łba, przesunął się nieco, pozwalając swojemu „tymczasowemu słudze” trafić w pieszczocie na punkt przyjemnie łaskoczący skołowany układ nerwowy, co w odzwierzęcym odruchu nakazało przerośniętemu wilkorowi oblizać kilkukrotnie wilgotny wciąż n99os. Nie myślał o przyszłości, o tym, że wieczorem wszyscy dyplomaci spotkają się w gwiezdnej sali, by omówić przyszłość Prythianu, że być może za kilka godzin miną się tam nie wymieniając ze sobą ani słowa, bo czemu mieliby. Liczył się tylko ten krótki moment, który…
Zarzucił łbem w górę, gdy zawartość saszetki wylądowała na ranie, warknął wściekle i kłapnął zębami w powietrzu, choć w żaden sposób nie zahaczył nimi choćby o ubranie klęczącego przy nim fae. Sapiąc ciężko, w piekącym dyskomforcie leczniczego pyłu oparł się, tym razem o bark bruneta, aby napierając nań powstrzymać ewentualne kolejne odruchy, Już wystarczy, że kilka razy kompulsywnie jego tylna łapa wieżgnęła, nie rozumiejąc czemu reszta ciała nie poddaje się woli ucieczki od bólu.
Głaskaj mnie.
Pomyślał zniecierpliwiony, chcąc z tej absolutnie jednorazowej sytuacji, wyciągnąć jak najwięcej mimo wszystko przyjemnych wspomnień. Nie zwrócił uwagi, że w swym zniecierpliwieniu, wielgachny czarny ogon kilkukrotnie zamiótł leśne poszycie w wyczekującym geście.